13 listopada, 2007

Zaczarować z byka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:05
          Zdarzyło mi się w lipcu mijającego roku wystąpić w towarzystwie kilku znakomitych wykonawców balladowych w koncercie "Dobry Wieczór Bardów", ktory odbył się na Zamku w Olsztynie. Wystąpili:

plakat.jpg

          Pogoda, jak zamówiona, sprzyjała próbom, któreśmy przed koncertem na Zamku czynili. Szło nam jak z płatka, co zapowiadało dobry koncert. Ma zamkowym dziedzińcu, po którym Kopernik...,  odbijało się echem kilkaset lat historii i trochę dźwieków z naszych gitar. Za murami Łyna opływała gwarną, olsztyńską Starówkę, na której tłumy turystów raczyły się atrakcjami sezonu. Naszą próbę kończył Andrzej Garczarek. Andrzej, to gość, o którym można powiedzieć, że z krwi i kości artystą jest niezwykłym. Nie chcę naduzywać pojęcia "legendarny", ale w tym przypadku byłoby to na miejscu. Poznałem go w jakimś klubie studenckim. Gdzie i kiedy, nie pamiętam. Pamiętam tylko, że wtedy ogromne wrażenie zrobiła na mnie ballada, którą śpiewał. Ballada z takim oto refrenem "Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał/ Wrogów poszukam sobie sam/ Dlaczego kurwa mać bez przerwy/ Poucza ktoś w co wierzyć mam".
          W tamtych czasach śpiewanie o "...tankach nad Wełtawą..." i o pomocy jaką oferowali nam bracia z NRD, o całym tam socjalistycznym zakłamaniu i smutnej paranoii, nie było rzeczą banalną i prostą. A jeszcze tak śpiewać jak Andrzej, nie było rzeczą łatwą. Potem spotykaliśmy się rzadko, gdzieś w trasie, albo tak jak w 1981 r. na "Przeglądzie Piosenki Zakazanej" w Gdańsku. Później słuchałem Andrzeja w "Trójce" gdzie przez wiele lat prowadził program "Literacko-muzyczny kantor wymiany myśli i wrażeń". W 2000 roku spotkaliśmy się na "Przeglądzie Piosenki Autorskiej" i teraz w Olsztynie. Tym razem Andrzej nie tylko piosenkami zwrócił moją uwagę. Gdy skończyła się próba i wszyscy zajęli się swoimi prywatnymi sprawami, a pusta scena wyglądała jak porzucone pudło na wielki tort, Andrzej wdrapał się na to pudło raz jeszcze, usiadł na krześle i zastygł w bezruchu. Obserwowałem go dłuzszą chwilę, gdy z zamkniętymi oczami oswajał zamkową ciszę i zastanawiałem się nad tym, cóż ten poeta pod powiekami chowa. On trwał kilka minut w bezruchu. Nagle podniósł głowę i jakby z byka spojrzał na puste rzedy krzeseł przygotowane dla publiczności...

andrzej-garczarek-fot. W. Chyliński.jpg

Chwilę potem wstał i pewnym krokiem  zszedł ze sceny. Andrzej Garczarek tamtego wieczoru śpiewał pierwszy, otwierając koncert. Występowałem po nim. Gdy tylko znalazłem się na scenie zrozumiałem co on na tej scenie robił po próbie. On ja czarował i zaczarował,  za co jestem mu wdzięczny do dzisiaj. To był naprawdę dobry wieczór bardów.
11 listopada, 2007

11 listopada - Urodziny Rodziny

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:51
          Moja ulica nie jest wielka. Trzydzieści domków, nie więcej. Sasiedzi, prócz jednego, są mili i uczynni. Znamy się, choć natrętnie nie wchodzimy sobie w drogę. Można rzec, że dzięki ulicy jesteśmy Rodziną. Moje trzy miasta są duże i bardzo odmienne, choć historia je połączyła w jeden wielki, miejski organizm. Można chyba rzec, że dzięki połączeniu jesteśmy trójmiejską Rodziną. Moje wielkie miasto poskładane jest z setek tysięcy ludzkich losów, a mój kraj z kilkudziesięciu milionów. Można rzec, że dzięki tej składance jesteśmy Rodziną. Moja Rodzina ma dzisiaj urodziny.
          Moja ulica nie jest wielka. Dzisiaj tylko jeden sąsiad, ten niesympatyczny, wywiesił przed domem narodową flagę. Reszta... albo nie ma flag, albo kocha swoją Rodzinę zwyczajnie, bez fanfar.  Może to i banał, ale lepiej wyjdziemy na tym, jak będziemy dbać o Rodzinę codziennie, a nie tylko przy święcie. W moim ogrodzie na urodziny Rodziny, zamiast flagi, powtórnie zakwitła róża. Sama z siebie, w patriotycznym zrywie. Oto ona:

roza-11xi2007r.jpg

          Moja ulica nie jest wielka.  Ot, jedna z miliona małych ulic w kraju. Mój kraj, to średniak wśród państw Europy. Można rzec, że słowo "wśród" sprawia, że jesteśmy Rodziną. Europa jest jednym z kontynentów, na którym żyją ludzie. Można rzec, że... PS. Ciekawe gdzie w Trójmieście można kupić polską flagę? Może róża nie zechce w przyszłym roku zakwitnąć dwa razy -  zwyczajnie i narodowo.
09 listopada, 2007

Czas na nas - 50 lat Żaka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:31
         Nie pamiętam, który to był rok, ale pamiętam, że czułem się zaszczycony przekroczywszy pierwszy raz  próg legendarnego, studenckiego klubu "Żak". A potem... Potem zaczęła się juz moja "ostra jazda bez trzymanki". "Spotkania Jesienne", koncerty Eli Wojnowskiej, Eli Adamiak, grupy "SBB",  Helmuta Nadolskiego, "Wałów Jagiellońskich",  schody na piętro, Salon Duśki i Wojtka, pani Ewa, która na kredyt w kawiarni dawała mi wino, "Dziennik Akademicki", sala z okrągłym stołem, Tadziu Wójtowicz, prezesi Andrzej Gruszczyk, Jerzy Misiorny i Zbyszek Jasiewicz, Wojtek Kaczorowski, Leszek Makowiecki i zespół "Babsztyl", Dorota Sobieniecka, Zbyszek Gach, Janusz Hajdun, Kasia Korczak, Jurek Kozłowski, Jurek Piskorzyński, Geniu Kuper,  Ania Czekanowicz, Adzik Zawistowski, Janusz Kasprowicz, Marek Prusakowski z kabaretem "Jelita", sławny DKF z Bokińcem Lucjanem na czele, w którym oglądałem, to co było dobre i czesto zakazane, i sławny Błażej i nie mniej sławny Zeus. Wreszcie  Andrzej Kosicki, Grzegorz Boros i Ludwik Klinkosz, to tylko niektórzy ludzie, zdarzenia i rzeczy z tamtych lat, które z Żakiem i jego siedzibą przy Wałach Jagiellońskich, a potem przy ul Długiej, mi się kojarzą.
          Rzeczy, które wciąż pamiętam i ludzie, którzy tę pamięć czynią żywą. Żak dał mi bardzo wiele cennych znajomości, ale najpiękniejszą i najbardziej przeze mnie cenioną była i jest znajomość z moją żoną Asią, która w Żaku prowadziła kiedyś dyskoteki, będąc nie tylko studentka filologii polskiej Uniwersytetu Gdańskiego i działaczem Komisji Kultury, ale również zwyciężczynią Ogólnopolskiego Konkursu Prezenterów Dyskotekowych. Już tylko ta znajomość czyni w moim życiu klub Żak niezwykle zasłużonym, że nie wspomnę o naszym "drugim" (dla przyjaciół i znajomych) weselu, które odbyło się także w Żaku. Nie dziwota więc, że wczoraj, z okazji 50- tych urodzin Żaka, pobiegliśmy z Asią na obchody. Oto moja relacja: Zaczęło się oficjalnie. Obecna Pani Prezes Magdalena Renk-Grabowska, która po Lucjanie Bokińcu przejęła DKF, a potem cały klub, przywitała przypominając, a...

50-lecie-zaka-obecna-prezes-klubu-magdalena-renk-grabowska

następnie przemówił reżyser Wowo Bielicki wzruszając wszystkich do łez apelem, który skierował do dzisiejszych Żakowców - Czyńcie tak, aby wasze ślady byly nie do zatarcia.

50-lecie-zaka-wowo-bielicki1

Po sławnym reżyserze wystąpił jeszcze sławniejszy Jacek Federowicz, który w licznym towarzystwie odbierał zaszczyty i nagrody z rąk Prezydenta Gdańska - Pawła Adamowicza.

jacek-federowicz-odbiera-nagrode-z-rak-prezydenta-gdanska-pawla-adamowicz-50-lecie-zaka

Tak samo jak Lucjan Bokiniec

50-lecie-zaka-lucjan-bokiniec

A później wszystkich, w tym także ostatniego prezesa "starego" Żaka -Jurka Misiornego...

50-lecie-zaka-jerzyl-misiorny-najweselszy-prezes

...zaproszono do kawiarni i sal wystawienniczych.

50-lecie-zaka-sala-kawiarni1

Z przyjemnością skonstatowałem, że moja Asia w nowym Żaku wygląda równie ładnie jak w starym.

50-lecie-zaka-asia-z-andrzejem-pawlukiewiczem

Andrzej "Mały" Pawlukiewicz - niegdyś Wał Jagielloński, a obecnie muzyk i kompozytor Eli Adamiak, Andrzeja Poniedzielskiego i Marcina Dańca - też nie wyglądał na swoje lata.  U góry Andrzej z Asią, a poniżej Andrzej z uroczą Ewą… Rachoń, w której kiedyś podkochiwał sie Jacek Zwoźniak.

50-lecie-zaka-ewa-rachon-i-andrzej-pawlukiewicz

Retrospektywną wystawę oglądałem w towarzystwie legendarnego basisty Helmuta Nadolskiego i równie uroczego Marka Prusakowskiego

50-lecie-zaka-helmut-nadolski-i-marek-prusakowski

I podtrzymywałem przyjaźń z cudowną poetką, kiedyś moją koleżanką w poetyckiej grupie "Wspólność", a dzisiaj ważną Panią od Pana Prezydenta Miasta Gdańska - Anią Czekanowicz

50-lecie-zaka-ania-czekanowicz-i-waldek-chylinski

Działo się pięknie i jak kiedyś - zabawowo. Byłbym pewnie chętnie, jak kiedyś, zabawił do rana, gdyby mi Asia, w jakiś czas po północy nie powiedziała, że czas na nas.  Faktycznie,  jeszcze ciągle jest na nas czas.
03 listopada, 2007

Obrazy i chamstwo

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 20:11
          Obrazy dzisiaj, to powszechna rzecz. Wszyscy obrażają PiS. PiS chodzi obrażony i wszystkie obrazy skrzętnie notuje w zeszycie, by naród wiedział za co ma przepraszać.
          Ja dzisiaj chciałbym przeprosić Pana Prezydenta i wszystkich z PiSu za obrazy, które przedstawiam. 
Ponieważ  obrazy te dotknęły mnie niedawno do żywego, to zapewne dotkną wrażliwe poczucie bycia istotą żywą istotne istoty z kręgów obu wiadomych braci, którzy nie są jednostkami biologicznymi.
Oto moje obrazy z wrześniowych spacerów z Asią po górach:

 zakopane-2007-035.jpg

zakopane-2007-166-hala.jpg

zakopane-2007-049-widok-na-tatry.jpg

zakopane-2007-026-potok.jpg

zakopane-2007-107-helikopter-w-gorach.jpg

zakopane-2007-275-gory-z-doliny.jpg

zakopane-2007-287-gora.jpg

A, że jesień była tuż, tuż, to za jesień, za kamienie i za potok też przepraszam.

zakopane-2007-327-jesien-w-potoku.jpg

I za chamstwo, jakim było wspieranie przez Asię zbiórki na kiełbasę (wyborczą?) nie tych, co trzeba, też przepraszam.

zakopane-2007-096-asia-wspiera-psa.jpg
26 paĽdziernika, 2007

Bursztyn na drzewie, a pod drzewem...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:24
          Mój dom stoi na jednym ze wzgórz morenowych, które otaczają Trójmiasto. W związku z szaloną rozbudową całej trójmiejskiej aglomeracji, mój dom znalazł się prawie w samym jej centrum. Z jednej strony widzę panoramę Gdyni, z drugiej  mam Trójmiejski Park Krajobrazowy, z Sopotem za lasem, a z trzeciej obwodnicę. Z czwartej świadomość, że wciąż jestem gdańszczaninem w Gdyni. Dzięki takiemu położeniu blisko mam na plażę, do lasu, na Kaszuby i do nostalgii. Ponieważ nostalgii najbardziej sprzyja jesień - wybrałem się dzisiaj z psem na spacer do lasu. A w lesie bursztyn na drzewie.

bursztyn-na-drzewie.jpg

Przechodząc obok pustych ogródków działkowych podziwiałem ostatnie jabłka.

ostatnie-jablka.jpg

Ucieszyłem oczy słońcem w lesie.

jesien-w-gdyni-2007.jpg

Ukoiłem nerwy lasem.

pazdziernik-w-lesie-2007.jpg

Zachwyciłem się jesienią, nasyciłem, najadłem, napasłem, obżarłem...

jesien-2007-w-gdyni.jpg

I kiedy taki zadowolony wracałem do domu, na brzegu lasu,  pod drzewami rosnącymi tuż obok orłowskich posiadłości, na  taki oto widok się natknąłem:

smieci-w-orlowie.jpg

          Niebo nad głową, a pod nogami rzeczywistość. Bursztyn na drzewie, a pod drzewem śmietnik. Gospodarna Gdynia, a pod Gdynią... Szkoda.
24 paĽdziernika, 2007

Wernisaż czyli MÓC

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:08
          Życie artysty zależy od dwóch MÓC. Pierwsza móc, to móc być artystą, a druga móc, to móc z tego wyżyć. Dlatego dla artysty, prócz samego procesu tworzenia  ważny jest proces sprzedaży, tego co się stworzyło. Temu drugiemu procesowi i drugiemu MÓC służyć mają spotkania autorskie, koncerty i wernisaże. Tak jak zapowiadałem, w poniedziałek udałem się do galerii Malt w Sopocie.

elwira-galeria2.jpg

         Współzałożycielem owej galerii okazał się Piotr Bałtroczyk, który bedąc prześmiewcą olsztyńskim jest także sopocianinem - poniekąd. To on zaprosił na wernisaż  do swojego lokalu znaną olsztyńską malarkę, a jednocześnie żonę mego przyjaciela - Elwirę Iwaszczyszyn.

elwira-wernisaz-3-portret.jpg

          Ku memu zaskoczeniu wśród gości zobaczyłem Krzysztofa i Elę Kowalkowskich, o których pisałem w listopadzie 2006 roku -""Co nieco" u Eli i Krzysia". Jak się okazało o wernisażu dowiedzieli się z moich "Codzienności" i postanowili  zrobić mi niespodziankę. Nie była to jedyna niespodzianka tego wieczoru. Drugą była obecność Stefana Brzozowskiego, szefa zespołu "Czerwony Tulipan", który jak zawsze, tak i tym razem, wspierał mafię olsztyńskich artystów, towarzysząc Ewie Cichockiej - solistce "Czerwonego Tulipana". Co tu gadać - pilnował interesów.

stefan-brzozowski.jpg

Było przyjacielsko, miło i serdecznie.

elwira-mateusz-ewa-i-czysty.jpg

I miłośnie.

elwira-i-mateusz-pocalunek.jpg

          I bardzo dobrze, bo jest jeszcze trzecia MÓC, od której artysta jest uzależniony to... miłość. Widać ją na wszystkich obrazach Elwiry. Jak kto nie wierzy, to niech wpadnie do galerii Malt w Sopocie przy Monciaku 36/5 i zobaczy. Warto! Tytuł wystawy: Czerwona Rękawiczka
21 paĽdziernika, 2007

Spieprzaj Dziadu

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:48
          Uff!!! No to..., po zawodach. Jak pewnie większość, tak i ja w tym opóźnionym ogłoszeniu wyników wyborów węszyłem kolejny podstęp, kolejną zagrywkę i niegodziwość PiSu, ale skończyło się dobrze. Mam nadzieję, że wygrała normalność nad małością, dusznością, zawiścią i podłością. Myślę, że wygrała w nas ta lepsza strona, która jest odwrotnością klasy Kaczyńskiego. Jarosława Kaczyńskiego, który w ostatnim słowie postawił  mnie i wszystkich, którzy mają go za nieudacznika, w jednym szeregu z mordercą ks. Popiełuszki. Brawo. Cóż odpowiedzieć? Zostaje chyba tylko zacytować braciszka bliźniaka Pana Premiera - Spieprzaj dziadu!
20 paĽdziernika, 2007

Cisza..., a potem malarstwo Elwiry Iwaszczyszyn

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:28
          Pada, wieje i znowu pada. Zimno. Nawet nie mogę tego pokazać, bo wciąż nie działa funkcja umieszczania zdjęć na tej stronie. A nabyłem nowy aparat ( stary położyłem na dachu samochodu i odjechałem) i bardzo chciałbym się popisać, a właściwie chyba "pozdjęcić", może nawet poujmować. Administrator obiecał, że..., ale wiecie jak to jest z obietnicami. PiS, LiD, PO i inni też obiecują, wciąż obiecują i... acha, cisza wyborcza.
          Od trzech dni zajmuję się zbijaniem bąków i gorączki grypowej, a dodatkowo też tej przedwyborczej. W głowie mam mętlik i zamieszanie. W uszach szum, w nosie śluzo-spad, a w myślach widok na łąki leniwe, przez które wije się potok bzdur.
Dzięki Bogu Asia wie o co w tym wszystkim chodzi i aplikuje mi, a to lekarstwo, a to dobre słowo i jakoś się trzymam. Mam nadzieję, że do poniedziałku już będę na nogach, bo w poniedziałek idziemy na wernisaż malarski Elwiry Iwaszczyszyn.
          Elwirę poznałem na początku lat osiemdziesiątych w Olsztynie. Wróciła wtedy z Gdańska, gdzie studiowała malarstwo na ASP, u prof. Kiejstuta Bereźnickiego. Jako żona Mateusza Iwaszczyszyna ( gitarzysty z naszego zespołu ) wnosiła swoim zachowaniem do naszej paczki powiew niezwykłości i jakiejś takiej, cudownej dziwoty ubranej w szal nieodgadnionej, wznoszącej się jak mgła, kobiecości.
Kiedy ostatnio odwiedziłem w Olsztynie dom Mateusza i Elwiry przywitały mnie jak zawsze Jej obrazy. Nie jestem znawcą, a tym bardziej krytykiem sztuki, ale i bez tej wiedzy wiem, że to co Elwira maluje, i jak to robi, jest dla mnie ważne, bo sprawia, że moja dusza zaczyna tańczyć, wirować, pląsać i czuć się lepiej. Jej obrazy mówią, szepczą, dają znaki, a czasami tylko trącają lekko w ramię i już wiesz o co w życiu chodzi. I o to chodzi.
          W poniedziałek, o godz.19.00, w sopockiej galerii "Malt" przy ul. Bohaterów Monte Cassino 36/5  odbędzie się otwarcie wystawy Elwiry pt.  "Czerwona Rękawiczka". Z zaproszenia wynika, że będą wystawiane nowe dzieła Elwiry, a więc takie, których nie widziałem. Tym bardziej jestem ciekaw.  Prócz obrazów ma być na wernisażu także Ewa Cichocka ( dawniej moja koleżanka z zespołu "Kaczki...", a obecnie przyjaciółka z "Czerwonego Tulipana"), z  niezwykłym, solowym popisem. Tego też nie wolno odpuścić. No i proszę, będę miał w Sopocie poniedziałek  całkiem olsztyński, bo coś mi mówi, że i ta galeria ma dużo wspólnego z olsztyniakiem i prześmiewcą Piotrkiem Bałtroczykiem. Pójdę i sprawdzę.
Do galerii wchodzi się od Monciaka, przez bramę między "Wedlem", a knajpką " Złota Rybka". Po drodze więc można złożyć życzenia sobie i światu, które zostaną spełnione zaraz po wejściu do galerii.  Do zobaczenia
16 paĽdziernika, 2007

Emocje

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:28
I kto by pomyślał, że mnie, siwiejącego faceta, co to z rozsądkiem przy stole siadać powinien, takie ogarną emocje.  Wściekam się i  cieszę na przemian, zatrważam i wpadam w euforię, klnę i dodaję otuchy, a wszystko to czynię nie odchodząc od telewizora. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że swoje ożywienie zawdzięczam kilku facetom, których szczerze nie lubię. Czuję się jak gość, którego podnieca, budząc złe instynkty, kobieta okropna z fiołem na głowie, zezem w oczach i plugastwem w słowach. Kobieta odrażająca, która wbrew twej woli wiedzie cię do złego.  Przecież jestem tolerancyjny - mówię sobie w takich chwilach - przecież staram się być dobrze wychowany, przecież moja prawda jest subiektywna, a poczucie sprawiedliwości niekoniecznie prawe, a jednak... Za każdym razem, gdy któryś z braci przemawia do mnie, niby chorego, niby nieporadnego i ogłupiałego czuję, jak zaczyna mnie świerzbić ręka, a zawór bezpieczeństwa moich emocji wylatuje z hukiem w powietrze.  - O ty... - zaczynam wrzeszczeć do telewizora - ty...ty... I pomyśleć. W moim wieku takie emocje?
28 sierpnia, 2007

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:33
          Gdy Asia z Radkiem przywieźli ją do domu była długa, chuda i miała wielgachną głowę z odstającymi od niej szczękami. Pierwsze wrażenie, to strach i trwoga. Nieufna weszła do domu, obwąchała kąty, spojrzawszy na mnie warknęła tak, że mnie ciarki po plecach przeszły i usiadła w nogach Asi. Nie mnie, nie Radka, ale właśnie Asię wybrała sobie na opiekunkę i osobę, która także wymaga opieki. Od tamtej pory Asia i ona są nierozłączne. Opiekują się sobą wzajemnie i nie daj Boże przy Asi gwałtownie podnieść rękę, czy w jakiś inny, podejrzany sposób się zachować. Ona bez ostrzeżenia staje na wysokości zadania i dzięki temu Asia ma stale komfort czucia się bezpieczną. Dora, bo tak zwie się "nasz" pies, towarzyszy Asi gdzie tylko i kiedy tylko może. Jest przy niej w domu, w ogrodzie, na spacerze, w kuchni i...

dora.jpg

...wszędzie. Waruje przy łóżku, w łóżku i pod łóżkiem. Wyobraźcie sobie, jakich sztuczek człowiek musi się nauczyć, by móc ułożyć się spokojnie do snu, nie narażając się jednocześnie na czujne, niedowierzające spojrzenia psa, który pilnuje mojej żony. Spyta ktoś - A co z seksem?
Ano - jakby to powiedzieć - Nasz bojowy pies Dora na szczęście lubi czasami oglądać telewizję Uwielbia "Animal Planet". Szczególnie podobają się jej filmy o małpach i ich obyczajach. Szczeka, gdy zobaczy na ekranie samca goryla i merda ogonem na widok samicy otoczonej małymi gorylątkami. Babska solidarność?
Nasi goście często boją się Dory i ja im się nie dziwię, bo Dora groźnie wygląda. Za amstafami idzie czarna legenda ludojadów, a tak naprawdę są to najmilsze i najłagodniejsze psy na świecie. Trzeba im tylko wytłumaczyć świat i trzeba je pokochać. Jak każdego, jak wszystkich.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY