09 lutego, 2010

Haczyk

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:06
          Nie pisałem o tym wcześniej, ale los chciał, że prawie od roku żyliśmy w naszym domu bez towarzystwa psów. Szczególnie po śmierci Dory...

dora

...straciliśmy jakąkolwiek ochotę na nowego przyjaciela.
Już się prawie przyzwyczailiśmy do tej swoistej samotności, gdy oto nasz syn postanowił, że czas na zmiany oraz powrót do starych przyzwyczajeń i wartości. Nawet nie "pracował" nad nami zbyt długo. Gwoli prawdy rzec trzeba, że pierwsza złamała się Asia. Ja prawie do samego końca stawiałem opór mówiąc, że takiego psa jak Dora trudno będzie zastąpić. Gdy Asia z Radkiem wyruszali do schroniska "Promyk" w Gdańsku po psa, jedno było pewne - nasz nowy domownik i przyjaciel musi być amstafem.
         W latach siedemdziesiątych w Trójmieście powstał zespół Dr Hackenbush. Mimo że była to świetna kapela, szczęścia jej zabrakło i szerzej o niej słychać w Polsce nie było. Mijały lata i nagle słyszę od swojego dorosłego już syna, że jego ulubionym zespołem jest właśnie Dr Hackenbush. Ponieważ grało w tej formacji kilku moich znajomych, ucieszyłem się, że chłopaki grają do dzisiaj. Do dzisiaj jako Dr Hackebush, ale też grają jako Dr Huckenbush, gdy chcą trochę na scenie słownie pochuliganić. Choć, mówiąc delikatnie, mam ogromny dystans do takiej twórczości, to jednak starego, dobrego Dr Hackenbusha darzę sentymentem. Właśnie na cześć tamtego, kultowego zespołu Radek nowego psa postanowił nazwać Dr Hackenbushem, czyli w skrócie - Hakenem.
         Wybieranie psa trwało przez jakiś czas. Asia z Radkiem podróżowali do schroniska "Promyk" przez dwie kolejne niedziele i chodzili tam z różnymi psami na spacery, bacznie im się przyglądając. Wreszcie wybór padł na czarnego potwora. Haken, gdy pojawił się w domu, od razu zrobił na mnie duże wrażenie. Skamieniałem przy wejściu niemal tak samo, jak w dniu, w którym pierwszy zobaczyłem Dorę. Szybko się jednak okazało, że nasz nowy domownik jest, tak jak Dora - i jak chyba wszystkie amstafy - psem nadzwyczajnej łagodności. Choć może nie wygląda, to zapewniam, że w tym czarnym kłębku mieści się sama radość i...posłuszeństwo. Oto nasz Dr Hackenbush:

haczyk

          Przesiedział w schronisku piętnaście miesięcy. Nic poza tym pewnego o nim nie wiemy. Nikt go nie chciał, bo na pierwszy rzut oka chyba nie budził zaufania. To Asia go zauważyła, a po pierwszym spacerze przekonał się do niego Radek. Po trzech tygodniach nie oddałbym naszego Haczyka (tak go nazywam) za nic na świecie. Ma trzy lata i bez tresury, na którą Dora chodziła prawie rok, umie wszystko. Ktoś kiedyś świetnie go ułożył. Pewnie na zawsze zostanie dla nas zagadką, dlaczego taki kochany i dobrze wychowany pies został sam. Haczyk jest dla mnie kolejnym dowodem na to, że można i należy w życiu liczyć na szczęście. A skoro o szczęściu...
         Gdy pisałem ostatnio o naszych zabiegach przy promocji "Miny Tyma..." zapomniałem dodać, że ukazał się w "Gazecie Wyborczej" materiał o tym, jak kręciliśmy teledysk. Proszę spojrzeć:

gazeta-wyborcza

          Poza tym nadal zachęcam do głosowania (linki w poprzednim wpisie). W Chicago, po raz wtóry, piosenka nasza zajęła pierwsze miejsce, a w Koszalinie przesunęła się na miejsce trzynaste Choć nie jestem wytrawnym słuchaczem radia udało mi się wczoraj w Trójce usłyszeć "Minę Tyma", którą zapowiedział Artur Andrus. Wiem od mojej australijskiej przyjaciółki, że dzisiaj nasza "Mina..." będzie miała premierę w australijskim radio i została zauważona wśród internetowej Polonii w Australii
          Trochę zimy latem im nie zaszkodzi. Wynika z tego wszystkiego tyle, że na życie dobrze jest mieć niezłego Haczyka, a wszystko się pięknie samo ułoży. Rozważcie to moi kochani internauci i odwiedźcie przy najbliższej okazji schronisko dla psów. Czeka tam na Was prawdziwe szczęście. Gwarantuję.


31 stycznia, 2010

A w Australii...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:25
          Styczeń zleciał szybciej niż śnieg z nieba. Stycznia już prawie nie ma, a śnieg leży i cholera wie, kiedy mu się znudzi. Jestem pewien, że większość blogerów zaczyna teraz swoje wpisy od obrazków i zdjęć zasypanych śniegiem lasów, pól, miast i wsi. Zima kiedyś sprzyjała chodzeniu do kina i nie zdarzyło się, by podczas śnieżnych i mroźnych miesięcy Kronika Filmowa, po pokazaniu spustu surówki i nowego traktora, nie dała kawałka pod tytułem "A w Australii...". To i ja dzisiaj dzięki zaprzyjaźnionej Australijce, Teresce T.  zaserwuję wszystkim lato. Państwo życzą? Proszę bardzo. Oto: A w Australii...

a-w-australii-lato-1

...a jakże ? Jest lato!

a-w-australii-lato-13

Jak jest u nas, każdy widzi, więc przechodzę do wydarzeń z ubiegłego tygodnia.
          Z dużym zaskoczeniem dowiedziałem się, że naszą piosenkę "Minę Tyma" zauważył obecny prezydent Olsztyna - dr inż. Piotr Grzymowicz, który na swoim prezydenckim blogu od niej zaczął swój wpis pt. "Nie od razu Kraków zbudowano". Choć rzecz sama w sobie jest o Olsztynie, to ja tytuł tego wpisu do siebie również biorę.
          MISTER zU.B. w połowie miesiąca m.in. dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zagrał w Poznaniu i okolicach kilka koncertów...

mister-zub-koncert

i wystąpił w poznańskiej telewizji.

mister-zub-w-tv

          Okazało się też w ubiegłym tygodniu, że piosenka "Mina Tyma" jest na liście przebojów w polonijnym, chicagowskim radio. A wczoraj dowiedziałem się, że w przytomności i obecności Marka Niedźwieckiego nasza piosenka zajęła na tej liście pierwsze miejsce. Gdyby ktoś chciał pomóc naszej piosence za oceanem w utrzymaniu się na szczycie, to prosimy o zagłosowanie pod adresem: www.wietrzneradio.com
          Kolejna wieść przyszła z Koszalina. Tam "Mina Tyma" po dwóch tygodniach przebywania na liście przesunęła się z 25. miejsca na miejsce 19. Mam nadzieję, że moi internetowi goście nie omieszkają wesprzeć klubu Tęcza i jego prezesa, Ryszarda Ochódzkiego, głosując ochoczo pod adresem: www.radio.koszalin.pl na piosenkę "Mina Tyma". Odnotować też należy, że na YouTube teledysk z Donarem w Gdańsku po dwóch tygodniach oglądało już ponad 2000 osób*.
(* wpis 21 03 2013r:  po dwóch latach ktoś teledysk na Y.T. zlikwidował, ale znalazłem go  pod innym, nowym adresem)



 Niestety, nie wiem, ile osób ogląda go na Wrzucie, Pomorskiej.TV i innych stronach, ale wiem, że w Australii jest...

a-w-australii-lato-2

I u nas też będzie. Mimo globalnego ocieplenia.
24 stycznia, 2010

Nie lubię zimy...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 12:42
          Dzisiejszej nocy było co najmniej dwadzieścia stopni mrozu. Powietrze jak kryształ. Strach z domu wyjść. Śnieg wprawdzie nie pada, ale jeszcze kilka dni temu, po śnieżnej zawierusze, las za moim oknem wyglądał jak wykrochmalona pościel.

za-moim-oknem-zima

          Nie lubię zimy. Może gdybym był bogaty i potrafił jeździć na nartach, to... A tak, to zimno, nieprzyjemnie, na drogach ślisko, rachunki za gaz coraz bardziej słone i tylko patrzeć, co się zepsuje. Ani wyjść, ani się zielonym na słońcu ucieszyć, tylko czekać, czekać i czekać. W końcu przecież przejdzie. Nie lubię zimy, ale...
          W ubiegłym tygodniu, w środę, kilka minut po pierwszej, "Mina Tyma" miała swoją premierę w Trójce. Piosenka była motywem przewodnim audycji "Akademia Rozrywki", która mieści w sobie sławną "Powtórkę z rozrywki". Sądziłem, że była to nie tylko trójkowa, ale ogólnopolska premiera. Byłem w błędzie. Okazało się, że premiera odbyła się kilka dni wcześniej w Jedynce, tyle, że w programie nocnym. Tak się tymi wiadomościami ucieszyłem, że całkiem zapomniałem, iż w Gdańsku zima i to nie tylko z tego powodu, że zima.
          Kocham Gdańsk, ale czasami mam wrażenie, że czasami bez wzajemności. W latach osiemdziesiątych, gdy jako członek zespołu "Kaczki z Nowej Paczki" pracowałem dla warszawskich Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych, po godzinach, zdarzało mi się pisać scenariusze różnych programów, w tym telewizyjnych. Któregoś dnia we Wrzeszczu spotkał mnie pracownik gdańskiej telewizji, redaktor Sz. - Ja widzę - rzekł - że dla Warszawy się pracuje, a o Gdańsku zapomina. Ponieważ była to oczywista propozycja, wkrótce zaniosłem na ulicę Sobótki ( tam wtedy mieściła się gdańska TVP) scenariusz programu, który ewentualnie mógłby zostać zrealizowany w Gdańsku. Niestety, po kilku dniach redaktor Sz. oddał mi mój scenopis, wzruszył ramionami, a rozkładając ręce w geście bezradności, rzekł - To się nie nadaje. Niedługo potem ten sam scenariusz został zrealizowany w Warszawie dla I Programu TVP.
          Nie wspominałbym o tym, ale nim odbyła się premiera piosenki "Mina Tyma" na trójkowej antenie, przez znajomego (wciąż ta wiara w znajomości!) podrzuciłem ją do Radia Gdańsk. Pomyślałem, że się redaktorzy od muzyki ucieszą, bo piosenka na czasie, wesoła i optymistyczna, a na dodatek grana przez znakomitą kapelę. Po kilku dniach, w odpowiedzi na moje - I co - znajomy wzruszył ramionami w identyczny sposób, jak przed laty redaktor Sz.
No, cóż... Nie ukrywam, że poczułem się jak ten gość chodzący po...

chodzacy-po-lodzie

... Gdańsku. Ale co tam, gdy śnieżna zawierucha zasypie mi pogodę ducha, to nie lubię zimy i już.


21 stycznia, 2010

Solowy

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:16
          Jacek Zwoźniak był Jackiem, do Kuby Wencla mówiło się Kuba, a Marka Ferdka wszyscy nazywali Solowym. Gdy kiedyś spytałem Jacka, skąd Marek ma ten pseudonim, Jacek odpowiedział:
- Nim zostaliśmy studenckim zespołem BABA, spotykaliśmy się we Wrocławiu, w trójkę, by sobie pograć Beatlesów. Marek zawsze grał solówki, bo był w tym najlepszy, to został Solowym.
          Poznałem ich w Łodzi, na pierwszej Yapie. Dzięki nim i razem z nimi pojechałem na swoją pierwszą, zawodową, dobrze zorganizowaną trasę koncertową po województwie zielonogórskim i okolicach. Kilka miesięcy potem byliśmy razem na XIV Studenckim Festiwalu Piosenki w Krakowie. Zdobyli główna nagrodę. Kibicowałem im, gdy tego samego roku wygrali koncert debiutów w Opolu. Gościłem ich w Gdańsku i w Olsztynie. Bywałem częstym gościem u nich, we Wrocławiu

marek-ferdek-pierwszy-z-prawej-1077r-krakow
Marek Ferdek - pierwszy z prawej - Kraków 1977r.

Koncertowało się wtedy dużo. Nie zawsze za pieniądze. Czasami dla czystej radości przebywania z przyjaciółmi.

baba-1977-gdansk
Koncert na Bazunie. Gniew 1977r. Od lewej:Jacek, Solowy, Kuba fot. z archiwum Marka Skowronka

          Kiedyś z Jackiem, Kubą i Solowym wracałem z takiej właśnie imprezy, z Giełdy Piosenki w Szklarskiej Porębie. Nim dojechaliśmy do Wrocławia, zrobiło się nam niemożliwie głodno. Kuba zaprosił nas do siebie do domu, na ulicę Podchorążych, na wrocławskich Krzykach. W tramwaju Solowy wpadł na pomysł, by upiec kurczaka. W sklepie Solowy wybierał wielkiego kurczaka i odpowiednie przyprawy, a my piwo. Po godzinie oblizywaliśmy palce. Już nigdy potem żaden kurczak nie smakował mi tak, jak tamten, przyrządzony przez Solowego na Krzykach.
          Gdy zespół BABA popadł w twórczo-towarzyski kryzys, Kuba i Solowy założyli zespół B-Complex, do którego z czasem dołączył też Jacek. Razem było im najlepiej. W 1989 roku w wypadku samochodowym zginęli Jacek i Kuba. Solowy z koncertu w Bielsku-Białej do Wrocławia wracał wtedy pociągiem.
          Marek samotnie kontynuował, to co zaczął robić jeszcze z Kubą - nadal pisał muzykę do przedstawień teatralnych. Recenzje najczęściej były takie:
"...Muzyka Marka Ferdka, melodyjna, rytmiczna, lekka, nawiązująca stylem do niezapomnianych i dowcipnych kompozycji Kabaretu Starszych Panów, dobrze współbrzmi z poetyckim klimatem tekstu Milne'a. Odnotujmy świetne piosenki - co rzadkie dziś na scenie - śpiewane na żywo przez aktorów..."
          Ostatnio Solowy wznowił też działalność zespołu B- Complex. Wczoraj, późnym wieczorem, zadzwonił do mnie Jasiu Geras - kumpel, który towarzyszy nam i naszym piosenkom od bardzo dawna. Powiedział, że dwie godziny temu, w szpitalu (jak się później okazało - w domu), we Wrocławiu na raka zmarł Solowy. Takie wiadomości mają zawsze siłę wybuchającej bomby. Po takim telefonie siada człowiek na krześle jak ogłuszony i przewija chaotycznie w myślach obrazki z pamięci. Nagle pojawiają się w głowie strzępy dawnych rozmów, jakieś wspomnienia ze spotkań, z koncertów...

zespol-baba-od-prawej-kuba-wencel-marek-ferdek-i-jacek-zwozniak
Zespół BABA - w środku Marek Ferdek - Solowy

... jakieś fragmenty piosenek, daty i pytanie - Boże, kiedy ja go ostatni raz widziałem? Niestety, dawno. Marek, wraz żoną, był u nas jednym z pierwszych gości, gdy wybudowaliśmy z Asią dom w Gdyni. Potem już się nie składało. Szkoda.
Dzisiaj odnalazłem czarno-biały film z wesela, na którym naszymi gośćmi byli również oni, przyjaciele z zespołu BABA. Kręcony amatorską, trzęsąca się kamerą, niewyraźny film zatrzymał w pamięci także obraz Solowego.

marek-ferdek-1979-r-gdansk

Pewnie Jacek, Kuba i Solowy mają dzisiaj w niebie próbę, a nam zostaje tylko pięknie ich pamiętać. Cześć Solowy. Pozdrów chłopaków.
11 stycznia, 2010

MISTER zU.B. na YouTube

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:52
          Tak szybką, uprzejmą i miłą telewizję, jak PomorskaTV i tak sprawnego menago, jak Wojtek Korzeniewski rzadko się spotyka. Ledwie w ubiegłą środę nakręciliśmy z Andrzejem Donarskim kilkanaście scen na gdańskiej Starówce (patrz wpis niżej), a już od dzisiaj można zobaczyć gotowy teledysk. Paweł Piotrowski, twórca tego teledysku, wraz ze swoją ekipą uwinęli się w iście sprinterskim tempie i mimo, że nie wypaliły nagrania z koncertu w Poznaniu, teledysk jest już gotowy. Zobaczcie:



Mnie robi się weselej i cieplej mimo śnieżnej zawieruchy.

andrzej-donarski

Byle do wiosny. Oczywiście z aparatem ZORKA-5.
09 stycznia, 2010

Zima nawet dla przedszkolaków

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:59
          A to się porobiło. Dzięki Wojtkowi Korzeniewskiemu z fundacji "Sopockie Korzenie" przed zespołem MISTER zU.B. i naszą piosenką "Mina Tyma" otworzyła się nagle możliwość nakręcenie w Gdańsku teledysku. Andrzej Donarski dzieciństwo spędził w Sopocie i tu skończył podstawówkę, więc zainteresowanie tej fundacji karierą rockowego wokalisty wydało mi się naturalne i przyjazne. Kilka szybkich telefonów do Donara, który zjechał z Monachium i już, wraz z ekipą Pomorska-TV, podrygiwaliśmy w rytm piosenki na ulicach zmrożonego Gdańska.

ekipa-pomorskiej-tv

Donarski mimo zimna...

andrzej-donarski-mimo-zimna-teledysk

... i wczesnej pory...

zaczynamy-krecic-teledysk

...szybko wszedł w rolę nawiedzonego turysty...

mister-zub-z-zorka-andrzej-donarski-gdansk-styczen-2010

... i po chwili, wraz z moim aparatem Zorka tańczył przed Zieloną Bramą.

andrzej-donarski-z-aparatem-zorka-teledysk

Przed południem Starówka nie była oblegana przez turystów i miejscowych, więc tylko mróz nas ograniczał.

donar-i-neptun

Szczególnie miło się kręciło po drugiej stronie Motławy, na wyspie Ołowianka, gdzie do zdjęcia pozowali - od lewej: Sołdek, Donar i Żuraw.

od-lewej-soldek-donar-i-żuraw

Kilka planów szerokich, kilka bliskich, kilka amerykańskich, kilka dalszych, jakaś panorama, parę najazdów, kilka zbliżeń...

krecimy-teledysk-mister-zuba-nad-motlawa

Jeszcze jedno ujęcie...

teledysk-do-zimy-tyma-andrzej-donarski-przy-soldku

I już mogliśmy się przenieść do Wrzeszcza, gdzie na dachu Manhattanu, prawie o zmierzchu, kręciliśmy ostatnie sceny.

zdjecia-na-dachu-Manhattanu-we-wrzeszczu

         Dzisiaj i jutro MISTER zU.B. gra koncerty w Poznaniu i Gnieźnie, gdzie będą kręcone dalsze zdjęcia. Jest nadzieja, że nim skończy się zima "Mina Tyma..." będzie gotowa. W trakcie naszej pracy przy nowej piosence okazało się, że nie nadaje się ona dla wszystkich. W żadnym wypadku nie będzie jej wolno słuchać przedszkolakom. Pod presją tego argumentu wyrzuciliśmy słowo "podpieprzy" i zastąpiliśmy je...

 PS. Jutro w Mrągowie, podczas Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, za przyczyną pewnej znajomej Zosi będzie licytowane nasze nowe nagranie wraz z listem od mnie i od zespołu, który dzisiaj do Mrągowa wysłałem. Trzymam kciuki za powodzenie "Miny Tyma." na tej licytacji i pozdrawiam ludzi z pięknego Mrągowa.
02 stycznia, 2010

Zima trzyma, a tu mina Tyma

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:15
          Witam wszystkich ciepło i przytulnie w tym całkiem nowiutkim roku. Udany Sylwester za nami, a przed nami czysta jak śnieg, perspektywa nowych wrażeń i doświadczeń. Oby przyjemnych!
          U nas 31 grudnia jest podwójnym świętem. Ostatniego dnia roku Asia ma urodziny. Choć początek karnawału potrafi tak zawrócić w głowie, że o wszystkim można zapomnieć, to jednak staramy się by każdy Sylwester w naszym domu zaczynał się od odśpiewania życzeń stu lat. Potem już na zmianę cieszymy się z nowego roku świata i nowego roku Asi. Nie mogło być inaczej i w tym roku, co to go od dwóch dni nie ma. Nim jednak przeflancowaliśmy się w Baninie, w uroczym towarzystwie naszych przyjaciół Możejków i Zielonkowskich na nową grządkę z numerem 2010, to po porannym "Sto lat" i wręczeniu Asi prezentów, zgodnie z tym, co napisałem w poprzednim wpisie, wycałowałem małżonkę pod jemiołą.

pod-jemiola

          Wśród wielu podarunków od rodziny, znalazł się też jeden od zespołu MISTER zU.B. W nocy z 30 na 31 grudnia Andrzej Donarski przysłał "jeszcze gorącą", nową piosenkę. Tekst tej piosenki powstał bardzo dawno temu i byłem pewny, że leży sobie spokojnie wśród innych rymowanek na dnie szuflady. Napisałem go po 123 obejrzeniu filmu "Rejs", w bardzo mroźny wieczór. Znalazłem się w śmiesznej sytuacji, prawie bez wyjścia. Miałem gdzieś wyjść, ale trzaskający mróz mnie od tego odwodził. Za to dzięki Rejsowi byłem mentalnie wciąż w towarzystwie Himilsbacha, Maklakiewicza i Tyma. Towarzystwo to podpowiedziało mi, jak wyjść w ogóle nigdzie nie wychodząc. Mając po ojcu aparat Zorkę-5 przestałem zwracać uwagę na mróz i stan ducha. Przez szybę zrobiłem światu parę zdjęć i poszedłem spać. Ponieważ od lat zachwyca mnie każda mina Tyma, to i treść piosenki sama się określiła.

stanislaw-tym

          Potem o tekście zapomniałem. Okazało się teraz, że jakiś czas temu, przy okazji kolejnej wizyty Donarskiego u mnie, przy kieliszku przyjacielskiej rozmowy podarowałem mu ten tekst i zupełnie tego nie zapamiętałem  Ot, uroki gadania przy gorzałeczce. Tuż przed końcem 2009 roku, w bardzo mroźny dzień grudnia, zespół Mister zU.B. zebrał się w Poznaniu i nagrał piosenkę. Ponieważ znowu zapowiadają zawieje śnieżne, więc polecam refren, który idzie tak:
"Gdy śnieżna zawierucha Podpieprzy ci pogodę ducha To weź aparat Zorkę 5 I trzaśnij parę zdjęć"
22 grudnia, 2009

Czarowanie, świętowanie, całowanie...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:36
          Asieńka uwielbia całować się ze mną pod jemiołą. Początkowo myślałem, że ma to coś wspólnego z leczeniem pląsawicy, bo właśnie do tego wyciąg z jemioły służył starożytnym. Z czasem jednak, gdy pląsawica na żadnym parkiecie i na żadnym balu nam nie wychodziła, zacząłem podejrzewać małżonkę, że jej konszachty z tajemnymi siłami inny mają cel. Przychodziło mi do głowy, że Asieńka za pomocą czarowania chce wpływać na rzeczywistość tak, by zawsze wychodziła nam ona na dobre.
          Przed każdymi świętami bożonarodzeniowymi w moim domu, prócz tradycyjnej choinki, musi się znaleźć także jemioła. Pod jemiołą z szanowną małżonką całujemy się namiętnie, aż do Nowego Roku. Nie, nie żebym narzekał, ale... Jemioła jest krzewem, który żyje, kumplując się z drzewami. Dzięki nim ma co jeść i co pić. Drzewo na tej symbiozie nie korzysta, ale krzywdy większej nie ma. Jemioła za to ma się na drzewie dobrze i może się na nim tak wypaść, że osiągnie metr szerokości i pół metra wysokości. Jak jej Asia, lub inny całuśnik nie zauważy, to pożyje długo, nawet do 70 lat. Zakwita w marcu. Kwiaty ma drobne i żółtozielone. Z czasem przeradzają się one w białe jagody.

jemiola-019

          Uwagę na jemiołę pierwsi zwrócili Celtowie. W XVII wieku od Celtów wierzenia w moc i nadzwyczajność tego krzewu przejęli Anglicy. Dzisiaj legenda jemioły znana jest w całej Europie, a najbardziej w moim domu. Choć moc jemioły oparta jest na wierzeniach, to moja Asieńka założy się o wszystko, że jemioła daje szczęście i zdrowie. Jest tego pewna. Wyciąg ze świeżego ziela jemioły zmieszany z wrzącą wódeczką pomaga na nadciśnienie, chorobę wieńcową, zaburzenia układu krążeniowego i miażdżycę. Jemioła ścięta z drzewa i przytaszczona do domu zwiastuje dobrobyt. Jej obecność przynosi ukojenie, wybaczenie, skruchę, zgodę i pojednanie. Igor, przyjaciel mojego syna, który ma firmę zajmującą się ogrodami i różne w tej dziedzinie możliwości, na prośbę Radka przywiózł nam przedwczoraj świąteczny prezent.

jemiola-003

           Muszę przyznać, że tak bardzo oczarowanej i zachwyconej żony nie widziałem już dawno, ale też i tak pięknego krzewu nie mieliśmy jeszcze nigdy. Jemioła nie zawiśnie jak zawsze u powały, bo jest zbyt duża. Dostała dla siebie osobny stolik, z którego ma nas szczęściem darzyć na kolejny rok. Jest tylko jeden kłopot. Całować się trzeba pod jemiołą, a nie obok niej. Stolik nie jest wysoki, a podłoga twarda... Nasza rodzina liczy tylko cztery osoby, a jemioła jest wielka i piękna. Starczy jej dla wszystkich.
             Wszystkim dobrym ludziom, których znam, których lubię i cenię, oraz wszystkim, których nie znam, ale bardzo chciałbym poznać, życzę dobrych i zdrowych Świąt. Niech nam wszystkim się wiedzie jak najlepiej. Samych szczęśliwości i pogodności. Oczywiście pod jemiołą.
12 grudnia, 2009

Komu więcej wolno

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:46
          Jeszcze kilka dni i wszystko ucichnie. Zapach igliwia uspokoi gorączkujące głowy i w Święta naród jednym głosem przybieżał będzie do Betlejem niczym pasterze. Tymczasem wczoraj, skądinąd świetny, Maciej Maleńczuk wypowiadając się w sprawie senatora Piesiewicza, wygłosił tezę, że artystom wolno więcej. Pomyślałem najpierw - ma rację, wszak dzięki artystom i ludziom twórczym świat kręci się z większym sensem, niż kręciłby się bez nich. Niestety, zdrowy rozsądek zaczął się buntować. A niby dlaczego artyście wolno więcej?
          Dokładnie dwadzieścia osiem lat temu, 13 grudnia 1981r. generał Wojciech Jaruzelski doszedł do wniosku, że Lechowi Wałęsie i jego 10 milionom stronników, którzy artystycznie, żywiołowo i bardzo twórczo wygwizdali socjalizm bez ludzkiej twarzy, wolno mniej niż jemu. W ramach tzw. "socjalistycznej demokracji" chwycił gwiżdżący i zachłyśnięty swobodą naród za pysk, by - jak twierdził - jakiejś tragedii z tego nieokiełznania nie było. Najpierw naród się wściekł i brata-rodaka potępił, lecz z czasem, gdy perspektywa zaczęła się zwiększać, a ogląd sprawy rozszerzać, nie wszyscy na drzewie zamiast liści chcieliby widzieć zielony, generalski mundur.
          Teraz jedni wciąż mówią o zdrajcy i mordercy, inni zaś o patriocie, który wiedząc i widząc więcej, uchronił Polskę przed gorszym nieszczęściem. Wczoraj, gdy usłyszałem z ust jakiegoś nieopierzonego historyka i nierozgarniętego posła PiSu, że Jaruzelski w 1981 roku zaprzepaścił wielką szansę na wyjście z obozu socjalistycznego i przyłączenie się do NATO, to na to mało z krzesła nie spadłem. Widocznie tym po prawicy wolno więcej. Artyści?

jaruzelski

         Był Jaruzelski podległy Breżniewowi, tak jak Polska Rosji? Był. Mógł nie być? Mógł. Czy Polska mogła nie być podległa? Nie mogła. Wniosek jest prosty. Mogło być gorzej. Czy Jaruzelski jest Aleksandrem Wielopolskim dzisiejszych czasów? Moim zdaniem w pewnym sensie jest, choć dla Polski osiągnął niepomiernie więcej.
         Zostaje jeszcze kwestia ofiar. Wiadomo, że każda niewinna ofiara boli, lecz podchodząc do rzeczy beznamiętnie, trzeba pamiętać, że z rozkazu bohatera narodowego, jakim bezsprzecznie jest Józef Piłsudski, w cztery dni, w tzw. Zamachu Majowym z rąk polskich zginęło 379 Polaków. Sto ofiar wprowadzenia Stanu Wojennego, to o sto za dużo, ale jakąś miarę trzeba jednak mieć. Choć wielu twierdzi, że rola jaką odegrał wtedy generał Jaruzelski, to mistrzowskie zagranie, nie wiem czy można nazwać go artystą. Wolno było więc Jaruzelskiemu więcej?
          Zmieniając kaliber, lecz nie temat, wracam do Maleńczuka, Piesiewicza, Polańskiego, Witkacego i całej tej zgrai poetów, muzyków, malarzy, aktorów i pisarzy. Czy im wolno więcej? Nikt nikomu nie powinien zabraniać zabawiać się w sposób w jaki lubi, dotąd, dokąd nie wyrządza krzywdy drugiemu. Komu krzywdę wyrządził Piesiewicz? Czy my przypadkiem, zabawiając się teraz Piesiewiczem, nie wyrządzamy mu krzywdy? Jeżeli tak, to nie on jest świnia, ale my. To proste.
          Świat właśnie doliczył się dziesięciu kochanek Tigera Woodsa. Gdy tylko o tym usłyszałem, od razy przypomniał mi się piękny obraz Elwiry Iwaszczyszyn pt. "Tańcząca z piłeczkami"

tanczaca_z_pileczkami

          Żona Woodsa twierdzi, że mu więcej nie wolno i co go zobaczy, to wali go czym popadnie za to latanie po łące z kijem na wierzchu. Woods się kaja, przyrzeka poprawę, a ja się zastanawiam, czy rzeczywiście Woodsowi nie wolno więcej? Przecież to artysta, choć na golfowym polu. Niepojęte są tajemnice ludzkiej wrażliwości, która nasze bytowanie inkrustuje sztuką.
          Tylko niektórym dane jest być artystą i tylko niektórzy potrafią artystą być, ale nie ma takiego powodu, by artyście było wolno więcej. Jednak fakt, że ktoś jest artystą, to jest już wystarczająco dobry powód, by mu więcej wybaczać.
05 grudnia, 2009

Style TVN

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:01
          Będąc zwolennikiem teorii, że każdy człowiek ma talent, lecz nie każdy o tym wie, z aprobatą, choć niezbyt często, oglądam programy, które za cel stawiają sobie odkrywanie niezwykłości, jakie ujawniają się w ludzkiej naturze. Zerkając niedawno na drugą edycję programu "Mam talent" natknąłem się na wywiad z facetami, którzy wygrali edycję pierwszą.

grupa-mellkart-ball

          Prowadzący program showmani TVN, laureatom z pierwszej edycji, czyli grupie Mellkart Ball zadali w pewnej chwili pytanie, co zrobili ze swoją wielką wygraną, czyli ze 100 tys. euro. - Nic - odpowiedział jeden z laureatów - wciąż czekamy na przelew.
          W kwietniu 2007 roku red. Konrad Stachurski, który pracował dla TVN-Style zaprosił mnie i dwóch moich przyjaciół do Warszawy. Mieliśmy w programie pt. "66 Niezapomnianych Piosenek" wspominać Jacka Zwoźniaka i jego pastisz "Ragazza da Napoli". Redaktor mówił o niewielkim budżecie programu, ale zapewniał, że za podróż firma zwróci. Ponieważ moi dwaj przyjaciele jechali z Olsztyna, a ja z Gdyni, to prostym rozwiązaniem wydawało się zabranie kolegów po drodze. Umówiliśmy się więc z redaktorem Konradem, że rozumiejąc biedę finansową TVN nikt z nas za poświęcenie, czas i udział w programie nie weźmie ani grosza, ale koszty jazdy w te i nazad zostaną pokryte. Wszystko odbyło się według planu. Zajechaliśmy pod wskazany adres, gdzieś za Służewiec, do jakiejś większej willi udającej studio, gdzie czekała na nas ekipa walterowskiej telewizji.

ekipa-pracujaca-dla-tvn-style1

          Wywiady z Tadziem Prusińskim, Romkiem Trębskim i ze mną red. Konrad przeprowadził sprawnie. W garderobie podeszła do mnie pani Sylwia Putkowska i podsunęła mi do podpisania papiery, które miały spowodować zwrot poniesionych kosztów. Zwrot miał zostać wkrótce zrealizowany przelewem na moje konto. W całym tamtym bałaganie i zamieszaniu nie zabrałem swojego egzemplarza wspomnianej umowy. Suma, która tkwiła w odpowiedniej rubryce nie była oszałamiająca, ale było nie było, te kilkaset złotych bywa czasem fortuną, więc nic dziwnego, że po jakimś czasie, gdy wspomniany przelew nie następował, zacząłem się upominać. Kilkakrotnie rozmawiałem z red. Konradem i jego koleżanką Putkowską. Każda z tych telefonicznych rozmów była wyjaśniająca i uspakajająca, tyle że przelewu, jak nie było, tak nie ma do dziś, choć dwa i pół roku od tamtego wydarzenia minęło.
          Mając swoje doświadczenia na uwadze nie wróżę laureatom programu "Mam talent" łatwego startu do kariery. Choć talent jest, to z kasą nie będzie łatwo. Jeżeli TVN ma takie style jakie ma, to te 100 tys. szybko się na koncie laureatów nie pojawią. Dobrze, że chłopaki z Mellkart Ball mieli chociaż okazję publicznie w stacji TVN zawstydzić jej właścicieli. Mnie się taka okazja pewnie nie przytrafi. No, chyba, że spotkam państwa Walterów na spacerze po Promenadzie Królowej Marysieńki przy orłowskim molo.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY