26 czerwca, 2010

Pałac Kurczaka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:28
Wiosną, wraz z przyjaciółmi, bez zapowiedzi, odwiedziłem miejscowość w dawnych Prusach, gdzie nasz znajomy po cichu spełnia swoje marzenie. Z marzeniami tak już jest, że umieszczone na horyzoncie planów, nie dają się często nawet zobaczyć i na zawsze pozostają niespełnioną mgłą pomysłu. Dlatego wiem, że na wagę złota są marzyciele, którzy potrafią z tego, co się przyśni wyczarować rzeczywistość. Od takich należy brać przykład i takimi należy się zachwycać. Naszego znajomego nazywamy Kurczakiem. Całkiem niedawno zawziął się Kurczak i postanowił zafundować sobie Pałac, spełniając tym samym swoje, dziecięce marzenia. A co? Czyż nie najpiękniejsze jest to, co nas w życiu może spotkać, gdy zaczynamy szukać miłości. A nasza miłość może być wszystkim i wszędzie. Więc trzeba szukać, działać i marzyć. A może odwrotnie, bo jak pisze Jonasz Kofta: "Żeby coś się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłość Trzeba marzyć Zamiast dmuchać na zimne Na gorącym się sparzyć Z deszczu pobiec pod rynnę Trzeba marzyć..." Pobiegł więc Kurczak pod rynnę i kupił sobie Pałac, a właściwie to, co po nim zostało, popegeerowską ruinę. Nie patrząc na to, że może się sparzyć, krok po kroku porządkując teren, zabezpieczając dach i okna, przystąpił do spełniania swojego marzenia. Ruiny nie przerażają...

ruiny

...gdy się wie, czego się chce.

kurczak-w-palacu2

Powoli, gromadząc drewno do kominka na jesienne i zimowe wieczory, ściana, po ścianie, cegła, po cegle...

piwnia-palacu

...z każdym dniem staje się Kurczak, coraz większym bohaterem własnego marzenia. Z pewnością za rok, za dwa, nie tylko widoczna poniżej sala bilardowa...

sala-bilardowa

... i kilka pokoi obok tej sali, ale cały pałac będzie nadawał się do zamieszkania. Dzisiaj pałac tak:

palac


 palac-1

Chodząc po remontowanym gmachu ani do głowy mi przyszło pytać Kurczaka, na co mu ten pałac. Po cóż pytać, gdy odpowiedź jasna: "...Gdy spadają jak liście Kartki dat z kalendarzy Kiedy szaro i mgliście Trzeba marzyć W chłodnej, pustej godzinie Na swój los się odważyć Nim twe szczęście cię minie Trzeba marzyć..."
22 czerwca, 2010

Jazz leśnych ludzieńków

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:28
Emocje związane z wyborami na chwilę opadły, co pozwoliło mi przypomnieć sobie, że niedawno, bo 12 czerwca, byłem na bardzo sympatycznym koncercie. Jest takie miejsce w Gdańsku-Wrzeszczu, które często, jako dzieciak nie mający jeszcze większego pojęcia o niczym, odwiedzałem na nogach, rowerze, czy nartach. Mieszkałem niedaleko, przy Grunwaldzkiej, więc w czasie licznych wypadów do pobliskiego lasu zachodziłem w dolinę nie wiedząc, jaką tajemnicę kryje. Historia tego miejsca zaczęła się w 1911 r. W tym właśnie roku, dwa lata po wybudowaniu Opery Leśnej w Sopocie, otwarto w Gaju Gutenberga, bo tak nazwano kawałek przywrzeszczańskiego lasu, Teatr Leśny. Wybrano do tego celu zaciszne miejsce, tuż obok ulicy o pięknej nazwie - Jaśkowa Dolina. Walory teatr w Gaju miał niezwykłe. Położeniem i rozmiarami prawie dorównywał Operze Leśnej w Sopocie, górował jednak nad nią wspaniałą naturalną akustyką i nieskażonym leśnym autentyzmem. teatr-lesny-we-wrzeszczu-na-poczatku-wieku Po wojnie o tym niezwykłym miejscu w dolinie zapomniano. Aż pod koniec lat dziewięćdziesiątych udało się grupie upartych wrzeszczan spowodować odbudowę tego, wyjątkowo uroczego, leśnego przybytku kultury. Wykarczowano krzewy, wyrównano tarasy ziemne, które były naturalnymi scenami i na powrót, na przeciwległym wzgórzu ustawiano ławki. Od początku w działaniu tym uczestniczyła niezwykła w swej urodzie, energii i pomysłach - Kasia Burakowska, którą poznałem dawno temu, gdy była jeszcze studentką mocno angażującą się w tzw. akademicki ruch kulturalny. Teraz Kasia jest pomysłodawcą i szefem bardzo aktywnego Artystycznego Klubu Winda, który gospodarzy w Teatrze Leśnym, przygotowując każdego roku, od wiosny do jesieni, atrakcyjne koncerty i imprezy plenerowe. Właśnie Kasia zaprosiła mnie miesiąc temu do Wrzeszcza na czerwcowy, leśny popis swoich podopiecznych. A było tak: Kasia dwa lata temu wpadła na pomysł uczczenia okrągłego jubileuszu osiemdziesięciolecia Jerzego Dudusia Matuszkiewicza, jazzowego muzyka, saksofonisty, kompozytora muzyki do wielu filmów i seriali; w tym do takich hitów jak: "Stawiam na Tolka Banana", "Kolumbowie", "Czterdziestolatek", "Alternatywy 4", że o "Stawce większej niż życie" nie wspomnę. Moją rolą było napisać tekst o Panu Jerzym do muzyki, którą on skomponował do filmu "Podróż za jeden uśmiech" Z zadania się wywiązałem, lecz coś stanęło na przeszkodzie, bym mógł znaleźć się wśród gości dostojnego jubilata, który na tę szczególną okazję zjechał do Gdańska. Tak też swojego tekstu, który śpiewały dzieci z Windy do sławnej kompozycji, nie usłyszałem. A leciał on tak: Przyjaciel Tolka Banana czyli Duduś Dzisiaj u nas jest od rana Gość ważny co gra jazz Ponoć Tolka zna Banana I Banan zna go też Jeździ wciąż za jeden uśmiech Bo taki bilet ma Wszyscy mówią o nim Duduś Ale kto go zna Kto z was wie kto to jest Duduś Kot to czy może pies Może to jest jarmark cudów I na zły humor lek Ja wam powiem że ten Duduś To jest nasz super gość Jak on zagra swoje du du Przełknąć można ość Ja wam powiem że ten Duduś To jest nasz super man Jak on zagra łubu dubu To się robi jam Na zaproszenie Kasi, w drugą czerwcową sobotę pojechałem do Teatru Leśnego, bo nadarzała się okazja posłuchać piosenki, o której mowa, a którą zaśpiewał przesympatyczny wokalista Konrad Kozłowski. teatr-lesny-czerwiec-2010-konrad-kozlowski Przy Kasinym klubie istnieje coś w rodzaju kółka piosenkarskiego, w którym dzieciaki uczą się śpiewać. Do pomocy mają wybitnych muzyków, a że niektórzy z nich preferują jazz, to... dzieciaki jazzują, że aż miło. Tak też było na ostatnim koncercie, na którym pierwsze skrzypce...przepraszam pierwszy saksofon grał pierwszoligowy jazzman Maciej Sikała. teatr-lesny-czerwiec-2010-na-saksofonie-gra-maciej-sikala Dzieciaki pięknie, przez prawie dwie godziny, śpiewały jazzowe standardy, wśród których znalazła się tylko jedna piosenka z polskim tekstem, właśnie ta o przyjacielu Tolka Banana, czyli o Dudusiu Matuszkiewiczu. Oczywiście byłem zachwycony i bardzo głośno biłem brawo, gdy wraz Kasią (poniżej pierwsza po lewej) wszystkie dzieciaki wyszły kłaniać się na finał. teatr-lesny-czerwiec-2010-final Później w Teatrze zrobiło się jeszcze bardziej przepięknie, bo rozpoczął się recital Krystyny Stańko, wybitnej wokalistki jazzowej, która, wraz z basistą Piotrem Lemańczykiem (nagrywał ze mną "Słowa...") i z fantastycznym wibrafonistą Dominikiem Bukowskim dała cudowny koncert. teatr-lesny-czerwiec-2010-piotr-lemanczyk-krystyna-stanko-dominik-bukowski Słuchałem zauroczony, zastanawiając się jednocześnie, jaką podróż przez życie będzie miał mały Konrad, gdy mu walizka zacznie wypełniać się doświadczeniem. teatr-lesny-czerwiec-2010 Czy starczy mu jeden uśmiech?
18 czerwca, 2010

KOMOROWSKI!

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:23
Głosuję na Komorowskiego!
10 czerwca, 2010

Prapremiera piosenki

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 09:23
          W niedzielę, 13 czerwca w godzinach między 14.00 a 15.00, w programie III Polskiego Radia, w Magazynie Bardzo Kulturalnym, będzie miała swoją ogólnopolską premierę najnowsza piosenka zespołu MISTER zUB pt. "Pięknie w Sopocie". Program ten nadawany będzie z kawiarni Teatru Atelier, który stoi na sopockiej plaży. By usłyszeć piosenkę i dowiedzieć się z kim, i o czym pośród szumu morskich fal rozmawiała będzie red. Baszka Marcinik, trzeba posłuchać w najbliższą niedzielę Trójki. Koniecznie. A u mnie prapremiera. Już dzisiaj można usłyszeć piosenkę, którą napisałem z Andrzejem Donarskim, zainspirowany przez stuprocentowego fana Sopotu i zarazem jego wiceprezydenta - Wojciecha Fułka. Pod koniec stycznia, w rozmowie z Wojtkiem pojawił się temat, że Sopot nie ma szczęścia do piosenek. Zakopane ma, a Sopot nie. Moim zdaniem oba miasta są nieporównywalne. Sopot, choć góry ma mniejsze, jest o wiele piękniejszy i bardziej zadbany, ale faktem jest, że szczęścia do śpiewanych utworów na swój temat nie ma. I to w sytuacji, gdy ma morze, a nie tylko Morskie Oko.


sopot

        Wojtek to gość, który o Sopocie wie prawie wszystko i jest na punkcie swego miasta zupełne zakręcony. Wiem, co to znaczy miłość do miejsca, więc postanowiłem Wojtkowi zrobić niespodziankę. Pomyślałem o piosence, w której jasno byłoby powiedziane, że Sopot jest miastem, gdzie wszystko, co najlepsze, z miłością na czele, może się zdarzyć.

sopot-2010-czerwiec-0431

          Wszyscy wiedzą, że "..z tyłu pies Głos Wybrzeża w pysku niósł" - po sopockiej plaży - i molo też było w tej piosence Czerwonych Gitar sopockie, a jednak nigdzie nie zostało to dopowiedziane. Dwa, albo trzy lata temu przez anteny radiowe przeszła piosenka z jakimś takim refrenem "Tu się wszystko kończy i wszystko zaczyna - Gdańsk, Sopot, Gdynia", ale to było o Trójmieście. O sopockim Parasolniku pięknie śpiewała Hania Banaszak i Marek Gałązka, ale piosenki te przeszły bez większego echa. Może więc...?
Od słowa do słowa i postanowiliśmy z Andrzejem Donarem Donarskim zrobić Wojtkowi Fułkowi przyjemność pisząc coś specjalnie dla Sopotu o Sopocie.

mister-z-ub

          Mówią, że najtrudniej jest zacząć i skończyć, a reszta już jakoś idzie. Tak też było w tym przypadku. Kompletnie nie wiedziałem, jak i co pisać, aż któregoś dnia, na jakimś murze zauważyłem niezdarnie napisane zdanie: Sezon trwa cały rok. No, to mam początek - pomyślałem - i faktycznie, gdy napisałem: Ktoś pięknie w Sopocie napisał na płocie, że sezon trwa cały rok - reszta piosenki dalej napisała się już łatwo. Gotowy tekst dostał Donarski i zaczęła się mozolna praca. Tym trudniejsza, że Andrzej, kiedyś sopocianin, mieszka teraz w południowych Niemczech i choć Internet ułatwia kontakt, to ja jednak wolę się przy współpracy spotykać. Gdy już piosenka powstała, okazało się, że muzycy się rozsypali i pozbierać ich na nagrania nie jest sprawą prostą. Czas gonił, bo kalendarzowa wiosna spokojnie sobie przechodziła, a piosenka tak, jak postanowiliśmy, powinna gotowa być na lato. Tym bardziej, że w piosence twierdzimy, iż "...miłość na plaży każdemu się marzy..."

sopot-2010-czerwiec-033

          Korci mnie, by kiedyś o Sopocie zimowym też napisać, bo zimą to miasto urok ma nie mniejszy niż latem, więc może kiedyś.... Zatytułowałem piosenkę "Pięknie w Sopocie", gdyż to szczera prawda i chyba dobry tytuł. W Sopocie jest po prostu... bardzo pięknie, co wie każdy, kto choć raz w Sopocie był. Nagrania udało się zrobić w ostatnich dniach maja w Poznaniu. Piosenka, jako taka, była więc już gotowa na początku czerwca, ale prace nad nią w studio trwały jeszcze kilka dni. Warto przy okazji dodać, że w nagraniach, prócz stałych członków zespołu, udział wzięli młodzi poznaniacy. Wśród nich znalazł się wokalista Michał Kaczmarek, o którym niebawem może usłyszymy i dwie śliczne dziewczyny: Ewa Jach i Gośka Siara(to od barwy głosu) Witkowska, które zrobiły wszystkie drugie i trzecie głosy.

mister-z-ub-1

          Teraz myślimy o teledysku. Być może zrobimy go z telewizją PomorskaTV, z którą nagraliśmy w styczniu piosenkę ?Mina Tyma? i współpraca układała się nam wzorowo. Mamy nadzieję, że wszystko się uda i nasza piosenka spodoba się nie tylko w Sopocie. -Panie i Panowie, przedstawiam zespół MISTER zUB i piosenkę:



          W Sopocie, jak wyżej napisałem, jest pięknie, bo pięknie jest, a na dodatek "... tu mądrość nie szuka puent..."

PS I 21 czerwca o godzinie 19.00 w hotelu Haffner W Sopocie odbędzie spotkanie tych, którzy chcą zainicjować ruch społeczny mający na celu stowarzyszenie ludzi kochających Sopot, do których i ja się zaliczam. Jak dowiedziałem się od Wojtka Fułka, swoją obecność zapowiedziało już wielu znakomitych sopocian i przyjaciół Sopotu. Przybędą więc w czerwcowy poniedziałek przedstawiciele niemal wszystkich dziedzin sopockiego życia, w tym wybitni ludzie kultury, biznesu i nauki, którym teraźniejszość i przyszłość tego cudeńka, jakim jest Sopot, leży głęboko na sercu. Między innymi za moim pośrednictwem Wojciech Fułek mówi: - Nieważne, czy jesteś mieszkańcem Sopotu, czy nie. Jeśli Ci na tym mieście zależy, to wpadnij. Spotkanie jest otwarte. Możesz się okazać dla miasta bardzo pomocny, a może nawet niezbędny. Zapraszam Ja też zapraszam, tym bardziej, że piosenka ?Pięknie w Sopocie" ma być tego spotkania oprawą i muzycznym tłem. PS II Już po opublikowaniu powyższego wpisu wysłuchałem płyty ?Nokturn Sopocki". Do wszystkich piosenek na tej płycie teksty napisała Grażyna Orlińska. ?Nokturn Sopocki" został wydany na 100-lecie miasta w 2001 r.. Szkoda, że wpadł mi w ręce dopiero teraz, bo jest tam czego posłuchać. Prócz wspomnianej przeze mnie, prześlicznej piosenki "Kiedy do nieba szedł Parasolnik" jest na tej płycie jeszcze wiele innych, pięknych utworów, a wśród nich zachwycająca piosenka o Sopotakach. Gorąco polecam tę płytę, o ile uda się Wam gdzieś ją dostać.
05 czerwca, 2010

Noc Szakala

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:51
          Szakal to ksywka Tomasza Szukalskiego - jednego z najwybitniejszych w Polsce saksofonistów jazzowych. Że gatunki w muzyce nie są istotne, bo istotna jest tylko muzyka, przekonałem się w połowie lat osiemdziesiątych, nagrywając wraz z Beatą Bartelik i Mariuszem Ejsmontem w studio przy Myśliwieckiej w Warszawie. Gdy sześć kawałków było już prawie gotowych, Andrzej Witkowski z TVP I, który wspierał mnie wtedy w zamiarach, wpadł na pomysł, by do kilku piosenek dodać jeszcze saksofon. Trochę się krzywiłem, bo z Gdańska fatygowałem świetnego gitarzystę Krzysia Jarkowskiego i myślałem, że to on nagra wszystkie solówki. Witkowski jednak się uparł i dzień później w studio zjawił się elegancko ubrany facet z nienaganną, falistą fryzurą. Przywitał się zdawkowo, jakby się spieszył i nim się zorientowałem, kto zacz, szykował za szybą saksofon i słuchał tego cośmy do tej pory zrobili. Tomasz Szukalski, bo on ci to był, po jednokrotnym odsłuchaniu zadął w blachę, a gdy skończył było po wszystkim. Nie wierzyłem własnym uszom, gość w pięć minut rozwiązał problem, nad którym głowiliśmy się od kilku dni. W dużej mierze to zasługa Szakala, że do dzisiaj "Sen na pogodne dni" wciąż słychać w radio mimo, że upłynęło już dwadzieścia pięć lat.
          Życie na naszym losie różne wiąże supełki. Z niektórych się cieszymy, ale większość, nim będzie za późno, musimy rozplątać, by nić naszego bytu wiodła nas długo i spokojnie do szczęśliwego celu. Niedawno Marcin Jacobson, legendarny manager, który powrócił na stałe do Trójmiasta, doniósł, że życie zaplotło cholernie solidne węzły Tomkowi Szukalskiemu, których bez pomocy i wsparcia nijak rozwiązać się nie da. By tę pomoc uzyskać Marcin, wraz z Wojtkiem Korzeniewskim z Fundacji "Sopockie Korzenie" zorganizował w Sopocie, w amfiteatrze klubu Pick & Roll koncert charytatywny dla Tomka pt. "Dzień Szakala".

dzien-szakala

          W koncercie udział wzięła śmietanka trójmiejskich muzyków jazzowych. Czując się w obowiązku być i wesprzeć Tomka w jego walce z chorobą i biedą wypatrywałem wśród artystów tych, których najbardziej lubię. Jako pierwszy grał Janusz "Macek" Mackiewicz, który bardzo pomógł mi w nagraniu płyty "Słowa..." i do dzisiaj tę współpracę mile wspominam.

janusz-macek-mackiewicz

Grał Przemysław Dyakowski:

dzien-szakala-dyakowski

Był także Wojciech Mazolewski...

dzien-szakala-mazolewski

który przepięknie zagrał z pianistką...

dzien-szakala-joanna-duda

Joanną Dudą. Zaśpiewała Joanna Knitter, Gosia Szmuda i widoczna na zdjęciu poniżej...

kubica-fot-j-gliniecki
fot. Jakub Gliniecki

          Alicja Kubica, którą znam jeszcze ze studenckich czasów. Nosiła wtedy nazwisko Puchalska i spotykała się ze mną w Studenckiej Agencji Radiowej we Wrzeszczu. Skoro wspomniałem o Mazolewskim, to nie mogę zapomnieć, że zagrał także Kuba Staruszkiewicz

dzien-szakala-118-kuba-staruszkiewicz

...który wraz z Mazolewskim tworzy sławne trio Pink Freud. Właśnie ukazała się ich nowa, ponoć niesamowita płyta "Monster Of Jazz". Nim jednak został Kuba najlepszym w Trójmieście, o ile nie w Polsce, a może nawet w Europie - kto to wie - perkusistą, jako dzieciak rozrabiał czasami z moim synem Radkiem. Szczególnie utkwiła mi w pamięci sytuacja, gdy Kuba i Radek za pomocą młotka i wielkich gwoździ, które znaleźli w garażu, postanowili naprawić całkiem dobry dach altany w ogrodzie mojej teściowej. Niezapomniane wrażenia.
          Ojciec Kuby, Zygmunt, od dziesiątków lat pozostaje ze mną w zażyłej przyjaźni. Też był na koncercie. Na zdjęciu poniżej Zygmut (pierwszy z lewej) siedzi w towarzystwie Andrzeja "Małego" Pawlukiewicza (obecnie szef zespołu Rudiego Szuberta) i mojej Asi.

dzien-szakala-od-prawej-asia-andrzej-maly-pawlukiewicz-i-zygmun-staruszkiewicz

          Jako jeden z pierwszych do Pick & Roll zawitał, wraz ze swoją ukochaną i piękną żoną Gosią, Wojtek Fułek - wiceprezydent Sopotu.

dzien-szakala-gosia-i-wojtek-fulkowie

Wojtek prowadził wraz z Krzysztofem Skibą bardzo udaną i owocną aukcję fotografii Szukalskiego i płyt podarowanych przez przyjaciół Tomasza.

dzien-szakala-056-fulek-i-skiba

          Tego wieczoru szczególnie czekałem na występ Sławka Jaskułke. Pisałem w kwietniu ubiegłego roku, że "Jaskułke wiosnę czyni" i jak się okazało przez rok nic się nie zmieniło. Sławek wszedł na scenę i... nastała wiosna. Dzięki, bo już się jej doczekać nie mogłem. Dzisiaj, pierwszy raz w tym roku wiosna wygrzała mnie w ogrodzie, gdym pracował przy skarpie. W przyszłym roku wybiorę się na Sławka koncert w marcu.

dzien-szakala-slawek-jaskulke

          Nie czuję się na siłach recenzować występu Sławka. Wiem tylko, że grał jak w transie, natchniony po sam czubek głowy. Czuło się, że to co robi jest nadzwyczajne, niesamowite, po prostu wielkie i niezwykle piękne. Wiem, że to muzyczny geniusz i gdy pomyślę, że ten młody człowiek, kiedyś wybitnie pomógł mi w nagraniach, to nie mogę uwierzyć we własne szczęście.
          Wróciliśmy z Asią do domu bardzo zadowoleni z koncertu. Sądząc po ilości widzów, którzy wykupując bilety składali się na pomoc dla Tomka i sumach jakie padały podczas licytacji (sławny kontrabasista Helmut Nadolski rozpoczął licytację bardzo wysoko, a potem było już tylko wyżej), i po tym, jakie obroty miał bar Marka Kondrata serwujący wino (to też wchodziło w pulę pomocową), przyjechaliśmy do domu przekonani, że Tomkowi Szukalskiemu po tych dwóch udarach mózgu szybko uda się odnaleźć zdrowie. Z pewnością też szybko odnajdzie się w świecie, który zdawałoby się, że o nim zapomniał. Nie zapomniał.
PS Poniżej, w komentarzu Zosi można znaleźć sposoby, jak przyłączyć się do akcji pomocy Tomkowi. Serdecznie zapraszam.
30 maja, 2010

Hopa Panie Prezydencie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:04
          Za mojej zwariowanej, nieco hippisowskiej (ale nie hi-pisowskiej) młodości zespół Blackout, który później zmienił nazwę na Breakout, wraz z wokalistą Stanisławem Guzkiem, który później został Stanem Borysem, podbijał Polską Rzeczpospolitą Ludową, która później przemianowała się na Rzeczpospolita Polską, protest-songiem "Te bomby lecą na nasz dom". Chodziło chyba o Wietnam, a nie rodzinne miasto Nalepy - Rzeszów, tym niemniej z przejęciem słuchaliśmy prośby "...Usnąć nie pozwól mi, połóż na czoło dłoń, ręka niech dobra twa, matko złe sny odpędza..." Chyba właśnie ta piosenka przyśniła się niedawno memu kochanemu druhowi od serca, Andrzejowi Donarskiemu...

andrzej-donarski

...który nie czekając na mnie, sam napisał całą piosenkę.
Długo się głowiłem, o co chodzi z tymi przyciskami do bomb i innego wytłumaczenia, jak to, że w Andrzeju głęboko tkwiła dotąd skrywana nienawiść do prezydenta Richarda Nixona, znaleźć nie potrafiłem. Przekonajcie się sami. Oto jedno z najnowszych dzieł Donara i zespołu MISTER z U.B. pt. "Hopa_Panie_Prezydencie" 
          I jak? Macie może jakąś inną teorię na temat powstania tego tekstu? Piosenka już pnie się w górę na liście przebojów Wietrznego Radia (Grażyna Auguścik potwierdziła, że jest to jedna z dwóch liczących się polskich rozgłośni w Chicago), z której zaledwie dwa tygodnie temu zeszła "Mina Tyma". Mam więc prośbę do wszystkich przyjaciół, znajomych i surferów, którym piosenka się spodoba - zagłosujcie: http://www.wietrzneradio.com/glosowanie.asp
          Głosując zapewnicie sobie wdzięczność kapeli, Andrzeja, moją i gitarzysty Śledziuchy, który całą swoją duszę w tę piosenkę włożył. Wdzięczni będziemy też, jeżeli sobie ją przegracie i podarujecie od nas w prezencie swoim znajomym, a znajomi swoim znajomym itd. Niech wszyscy kombinują: - O co w tym wszystkim chodzi?
          A może Donarski chce przestrzec kandydata Komorowskiego i kandydata Kaczyńskiego oraz tych z dołu notowań sondażowych przed skutkami sprowadzania do Polski Patriotów i innego strzelistego złomu A może...
A może Donar po prostu chciał się napić? Diabli wiedzą. Słuchając piosenki i patrząc na poniższe zdjęcie Donara...

donarski-andrzej

...uroczyście oświadczam, że Andrzej jest zdrowy na ciele i umyśle, i w najbliższych, jak i dalszych wyborach na prezydenta kandydować nie zamierza. Chyba. No, to hopa.
25 maja, 2010

Sen w Galerii Sen

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:15
          Śpiewa bosko. Przez amerykańskich krytyków zgodnie uznawna jest za jedną z najciekawszych postaci na światowej scenie jazzowej. Jest wokalistką i kompozytorką. Jest aranżerem i liderem własnego zespołu. Jest także producentem nagrań we własnej firmie nagraniowej i wydawniczej. W Stanach ukończyła Berklee College of Music. Dyplom z wyróżnieniem otrzymała z rąk Philla Collinsa i Alla Jarreau. Od 1994 roku mieszka w Chicago. Lista muzyków, z którymi współpracuje, lista nagród jakie zdobyła, wyróżnień i nominacji jakie otrzymała jest na tyle długa, że zmęczyłbym się przepisywaniem. Nazywa się Grażyna Auguścik i jest tą jedną z niewielu polskich artystek, które zrobiły prawdziwą karierę na świecie.

grazyna-auguscik

          Poznałem Grażynę w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Gdzie? Nie pamiętam. Pamiętam za to, że gdy spotkaliśmy się w 1978 roku na jednej z ulic Wrocławia byliśmy już na tyle dobrymi znajomymi, że poszliśmy razem na obiad do hotelowej restauracji. Coś mi mówi, że było to podczas "Jazzu nad Odrą". W tym samym czasie, z jakiejś innej okazji ja również grałem we Wrocławiu. Potem o Grażynie słyszałem, gdy zdobywała laury na kolejnych, polskich festiwalach jazzowych. Jeszcze później ktoś mi powiedział, że Auguścik na stałe wyjechała do Ameryki. Po latach jakaś gazeta doniosła, że przed Grażyną drzwi amerykańskich klubów jazzowych stoją otworem, bo jest już w Stanach autentyczną gwiazdą. Cieszyłem się, że po Basi Trzetrzelewskiej i Urszuli Dudziak, trzecia Polka zdobywa szczyty. Cieszyłem się, ale posłuchać nie mogłem. Aż wreszcie Jola Wiszowata i Ewa Swacyna, żona Andrzeja, mego przyjaciela i gitarzysty, który podziwiał Grażynę, w roku 2001 przywiozły mi płytę "To i Hola", którą Grażyna nagrała wraz z Urszulą Dudziak. Gdy posłuchałem, oniemiałem z zachwytu. Przez całe moje życie zespół Mazowsze nie był w stanie wzruszyć mnie swoim repertuarem, a Auguścik z Dudziak zrobiły to w kilka minut. Dla mnie była to, i jest do teraz, niezwykła płyta i niesamowita muzyka. W Jazz Forum Tomasz Szachowski napisał o tej płycie: "...Pięknie tę płytę rozpoczyna bodaj najpopularniejsza pieśń Stanisława Moniuszki "Prząśniczki", gdzie zmieniona, bardzo nowoczesna, inteligentna, stricte jazzowa harmonia nie burzy słowiańskiego klimatu. Ballada romantyczna zmienia się w balladę jazzową pozostawiając emocje i niedopowiedzenia romantyczne. Grażyna i Urszula śpiewają głównie unisono nie wysuwając się zanadto i ta ich swoista skromność jest atutem całej płyty..."

          Niedawno Krysia Reichel, malarka i właścicielka małego pensjonatu o nazwie Galeria Sen (adres znajdziecie wśród linków obok, w Blogrollu), który ma swoje miejsce w Smołdzińskim Lesie, zaprosiła mnie na imprezę pt." Święto powitania traw". Święto odbyło się w ubiegłą sobotę. Pisałem już kiedyś o Krysi, gdy była autorką innej, fantastycznej imprezy, więc kto ciekaw niech poczyta o "Święcie światła", a dowie się, że mogłem spodziewać się wszystkiego najlepszego. I rzeczywiście, Krysia przeszła samą siebie.

grazyna-auguscik-i-krysia-reichel

Zaprosiła do swojej Galerii Sen Grażynę Auguścik, która akurat przebywa w Polsce, wraz z towarzyszącym jej gitarzystą i wokalistą, Brazylijczykiem mieszkającym w Stanach - Paulinho Garcia.

paulinho-garcia

Ostatnia płyta Garcii "My very live" już teraz jest nominowana do prestiżowej nagrody Grammy w 2011 roku. Do Smołdzińskiego Lasu zajechałem w doborowym towarzystwie plastyka Karola Maciejewskiego, dziennikarza Zbyszka Gacha i artystyczno - biznesowego małżeństwa Róży i Piotrka Lincerów. Dom Krysi Reichel przywitał nas nowymi obrazami gospodyni. Za to przed domem i przed koncertem podziwialiśmy niezwykły muzyczny pojazd, którym specjalnie na tę okazję pofatygował się jeden z Krysi słupskich znajomych.

muzyczny-motor

Muzyczny motor wzbudzał zainteresowanie nie tylko Grażyny.

grazyna-auguscik-i-muzyczny-motor

Zachwycali się nim wszyscy. mr-blues

Pod wieczór salon Galerii pękał w szwach, choć koncert był tylko dla wybrańców, znajomych i przyjaciół.

grazyna-auguscik-w-galerii-sen

          Już pierwsze takty piosenek z ostatniej płyty "Adanca" sprawiały, że unosiłem się w zwolnionym, tanecznym rytmie nad ziemią. Sam nie wiem kiedy zrobiło mi się ciepło, błogo i przepięknie. Nie wiem, jak długo trwał koncert, ale mnie zdawało się, że chwilkę. Grażyna śpiewała cudownie, a gdy usłyszałem w jej wykonaniu jedną z piosenek Eli Adamiak, przypomniały mi się stare, dobre czasy i byłem w siódmym niebie. Myślałem, że śnię w Galerii Sen, ale to na szczęście nie był sen. Pięknie dziękuję Ci Grażynko za ten wieczór.

grazyna-auguscik-i-paulinho-garcia

          A po koncercie był poczęstunek, było wino, były długie Polaków rozmowy i tańce do świtu. Wszystko było. Nie było tylko snu w Galerii Sen. Jak to u Krysi. Dzięki Krysiu za wszystko.


15 maja, 2010

Czy dobre musi być wrogiem lepszego?

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:27
          Nie raz i nie dwa, niejedna matka i niejeden ojciec tłumaczy swej latorośli, że lepiej czasem wszystko zostawić jak jest, niż przedobrzyć, szukając lepszego. Sam sobie też to tłumaczę, choć ze zrozumieniem, czy lepsze jest wrogiem dobrego, czy może dobre lepszego, mam często kłopot. Jest wiele rzeczy, na których skupiam swoją uwagę. Osobiste sprawy chronię, ale te bardziej ogólne, są tematem moich tu wpisów, choć czasem granica między jednymi sprawami, a drugimi bywa cienka, jak pajęcza nić. Moje "Codzienności" są pewnego rodzaju kroniką, a kronika ma swoje wymagania, więc...
Nie jest rzeczą zupełnie osobistą uwaga jaką ostatnio poświęcam dwóm tekstom. Pierwszy z nich, to zapowiedziany tekst piosenki o Sopocie, która powstaje z inspiracji Wojtka Fułka - wiceprezydenta tego miasta, a prywatnie mojego i Donara przyjaciela. W trakcie pracy nad piosenką tekst jej wciąż jest modyfikowany i poprawiany. Właśnie teraz, gdy piszę te słowa, a muzycy MISTER zUBa w piwnicznej izbie czynią ostatnie próby...

mister-z-ub-proba

... pod wodzą Przemka "Śledziuchy" Śledzia i stroją instrumenty w poznańskim studio, ja wciąż wykłócam się z Andrzejem Donarskim o zwroty, wersy, słowa i słówka. Mnie się coś układa, jemu nie. Mnie brzmi, a jemu nie leży. Ja mu przeszkadzam w dykcji, on mi w logice. I tak będzie pewnie, aż się nie nagra. Jeszcze gdyby ktoś dobry chciał nam powiedzieć, czy te sprzeczki dadzą lepszy efekt? Czy to "lepsze" nie pogoni "dobrego" i czy to "dobre", to rzeczywiście jest "dobre"? Się wkrótce okaże.
Drugi tekst, który mnie ostatnio zajmuje, to słowa do piosenki, jaka powstaje we współpracy ze Zbyszkiem Szukalskim. Zbyszek wraz ze swoją siostrą Anią stworzył kiedyś sympatyczny duet, który wielokrotnie nagradzany, całkiem dobrze zaznaczył swoją obecność na wielu studenckich imprezach w latach siedemdziesiątych.

ania-i-zbyszek-szukalscy

Teraz Zbyszkowi znowu zaczęło w duszy grać i namówił mnie, by napisać wspólnie coś nowego. Gdy mi przyniósł muzykę, tekst napisał się prawie sam i ułożył w piosenkę do i dla Marka Ferdka, zwanego Solowym. Marek zmarł w styczniu tego roku. Był członkiem zespołu BABA i B-Complex, z którymi to zespołami wiąże mnie wiele dobrych wspomnień. Co się stało - Jeszcze niedawno z kropli potoki / Jeszcze niedawno z chwili godziny / Jeszcze niedawno radość ze słoty / A dzisiaj jesień z wiosną mylimy / Jeszcze niedawno w porywach uczuć / Błogosławiona naiwność słów / A dziś bezsenne noce bez butów / Wychodzą z życia na wieczność snu / Ref. Co się stało Co się stało / Przecież tak niewiele lat / Przeminęło przeleciało / Popatrz a to czasu szmat / Powolutku Przechodzimy / Tyle nas co z brzegu ślad / Długo tu nie zmarudzimy / Ledwie tyle by czuć smak  /Jeszcze niedawno z niczego wszystko / Jeszcze niedawno z oddechu pieśń / A dziś dalekie jest bardzo blisko  /Tyle co zdążyć powiedzieć - cześć Ref. Co się stało?
Gdy gotowy tekst oddałem Zbyszkowi, on zaproponował byśmy razem zaśpiewali tę piosenkę tam, gdzie kiedyś często spotykaliśmy się z Markiem i gdzie on jeszcze w ubiegłym roku koncertował, w Szklarskiej Porębie na Giełdzie Piosenki. Tak się perspektywą tej premiery przejąłem, że zacząłem tekst poprawiać i przerabiać. Niestety, moje "lepsze" zaczęło się kłócić z dawnym "dobrym" i po namyśle powróciłem do pierwotnej wersji. Jak dobrze pójdzie i nie pokłóci się z lepszym, to zapytamy latem w Bazie pod Ponura Małpą - Co się stało?
          Tymczasem w Sopocie zmiany. Piosenka prawie gotowa, lato za pasem, a tu sytuacja przedwyborcza w miejskim ratuszu mocno się skomplikowała. Jacek Karnowski, dotychczasowy prezydent, prawdopodobnie zmieni swoją decyzję o niebraniu udziału w najbliższych wyborach samorządowych i mimo wciąż niejasnej sytuacji w prokuraturze, jednak wystartuje ponownie. Tak więc do słów starego przeboju "...Rano skwer, plaża lub molo, gdy zapada zmierzch..." dojdzie jeszcze słowo - polityka.

molo-gdy-zapada-zmierzch

Wielokrotnie pisałem o tym, że Karnowski jest dobrym prezydentem, że Sopot pod jego rządami wypiękniał i wygląda jak nigdy dotąd, i że miasto ma w nowych czasach szczęście do dobrych włodarzy. Miałem okazję kiedyś poznać tatę Pana Jacka, więc wcale się nie dziwię, że kadencje Karnowskiego - juniora były takie owocne, bo niedaleko pada jabłko od jabłoni. Zawsze też uważałem, że tandem Karnowski - Fułek, to rzecz dla Sopotu znakomita. Gdy Jacek Karnowski postanowił się wycofać i nie zabiegać więcej o funkcję prezydenta, naturalną rzeczą było, że Wojtek Fułek, mając ogromne doświadczenie w pracy dla miasta i współudział w sukcesie, wystartuje w tych wyborach. Nie mam wątpliwości, że Wojtek jest w obecnych warunkach lepszym kandydatem, ale czy dobre musi być wrogiem lepszego? Może dobre tym razem ustąpi przed lepszym? Czy miasto na tym straci, czy zyska? Moim zdaniem zyska.
05 maja, 2010

Wykolejona Kolej

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 20:28
          Od rana wszyscy mówią i piszą o Kolei, która nie jeździ, bo nie zapłaciła za tory innej Kolei, która z kolei nie ma zamiaru tej wykolejonej Kolei utrzymywać. Przeszedłbym obok tego problemu zupełnie obojętnie, gdyż od lat nie korzystam z usług tych, co na torach, gdyby nie pewna historia, która zdarzyła się w mojej rodzinie kilka dni temu. - Panie naczelniku - zaczęła moja Mama - pracowałam prawie czterdzieści lat, jako nauczycielka, z czego sporo ponad dwadzieścia lat w przedszkolu PKP, którego byłam dyrektorem. Odchodziłam na kolejową emeryturę ze Złotym Krzyżem Zasługi i Kawalerskim Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski. Przyszłam dzisiaj Pana zapytać, czy Kolej ma jakiś fundusz socjalny dla swoich emerytów, bo od dwudziestu pięciu lat, odkąd jestem na emeryturze, nikt z PKP o mnie nie pamięta i... Fakt, to smutne - przerwał Mamie naczelnik w Dyrekcji Kolei w Gdańsku - ale musi Pani wiedzieć, że tamta Kolej już nie istnieje. Kolej, którą Pani pamięta podzieliła się i jest teraz wiele różnych Kolei. Wszyscy opiekują się emerytami, ale my jesteśmy od nieruchomości, a Pani była w dziale socjalnym. Socjalny został zlikwidowany i nikt go nie odziedziczył. Stąd o Pani nikt... - tu naczelnik zawiesił głos nie bardzo wiedząc jak skończyć zdanie i wszystkim nam siedzącym przy biurku naczelnika od razu zrobiło się zwyczajnie i po ludzku przykro. Najbardziej przykro było mojej Mamie. Różne jej koleżanki, a szczególnie te z przyzakładowych przedszkoli i żłobków, za grosze, a czasem nawet za darmo, z "Solidarnością" i innymi organizacjami branżowymi jeżdżą po całej Europie, bony na Święta dostają, na kawki są zapraszane, a Mama może sobie, najwyżej szufladę otworzyć i rzucić okiem na te dwa świecące kawałki blachy ze wstążką, z których kiedyś była taka dumna.
Naczelnik próbował się uśmiechać i nawet kazał dzwonić, bo może coś się zmieni, ale chyba sam w to nie wierzył, bo pożegnał się z nieukrywaną ulgą, co nas, wychodzących na kiedyś zadbany korytarz pięknego kiedyś budynku, jeszcze bardziej zasmuciło

gdansk-blednik1916-i-budynek-dyrekcji-kolei

         W drodze powrotnej do domu pocieszałem, jak umiałem moją osiemdziesięciodwuletnią Mamę, przypominając, że z tym zapominaniem nie jest tak źle, bo zapominając o człowieku zapomnieli też o zniżce na przejazdy koleją, której ciągle Mamie nikt nie zabrał, tak jak zabrali kiedyś wszystkie inne dodatki. - A gdzie ja jeżdżę? - zapytała zachmurzona Mama. I to był ten właściwy moment, w którym każdy rozsądny syn uruchomiłby tzw. "Rodzinny Funduszu Socjalny". Tak i ja, mając się za rozsądnego przedstawiłem Mamie pewien pomysł. Humor mojej Rodzicielki poprawiał się z minuty na minutę i gdy dojeżdżaliśmy do Sopotu, gdzie zamierzaliśmy pójść na kawę do Centrum Haffnera i...

mama-w-sopocie

... na dworzec kolejowy, po marsowej minie nie było śladu. W ramach Funduszu, w dworcowej kasie kupiliśmy bilet do Zakopanego w wagonie sypialnym. A co? Niech sobie Mama wiosnę w maju umili widokiem gór i szmerem górskiego potoku, zamiast zastanawiać się nad marnością systemu zarządzania pamięcią w okazałym, lecz zaniedbanym budynku DOKP przy ulicy Dyrekcyjnej w Gdańsku. Bilet i moje solenne zapewnienie, że pod Giewontem wszystko będzie załatwione i będzie czekało na Mamy przyjazd, sprawiło, że przykrość sprzed godziny przepadła już zupełnie bezpowrotnie. Wiosenna pogoda, która po Monciaku słońcem sprowadziła nas prawie nad samo morze, też miała swój wkład w nasz humor. Gdy wróciliśmy do domu, okazało się, że z wiosny cieszy się również Haczyk, który witał nas rozkoszując się nowym legowiskiem na świeżej trawie.

haczyk-1

Spójrzcie tylko na to psie spojrzenie i na te psie miny, a zrozumiecie dlaczego tak bardzo wszyscy jesteśmy zakochani w naszym nowym przyjacielu.

haki

Gdy wiosna wschodzi w ogrodzie, to tak, jak rok temu i jak dwa lata temu, i jak trzy lata temu...

stokrotki

...stokrotki rozkwitają też na moim blogu. Z wiosną człowiek wpada w taki nastrój, że kłopoty siedmiomiesięcznej zimy łatwo puszcza w niepamięć. A niech tam... Najważniejsze jednak jest to, że nie tyle wiosna i lato nas radują, i nie tyle jesień z zimą straszy, co cieszy fakt, że "Rodzinny Fundusz Socjalny" działa. I oby działał, bo w życiu z Koleją, można się tylko... przejechać i wykoleić.
          Wieczorem w gazecie czytałem o "potrzebie wychowania młodzieży w duchu patriotycznym" i zacząłem się zastanawiać, czy większym patriotą jest ten, co z flagą w ręku czci narodowe klęski ganiając po mieście, a radosne Święto 3 Maja co roku zaczyna i kończy z wieńcem przy Grobie Nieznanego Żołnierza, czy może ten, który sprawi, że pociągi zaczną normalnie i punktualnie jeździć po torach, a nie po pragnieniach przed sklepem monopolowym. Odjazd.
29 kwietnia, 2010

Tfu-rcy?

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:13
          Długo się zastanawiałem, czy na swoim blogu, miejscu osobliwie prywatnym, by nie rzec... intymnym, publikować tfurczość tfurców, którzy chcą innym za wzorce moralne służyć i wzorce zachowań ustalać.
Zaczęło się cztery dni po katastrofie, gdy większość narodu zasnuta smutkiem przeżywała żałobę po tragicznej śmierci dziewięćdziesięciorga i sześciorga Polaków. Pierwszy, jak mi się wydaje, w żałobę strzelił socjolog z literackim zacięciem Krasnodębski, który w swym eseju, opublikowanym 14 kwietnia w dzienniku Rzeczpospolita, dość dosadnie określił, kto do smutku prawo ma, a kto go nie ma. Nie dość, że nie zauważył nikogo poza prezydentem Kaczyńskim wartym narodowej żałoby, to jeszcze do tych, którzy prawa do smutku nie mają zwrócił się w te słowy:
I wy miejcie odwagę, pozostańcie sobą. Już zaczęliście dzielić łupy i dobierać się do szaf. Zróbcie kolejne "Szkło kontaktowe", wyśmiejcie tę śmierć, wypijcie małpki. Zaproście Palikota i Niesiołowskiego. Krzyczcie: "cham" i "dureń", i "były prezydent Lech Kaczyński". Wyśmiewajcie i drwijcie. Bądźcie sobą. Gardzę wami. Jestem dumny, że Go znałem.
          Tego samego dnia do głosu socjologa przyłączył się satyryk Wolski, znany kiedyś z legendarnego już magazynu radiowego Programu III Polskiego Radia "Sześćdziesiąt minut na godzinę". Byłem fanem tej audycji i z przykrością od lat obserwuję, jak jeden z jej znamienitych autorów rozmienia talent na coraz to gdzie indziej lokowane polityczne sympatie (za PRL-u był nawet sekretarzem POP PZPR-u) i poglądy. On również, w czwartym dniu żałoby, choć ja dostałem ten tekst dzień wcześniej, pozwolił sobie w Gazecie Polskiej na taki oto wierszyk (rżnąc zresztą z Tuwima):
Prawdę mając na ustach, a kłamstwo w kieszeni,/  Będąc zgodni ze stadem, z rozumem w konflikcie, / Dzisiaj lekko pobledli i trochę strapieni / Jeśli chcecie coś zrobić, to przynajmniej milczcie! / Nie potrzeba łez waszych, komplementów spóźnionych. / Waszej czerni, powagi, szkoda słów - nie ma co, / Dzisiaj chcemy zapomnieć wszystkie wasze androny / Wasze kpiny i żarty wylewane przez szkło.  /Bo pamięta poeta, zapamięta też naród Wasze jady sączone bez ustanku, dzień w dzień,  / Bez szacunku dla funkcji, dla symbolu, sztandaru... / Karlejecie pętaki, rośnie zaś Jego cień! / Od Okęcia przez Centrum, tętnicami Warszawy, Alejami, Miodową i Krakowskim Przedmieściem / Jedzie kondukt żałobny taki skromny choć krwawy, / A kraj czuje - Prezydent znowu jest w swoim mieście. / Jego wielkość doceni lud w mądrości zbiorowej / Nie potrzeba milczenia mącić fałszu złą nutą, / Na kolana łajdaki sypać popiół na głowę! / Dziś możecie Go uczcić tylko wstydu minutą!
            W dzień po żałobie z wełnistych i ciężkich chmur poezji spłynął wiersz agitacyjny Rymkiewicza Jarosława Marka, któremu pieniądze (nagroda Gazety Wyborczej - Nike), w przeciwieństwie do poglądów, nie śmierdzą. I słusznie, bo duch duchem, polityka polityką, a ciało ma swoje wymagania. Rymkiewicz w swym dziele analizuje sytuację geopolityczną, pochyla się nad rozdarciem i niedolą Polski, powołuje się na proroków i tajemnice przodków, by z patosem zakończyć, bo:
"... - tu patosu trzeba / Ja tu mówię o sprawie odwiecznego losu / Co zrobicie? - pytają nas teraz przodkowie / I nikt na to pytanie za nas nie odpowie / To co nas podzieliło ... to się już nie sklei / Nie można oddać Polski w ręce jej złodziei / Którzy chcą ją nam ukraść i odsprzedać światu / Jarosławie! Pan jeszcze coś jest winien Bratu! / Dokąd idziecie? / Z Polską co się będzie działo? / O to nas teraz pyta to spalone ciało / I jest tak że Pan musi coś zrobić w tej sprawie / Niech się Pan trzyma... Drogi Panie Jarosławie
          I Wolski, i Krasnodębski, i Rymkiewicz w formie jak wyżej, "dopraszali się", by ci o innych poglądach zamilkli (choć nikt się nie odzywał), by nie udawali głupków w żałobie, nie kradli Polski i wzgardzeni pozostali sobą. Tak pewnie zrozumiał to autor tekstów piosenek zespołu Lady Pank - Andrzej Mogielnicki. Poglądów nie zmienił, głowy popiołem nie posypał i gdy żałoba się skończyła, odwinął się temu od "karlenia" i temu od "gardzenia". Tekst Mogielnickiego przysłano mi również 24 kwietnia i jak się za chwilę okaże, na tym się nie skończyło. Początkowo zastanawiałem się czy przesłać go dalej, czy ze względu na względy tego nie czynić. Pomyślałem jednak, że skoro socjologowi wolno, satyrykowi wolno i poecie wolno, to czemu nie ma być wolno tekściarzowi, który w ilości odbiorców swojej twórczości zawsze bił na głowę satyryka, że o socjologu i poecie nie wspomnę. Kliknąłem "Prześlij" i... od pewnej, gdańskiej literatki dostało mi się od razu, jakbym to ja "Epitafium wawelskie" napisał. Przy okazji dowiedziałem się, że owa literatka znała osobiście prezydenta Kaczyńskiego i jest oburzona. Poczułem się zawstydzony, jak żarówka w słońcu, że nie znałem prezydenta Kaczyńskiego i na dodatek go nie lubiłem.

zarowka-w-sloncu

          W chwilę potem "walnął" we mnie swą opinią - że obrzydliwe teksty rozsyłam - całkiem zacny facet, który kiedyś walczył w Hali Olivii na Festiwalu Piosenki Zakazanej o wolność słowa. A tekst Mogielnickiego był taki:
EPITAFIUM WAWELSKIE
Żył tak jak zginął, całkiem przypadkiem / Historii będąc zaledwie świadkiem / Za całe swoje mając zasługi / Że jest ten drugi / Piął się i puszył, płynął na fali / Tak się nabzdyczył, tak się przechwalił / Aż narodowi udzielił rady: Spieprzajcie dziady! / Sam jednak spieprzył - i to dosłownie / Ciągnąc za sobą krwawe pochodnie / I zostawiając spadek niemały - Nowe podziały. / Aż któryś syknął: Co nam tam Havel/ Mamy większego: Dać go na Wawel! / Cud uczynimy na miarę bytu - Z gówna do mitu. / Lud swe objawił czucia najszczersze / Poeci słuszne skrobnęli wiersze / I do wieczności płynie w zaloty / Trumna miernoty

          Literatce nie odpisałem, ale z Zacnym zacząłem korespondować, bo go lubię. Wyjaśniałem i tłumaczyłem się jak dziecko, gdy nadeszła, także pocztą mailową, praca gdyńskiego satyryka Zbigniewa-200gram-Szymańskiego, która powaliła mnie na kolana i kompletnie zakręciła. Zakręcony jąłem zastanawiać się nad kondycją polskiego pióra i granicami rozsądku, ale skoro Zacny walczył o wolność słowa, z której korzystać może socjolog, satyryk, poeta i tekściarz z Warszawy, to czemu 200gram znad morza ma nie móc? Może i on. Oto co może gdynianin Szymański:
Epitafium Mogielnickiego
Żył tak jak pisał. / Wciąż perskie oko,/  Puszczał do władzy, zaszedł wysoko. / Piął się i puszył, płynął na fali, / Aż się przeraził, że dinozaury / Wymrą, chyba, że będą trzymały / Z tymi, u których umysł się skarlił. / Z budki suflera "Wyborczej" płyną / Rady jak słuszną zostać padliną: "Gównem posmaruj swoje wierszyki / A obdarzymy Ciebie pomnikiem. / Pośmiertną płytą z Twymi tekstami, / Będziemy uszy żyjących ranić". Siedzi więc, skrobie tekst Mogielnicki, / Czas szybko płynie, koniec już bliski. / Wie, wobec wielkich jest tylko pyłkiem / A chce mieć od nich większą mogiłkę, / Więc, co z "Gazety" jemu suflują / Wpisuje w kajet, już oklaskują / Jego wyborcze elit miernoty, / Za parę w gównie skąpanych złotych. / Umarł tak jak żył, życiem bakterii. / Żegnali go wierni lecz mierni. / Miernota nawet w grobie się puszy, / Bo nie chce nawet bakterii ruszyć, / Robak targany odrazą szczerą: "Nie ruszę tego, tu, mniej niż zero" / "Przechodniu, życie nie jest loterią, / Jeśli chcesz przetrwać, zostań bakterią. / Choć masz mnie w dupie, ja mam grób śliczny, W nim "g" zaschnięte - Twój Mogielnicki. 

          Skoro socjolog, skoro satyryk, skoro poeta, skoro tekściarz i skoro 200 gram... to na koniec ja:
I tak to ślinę tocząc żałobną
Tfu-rcy tforzą tfu-rczość wyborną.
Ważąc proporcje, drodzy Państwo,
Wskażcie po czyjej stronie tu draństwo.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY