22 lipca, 2010

Co się stało?

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:33
Upał, upał, upał... Chyba nikt nie pamięta takiego lata. Siedem miesięcy zimy, nagła, acz spóźniona wiosna, potem powódź i... lato. Lato, o jakim można tylko marzyć. Marzyć i cieszyć się nim, o ile ma się za plecami las, a przed sobą morze, jezioro, czy choćby staw. No, i urlop. W czasach mojej studenckiej młodości na przełomie lipca i sierpnia, przez kilka lat z rzędu, pakowałem się i wyjeżdżałem na Ogólnopolski Przegląd Studenckiej Piosenki Turystycznej do Szklarskiej Poręby. Tam, w Bazie "Pod Ponurą Małpą", w namiocie i towarzystwie przepięknych ludzi spędzałem "...trzy, może nawet cztery dni...", śpiewając i bawiąc się znakomicie. Choć poniższe zdjęcie, na którym od lewej widać: Rybę - Rybiewskiego, mnie z gitarą, Stasia Wawrykiewicza i Elę Adamiak, przedstawia inną imprezę, to pochodzi z tamtych czasów i w pełni klimat tego, o czym piszę, oddaje.

studenckie-granie-od-lewej-ryba-w-chylinski-stas-wawrykiewicz-i-ela-adamiak

Na Giełdę jeszcze raz wpadłem na początku lat dziewięćdziesiątych. Był to jednorazowy wypad w Karkonosze. Pojechałem do Szklarskiej pokazać synowi, gdzie to tata, zanim mamę poznał, śpiewająco poznawał życie. Całodobowe granie na łące przy huczącej Kamiennej rzece, Radkowi nie bardzo się podobało. Ze słuchawkami na uszach katował się hip-hopem, za nic mając występy Wolnej Grupy Bukowiny, czy Jurka Filara, z którym urocze poranki, po strudzonych, prześpiewanych i przegranych nocach, na wspomnieniach mi przechodziły.

od-lewej-wchylinski-i-jerzy-filar

Kilka "wpisów" wcześniej napisałem, że czasy Szklarskiej Poręby przypomniał mi niedawno Zbyszek Szukalski przynosząc zgrabną melodię, do której sprawiłem tekst. Piosenka, dedykowana ś.p. Markowi Ferdkowi, jest moim, cichym, choć pewnie trochę też gorzkim pytaniem do wszystkich i do nikogo, o to - "Co się stało"? Mieliśmy ze Zbyszkiem i jego zespołem pojechać w tym roku do Szklarskiej Poręby i spróbować zaśpiewać naszą nową piosenkę, która w całej swej nowości bardzo przypomina mi tamto stare, turystyczne granie. Zbyszek, człowiek niezwykle sumienny i pracowity mocno wziął się do roboty i po kilku próbach zespołu...

zespol-zbyszka-szukalskiego

...w którym miejsce Ani Szukalskiej, siostry Zbyszka śpiewającej w zespole przed laty, zajęła Dominika - przemiła farmaceutka z ładnym głosem, zaprosił mnie na robocze nagranie do małego, gdyńskiego studia. Tak mnie jakoś klimat piosenki podkręcił, że poprosiłem Zbyszka o możliwość zaśpiewania jej w duecie z Dominiką. Zaśpiewałem z biegu, jak to mówią, raz i już. Mało dbałem o poprawność i czystość nagrania. Mieliśmy wszak jeszcze nad piosenką podumać. Kto myślał wtedy o tym, że plany mają to do siebie, iż czasem szlag je trafia? Nasz plan szlag trafił, ale jest ślad po piosence, w której maczałem swoje palce i głos. Niestety, choć jestem "Szarym Łosiem", co w nomenklaturze bywalców Giełdy czyni mnie kimś w rodzaju zasłużonego dla..., to jednak na Giełdę do Bazy "Pod Ponurą Małpą" w tym roku znowu nie pojadę. Szkoda, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nie wyszło z wyjazdem, ale tu i teraz możecie, Moi Drodzy Internetowi Czytelnicy, posłuchać piosenki, której na Giełdzie nie zaśpiewam. Tylko nie pytajcie - Co się stało? Zapisane dzień później: Jeżeli jest ktoś wśród czytelników tej strony, kto wybiera się w tym roku na Giełdę i podoba mu się piosenka "Co się stało?", to śmiało, może sobie ją w Szklarskiej zaśpiewać. Jedyny warunek - proszę przedtem pozdrowić giełdowiczów od Zbyszka i ode mnie. Dzięki.
10 lipca, 2010

Nie do wiary

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:15
Bajka, to nie jest coś do wiary, ale do pouczającej radości. Gdy bajka tego warunku nie spełnia, jest zwykłym bałamuctwem, ględą i propagandą. Bajka ma nas urzekać, zajmować, dawać nadzieję i kierować ku dobremu. Nie ma przesady w twierdzeniu, że pisanie bajek jest o wiele trudniejsze niż pisanie czegokolwiek innego. Wie o tym każdy, kto próbował za pomocą pióra parać się słowem. A pisanie sensownych bajek, na dodatek rymowanych, to już mistrzostwo jest nie lada. Mam szczęście znać osobę, która potrafi w sposób znakomity i na wszystkie sposoby przyrządzić dobrą bajkę. Pisałem o niej tutaj (patrz - linki pod wpisem) już nie jeden raz. Tą niezwykłą osobą jest aktorka, malarka i pisarka - Lucyna Legut. lucynalegut-i-ja Lucyna Legut, dla przyjaciół Lucha, nie zwalnia tempa. W ubiegłym roku ukazał się jej "Romans kuchenny", czyli książka kucharska dla niezaradnych kawalerów. W tzw. międzyczasie namalowała tuzin portretów i pół kopy obrazów. Zachorowała, wyzdrowiała i... sprawiła nam kolejną niespodziankę. Kilka dni temu, cudnie odmłodzona i pełna energii Lucha podarowała Asi i mnie dopiero co wydaną najnowszą swoją książkę - "Trzy Bajki". okladka-trzech-bajek Wydana przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka prześliczna książka zawiera urocze bajki dla najmłodszych, w tym jedną napisaną wierszem pt. "Historia dość niebrzydka o kocie i margerytkach". str25 Druga bajka "Niedzielne popołudnie z diabłem i aniołem" przypadnie do gustu nawet stuletniemu dziecku, gdy przeczyta: "...Babci oczy stanęły w słup z przerażenia i zaczęło się z jej gardła wydobywać przedziwne gulgotanie, na co Rudzio odezwał się, powtarzając za Diabłem: - Niech babcia nie gulgoce, bo babcia nie jest indyk! Dwie ciocie krzyknęły jednocześnie : - WODY! - I chciały zemdleć, ale nie zemdlały..." Co było dalej i o czym jest trzecia bajka dowiecie się, gdy już zdobędziecie tę pięknie ilustrowaną, także przez Lucynę Legut, książkę. str19 Dla mnie chwile spędzone z tymi bajkami były czasem niezwykłym, tym bardziej, że na początku lektury znalazłem taką oto dedykację: dedykacja Nie do wiary - Lucha ma 84 lata, a na swoim kącie dziesiątki książek i setki ról. Obrazów własnoręcznie namalowanych ma Lucha jeszcze więcej. Przy takiej Artystce, to każdy, nawet najbardziej pracowity i utalentowany człowiek popadnie niechybnie w nieuleczalne kompleksy... - chyba, że Lucha go... adoptuje. Czego wszystkim serdecznie życzę. PS. Linki do innych wpisów w "Codziennościach" o Lucynie Legut: -http://www.waldemarchylinski.pl/?p=98 -http://www.waldemarchylinski.pl/?p=148 -http://www.waldemarchylinski.pl/?p=232 -http://www.waldemarchylinski.pl/?p=301 -http://www.waldemarchylinski.pl/?p=11111589 -http://www.waldemarchylinski.pl/?p=11111639 -http://www.waldemarchylinski.pl/?p=11111892 -http://www.waldemarchylinski.pl/?p=11114589 PS II Piosenka "Pięknie w Sopocie", która u mnie miała prapremierę kilka dni temu, pojawiła się na liście przebojów "Wietrznego Radia" w Chicago, gdzie konkuruje z inną piosenką MISTER z U.B.- "Panie Prezydencie". Ponieważ jestem współautorem "Pięknie w Sopocie", więc zachęcam, by właśnie na tę piosenkę głosować w pierwszej kolejności, choć głosować można na utworów pięć. Zapraszam, proszę i polecam. Adres do Chicago: http://www.wietrzneradio.com/glosowanie.asp PS III Jak się okazuje (w Komentarzach wpis Donara) w Chicago prócz głosowania na normalną listę przebojów można jeszcze wejść na plebiscyt "Przebój lata 2010", gdzie nasza piosenka "Pięknie w Sopocie" również się ściga. Poniższy link zawiedzie Was wprost na tor tych zawodów: http://wietrzneradio.com/lato2010.asp Jeżeli nie sprawi Wam to kłopotu, to i tam kliknijcie z poparciem dla MISTER z U.B. i plaży w Sopocie.
05 lipca, 2010

Wielkie dzięki

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:53
Wszystkim, którzy wybrali Bronisława Komorowskiego na Prezydenta R.P. serdecznie dziękuję. Mam nadzieję, że na plaży nadal będą się opalać szczęśliwi ludzie, bez strachu, że jutro wbrew własnej woli zostaną przestępcami. I mam nadzieję, że wszyscy będziemy mieli dobre widoki na... sopot-1-lipca-2010-fotwchylinski przyszłość.
03 lipca, 2010

By się...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:02
By się nie okazało, że... orlowo-1-lipca-2010-fot-waldemar-chylinski ci na plaży, to mafia plażowo - piaskowa i... sopot-1-lipca-2010-fot-waldemar-chylinski układ wypoczynkowy, który "...najkrócej mówiąc, w najwyższym stopniu szkodzi Polsce..." należy jutro pójść na wybory i oddać swój głos na zdrowy rozsądek Bronisława Komorowskiego. Z góry dziękuję w imieniu spokojnej przyszłości.
26 czerwca, 2010

Pałac Kurczaka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:28
Wiosną, wraz z przyjaciółmi, bez zapowiedzi, odwiedziłem miejscowość w dawnych Prusach, gdzie nasz znajomy po cichu spełnia swoje marzenie. Z marzeniami tak już jest, że umieszczone na horyzoncie planów, nie dają się często nawet zobaczyć i na zawsze pozostają niespełnioną mgłą pomysłu. Dlatego wiem, że na wagę złota są marzyciele, którzy potrafią z tego, co się przyśni wyczarować rzeczywistość. Od takich należy brać przykład i takimi należy się zachwycać. Naszego znajomego nazywamy Kurczakiem. Całkiem niedawno zawziął się Kurczak i postanowił zafundować sobie Pałac, spełniając tym samym swoje, dziecięce marzenia. A co? Czyż nie najpiękniejsze jest to, co nas w życiu może spotkać, gdy zaczynamy szukać miłości. A nasza miłość może być wszystkim i wszędzie. Więc trzeba szukać, działać i marzyć. A może odwrotnie, bo jak pisze Jonasz Kofta: "Żeby coś się zdarzyło Żeby mogło się zdarzyć I zjawiła się miłość Trzeba marzyć Zamiast dmuchać na zimne Na gorącym się sparzyć Z deszczu pobiec pod rynnę Trzeba marzyć..." Pobiegł więc Kurczak pod rynnę i kupił sobie Pałac, a właściwie to, co po nim zostało, popegeerowską ruinę. Nie patrząc na to, że może się sparzyć, krok po kroku porządkując teren, zabezpieczając dach i okna, przystąpił do spełniania swojego marzenia. Ruiny nie przerażają...

ruiny

...gdy się wie, czego się chce.

kurczak-w-palacu2

Powoli, gromadząc drewno do kominka na jesienne i zimowe wieczory, ściana, po ścianie, cegła, po cegle...

piwnia-palacu

...z każdym dniem staje się Kurczak, coraz większym bohaterem własnego marzenia. Z pewnością za rok, za dwa, nie tylko widoczna poniżej sala bilardowa...

sala-bilardowa

... i kilka pokoi obok tej sali, ale cały pałac będzie nadawał się do zamieszkania. Dzisiaj pałac tak:

palac


 palac-1

Chodząc po remontowanym gmachu ani do głowy mi przyszło pytać Kurczaka, na co mu ten pałac. Po cóż pytać, gdy odpowiedź jasna: "...Gdy spadają jak liście Kartki dat z kalendarzy Kiedy szaro i mgliście Trzeba marzyć W chłodnej, pustej godzinie Na swój los się odważyć Nim twe szczęście cię minie Trzeba marzyć..."
22 czerwca, 2010

Jazz leśnych ludzieńków

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:28
Emocje związane z wyborami na chwilę opadły, co pozwoliło mi przypomnieć sobie, że niedawno, bo 12 czerwca, byłem na bardzo sympatycznym koncercie. Jest takie miejsce w Gdańsku-Wrzeszczu, które często, jako dzieciak nie mający jeszcze większego pojęcia o niczym, odwiedzałem na nogach, rowerze, czy nartach. Mieszkałem niedaleko, przy Grunwaldzkiej, więc w czasie licznych wypadów do pobliskiego lasu zachodziłem w dolinę nie wiedząc, jaką tajemnicę kryje. Historia tego miejsca zaczęła się w 1911 r. W tym właśnie roku, dwa lata po wybudowaniu Opery Leśnej w Sopocie, otwarto w Gaju Gutenberga, bo tak nazwano kawałek przywrzeszczańskiego lasu, Teatr Leśny. Wybrano do tego celu zaciszne miejsce, tuż obok ulicy o pięknej nazwie - Jaśkowa Dolina. Walory teatr w Gaju miał niezwykłe. Położeniem i rozmiarami prawie dorównywał Operze Leśnej w Sopocie, górował jednak nad nią wspaniałą naturalną akustyką i nieskażonym leśnym autentyzmem. teatr-lesny-we-wrzeszczu-na-poczatku-wieku Po wojnie o tym niezwykłym miejscu w dolinie zapomniano. Aż pod koniec lat dziewięćdziesiątych udało się grupie upartych wrzeszczan spowodować odbudowę tego, wyjątkowo uroczego, leśnego przybytku kultury. Wykarczowano krzewy, wyrównano tarasy ziemne, które były naturalnymi scenami i na powrót, na przeciwległym wzgórzu ustawiano ławki. Od początku w działaniu tym uczestniczyła niezwykła w swej urodzie, energii i pomysłach - Kasia Burakowska, którą poznałem dawno temu, gdy była jeszcze studentką mocno angażującą się w tzw. akademicki ruch kulturalny. Teraz Kasia jest pomysłodawcą i szefem bardzo aktywnego Artystycznego Klubu Winda, który gospodarzy w Teatrze Leśnym, przygotowując każdego roku, od wiosny do jesieni, atrakcyjne koncerty i imprezy plenerowe. Właśnie Kasia zaprosiła mnie miesiąc temu do Wrzeszcza na czerwcowy, leśny popis swoich podopiecznych. A było tak: Kasia dwa lata temu wpadła na pomysł uczczenia okrągłego jubileuszu osiemdziesięciolecia Jerzego Dudusia Matuszkiewicza, jazzowego muzyka, saksofonisty, kompozytora muzyki do wielu filmów i seriali; w tym do takich hitów jak: "Stawiam na Tolka Banana", "Kolumbowie", "Czterdziestolatek", "Alternatywy 4", że o "Stawce większej niż życie" nie wspomnę. Moją rolą było napisać tekst o Panu Jerzym do muzyki, którą on skomponował do filmu "Podróż za jeden uśmiech" Z zadania się wywiązałem, lecz coś stanęło na przeszkodzie, bym mógł znaleźć się wśród gości dostojnego jubilata, który na tę szczególną okazję zjechał do Gdańska. Tak też swojego tekstu, który śpiewały dzieci z Windy do sławnej kompozycji, nie usłyszałem. A leciał on tak: Przyjaciel Tolka Banana czyli Duduś Dzisiaj u nas jest od rana Gość ważny co gra jazz Ponoć Tolka zna Banana I Banan zna go też Jeździ wciąż za jeden uśmiech Bo taki bilet ma Wszyscy mówią o nim Duduś Ale kto go zna Kto z was wie kto to jest Duduś Kot to czy może pies Może to jest jarmark cudów I na zły humor lek Ja wam powiem że ten Duduś To jest nasz super gość Jak on zagra swoje du du Przełknąć można ość Ja wam powiem że ten Duduś To jest nasz super man Jak on zagra łubu dubu To się robi jam Na zaproszenie Kasi, w drugą czerwcową sobotę pojechałem do Teatru Leśnego, bo nadarzała się okazja posłuchać piosenki, o której mowa, a którą zaśpiewał przesympatyczny wokalista Konrad Kozłowski. teatr-lesny-czerwiec-2010-konrad-kozlowski Przy Kasinym klubie istnieje coś w rodzaju kółka piosenkarskiego, w którym dzieciaki uczą się śpiewać. Do pomocy mają wybitnych muzyków, a że niektórzy z nich preferują jazz, to... dzieciaki jazzują, że aż miło. Tak też było na ostatnim koncercie, na którym pierwsze skrzypce...przepraszam pierwszy saksofon grał pierwszoligowy jazzman Maciej Sikała. teatr-lesny-czerwiec-2010-na-saksofonie-gra-maciej-sikala Dzieciaki pięknie, przez prawie dwie godziny, śpiewały jazzowe standardy, wśród których znalazła się tylko jedna piosenka z polskim tekstem, właśnie ta o przyjacielu Tolka Banana, czyli o Dudusiu Matuszkiewiczu. Oczywiście byłem zachwycony i bardzo głośno biłem brawo, gdy wraz Kasią (poniżej pierwsza po lewej) wszystkie dzieciaki wyszły kłaniać się na finał. teatr-lesny-czerwiec-2010-final Później w Teatrze zrobiło się jeszcze bardziej przepięknie, bo rozpoczął się recital Krystyny Stańko, wybitnej wokalistki jazzowej, która, wraz z basistą Piotrem Lemańczykiem (nagrywał ze mną "Słowa...") i z fantastycznym wibrafonistą Dominikiem Bukowskim dała cudowny koncert. teatr-lesny-czerwiec-2010-piotr-lemanczyk-krystyna-stanko-dominik-bukowski Słuchałem zauroczony, zastanawiając się jednocześnie, jaką podróż przez życie będzie miał mały Konrad, gdy mu walizka zacznie wypełniać się doświadczeniem. teatr-lesny-czerwiec-2010 Czy starczy mu jeden uśmiech?
18 czerwca, 2010

KOMOROWSKI!

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:23
Głosuję na Komorowskiego!
10 czerwca, 2010

Prapremiera piosenki

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 09:23
          W niedzielę, 13 czerwca w godzinach między 14.00 a 15.00, w programie III Polskiego Radia, w Magazynie Bardzo Kulturalnym, będzie miała swoją ogólnopolską premierę najnowsza piosenka zespołu MISTER zUB pt. "Pięknie w Sopocie". Program ten nadawany będzie z kawiarni Teatru Atelier, który stoi na sopockiej plaży. By usłyszeć piosenkę i dowiedzieć się z kim, i o czym pośród szumu morskich fal rozmawiała będzie red. Baszka Marcinik, trzeba posłuchać w najbliższą niedzielę Trójki. Koniecznie. A u mnie prapremiera. Już dzisiaj można usłyszeć piosenkę, którą napisałem z Andrzejem Donarskim, zainspirowany przez stuprocentowego fana Sopotu i zarazem jego wiceprezydenta - Wojciecha Fułka. Pod koniec stycznia, w rozmowie z Wojtkiem pojawił się temat, że Sopot nie ma szczęścia do piosenek. Zakopane ma, a Sopot nie. Moim zdaniem oba miasta są nieporównywalne. Sopot, choć góry ma mniejsze, jest o wiele piękniejszy i bardziej zadbany, ale faktem jest, że szczęścia do śpiewanych utworów na swój temat nie ma. I to w sytuacji, gdy ma morze, a nie tylko Morskie Oko.


sopot

        Wojtek to gość, który o Sopocie wie prawie wszystko i jest na punkcie swego miasta zupełne zakręcony. Wiem, co to znaczy miłość do miejsca, więc postanowiłem Wojtkowi zrobić niespodziankę. Pomyślałem o piosence, w której jasno byłoby powiedziane, że Sopot jest miastem, gdzie wszystko, co najlepsze, z miłością na czele, może się zdarzyć.

sopot-2010-czerwiec-0431

          Wszyscy wiedzą, że "..z tyłu pies Głos Wybrzeża w pysku niósł" - po sopockiej plaży - i molo też było w tej piosence Czerwonych Gitar sopockie, a jednak nigdzie nie zostało to dopowiedziane. Dwa, albo trzy lata temu przez anteny radiowe przeszła piosenka z jakimś takim refrenem "Tu się wszystko kończy i wszystko zaczyna - Gdańsk, Sopot, Gdynia", ale to było o Trójmieście. O sopockim Parasolniku pięknie śpiewała Hania Banaszak i Marek Gałązka, ale piosenki te przeszły bez większego echa. Może więc...?
Od słowa do słowa i postanowiliśmy z Andrzejem Donarem Donarskim zrobić Wojtkowi Fułkowi przyjemność pisząc coś specjalnie dla Sopotu o Sopocie.

mister-z-ub

          Mówią, że najtrudniej jest zacząć i skończyć, a reszta już jakoś idzie. Tak też było w tym przypadku. Kompletnie nie wiedziałem, jak i co pisać, aż któregoś dnia, na jakimś murze zauważyłem niezdarnie napisane zdanie: Sezon trwa cały rok. No, to mam początek - pomyślałem - i faktycznie, gdy napisałem: Ktoś pięknie w Sopocie napisał na płocie, że sezon trwa cały rok - reszta piosenki dalej napisała się już łatwo. Gotowy tekst dostał Donarski i zaczęła się mozolna praca. Tym trudniejsza, że Andrzej, kiedyś sopocianin, mieszka teraz w południowych Niemczech i choć Internet ułatwia kontakt, to ja jednak wolę się przy współpracy spotykać. Gdy już piosenka powstała, okazało się, że muzycy się rozsypali i pozbierać ich na nagrania nie jest sprawą prostą. Czas gonił, bo kalendarzowa wiosna spokojnie sobie przechodziła, a piosenka tak, jak postanowiliśmy, powinna gotowa być na lato. Tym bardziej, że w piosence twierdzimy, iż "...miłość na plaży każdemu się marzy..."

sopot-2010-czerwiec-033

          Korci mnie, by kiedyś o Sopocie zimowym też napisać, bo zimą to miasto urok ma nie mniejszy niż latem, więc może kiedyś.... Zatytułowałem piosenkę "Pięknie w Sopocie", gdyż to szczera prawda i chyba dobry tytuł. W Sopocie jest po prostu... bardzo pięknie, co wie każdy, kto choć raz w Sopocie był. Nagrania udało się zrobić w ostatnich dniach maja w Poznaniu. Piosenka, jako taka, była więc już gotowa na początku czerwca, ale prace nad nią w studio trwały jeszcze kilka dni. Warto przy okazji dodać, że w nagraniach, prócz stałych członków zespołu, udział wzięli młodzi poznaniacy. Wśród nich znalazł się wokalista Michał Kaczmarek, o którym niebawem może usłyszymy i dwie śliczne dziewczyny: Ewa Jach i Gośka Siara(to od barwy głosu) Witkowska, które zrobiły wszystkie drugie i trzecie głosy.

mister-z-ub-1

          Teraz myślimy o teledysku. Być może zrobimy go z telewizją PomorskaTV, z którą nagraliśmy w styczniu piosenkę ?Mina Tyma? i współpraca układała się nam wzorowo. Mamy nadzieję, że wszystko się uda i nasza piosenka spodoba się nie tylko w Sopocie. -Panie i Panowie, przedstawiam zespół MISTER zUB i piosenkę:



          W Sopocie, jak wyżej napisałem, jest pięknie, bo pięknie jest, a na dodatek "... tu mądrość nie szuka puent..."

PS I 21 czerwca o godzinie 19.00 w hotelu Haffner W Sopocie odbędzie spotkanie tych, którzy chcą zainicjować ruch społeczny mający na celu stowarzyszenie ludzi kochających Sopot, do których i ja się zaliczam. Jak dowiedziałem się od Wojtka Fułka, swoją obecność zapowiedziało już wielu znakomitych sopocian i przyjaciół Sopotu. Przybędą więc w czerwcowy poniedziałek przedstawiciele niemal wszystkich dziedzin sopockiego życia, w tym wybitni ludzie kultury, biznesu i nauki, którym teraźniejszość i przyszłość tego cudeńka, jakim jest Sopot, leży głęboko na sercu. Między innymi za moim pośrednictwem Wojciech Fułek mówi: - Nieważne, czy jesteś mieszkańcem Sopotu, czy nie. Jeśli Ci na tym mieście zależy, to wpadnij. Spotkanie jest otwarte. Możesz się okazać dla miasta bardzo pomocny, a może nawet niezbędny. Zapraszam Ja też zapraszam, tym bardziej, że piosenka ?Pięknie w Sopocie" ma być tego spotkania oprawą i muzycznym tłem. PS II Już po opublikowaniu powyższego wpisu wysłuchałem płyty ?Nokturn Sopocki". Do wszystkich piosenek na tej płycie teksty napisała Grażyna Orlińska. ?Nokturn Sopocki" został wydany na 100-lecie miasta w 2001 r.. Szkoda, że wpadł mi w ręce dopiero teraz, bo jest tam czego posłuchać. Prócz wspomnianej przeze mnie, prześlicznej piosenki "Kiedy do nieba szedł Parasolnik" jest na tej płycie jeszcze wiele innych, pięknych utworów, a wśród nich zachwycająca piosenka o Sopotakach. Gorąco polecam tę płytę, o ile uda się Wam gdzieś ją dostać.
05 czerwca, 2010

Noc Szakala

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:51
          Szakal to ksywka Tomasza Szukalskiego - jednego z najwybitniejszych w Polsce saksofonistów jazzowych. Że gatunki w muzyce nie są istotne, bo istotna jest tylko muzyka, przekonałem się w połowie lat osiemdziesiątych, nagrywając wraz z Beatą Bartelik i Mariuszem Ejsmontem w studio przy Myśliwieckiej w Warszawie. Gdy sześć kawałków było już prawie gotowych, Andrzej Witkowski z TVP I, który wspierał mnie wtedy w zamiarach, wpadł na pomysł, by do kilku piosenek dodać jeszcze saksofon. Trochę się krzywiłem, bo z Gdańska fatygowałem świetnego gitarzystę Krzysia Jarkowskiego i myślałem, że to on nagra wszystkie solówki. Witkowski jednak się uparł i dzień później w studio zjawił się elegancko ubrany facet z nienaganną, falistą fryzurą. Przywitał się zdawkowo, jakby się spieszył i nim się zorientowałem, kto zacz, szykował za szybą saksofon i słuchał tego cośmy do tej pory zrobili. Tomasz Szukalski, bo on ci to był, po jednokrotnym odsłuchaniu zadął w blachę, a gdy skończył było po wszystkim. Nie wierzyłem własnym uszom, gość w pięć minut rozwiązał problem, nad którym głowiliśmy się od kilku dni. W dużej mierze to zasługa Szakala, że do dzisiaj "Sen na pogodne dni" wciąż słychać w radio mimo, że upłynęło już dwadzieścia pięć lat.
          Życie na naszym losie różne wiąże supełki. Z niektórych się cieszymy, ale większość, nim będzie za późno, musimy rozplątać, by nić naszego bytu wiodła nas długo i spokojnie do szczęśliwego celu. Niedawno Marcin Jacobson, legendarny manager, który powrócił na stałe do Trójmiasta, doniósł, że życie zaplotło cholernie solidne węzły Tomkowi Szukalskiemu, których bez pomocy i wsparcia nijak rozwiązać się nie da. By tę pomoc uzyskać Marcin, wraz z Wojtkiem Korzeniewskim z Fundacji "Sopockie Korzenie" zorganizował w Sopocie, w amfiteatrze klubu Pick & Roll koncert charytatywny dla Tomka pt. "Dzień Szakala".

dzien-szakala

          W koncercie udział wzięła śmietanka trójmiejskich muzyków jazzowych. Czując się w obowiązku być i wesprzeć Tomka w jego walce z chorobą i biedą wypatrywałem wśród artystów tych, których najbardziej lubię. Jako pierwszy grał Janusz "Macek" Mackiewicz, który bardzo pomógł mi w nagraniu płyty "Słowa..." i do dzisiaj tę współpracę mile wspominam.

janusz-macek-mackiewicz

Grał Przemysław Dyakowski:

dzien-szakala-dyakowski

Był także Wojciech Mazolewski...

dzien-szakala-mazolewski

który przepięknie zagrał z pianistką...

dzien-szakala-joanna-duda

Joanną Dudą. Zaśpiewała Joanna Knitter, Gosia Szmuda i widoczna na zdjęciu poniżej...

kubica-fot-j-gliniecki
fot. Jakub Gliniecki

          Alicja Kubica, którą znam jeszcze ze studenckich czasów. Nosiła wtedy nazwisko Puchalska i spotykała się ze mną w Studenckiej Agencji Radiowej we Wrzeszczu. Skoro wspomniałem o Mazolewskim, to nie mogę zapomnieć, że zagrał także Kuba Staruszkiewicz

dzien-szakala-118-kuba-staruszkiewicz

...który wraz z Mazolewskim tworzy sławne trio Pink Freud. Właśnie ukazała się ich nowa, ponoć niesamowita płyta "Monster Of Jazz". Nim jednak został Kuba najlepszym w Trójmieście, o ile nie w Polsce, a może nawet w Europie - kto to wie - perkusistą, jako dzieciak rozrabiał czasami z moim synem Radkiem. Szczególnie utkwiła mi w pamięci sytuacja, gdy Kuba i Radek za pomocą młotka i wielkich gwoździ, które znaleźli w garażu, postanowili naprawić całkiem dobry dach altany w ogrodzie mojej teściowej. Niezapomniane wrażenia.
          Ojciec Kuby, Zygmunt, od dziesiątków lat pozostaje ze mną w zażyłej przyjaźni. Też był na koncercie. Na zdjęciu poniżej Zygmut (pierwszy z lewej) siedzi w towarzystwie Andrzeja "Małego" Pawlukiewicza (obecnie szef zespołu Rudiego Szuberta) i mojej Asi.

dzien-szakala-od-prawej-asia-andrzej-maly-pawlukiewicz-i-zygmun-staruszkiewicz

          Jako jeden z pierwszych do Pick & Roll zawitał, wraz ze swoją ukochaną i piękną żoną Gosią, Wojtek Fułek - wiceprezydent Sopotu.

dzien-szakala-gosia-i-wojtek-fulkowie

Wojtek prowadził wraz z Krzysztofem Skibą bardzo udaną i owocną aukcję fotografii Szukalskiego i płyt podarowanych przez przyjaciół Tomasza.

dzien-szakala-056-fulek-i-skiba

          Tego wieczoru szczególnie czekałem na występ Sławka Jaskułke. Pisałem w kwietniu ubiegłego roku, że "Jaskułke wiosnę czyni" i jak się okazało przez rok nic się nie zmieniło. Sławek wszedł na scenę i... nastała wiosna. Dzięki, bo już się jej doczekać nie mogłem. Dzisiaj, pierwszy raz w tym roku wiosna wygrzała mnie w ogrodzie, gdym pracował przy skarpie. W przyszłym roku wybiorę się na Sławka koncert w marcu.

dzien-szakala-slawek-jaskulke

          Nie czuję się na siłach recenzować występu Sławka. Wiem tylko, że grał jak w transie, natchniony po sam czubek głowy. Czuło się, że to co robi jest nadzwyczajne, niesamowite, po prostu wielkie i niezwykle piękne. Wiem, że to muzyczny geniusz i gdy pomyślę, że ten młody człowiek, kiedyś wybitnie pomógł mi w nagraniach, to nie mogę uwierzyć we własne szczęście.
          Wróciliśmy z Asią do domu bardzo zadowoleni z koncertu. Sądząc po ilości widzów, którzy wykupując bilety składali się na pomoc dla Tomka i sumach jakie padały podczas licytacji (sławny kontrabasista Helmut Nadolski rozpoczął licytację bardzo wysoko, a potem było już tylko wyżej), i po tym, jakie obroty miał bar Marka Kondrata serwujący wino (to też wchodziło w pulę pomocową), przyjechaliśmy do domu przekonani, że Tomkowi Szukalskiemu po tych dwóch udarach mózgu szybko uda się odnaleźć zdrowie. Z pewnością też szybko odnajdzie się w świecie, który zdawałoby się, że o nim zapomniał. Nie zapomniał.
PS Poniżej, w komentarzu Zosi można znaleźć sposoby, jak przyłączyć się do akcji pomocy Tomkowi. Serdecznie zapraszam.
30 maja, 2010

Hopa Panie Prezydencie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:04
          Za mojej zwariowanej, nieco hippisowskiej (ale nie hi-pisowskiej) młodości zespół Blackout, który później zmienił nazwę na Breakout, wraz z wokalistą Stanisławem Guzkiem, który później został Stanem Borysem, podbijał Polską Rzeczpospolitą Ludową, która później przemianowała się na Rzeczpospolita Polską, protest-songiem "Te bomby lecą na nasz dom". Chodziło chyba o Wietnam, a nie rodzinne miasto Nalepy - Rzeszów, tym niemniej z przejęciem słuchaliśmy prośby "...Usnąć nie pozwól mi, połóż na czoło dłoń, ręka niech dobra twa, matko złe sny odpędza..." Chyba właśnie ta piosenka przyśniła się niedawno memu kochanemu druhowi od serca, Andrzejowi Donarskiemu...

andrzej-donarski

...który nie czekając na mnie, sam napisał całą piosenkę.
Długo się głowiłem, o co chodzi z tymi przyciskami do bomb i innego wytłumaczenia, jak to, że w Andrzeju głęboko tkwiła dotąd skrywana nienawiść do prezydenta Richarda Nixona, znaleźć nie potrafiłem. Przekonajcie się sami. Oto jedno z najnowszych dzieł Donara i zespołu MISTER z U.B. pt. "Hopa_Panie_Prezydencie" 
          I jak? Macie może jakąś inną teorię na temat powstania tego tekstu? Piosenka już pnie się w górę na liście przebojów Wietrznego Radia (Grażyna Auguścik potwierdziła, że jest to jedna z dwóch liczących się polskich rozgłośni w Chicago), z której zaledwie dwa tygodnie temu zeszła "Mina Tyma". Mam więc prośbę do wszystkich przyjaciół, znajomych i surferów, którym piosenka się spodoba - zagłosujcie: http://www.wietrzneradio.com/glosowanie.asp
          Głosując zapewnicie sobie wdzięczność kapeli, Andrzeja, moją i gitarzysty Śledziuchy, który całą swoją duszę w tę piosenkę włożył. Wdzięczni będziemy też, jeżeli sobie ją przegracie i podarujecie od nas w prezencie swoim znajomym, a znajomi swoim znajomym itd. Niech wszyscy kombinują: - O co w tym wszystkim chodzi?
          A może Donarski chce przestrzec kandydata Komorowskiego i kandydata Kaczyńskiego oraz tych z dołu notowań sondażowych przed skutkami sprowadzania do Polski Patriotów i innego strzelistego złomu A może...
A może Donar po prostu chciał się napić? Diabli wiedzą. Słuchając piosenki i patrząc na poniższe zdjęcie Donara...

donarski-andrzej

...uroczyście oświadczam, że Andrzej jest zdrowy na ciele i umyśle, i w najbliższych, jak i dalszych wyborach na prezydenta kandydować nie zamierza. Chyba. No, to hopa.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY