31 stycznia, 2011

Boom w korespondencji - ciąg dalszy nastapił

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:29
         Ledwie wczoraj zamieściłem wpis o zespole BOOM, a już dziś, by zdążyć za biegiem wydarzeń, popełniam kolejny. Dzisiaj w południe od Żyraffy otrzymałem, zapowiadany wczoraj, "odchudzony" zestaw piosenek grupy BOOM. Oto one: - " Z szopką", "Kantata o Gdyni", "Dobry wieczór monsieur Chopin" i "Kronopio, czyli Kimkolwiek jesteś" 
          To nie wszystko. Janusz Lipiński przysłał dzisiaj odpowiedzi na pytania, które zadała Żyrafa. Oto list od Janusza:
Waldku i Żyraffo ! Po pierwsze przesyłam kolejne podziękowania za wspaniałe wpisy na blogu, a w załączeniu krótka bio Grupy Boom, co pewnie pomoże zapoznać się z faktami. Po drugie, dla tych których dawno nie widziałem, żebyśmy się nie minęli bez słowa na ulicy, przesyłam w miarę aktualne fot, tu zrobione późną jesienią w NYC.

janusz-lipinski-w-nowym-yorku-2010r

Po trzecie, teraz kilka słów o utworach śpiewanych, nagranych w Gdańsku. W trakcie Bazuny '73, 11.XI.1973 (od godz. 10 rano, jak zanotował Darek Dziadkiewicz) nagraliśmy w Studenckiej Agencji Radiowej następujące utwory: 1. "Kantata o miłości do Gdyni", słowa i muzyka Mirek Nawrocki, 2. "Kronopio", sł. i muz. Janusz Lipiński( to ten zaczynający się od słów: Kimkolwiek jesteś..., którego zwrotki napisałem w oparciu o moje swobodne tłumaczenie/adaptację wiersza Walta Whitmana "Do ciebie", a refren jest echem przeczytanej wtedy "Opowieści o kronopiach i famach" Julio Cortazara) 3. "Z szopką", muz. Janusz Lipiński do wiersza K.K. Baczyńskiego 4. "Spotkanie z Chopinem", muz. Janusz Lipiński do wiersza K.I. Gałczyńskiego (Fragment poematu NIOBE) 5. "Piosenka z egzaminu wstępnego", krótkie dzieło Mirka Nawrockiego Po czwarte: "Tanecznica" to utwór z muzyką Darka Dziadkiewicza do adaptowanego wiersza Leopolda Staffa. Jeszcze raz pozdrawiam serdecznie a przy okazji chciałem powiedzieć, że szykuję (może jeszcze w tym roku) wydanie płyty z piosenkami Grupy Boom + książeczka ze wspomnieniami. Janusz Lipiński

          Ponieważ do maila Janusz dołączył biografię swojego zespołu, to postanowiłem, że otwieram dzisiaj na swoim blogu nowy rozdział, specjalnie dla BOOMu, mojego ulubionego zespołu. Wszystkich zainteresowanych historią zespołu BOOM, jak i tych, którzy chcieliby coś jeszcze od siebie dołożyć, serdecznie zapraszam na podstronę - Zespół Boom

30 stycznia, 2011

Napisała do mnie Żyraffa

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:43
          Z przyjemnością zauważyłem, że mój blog staje się powoli miejscem dla spotkań nie tylko z moją twórczością. Pod koniec grudnia napisałem: "...Jako fan zespołu BOOM, twórczości Darka i Janusza, o Baczyńskim nie wspomnę, myślę, że warto zachować w naszej pamięci, archiwach i wspomnieniach tę piękną balladę. Częstujcie się nią... Chodziło o bożonarodzeniową balladę zespołu BOOM - "Z szopką", którą dostałem od Darka Dziadkiewicza ( na zdjęciu poniżej, w dawnej siedzibie klubu BOOM w Warszawie, po lewej i na fotografii w ramce po prawej).

z-lewej-darek-dziadkiewicz

          Zaraz potem Janusz Lipiński - drugi założyciel grupy BOOM - podesłał mi jeszcze dwa inne nagrania tej samej piosenki. A dzisiaj... Dzisiaj w tej sprawie napisała do mnie Żyraffa, czyli Małgosia Zysnarska. Za Chiny nie pamiętam kiedy i gdzie poznałem Żyraffę, ale cieszę się, że ją znam, i to znam chyba od czterdziestu lat, choć ona tyle jeszcze chyba nie ma. Oto dzisiejszy list od Żyraffy:
Witam Trafiłam dziś - przypadeczkiem całkowitym - na Twojego bloga. Postanowiłam uzupełnić historię piosenki "Z szopką" o jeszcze jedno nagranie - oryginalne wykonanie grupy BOOM z roku 1973. Zdążyłam na ostatnią chwilę, bo tradycyjny okres kolędowy kończy się 2 lutego :-) Od jakiegoś czasu maniakalnie szukam nagrań ze starych Bazun (nowszych zresztą też). Przy okazji trafiłam na kilka piosenek BOOM-u, najprawdopodobniej nagranych na Politechnice Gdańskiej lub w Studenckiej Agencji Radiowej przy okazji Bazuny 1973. W załącznikach znalezione wykopaliska, możesz je przekazać autorowi - wygląda na to, że on ich nie ma... A przy okazji - równie maniakalnie staram się ustalić autorów piosenek, a nie wiem, czyjego autorstwa są "Kimkolwiek jesteś", a także "Tanecznica" i "Jak przygoda to przygoda" wykonywane przez BOOM na Bazunie. Chciałabym ocalić od zapomnienia stare piosenki, a także ich twórców - a wiadomo, że ponad trzydzieści lat temu nie specjalnie się do tego przykładano. Może więc u źródełka dało by się ustalić autorów? Pozdrawiam :-) Gośka 'Żyraffa' Zysnarska zyraffa7@wp.pl        

          Ponieważ boomowcy zaglądają na mój blog, więc dla nich, dla siebie i dla wszystkich pobrałem treść listu, jaki i załączniki. Chciałem przekazać to wszystko dalej, oficjalnie i otwarcie na mojej stronie. Niestety, załączniki są za duże, jak na mój blog i on nie chce ich przełknąć. Tylko jedna piosenka, krótka i frywolna (!), bez problemów wskoczyła na stronę i tę przedstawiam -"Piosenka z egzaminu z języka polskiego"
         Do Żyraffy mam prośbę - Małgosiu, prześlij mi pozostałe piosenki jeszcze raz, ale w bardziej skondensowanej paczce. Jako PS dołożę do tego wpisu i Twoja korespondencja z grupą BOOM, via mój blog, będzie w komplecie. Wstyd się przyznać, ale nijak nie umiem tych MP-3 uczynić pojemnościowo mniejszymi. Za to rozczarowanym i oczekującym dołożę dzisiaj jeszcze jedną, znakomitą piosenkę Boomu, którą w 1995 roku Małgosia Prajzner nagrała wraz z Januszem Lipińskim pt. -"Ta kobieta tak dumna" 

21 stycznia, 2011

Horoskop Tyma (z dopiskiem)

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:46
          Zacny przyjaciel mój, dziennikarz, dokumentalista i pisarz z Olsztyna - Tadeusz Prusiński...

tadziu-prusinski-pisarz-z-olsztyna

...przysłał mi dzisiaj "Horoskop wg.Tyma". Po prawdzie styczeń już się kończy, ale kto by nie chciał wiedzieć, co go w Nowym Roku czeka? Szczególnie, gdy tę przyszłość przewiduje tak wielki Wróż, jak Stanisław Tym. Tak i zabrałem się zaraz do lektury, uwagę swą kierując przede wszystkim na to, co gwiazdy mówią o mojej rodzinie.
          Niestety, nie gwiazdy, ale jedna gwiazda, gwiazda Tym, nie przyszłość, ale teraźniejszość, nie wróżba, ale opis charakteru. I to jaki opis!
Oto mój horoskop według Tyma:
Panna 24.VIII - 22.IX Merkury Panna to najgorsza swołocz. Sama nie zje i drugiemu nie da. Zakłamana szantrapa - jedną ręką pisze, a drugą ręką ściera. Więc nawet nie wiadomo, co ta łajza napisała. Panna, gdyby mogła, to by cały świat w łyżce wody utopiła - takie skąpiradło. Spod znaku Panny: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.
Horoskop Asi:
Koziorożec 22.XII - 20.I Saturn Koziorożec jest wyjątkowo abominacyjny. Zawsze się ślini. Udaje przed tobą przyjaciela, ale tylko po to, żeby cię okraść lub oszukać, a praktycznie i jedno, i drugie. I jeszcze ci żonę lub męża zbałamuci, szczególnie gdy masz żonę lub męża Pannę albo Byka. Koziorożec, gdy już nie ma kogo oszukać, to od samego siebie pożyczy sto złotych i nigdy nie odda. Kłamie nawet wtedy, gdy mówi "dobranoc". Spod znaku Koziorożca: Hitler, Goebbels. Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden i Pol Pot.
A to horoskop mojego syna:
Ryby 20.II - 20.III Neptun i Jowisz Ryby to chodząca nieuczciwość i korupcja. Ryby czują się u Wodnika jak karaluchy, mole i przędziorki. Mówi się, że rybka lubi pływać. Owszem, ale tylko w przemycanym alkoholu, na którym społeczeństwo straci, a Ryby zarobią brudne pieniądze, które upiorą i wydadzą na wódę. Upiorą u Wodnika, bo to dobrana para, czyli trójkąt: Ryby - Wodnik. Ale Ryby gorsze. Spod znaku Ryb: Hitler, Goebbels, Pinochet, Stalin, Lenin, bin Laden, Pol Pot.
          No, to już wiem, jak i co... Dzięki Tadziu. Zapowiadają powrót zimy. Choć u mnie śnieg do końca nie zszedł był, to ja już z łopatą w ręku szykuję się na nowe zawieruchy i zawieje śnieżne, a jak śnieżne, to... Teraz ja przepowiem.
Na śnieżną zawieję, gdy wokół zimowa zadyma, to wciąż najlepsza jest autorstwa mego: "Mina Tyma"

  

I to ma sens!!!

dopisek 22.01.11
          Na prośbę przyjaciół informuję, że Stanisław Tym urodził się 17 lipca w Małkini i nie wiem dlaczego w swoim horoskopie przypisał się do znaku Wagi:
.Waga 23.IX - 23.X Merkury Waga to odwaga, wdzięk i inteligencja. Duża wrażliwość. Waga jest samodzielna i opiekuńcza. Urodzeni pod znakiem Wagi to ludzie odpowiedzialni i pracowici, zorganizowani i godni zaufania, wszystkie swe talenty poświęcają dla dobra ogółu. Wagi są mądre, szczere i uczciwe. Waga ma tak, że gdyby kogoś oszukała, to by się ze wstydu spaliła. Oszczędna dla siebie i szczodra dla innych, oto cała Waga. Spod znaku Wagi: Kościuszko, Szopen, Beethoven, Cervantes, Washington, Kopernik, Czajkowski, Einstein, Miłosz, Szymborska, Wolszczan, Małysz, Curie-Skłodowska, Szekspir, Wieniawski, Chrobry... i Stanisław Tym.
A także Tadeusz Prusiński

12 stycznia, 2011

Rozśmieszyć Pana Boga

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:33
          Nowy Rok przywitał mnie byle jak. Spojrzał, huknął, błysnął, upił i ukołysał do snu. Bym spotkania nie zapomniał zostawił mi na pamiątkę kaca i ból głowy. Ponieważ jedyną, wielką zasługą roku ubiegłego było to, że był i się skończył, a moją, że go przeżyłem, więc do Nowego Roku, jak znaczki na listy przyklejam nowe zamiary. Mówią, że jeśli się chce rozśmieszyć Pana Boga, wystarczy mu opowiedzieć o swoich planach. W żaden sposób nie chciałbym być przyczyną szyderczego śmiechu Pana na Niebiesiech, ale prywatnie i na własny użytek, nie biorąc przed Wiekuistym żadnej odpowiedzialności, snuję sobie nad głową dymki nieśmiałych myśli o tym, czego bym chciał jeszcze. Jest w Gdyni taka uliczka, która od dawna mnie frapuje.

moja-zima-w-gdyni2

          Teraz jest to krótka, ślepa, asfaltowa uliczka, na dodatek o tej porze zasypana śniegiem. Uliczka nie do przejścia i nie do przejechania. Kiedyś była to przejezdna, szutrowa droga, dobra od wiosny aż po jesień do spacerów i przechadzek. Choć tajemnicza, zawsze była pełna powabu i uroku. Niby leży na uboczu a jednak jest prawie w centrum. Niby jest w centrum, a jednak mało kto ją zna i kojarzy. Mało też kto wie, że uliczka ta kryje w sobie dość ciekawą historię, która wciąż jeszcze się pisze. Znam tę historię i mam nadzieję, że jeden z końcowych jej rozdziałów napisze się jeszcze w tym roku, a potem, gdy rzeczy się dopełnią, będę mógł te dzieje zacząć opowiadać. Mam też nadzieję, że jak w porządnej sadze, koniec tej historii nie będzie oznaczał końca powieści. Wręcz przeciwnie, myślę, że zakończenie jednego wątku rozpocznie drugi. Może stanie się tak, że jak wątek się zmieni, to główni bohaterowie ocaleją i historia dziać się będzie mogła dalej.
          Tego sobie w Nowym Roku najbardziej życzę, choć planując powieść wcale nie chcę rozśmieszyć Pana Boga i nikomu tego też nie życzę.
24 grudnia, 2010

Niech będzie błoga i hojna

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:38
          Niech się Wam, Kochani przydarza, co najlepsze, niech się Wam bezmiar szczęścia rozleje na przyszłość, niech się Wam w zdrowiu żyje rozsądnie i niech w szaleństwie trwa Wasza miłość, i będzie jak skała...

skala

          Wszystkiego bardzo dobrego życzymy Wam w Święta i Nowy Rok, a Wigilia dzisiaj niech będzie błoga i hojna. . Asia i Waldek Chylińscy
18 grudnia, 2010

Z szopką

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:52
          Przesyłam w załączeniu 3 x mp3 z różnymi wersjami utworu "Z szopką" do wiersza K.K. Baczyńskiego. Pierwszy to stara wersja, tak jak ją ułożyłem i zanotowałem na magnetofonie Tonette w 1974 roku. Teraz trochę podczyściłem i można się zapoznać prawie z "oryginałem". Choć jesli chodzi o lata, to muzykę ułożyłem trochę wcześniej, chyba w 1972 roku. Druga wersja z 1995 roku, to nagranie z Sulejówka, gdzie śpiewamy ją z Darkiem i Mirkiem Nawrockim, czyli tak jak wiele lat wcześniej w Grupie Boom. Jak usłyszycie, jest bardzo podobna do wersji oryginalnej. Trzecia wersja to zupełnie inaczej zrobiona piosenka z "Ptaków Powrotnych", w wykonaniu Basi Raduszkiewicz. Pozdrowienia Janusz Lipiński
          A było tak. Od słowa do słowa, od maila do maila i w korespondencji mojej z Darkiem (BOOM) Dziadkiewiczem pojawił się wątek świątecznych piosenek. Od nuty do nuty, od dźwięku do dźwięku i do naszej wirtualnej rozmowy przyłączył się Janusz (BOOM) Lipiński. Ledwo się przyłączył i zaraz na "stole" pojawiły się trzy nagrania jednej piosenki.

zespol-boom-janusz-lipinski-pierwszy-z-lewej

          Spotkałem się wczoraj z Januszem w Gdańsku. Przyjechał z Warszawy, bo wciąż ma nad morzem interesy. Mieliśmy mało czasu, więc postanowiliśmy spotkać się w hotelu Posejdon w Jelitkowie, gdzie ja, jak co roku dzieliłem się opłatkiem z kolegami ze Stowarzyszenia "Czerwonej Róży". Gdy Janusz przyjechał przedstawiłem go Rysikowi Markowskiemu, który szalenie dba o pamięć Bazuny, na której BOOM w 1972 podbił serca publiczności i siedliśmy sobie z boku. Nie widzieliśmy się niemal rok, więc było o czym rozmawiać, ale gadaliśmy przede wszystkim o nowych projektach muzycznych Janusza, które po płycie "Ptaki Powrotne" zasłaniają mu niemal cały horyzont osobistych pasji. Wspominaliśmy, jak jeszcze niedawno razem siedzieliśmy w studio nad moim pomysłem.

ja-z-januszem-lipinskim-z-prawej-w-studio

        Ani się człowiek obejrzał, a minęło od tamtej pory kilka lat. I znów jest zima, i znów idą Święta, i znów się nucą kolędy, pastorałki i wszystkie inne świąteczne frazy. Zastanawiałem, którą z wersji tej boomowej piosenki pokazać, postanowiłem jednak, że podzielę się wszystkimi wersjami, jakie dostałem od Darka i Janusza. Mnie najbardziej podoba się nagranie... A nie, nie powiem. Niech każdy, kto zechce wysłuchać trzech wersji jednej piosenki, sam sobie wybierze tę najlepszą. Uwaga na trzecie nagranie (!), w wykonaniu Basi Raduszkiewicz, która pochodzi z mojego ukochanego, jak Sopot, Gdańsk i Gdynia, miasta Olsztyna. Oto nagrania: Z szopką - wersja z 1974 roku w wykonaniu Janusza Lipińskiego

darek-dziadkiewicz-i-zespol-boom1

Z szopką - wersja z 1995 roku w wykonaniu reaktywowanej grupy BOOM

barbara-raduszkiewicz

Z szopką - wersja z 2009 roku w wykonaniu Basi Raduszkiewicz. Jako fan zespołu BOOM, twórczości Darka i Janusza, o Baczyńskim nie wspomnę, myślę, że warto zachować w naszej pamięci, archiwach i wspomnieniach tę piękną balladę. Częstujcie się więc nią, czyniąc starania, by Wam w Święta niczego nie zabrakło.
11 grudnia, 2010

Szarpane

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:00
          Człowiek szarpie się przez całe życie. Ledwie przyjdzie na świat, a już mu łóżeczko nie pasuje, więc szarpie się ze szczebelkami, siatkami, materacykami, poduszkami i wszystkimi sznurkami przy śpiochach. Potem nadchodzi czas szarpaniny w szkole i w domu, najczęściej po wywiadówkach. Gdy świat uzna cię za dojrzałego, zaczynasz szarpać się z dorosłym życiem. Bywa, że ty życiu dasz w mordę, bywa, że życie tobie przyłoży. Od tego, kto komu przywali mocniej zależy intensywność przeżywania życiowego szczęścia na tym łez padole. Na szarpaninę każdy ma swój sposób. Jedni szarpią się bez ustanku, z większym lub mniejszym sensem, inni rzadziej, z doskoku - doskoczyć, wyrwać co się da i cieszyć się tym, co się ma. Zdecydowanie gustuję w tej drugiej metodzie. Szkoda życia na wieczną szarpaninę.
         Ostatnio kilka wydarzeń sprawiło, że przyszło mi się znowu szarpnąć, więc się szarpnąłem. Dwa wpisy temu wspominałem moją rozmowę z najlepszym szyprem w Jastarni, a jednocześnie moim dawnym kolegą ze szkoły - Kaziem Detlaffem, który w prosty, kaszubski sposób zapytał, czy zdarza mi się jeszcze odczuwać czystą i kompletnie bezinteresowną przyjemność z pisania i śpiewania piosenek? Nie za bardzo wiedząc, co mu odpowiedzieć, zacząłem się zastanawiać i wyszło mi, że coś w życiu straciłem, coś zgubiłem, coś mi umknęło...
          Tydzień później, po dość długiej przerwie, niezależnie od rozważań na temat przyjemności, zagrałem koncert złożony z piosenek, które pisałem w różnych okresach swojego życia. Dla mnie było to o tyle ważne, że jakiś czas temu postanowiłem zawiesić gitarę na kołku i ze śpiewaniem dać sobie już spokój. Uległem jednak namowom i perswazji Marka Skowronka, szarpnąłem się i wystąpiłem w gdyńskiej Caffe Anioł. Nie ukrywam, że mimo kilku kiksów, jakie zdarzyło mi się popełnić, wróciłem do domu zadowolony. Mam nadzieję, że publiczność również. Dość szybko zapomniałem, jak dużo czasu zajęło mi przypomnienie sobie repertuaru. Zapamiętałem za to, że gdy już jako tako szło mi na próbach, zaczęło do mnie wracać to piękne uczucie radości, o które pytał Kazio.
          I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedno ale... Zauważyłem, że moja stara gitara, podobnie jak ja, dość boleśnie odczuwa upływ czasu i się po prostu rozkleja. Gitarę z należytym szacunkiem postanowiłem wysłać na emeryturę, a póki co, za radą znakomitego gitarzysty (na zdjęciu poniżej) Roberta Słuckiego...

robert-slucki

...szarpnąłem się na zupełnie nowy instrument szarpany. Jest to amerykańska gitara Washburn. Szarpnąłem się także na amerykański "piecyk" - bym mógł sobie w zaciszu domowym, w dowolny sposób ustawiać barwę i dźwięk tego wyszarpanego z okazji Mikołaja prezentu.

moja-nowa-gitara-washburn1

          Dla mnie, zdecydowanie bardziej tekściarza niż muzyka, te wszystkie nowości i bajery w akustycznej gitarze, to magia, której jeszcze do końca nie rozumiem. Cieszę się jednak bardzo z nowego nabytku, bo czuję, od tamtych prób przed koncertem, odnalezioną radość z szarpania strun. Dzięki Ci Kaziu za to zasadnicze pytanie. Dzięki Robercie za pomoc. Dzięki ci życie za to, że tym razem to mnie się udało przywalić ci lepiej. Znowu gram w domu dla czystej przyjemności. Z powyższej historii morał nasuwa się taki: Nie machaj ręką na uczucia zgubione, stracone, czy zapomniane. Szarpnij się od czasu do czasu, a radość z życia wróci. No, to idę sobie szarpać...

PS. Bohater moich ostatnich wpisów Wojtek Fułek został szefem sopockiej Rady Miasta. 
07 grudnia, 2010

Wojtek Fułek dziękuje

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:58
         Wojtek Fułek rozesłał dzisiaj do wszystkich członków i sympatyków ruchu "Kocham Sopot" podziękowanie. Myślę, że ten list Wojtka ( poniżej na zdjęciu z rodziną)...

wojtek-fulek-z-rodzina

dotyczy także moich przyjaciół czytających "Codzienności", więc przytaczam podziękowania Wojtka w całości.
         Szanowni Państwo: Sopocianie, sympatycy i przyjaciele ruchu "Kocham Sopot"! Chciałbym wszystkim serdecznie i gorąco podziękować za wszelkie wsparcie, pomoc i współpracę podczas kampanii wyborczej. Doświadczyliśmy od Was wspólnie przez te kilka miesięcy - ja osobiście i ludzie "Kocham Sopot" -  ogromnej dawki energii, życzliwości i społecznego zaufania. 8863 głosy sopocian oddane na mnie (w starciu nie z konkretną osobą, ale z wielką machiną urzędniczo - polityczno- propagandowo-partyjną) to bezcenny kapitał, jakiego nie możemy zmarnować i roztrwonić. Chcemy ten kapitał dobrze zainwestować i rozpocząć z nim zapisywanie nowej karty w najnowszych dziejach Sopotu. To nie koniec, ale początek zupełnie nowej historii, którą - jestem pewny - stworzymy w najbliższych latach razem. Już wkrótce zaprezentujemy Wam konkretne plany działań i spotkań ruchu "Kocham Sopot", na które będziemy - tak samo jak do tej pory - zapraszać zwłaszcza tych, dla których Nasze Miasto to nie arena politycznych zmagań, ale pasjonująca historia miejsc i ludzi. Z serdecznymi pozdrowieniami dla wszystkich kochających Sopot! Wojciech Fułek
06 grudnia, 2010

W Sopocie wygrała propaganda sukcesu DonaldaTuska

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 02:37
          W Sopocie nie wygrał Karnowski, lecz chłopcy z boiska. Od jakiegoś czasu w "Codziennościach" zajmowałem się wyborami w Sopocie. Wspierałem Wojtka Fułka, który postanowił walczyć o prezydenturę Sopotu. Od początku byłem członkiem honorowym jego komitetu, choć zdawało się prawie wszystkim, że Wojtek stoi na przegranej pozycji. Mało kto trzy miesiące temu, gdy Wojtek zakładał ruch "Kocham Sopot" dawał mu jakiekolwiek szanse w starciu z takim "czołgiem", jakim jawił się, mimo swoich kłopotów, wieloletni prezydent Jacek Karnowski.

wybory-w-sopocie-w-fulek-w-swoim-sztabie

          Gdy w pierwszej turze sopocki "czołg" wypalił bardzo cieńko i Wojtek przegrał różnicą tylko 20 głosów, wydawało się, że dla Wojtka sukces jest na wyciągnięcie ręki. I wtedy na pomoc Karnowskiemu ruszyła machina partyjnej propagandy sukcesu Platformy Obywatelskiej. PO na "odcinek Sopot" rzuciła Sławomira Nowaka, który miał za sobą udaną kampanię prezydenta Komorowskiego. Z poparciem dla Karnowskiego do Sopotu zawitał szef Parlamentu Europejskiego, Jerzy Buzek, który, jak myślę, pojęcia nie miał, kto to Karnowski. Zjechało też pół rządu, a lokalne media, z trójmiejską Gazetą Wyborczą na czele, stawały na głowie, by przy zachowaniu pozorów bezstronności wesprzeć Karnowskiego. Byli przed druga turą w Sopocie niemal wszyscy ważni i robili głośną klakę Karnowskiemu. Aż dziwne, że z protekcją nie wpadł prezydent Barak Obama i papież Benedykt XVI, bo prezydent Rosji przyjechał do Polski, ale do Sopotu się spóźnił.

wybory-w-sopocie-021

          Wreszcie odezwał się sam premier. Niby nie chciał, ale pewnie musiał, więc wrócił do sopockiej PO i otwarcie wsparł tego, który był, nie tak dawno przecież, bohaterem jego wykładu na temat moralności i niemoralności w polityce. Powiało zakłamaniem, obłudą i fałszem. Wojtek kończąc swoją kampanię zastanawiał się nad tym, cóż takiego cennego jest w stanowisku prezydenta Sopotu, jaka tkwi w nim tajemnica, że Platforma przeciw niemu, Wojtkowi Fułkowi, człowiekowi, który nie chce by miastem rządziła polityka, a zwykły gospodarz, który nijakiego poparcia z żadnej strony nie miał, a liczyć mógł tylko na mieszkańców, wystawiła najcięższe działa z szyderstwem łącznie. Wszak premier w jednym z wywiadów powiedział, że Fułek nie może kierować Sopotem, bo jest "... takim trochę poetą, a nie managerem..." Zapomniał Tusk, że jako premier rządzi krajem będąc "takim trochę" magistrem historii. Ot, logika i polityka. Po prostu wstyd.

wybory-w-sopocie-wojtek-fulek

          Teraz, gdy piszę te słowa jest już pewne, że sopocianie zawierzyli propagandzie Platformy Obywatelskiej i mimo, że Jacek Karnowski ma nadal zarzuty prokuratorskie, wybrali go na prezydenta miasta.
          W moim innym ukochanym mieście, w Olsztynie podobna sytuacja nie przeszła. Wyniki demokratycznych wyborów trzeba uszanować, ale przykro było słuchać, gdy zaraz po ogłoszeniu wyników w TVN 24 wielce "zadowolony" z siebie, na tle jakiegoś baru, w jakiejś knajpie Sławomir Nowak tłumaczył całej Polsce, że wygrana Fułka oznaczałaby rządy PiSu w Sopocie. Trzeba być do cna kiepskim szklarzem, by taki kit wciskać ludziom, którzy myślą.
Fułek startował jako bezpartyjny i przez cały czas podkreślał, że w "Kocham Sopot" nie ma miejsca na politykę, jest za to miejsce na działanie na rzecz miasta. PiS w Sopocie zdobył tylko cztery mandaty i rządzić w żaden sposób by nie mógł, ale Nowak chyba od Kurskiego brał lekcje, wierzy, że ciemny lud to kupi.

wybory-w-sopocie-wojtek-konczy-kampanie

          Życie toczy się dalej. Karnowski po 20 latach rządów w Sopocie wygrał w drugiej turze z Wojtkiem Fułkiem ledwie o 2.8 procent, co sie przekłada na kilkaset głosów. Czy to jest sukces dla tak niezwykłego, jak go określają koledzy z boiska, menago? Takim też niezwykłym zarządcą przedstawiał go premier, gdy mówił, że nie zagłosuje na Karnowskiego. Szkoda, że wczoraj nie pokazał do kamer swojej kartki wyborczej. Nie mógł? Raczej nie chciał. Liczy się wynik i ten ledwo, ledwo, ale PO zrobiła.
Szkoda, że zabrakło klasy i przyzwoitości w tym meczu. Co będzie, gdy się okaże, że PO wykiwała własnych wyborców?
Ruch "Kocham Sopot", do którego w trzy miesiące zapisało się ponad tysiąc osób, co jest ewenementem na skalę krajowej samorzadności, przekształci się teraz w Stowarzyszenie i będzie działać dalej. Siedmiu radnych, którzy z "Kocham Sopot" weszli do Rady Miasta z pewnością interesów tego miasta dopilnuje. Ja nadal będę wspierał Wojtka w jego pasjach i uczuciach do Sopotu, i na pewno już nigdy nie będę głosował na Platformę Obywatelską. Przy stosowaniu takich standardów w polityce wróżę Platformie jak najgorzej. Trochę żal, bo w porównaniu z partią Kaczyńskiego ludzie tuskowi wyglądali na normalnych.
         Janusz Palikot jeżeli kpi to kpi, a nie udaje, że zbawia naród, czy o drogę pyta. Dzięki tej szczerości z pewnością jest o niebo lepszy od hipokrytów z boiska. W odróżnieniu od Platformy ma też jasny cel i program. Nie gada, jak Platforma, że życzy nam wszystkiego najlepszego, jakbyśmy codziennie mieli imieniny, a po cichu zastanawia się kto i kiedy zapłaci za prezenty. PS. O Wojtku Fułku, Sopocie i wyborach pisałem w: -Rozumna miłość, czyli Wojtek na prezydenta Sopotu -I bądź tu mądry... -Czy dobre musi być wrogiem lepszego? -Prapremiera piosenki \"Pięknie w Sopocie\" -Noc Szakala -Smak w Sopocie -Kto podkręcił Wąsa -Żegnaj obłudo
01 grudnia, 2010

Żegnaj obłudo

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:00
         Gdy przed pierwszą turą wyborów w Sopocie pisałem, że "...z niesmakiem obserwowałem niedawne manewry Platformy Obywatelskiej nad takim nieudzieleniem poparcia Karnowskiemu, by jak najbardziej to poparcie mu zapewnić..." nie wiedziałem, że ta hipokryzja, obłuda i fałsz to cechy stałe Platformy Obywatelskiej. Oto dowód:

sopot-i-wybory-fot-dariusz-sienczewski
fot. Dariusz Sieńczewski
        Powyższe zdjęcie nie tylko pokazuje, co o przyzwoitości myśli partia premiera Tuska, ale obrazuje też proporcje, jakie w reklamie towarzyszą sopockim wyborom. To, że Wojtek w pierwszej turze dostał tylko 20 głosów mniej od Karnowskiego, świadczy jak najlepiej o Wojtku. Wczoraj wieczorem, gdym przez dolny Sopot przejeżdżał, niewiele było takich słupów, z których plakatowo nie uśmiechałby się do mnie Karnowski. Fułka podobizny zginęły w nawale reklamy obecnego prezydenta, który rządzi Sopotem od trzech, a właściwie od pięciu kadencji, bo przez dwie był wiceprezydentem. Miasto jest zaklejone Karnowskim, który się chwali i obiecuje. Jacek Karnowski nie był złym prezydentem. Stara prawda mówi jednak, że każda władza demoralizuje, a władza absolutna demoralizuje absolutnie i w przypadku Jacka Karnowskiego to się w pewnym stopniu sprawdziło.
          Gdy wczoraj, w telewizyjnej debacie Wojtek Fułek mówił o tym, że Karnowski na początku ostatniej kadencji i na jej końcu, to dwóch różnych ludzi, wiedział co mówi. Wszak od jakiegoś już czasu dość licznie krążyły wieści o szeryfie w Sopocie, któremu zdarzało się zapomnieć, że prócz niego w mieście są jeszcze mieszkańcy.
         Trudno odmówić Jackowi Karnowskiemu sukcesów, ale przecież są to również sukcesy Wojtka Fułka, bo przez dwanaście lat, jako wiceprezydent ciężko tyrał na to, by Karnowski mógł wczoraj w telewizji, niczym władca absolutny mówić - ja zrobiłem, ja dokonałem, ja...
          Niestety, nie mogę głosować. Mój dom stoi kilometr od zachodniej granicy Sopotu, ale wszyscy moi znajomi, którzy mieszkają w Sopocie na pewno zagłosują na Wojtka. By wspomóc kampanię przyjaciela, wraz z Markiem Gałązką i Jurkiem Stachurą zagrałem koncert w sopockiej kawiarni "Spółdzielnia Literacka". Na poniższym zdjęciu Wojtek (w żółtym swetrze) śpiewa razem z nami finałową piosenkę "Stacja Sopot".

razem-z-wojtkiem-fot-anna-ziolkowska
fot. Anna Ziółkowska
          Mam nadzieję, że dzięki tej imprezie kilka głosów Wojtkowi w drugiej turze przybędzie i wygra wybory. Jego Stowarzyszenie "Kocham Sopot" już wygrało, bo w pierwszej turze wyborów wprowadziło do Rady miasta siedmiu radnych, a "Samorządność", której przewodzi Karnowski tylko dwóch. Wynik wyborów w Sopocie nie jest jeszcze przesądzony, ale przesądzone jest to, że Platforma w najbliższych wyborach parlamentarnych straci dwa głosy - mój i mojej żony. Dość tej hipokryzji. Żegnaj obłudo. Żegnaj Platformo. Wojtkowi Fułkowi i Sopocianom życzę wspólnego sukcesu w najbliższą niedzielę, by pięknie w Sopocie było cały rok.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY