01 maja, 2011

Zbieranie miejsc

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 12:44
Coś się dzieje z człowiekiem, gdy obudzi się w nim sentyment do miejsc. Coś dziwnego, ale miłego. Pisząc swoją opowieść "Widłąg" zahaczyłem w pamięci o miejscowość - teraz to już dzielnicę Gdańska - Sobieszewo. Jeszcze przed wojną to miejsce na wyspie, między ujściami Wisły do morza, zwało się Bohnsack i tak miejscowość tę nazywał mój ojciec, który w Gdańsku bywał jeszcze w czasie wojny. Bohnsack był "portem" docelowym żeglarskich eskapad naszej rodziny. Odkąd pamiętam pływaliśmy tam naszą żaglówką z Gdańska w każdą pogodną niedzielę, od maja do października. W latach sześćdziesiątych przy brzegu Martwej Wisły stały jeszcze resztki pomostu, do którego przez setki lat przybijały statki z Gdańska.

sobieszewo-przystan-1961r

Kilka dni temu odwiedziłem to miejsce i wygląda ono teraz tak:

martwa-wisla-w-sobieszewie-i-tym-miejscu-stal-pomost

A odwiedziłem je dlatego, że w na stronie www.wolneforumgdansk.pl złowiłem dwa zdjęcia związane z miejscem, które na zawsze kojarzyć mi się będzie z czerwoną oranżadą w kapslowanej po staremu butelce. Kupował mi ją ojciec w sobieszowskiej restauracji stojącej nieopodal pomostu na Wiśle i miejsca, do którego przybijał prom utrzymujący kontakt wyspy ze stałym lądem. Kiedyś restauracja ta była gościńcem, reklamującym się w gdańskich gazetach w następujący sposób:

sobieszewo-gasthaus1

W swoich archiwach znalazłem zdjęcie mego ojca ( pierwszy z prawej), gdy wychodzi wraz ze swoimi kuzynami ( w środku Rysiek Wikland) w 1958 roku właśnie z tego gościńca, a właściwie z tej restauracji, bo po hotelu już wtedy śladu nie było.

sobieszewo-resturacja-ok1958r

Jak wspomniałem, kilka dni temu, goniony sentymentem, zrobiłem sobie wycieczkę do Sobieszewa. Gasthaus, który po wojnie gasił moje pragnienie słodką oranżadą teraz wygląda tak:

sobieszewo-kwiecien-2011

- Trochę żal starych czasów- pomyślałem wracając do domu. - Żal i co zrobisz - zapytało życie. - Nic, ale dobrze, że chociaż miejsca i wspomnienia mogę zbierać - odpowiedziałem, powoli starzejąc się dalej.
24 kwietnia, 2011

Sałatkowa Wielkanoc

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:01
          Pięknie się zrobiło dookoła. Pięknie, słonecznie i ciepło. Przyszła wiosna, a z nią chyba trochę szczęścia, bo w domu jakoś nam wszystko ostatnio idzie lepiej. Za chwilę, wraz z najbliższymi zasiądę do uroczystego śniadania. Główną atrakcją na świątecznym stole będzie sałatka, którą osobiście od lat sporządzam. Sałatka ta na stole wielkanocnym, to tradycja w naszej rodzinie. Można rzec, że bez niej, jak bez choinki w święta bożonarodzeniowe. Przepis na tę sałatkę już w Codziennościach kiedyś podałem.
Kto ciekaw, proszę kliknąć tu: marzec 2008 roku.

wielkanocna-salatka

Nim jednak posmakujecie, to proszę przyjmijcie, Kochani Czytacze moich Codzienności, życzenia przepięknych Świąt i miłej wiosny.

wiosna

Do zobaczenia i przeczytania po Świętach.


18 kwietnia, 2011

Zamglone zaprzaństwo w Gdyni

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:53
          Na moim facebookowym profilu znajomi już to zdjęcie widzieli, choć staram się, by wszelkie ciekawostki najpierw umieszczać tutaj, w Codziennościach. Zdarzyło się oto trzy dni temu, że od strony Zatoki nad Gdynię, chyba wraz z wieczorną bryzą, bo było po osiemnastej, nadciągnęła potężna mgła. Miałem pod ręką aparat, zdążyłem pstryknąć...

gdynia-we-mgle

          Ten niecodzienny widok, za sprawą pisowskiej dyskusji o wpływie mgły na historię, pomniki i stosunki międzynarodowe, spowodował, że zacząłem się zastanawiać, kto za tą mgłą stoi, kto za nią odpowiada i w czyim interesie ona Gdynię spowiła? Gapiąc się na tę dziwną chmurę może i dałbym się duchowi Macierewicza zbałamucić, gdyby nie cichy głos rozsądku z samego dna jaźni, który podpowiedział mi, że nim zacznę szukać zaprzańców, zdrajców i morderców, powinienem sobie wiadro zimnej wody na łeb wylać i poczekać, aż durnota mi przejdzie. Czy ktoś wie ile wiader zimnej wody trzeba mieć, by z głów różnych Macierewiczów mgła opadła i durnota przeszła? Czy w Polsce znajdzie się tyle wody i tyle wiader? Wątpię.


14 kwietnia, 2011

Warcholstwo ma się dobrze

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:37
          Co do tego, że warcholstwo w Polsce przez całe wieki miało się dobrze, nie trzeba chyba nikogo specjalnie przekonywać. Patrząc na historię wolnych elekcji, na nieumiejętność wspólnego szukania dobra, na przerżnięte niemal wszystkie powstania i brak szacunku do jakiejkolwiek, nawet tej przez siebie wybranej władzy, widzimy, że warcholstwo, to nasza narodowa specjalność. Widać to było również przedwczoraj w Brukseli na wystawie, którą zorganizował PiS. Przeszłość i teraźniejszość, obie pokazują, że warcholąc się najbardziej sobie sami smrodzimy pod kołdrą. Choć czujemy nosem, że śmierdzi, to jednak do mózgu myśl żadna nie dociera, więc tkwimy w tym smrodliwym ciepełku na złość i przekór sobie. Te rzadkie przypadki rozumnego działania na rzecz wszystkich: strajki w 1980 roku, a potem okrągły stół i udana transformacja, dzięki której nie stoimy w kolejkach, mamy czym i za co jeździć po świecie, w co się przyodziać i co do gęby włożyć, to przypadki potwierdzające regułę, że warcholstwo w Polsce miało i nadal ma się dobrze. Widać to doskonale na przykładzie formacji Jarosława Kaczyńskiego, którą, czasem pokątnie i cicho, a czasem bez zażenowania, oficjalnie i głośno wspiera Kościół w homiliach swych biskupów.
Lubimy się warcholić pojedynczo i grupami. Warcholenie się daje nam miłe dla ego, choć zupełnie złudne dla rzeczywistości, poczucie bohaterskiego wykrawania sobie, z niby wrogiej płaszczyzny-ojczyzny, wolnej przestrzeni dla siebie i swojej wspólnoty. Bez oglądania się na tych, którzy radzą, by nad wszystkim, co robimy najpierw się dobrze zastanawiać, warcholąc się, wrzeszczymy pod Pałacem - Zdrajcy!
          Słownik o warcholstwie mówi treściwie i sucho: warcholstwo to awanturnictwo, wichrzycielstwo, sianie zamętu politycznego. Jak do tego dodać synonimy słowa warcholstwo, to mamy jeszcze: nieposłuszeństwo, niezdyscyplinowanie, niekarność, samowola, swawola, bezhołowie, niepodporządkowanie się, niesubordynacja, odmowa wykonywania poleceń, krnąbrność, niesforność, opór i przekora. By potwierdzić tezę z poprzedniego wpisu, że w celności spostrzeżeń Andrzej Mleczko mistrzem jest nad mistrze przedstawiam rzeczywistość na zdjęciach i rzeczywistości tej odbicie w bystrym oku satyryka:

podf-palacem-fot-zelazowski
fot. Żelazowski
Tak było 10 kwietnia pod Pałacem Prezydenckim w dzień. A tak w nocy:

pod-palacem-fot-grzegorz-jakubowski
fot. Grzegorz Jakubowski
          Gdyby do tych zdjęć dodać ścieżkę dźwiękową, to usłyszelibyśmy jeszcze chór wyzwisk i insynuacji. Okazałoby się wtedy, że Mleczko, który namalował poniższy rysunek kilka lat temu... patrioty1

... może dzisiaj spokojnie robić nie tylko za Wernyhorę, który wie co będzie, ale i za najlepszego polskiego analityka, który widzi i wie co jest. Szkoda, że nie mamy w Polsce równie dobrych, jak satyrycy, psychiatrów, bo gdyby tak do chleba naszego powszedniego dać nam dzisiaj...


09 kwietnia, 2011

Taniec z...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:23
          Tydzień temu zabawiłem u Małgosi i Szczepana Szotyńskich, w ich domu i pracowni. Świetnie nam się gadało, tylko nie pamiętam, jak i kiedy wróciłem do siebie. Nazajutrz Szczepan przysłał mi swój rysunek...

taniec-rys-szczepan-szotynski

...a ja do dzisiaj zachodzę w głowę, czy to prezent z dobroci serca artysty, czy też metaforyczna recenzja mojej wizyty? Tak, czy inaczej rysunek bardzo mi się podoba. Nie będąc znawcą tematu od dawna podziwiam lekkość, z jaką Szczepanowi ręka myśli na papierze rysuje. Ale czy to trzeba się znać, by móc podziwiać? A przy okazji rysunku i tańca...
Po sławnej dyskusji Donalda Tuska z artystami ubawił mnie rysunek Andrzeja Mleczki...

taniec-z

Uśmiałem się do łez. Mleczko śmieszy mnie niezmiennie od czasu, gdy poznałem go na Famie trzydzieści kilka lat temu. Choć widuję go już tylko w telewizji, mogę przysiąc, że nic a nic od tamtej Famy się nie zmienił. Wciąż fechtuje tym samym ozdrowieńczym i precyzyjnym humorem, którym trafia zawsze w samo sedno. Aż chciałoby się powiedzieć, że to artyści artystom... Ja także, patrząc na sopockie wybory samorządowe, straciłem serce do Platformy Donalda Tuska i jestem teraz jak ta sierota. I tak się zastanawiam - tańczyłem już, czy dopiero zatańczę?


02 kwietnia, 2011

Guru

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:12
         26 marca, swoje siedemdziesiąte urodziny obchodził niezwykły poeta piosenki, wybitny autor kabaretowy, świetny tłumacz ballad najlepszych bardów świata, a przy tym sam charyzmatyczny bard, piosenkarz i postać legendarna. Przyjaciel wielkich, średnich i małych - Wojciech Młynarski.
          Nie ma chyba nikogo w Polsce komu nazwisko-firma - Wojciech Młynarski - nie mówiłoby nic. Polacy przez dziesiątki lat masowo kupowali produkty tej firmy i kupują je do dzisiaj. Firma Młynarski od lat wypuszcza na rynek tylko taki towar, który czyni z ludzi zachwyconych konsumentów. Młynarski oświeca, wykpiwa, poucza, przytyka, bawi i wzrusza. Dla mnie zawsze był i będzie wielkim i niedoścignionym Mistrzem. Z Panem Wojtkiem wiążą mnie także osobiste wspomnienia. Dobre wspomnienia. To on był przewodniczącym jury, gdy w Krakowie w 1978 roku zdobywałem swoją pierwszą, bardzo ważną, artystyczną nagrodę. To on, niby ot tak sobie, podrzucał mi czasem rady, które potem okazywały się zbawiennymi receptami na życie i bycie.
          Niedawno, czyniąc porządki na strychu otworzyłem zakurzony karton ze zdjęciami. Gdzieś na jego dnie znalazłem stare zdjęcie, a na nim twarz trochę jakby zaskoczonego Wojciecha Młynarskiego. Pojęcia nie mam kto i gdzie je zrobił? Pojęcia nie mam, jak znalazło się w moich zbiorach? Cieszę się jednak, że to zdjęcie, z jakiejś garderoby w jakimś teatrze, a może klubie, zrobione pewnie na początku lat siedemdziesiątych, znalazło się u mnie i mogę dzisiaj, ten nieznany światu konterfekt Mistrza z okazji jego jubileuszu przedstawić wszystkim za pomocą moich Codzienności:

wojciech-mlynarski

          Panie Wojtku, niech przychylne Panu dotąd niebosa nadal nad Pańską dziedziną roztaczają ciepłą i piękną pogodę. Niech w Pańskim sadzie owoce zawsze rodzą się najlepsze. Niech wena Pana nie opuszcza nigdy, a Pańska mądrość i radość niech się mnożą. Wraz ze wszystkimi przyjaciółmi słuchającymi Pańskich piosenek i czytającymi moje cotygodniowe "Codzienności" życzymy miłości i zdrowia. Waldek Chyliński z Asią, Radkiem i Kasią


27 marca, 2011

Trzy razy dobrze i Trzy Korony

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:16
          Dobrze jest w słoneczną, marcową niedzielę wychynąć z domu i w nadmorskim szkwale głowę przewietrzyć. Dobrze jest nawdychać się rześkości i napatrzeć na widok, a potem skonstatować, że wiosna jest już tuż, tuż...

wiosna-w-orlowie

          Dobrze jest niekiedy przekonać się, że ta moja pisanina w "Codziennościach" jest komuś potrzebna i do czegoś się przydaje. Choć statystyki potwierdzają, że kilkaset osób dziennie tu zagląda, miewam nierzadkie chwile zwątpienia w to swoje internetowe "dzieło". "...pisz, pisz, pisz, bo dobrze się czyta..." napisał do mnie przyjaciel, dziennikarz i pisarz z Olsztyna - Tadeusz Prusiński, po tym, jak przeczytał nową części "Widłąga".

tadziu-prusinski

          To jak tu nie pisać, gdy opinii takich zbieram więcej? Dobrze jest też, gdy okazuje się, że dzięki mojej tu pisaninie ktoś kogoś odnajduje i dowiaduje się rzeczy, o których wcześniej nie miał pojęcia. Pisałem wiele o przyjaciołach z Warszawy i ich zespole BOOM, który w latach siedemdziesiątych w moim środowisku był niezwykle popularny. Nawet specjalnie dla tego zespołu założyłem w "Codziennościach" podstronę BOOM, gdzie wszystko, co wiem i mam w archiwach jest wyłożone. Jakież było moje zaskoczenie, gdy kilka dni temu napisała do mnie, nieznana mi wcześniej osoba i zadała kilka pytań o Anię Łencką. Ania była solistką w Boomie. Jej niebiańska uroda i anielski głos, a także piosenki, które śpiewała z zespołem, to wszystko sprawiało, że nikt wobec zjawiska o nazwie BOOM nie pozostawał obojętny.

Ania Łencka i Darek Dziadkiewicz

          Osoba, o której wspomniałem chciała znać szczegóły z życia Ani, których ja nie znałem, więc skontaktowałem ją z członkami dawnego Boomu. Darek Dziadkiewicz, który przejął korespondencję przesłał i mnie zdjęcia, których nie miałem i króciutką piosenkę "Chmiel", która zupełnie uszła z mojej pamięci. Skoro w ciągu jednego tygodnia za sprawą ludzi, internetu i aury może być trzy razy dobrze, to czego jeszcze chcieć? Jest po trzykroć dobrze i... Trzy Korony Zygmunt Staruszkiewicz, przyjaciel, co to z nim nie jedną noc... przegadałem, członek zespołu Trzy Korony podesłał mi przed chwilą coś, co bez wątpienia będzie ciekawym wydarzeniem.

zyga-staruszkiewicz-w-trzech-koronach

          Gitarzysta z Trzech Koron - Grzegorz Adrian przywiózł z Australii ścieżkę dźwiękową piosenki Krzysztofa Klenczona i zespołu Trzy Korony. Piosenka ta nigdy nie ujrzała światła dziennego i nigdy nie miała premiery. Tu, w Trójmieście do głosu Krzysztofa zespół niedawno dograł nowe brzmienie. Od dzisiaj można posłuchać zrobionej na nowo, starej, a nigdy nie wydanej piosenki Trzech Koron. Utwór do słów Andrzeja Jastrzębca-Kozłowskiego, który skomponował Klenczon nosi tytuł " Popatrz prawdzie w oczy". Jest dobrze. Po trzykroć dobrze!


19 marca, 2011

Wpadki nie tylko red. Katki

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:00
         Od początku niech będzie jasne: "Gazeta Wyborcza" jest dziennikiem, który czytam codziennie, od pierwszego dnia, od pierwszego numeru, od 1989r. Nie jest jedyną gazetą, którą czytam, ale jedyną, którą codziennie kupuję. Lubię "Gazetę Wyborczą". Niestety, w mojej gazecie codziennie znajduję dodatek "Gazeta Wyborcza -Trójmiasto". Niezbyt to dobry dodatek, niewiele ciekawego w nim o Trójmieście i najczęściej moja lektura tych kilku stron kończy się na przejrzeniu tytułów. I... kosz.
         Może nie miałbym nawet pretensji, gdyby nie fakt, że od pewnego czasu redaktorzy trójmiejskiego dodatku uparli się, by mnie wnerwiać. Zaczęło się od szczęścia, jak mi się wydawało, a właściwie od zdjęcia, które zrobiłem Andrzejowi Donarskiemu ( MISTER z U.B.) w Gdańsku podczas kręcenia teledysku. Telewizja "pomorska TV", która realizowała klip z Andrzejem, za moją zgodą wykorzystała je w Gazecie. Powiedziano mi, że to będzie ich materiał reklamowy. Był to jednak normalny materiał prasowy, nigdzie nie oznaczony jako reklama. Choć zgodziłem się, że "pomorska TV" nie musi mi nic płacić, to jednak nie było mowy o tym, by można było to zdjęcie (obok) wykorzystać, bez podania nazwiska autora. Pal już licho honoraria. Skoro trójmiejska Gazeta na takie "drobnostki", jak prawa autorskie nie zwraca uwagi, ta niech im będzie. Sądziłem, że to przypadek, błąd w sztuce, ot i wszystko, ale nie... Gdy zacząłem dodatek przeglądać pod kątem spraw, na których się trochę znam, i o których trochę wiem, zobaczyłem, że niechlujstwo i stronniczość, to cechy stałe dodatku. Gdyby nie materiały red. Aleksandry Kozłowskiej, nie warto by do "Gazety Wyborczej -Trójmiasto" chyba w ogóle zaglądać. Dotąd najjaskrawszym dla mnie przykładem tego, co napisałem był artykuł red. Wąsa, który ukazał się w trakcie kampanii wyborczej do samorządu w Sopocie. Nie minęło pół roku, a kolejny kwiatek z trójmiejskiej łączki "Gazety Wyborczej" odrzucił mnie swym zapachem. Redaktor Wąs i jego opinie, to mały pikuś przy tym, czego dokonał jego redakcyjny kolega, red. Katka. Kilka dni temu na pierwszej stronie trójmiejskiej Wyborczej przeczytałem materiał red. Katki, z którego wynikało, że Wojciech Fułek oszukiwał i robotę miał będzie prokurator.

ile-zaplacil-fulek

Ani jedno zdanie z tezy, że Komitet Fułka oszukiwał nie jest prawdziwe. Redaktor Katka rzucił na Fułka podejrzenie o nieuczciwość tylko dlatego, że nie umie czytać sprawozdań. Ponoć pomyliły mu się cyfry i rubryki. Ja w to nie wierzę, bo w takim razie Katka, jako dziennikarz w Gazecie powinien być już skończony, a nie jest. Przez dobę Wojciech Fułek - przewodniczący Rady Miasta Sopot, chodził w infamii i dla wielu, za sprawą red. Katki i "Gazety Wyborczej - Trójmiasto", pewnie nadal okryty jest hańbą. Wszak tytuł grzmiał, błyskał i trąbił na całe Trójmiasto. Kto zauważył, że na drugi dzień ukazało się "wyjaśnienie" z wątpliwymi przeprosinami?
Znajdźcie je...

strona-druga-i-trzecia-gw

Trzy razy przeglądałem Gazetę nim je zobaczyłem na samym dole drugiej strony, maleńkie, w rogu, ledwo widoczne, po prawej
stronie...

wyjasnienie

Wstyd "Gazeto Wyborcza - Trójmiasto". Wstyd!

12 marca, 2011

Na prośbę Szczepana, Krzysia i kilku przyjaciół jeszcze

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:59
          Napominany przez Szczepana Szotyńskiego, poganiany przez Krzysztofa Kowalkowskiego i kilku przyjaciół jeszcze obiecałem , że moja opowieść "Widłąg" będzie miała ciąg dalszy. Właśnie dzisiaj dopisałem do niej kilka stroniczek. Oto fragment:
"W przeciwieństwie do Włodka, Andrzej nie miał najmniejszych kłopotów w nauce. Włodek za to, jak mówiła moja mama, miał diabła za skórą. Jeżeli nawet, to był to dość atrakcyjny diabeł, bo z Włodkiem zabawy i wypady do miasta rzadko były nudne. Silny blondyn o niebieskich oczach naturę miał mocno wiercącą się i niespokojną. Łobuzował dość chętnie i często. Nie raz i nie dwa wracał skądś pobity. W przeciwieństwie do Andrzeja nie starał się być sprawiedliwym. Wszystko, co było dobre dla niego musiało być dobre dla wszystkich. Nie miał wyrzutów sumienia. Nawet, gdy zbroił na tyle, że dostawał lanie, przyjmował to bez żalu. Zdawało się, że kara była częścią ceny za ciekawe życie, które chciał wieść, i którą to cenę znał od początku.

grunwaldzka-44

          Był z tych, którzy z upodobaniem rozwijali w sobie złe skłonności. Chciał rządzić i choć nie miał mądrości i rozsądku swojego siostrzeńca, to jednak na podwórku stawiał na swoim. Nie zawsze zyskiwał wśród nas posłuch, jednak często na Włodka zawołanie zbiegaliśmy na dwór, by wspierać go w zamiarach. Miał też dryg do handlu. Wciąż coś wymieniał i zamieniał. Potem kupował i sprzedawał. Do dziś wspominam, jak oddałem mu najlepszą, bambusową wędkę ojca za piętnaście minut pojeżdżenia na wrotkach, które on, jak się potem okazało, wypożyczył na dwa dni od kogoś z ulicy Sobótki za zdjęcie gołej baby..."
          Skoro ciąg dalszy nastąpił, to czytajcie Widłąg dalej, od "Kominka", bo od tego rozdziału opowieść snuje swój ciąg dalszy.

05 marca, 2011

Kochana Pani Lucha

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:50
          Wczoraj po południu usłyszałem: "Dzisiaj rano, w wieku 85 lat zmarła w Gdańsku Lucyna Legut - aktorka, pisarka, malarka."

lucyna-legut-2010r-w-domu

          Tyle suchy komunikat. - Niemożliwe, jak to - zapytałem, nie wierząc i spojrzałem na zdjęcie, które nie tak dawno przysłała mi mailem. Choć znaliśmy się wiele lat niezwykłość tej znajomości była dla mnie zawsze oczywista. Kochana Pani Lucha była najpiękniejszym przykładem na to, że na sukces nigdy nie jest za późno. Z aktorstwem rozstała się jakiś czas temu, ale pisała, wydawała i malowała niemal do ostatnich dni życia. Rozjaśniała świat cudownym poczuciem humoru, którym zawsze chciałem się zarazić i nigdy mi się to nie udawało. Imponowała pracowitością i talentem. Bóg w talenty obdarzył ją hojnie, a ona umiała z nich korzystać. Uwielbiała ze swej pracy czynić radość i się nią dzielić. Mamy w domu jej książki i obrazy. Teraz one będą nam o niej przypominać. Wielokrotnie przechodziliśmy na "ty", ale jakoś niezręcznie było mi się do niej zwracać tak bezceremonialnie, więc zwracałem się - Kochana Pani Lucho.

lucyna-legut-i-waldek-chylinski

          O znajomości z Lucyną Legut pisałem tutaj wiele razy i aż mi się wierzyć nie chce, że teraz będę mógł pisać o niej już tylko wspomnienia. Wielka szkoda, bo jej życiowej werwy i poczucia humoru nikt i nic nie zastąpi. Gdy podarowała nam "Aniołka na nocniku" śmiałem się kilka dni i do dzisiaj się uśmiecham za każdym razem, gdy przechodzę obok niego w drodze do łazienki.

aniolek-lucyny-legut

Podarowała mi też inny obraz swego pędzla - "Damę z pawiem"...

dama-z-pawiem-lucyny-legut

...który wisi u mnie w pokoju. Zakwitające drzewo i rajski ptak, a na różowych obłokach dama... Zawsze wiedziałem, że w tej rajskiej nadziei, pod drzewem życia, to ona jest damą, Kochana Pani Lucha. Na koniec, Kochana Lucho wiedz, że te wszystkie chwile z Tobą są i będą nie do zapomnienia. Do zobaczenia.

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY