25 września, 2011

Jadą ludzie na wybory

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:47

          Kampania wyborcza w toku nie tylko w mediach i życiu publicznym, ale też w moim, osobistym byciu w codzienności i Codziennościach. Moje poglądy polityczne są mało skomplikowane. Racje zawsze przyznawałem tym, którzy wydawali mi się ludźmi dość przyzwoitymi, rozsądnymi i zrównoważonymi. Na takich w kolejnych wyborach oddawałem swój głos, a czas pokazywał, że się na ogół nie myliłem. Gdy głosowałem na PO, to dzisiaj spokojnie patrzę wstecz na swój wybór. Nie sądzę, by inna formacja nie straciła głowy w tak trudnych latach, jakie za sobą w rządzeniu ma Tusk. Dookoła kryzys za kryzysem, powodzie, trąby powietrzne, niechęć sporej części społeczeństwa, w tym Kościoła, a mimo to Polska wygląda na stabilną i zadbaną. Wydawałoby się, że w związku z powyższym nie będę miał żadnych problemów przy urnie, a jednak...
          Donaldowi Tuskowi i jego przybocznym wciąż pamiętam akcję niepopierania (poprzez popieranie) w wyborach samorządowych Jacka Karnowskiego, przeciwko Wojtkowi Fułkowi. To nie była czysta gra. W tym posunięciu premier złamał zasady, które sam wcześniej ogłaszał. Mąż stanu, jakim niewątpliwie jest Donald Tusk, tak głupio bawić się nie powinien. Jak dzisiaj widać Fułek byłby równie dobrym, jak nie lepszym prezydentem miasta, a słowo premiera nie straciłoby w Sopocie na wartości. Po tamtym doświadczeniu obiecałem sobie, że na PO w najbliższych wyborach nie zagłosuję i teraz mam dylemat, bo rozsądek podpowiada jedno, a zasady drugie. Pójdę więc za głosem serca i choć to ryzykowna decyzja, zagłosuję tak, by wilk był syty i owca cała. Swój głos oddam na partię Janusza Palikota.

janusz-palikot-fot-paulina-matysiak-wppl

fot. Paulina Matysiak/wp.pl

          Dlaczego? Ano dlatego, że choć nie wiem, kto się do jego partii zapisał, to jednak on sam gwarantuje, że mimo hucpiarskiej natury, będzie w Sejmie głosem rozsądku. Lubię go za to, że nazywa rzeczy po imieniu i za to, że najpierw się dorobił, a potem pchał do władzy, a nie odwrotnie. Przekonuje mnie do Palikota też fakt, że jest właścicielem wydawnictwa, które od lat prowadzi nasz dobry znajomy, prof. Stanisław Rosiek - "Słowo/obraz terytoria". O ile wiem, jest to jedna z najambitniejszych i cenionych oficyn wydawniczych w Polsce. Jeżeli więc Palikot potrafi otaczać się takimi ludźmi jak Stasiu Rosiek, to o jakość ewentualnych Palikota decyzji publicznych jestem najzupełniej spokojny.
          Prócz wyborów, a i w związku z nimi, dzieje się coś jeszcze... Jakiś czas temu Ziemowit Kosmowski wraz z Muńkiem Staszczykiem wyśpiewali przebój "Taniec weselny".



Dwa dni temu Andrzej Donarski (Mr. Zoob, MISTER z U.B.)...

andrzej-donarski

przysłał mi piosenkę, którą w nowym - jak to się ostatnio beznadziejnie mówi - projekcie też zaśpiewał wspólnie ze wspomnianym Ziemowitem. Piosenka jest wyborna, a właściwie wyborowa, bo o aktualiach traktuje. I choć ten utwór idzie pod prąd mojemu myśleniu, to chętnie żywiołu tego kawałka wysłuchuję. Nogi same przytupują. Od wczoraj "Jadą ludzie..." puszcza polonijne Wietrzne Radio w Chicago, a od teraz jest też u mnie. Radujcie się więc weselcie i tańczcie, bo grunt to to, że mamy wybór.



PS. Właśnie powstała strona nowego pomysłu Andrzeja i Ziemowita: www.zetpanowie.com Zapraszam w imieniu artystów.

11 września, 2011

Dwa razy dwa...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:07

Gdy jedyny syn znajduje sobie partnerkę na całe życie i ślubuje jej miłość, to szczęście w rodzinie jest, jak... dwa razy dwa = cztery.

kasia-i-radek

Ileż to ja dni i nocy, często z marnym skutkiem, łamałem sobie głowę nad pytaniem - co zrobić, by choć czasami najbliższych uszczęśliwić, a tu w jeden dzień okazało się, że wystarczy jedna Kasia, by życie stało się proste i wszyscy byli wniebowzięci. Jeden plus jeden...

kasia-i-radek-w-kosciele

Trzeciego września, po ślubie w kościele, odbyło się wesele. Kasia i Radek na pierwszą piosenkę, przy której zatańczyli swój pierwszy, małżeński taniec wybrali...

pierwszy-taniec

"Sen na pogodne dni". Piosenkę tę zaśpiewała im pierwsza wykonawczyni tego utworu - Beata Bartelik.

beata-bartelik

Nie powiem, bym jako autor, a nie tylko ojciec i teść, nie był z tego zadowolony. Asia, na takie "drobiazgi", jak to - czyja to piosenka, nie zwracała uwagi, gdyż jej szczęście z powodu zostania teściową fruwało w innych, bardziej realnych przestrzeniach. Jak widać. było równie emocjonalne.

asia-i-waldek

Na zadowolonych wyglądali również teściowie mojego syna - Krysia i Mirek. Im dodawanie i mnożenie też chyba dawało szczęśliwe wyniki, bo od początku bawili się świetnie.

krysia-i-mirek

Gdy różnym weselnym zwyczajom stało się zadość, rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo.

szalone-wesele

Od początku wesela wszyscy znakomicie się bawili. Tańczyli... aż im buty spadały.

wesele-3

I starsi...

 wesele-1

i młodsi z obu rodzin, przyjaciele i znajomi, co rusz wznosili toasty i sekundowali zabawie.

wesele-2

Tańcom, hulankom i swawolom nie było końca. Gdy już muzyczna fantazja podpowiadała rytmy z najodleglejszych krańców świata, nie mogło zabraknąć "Greka Zorby".

taniec-grecki

Choć wesele skończyło się nad ranem, to tak naprawdę trwało cały tydzień, bo dopiero dzisiaj odjechali ostatni goście. Warto jednak było dodawać i mnożyć, choćby tylko po to, by zobaczyć na twarzy swojego syna taki uśmiech:

usmiech-szczescia

Patrzyłem na szczęśliwego Radka i znowu zdałem sobie sprawę, że na nic teorie wszystkich filozofów, na nic wiara wszystkich religii, na nic recepty na szczęście wszystkich mędrców, gdy w człowieku nie ma miejsca na miłość. Gdy jest, to dwa razy dwa musi być... co najmniej cztery. PS Wszystkim przyjaciołom, którzy nadesłali i nadal nadsyłają gratulacje i życzenia w imieniu Młodej Pary i nas - rodziców i teściów - serdecznie dziękuję. PS2 Wszystkie fotografie, jakimi posłużyłem się w niniejszym wpisie są autorstwa Bożenki - żony Pawła Podżorskiego, który jest przyjacielem mojego syna. Dzięki Bożenko.

28 sierpnia, 2011

Dla kurażu

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:22

          Może to przez ostatnie strajki kolejarzy, a może przez to, że za tydzień mój syn się żeni, a może z zupełnie innych, tajemnych i niezrozumiałych teraz przyczyn przypomniał mi się dzisiaj mój pradziadek.

weronika-i-jan-chylinscy-z-dziecmi

          Pradziadek miał na imię Jan. Po nim właśnie mój syn Radek na drugie też ma Jan. Prababcia nosiła przepiękne imię Weronika i choć nie była kobietą zbyt mocarną, urodziła Janowi pięcioro dzieci, w tym pierworodnego Leona, mojego dziadka, którego na powyższym zdjęciu nie ma. Jan do Polski przyjechał z Niemiec po pierwszej wojnie światowej i osiedlił się w Nakle nad Notecią. Był kolejarzem, kierownikiem pociągów, które kursowały między Polską a Trzecią Rzeszą. O pradziadku wiem tyle, ile zapamiętał mój ojciec.
Dziadek Jan był osobą niezwykle pedantyczną, systematyczną, zorganizowaną i punktualną. Gdy ktoś w rozmowie rzucał, że przed wojną zegarki można było regulować według ruchu pociągów, to memu ojcu nieodmiennie przypominał się dziadek Jan, który w długim, czarnym, kolejarskim płaszczu, zawsze o tej samej porze szedł do pracy na nakielski dworzec brukowaną, aż do mostu przy cukrowni, ulicą Dworcową. Dziadek dla mego ojca był postacią nieskazitelną, godną najwyższego szacunku i poważania. Jedyną słabością Jana, jaką mój ojciec znał, była chwila, gdy po służbie odwiedzał bar, który mieścił się naprzeciwko dworca i gdzie przy ciężkiej, dębowej ladzie zamawiał setkę wódki - dla kurażu przed powrotem do domu. Jak się domyślam patrząc na zdjęcie, życie z moją prababcią Weroniką wymagało od solidnego kolejarza Jana jednak pewnej odwagi.

naklo-nad-notecia-dworzec-miejsce-pracy-mojego-pradziadka

(dworzec to ten drugi budynek w głębi)
          Ponoć Jan nie był człowiekiem zbyt otwartym i wylewnym. Z tego, co zapamiętał mój ojciec, jego dziadek był osobą raczej chłodną i nieprzystępną. Pogłaskanie przez dziadka wnuka po głowie ojciec mój odbierał jako wyraz wielkich rodzinnych więzów i najwyższej, dziadczynej - lub jak kto woli - dziadowskiej czułości.
Nie inaczej i ja, będąc małym dzieckiem, odbierałem gesty mojego dziadka Leona. Radek, niestety, nie miał zbyt wielu okazji sprawdzać temperatury uczuć swojego dziadka, gdyż ten odszedł z tego łez padołu, gdy Radek miał cztery lata. Teraz w rodzinie ślub... Radek już przed miesiącem w Ustce pewne sprawy ostro ćwiczył...
Może niedługo skład naszego pokoleniowego pociągu, powiększony o nowe wagony, ruszy dalej?

 radek-w-ustce1

fot.Kasia

          Za to PKP, jak tak dalej pójdzie - nie ruszy. Słyszałem, że przed drugą wojną światową z Gdańska do Warszawy jechało się około czterech godzin, a może i mniej. A dzisiaj? Od dawna nie korzystam z usług kolei, ale przy okazji ostatnich strajków kolejarzy dowiedziałem się, że teraz tę samą trasę pokonuje się w godzin osiem. Jedni mówią, że to wina rozwalających się torów, inni, że modernizacji sieci, a jeszcze inni, że burdelu, jaki panuje na kolei. Kolejarze nie czują się ani klientami, ani pracownikami tego burdelu, ale domagają się pieszczot i podniet w postaci podwyżek. Osobiście wolałbym, żeby kolejarze, wzorem mojego pradziadka byli bardziej zamknięci w sobie, zorganizowani, pedantyczni i punktualni, a nikomu nie przyszłoby do głowy na widok pociągu zegarek wyrzucać na śmietnik. Może wtedy, zamiast strajkować, mogliby wstąpić po służbie do baru i przy setce wódki, pitej dla kurażu (albo jak kto woli - dla dodania sobie odwagi; ewentualnie - na odwagę), nie musieliby się obawiać własnych żon, a ich dworce nie wyglądałyby tak, jak ten dzisiaj w Nakle nad Notecią...

budynek-dworca-w-nakle-nad-notecia-dzisiaj

gdzie tylko niebo nie straciło nic ze swej urody.

20 sierpnia, 2011

Brak zmian

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:58

W poprzednim wpisie ucieszyłem się, że lato wraca. Niestety, ta nadzieja na zmianę była złudna, bo żadna zmiana nie nastąpiła i nad Gdynią znowu zawisły chmury.

chmury-nad-gdynia

Mimo że pogoda nie sprzyjała, wybrałem się w ubiegłym tygodniu do Łeby, miejscowości latem turystycznej.

leba

Ostatni raz byłem w Łebie w 1985 roku latem, gdy z zespołem grałem tam koncert. O ile dobrze pamiętam, to pogoda była identyczna, straganów z różnym badziewiem było tyle samo, a wczasowicze byli wtedy równie znudzeni. I jak wtedy smętnych min nie rozweselało wesołe miasteczko.

wesole-miasteczko-w-lebie

Jedyna zmiana, jaką zauważyłem, to była zmiana nazwy zespołu na plakatach. W sierpniu w Łebie wystąpić ma Kabaret Moralnego Niepokoju. Ale ja do Łeby zajechałem z innego powodu. Na swój koncert zaprosił mnie Sławek Łosowski - założyciel zespołu Kombi. Sławka poznałem będąc uczniem szkoły średniej. Był wtedy liderem zespołu Blues Band Akcenty.

blues-band-akcenty

Nasza znajomość była na tyle mocno zadzierzgnięta, że na moją prośbę w 1973 roku Akcenty zagrały koncert na mojej studniówce w Conradinum. W trzy lata później do grania w zespole, którego nazwa zmieni się na Kombi, Sławek Łosowski zaprosi Grzesia Skawińskiego, Waldka Tkaczyka i Jasia Plutę. Plutę na perkusji zmieni potem Jurek Piotrowski.

kombi-i-wojtek-korzeniewski

Tak zacznie się wielka kariera piosenki "Słodkiego miłego życia" i wielu innych, przebojowych utworów, stemplowanych marką Sławka. W 1992 roku zespół praktycznie przestanie istnieć. Grzegorz z Waldkiem spróbują sił w Skawalker, a od 1994 roku wraz z Agnieszka Chylińską w O.N.A. W 2003 roku Grześ Skawiński wróci do korzeni i zacznie znowu grać stare przeboje. Swój nowy (?) zespół nazwie Kombii. To drugie "i" na końcu ma wyrażać zmiany, a generalną zmianą będzie zapomnienie o Sławku, ojcu największych sukcesów zespołu Kombi, którego repertuar nowa formacja zaanektowała. Cóż, czasem tak się zdarza, choć nie powinno. Znam jednak takie rozwiązania skądinąd. Ech... Kilka dni temu miałem okazję znowu spotkać się ze Sławkiem...

slawek-losowski-i-waldek-chylinski

i jego muzyką. Koncert w Łebie zrobił na mnie duże wrażenie. Łosowski, który gra z synem Tomkiem (perkusja), jest w znakomitej formie. Słuchałem muzyki Łosowskiego z prawdziwą, niczym nie zmącona przyjemnością. Nie przeszkadzało mi nawet to, że wokalista w tych najważniejszych, Sławkowych przebojach do złudzenia przypomina Skawińskiego, śpiewając z Grześka manierą.

koncert-slosowskiego-fot-w-chylinski

Dzięki Sławkowi przeżyłem piękny wieczór, podczas którego jedyny raz tego dnia, słuchając po raz "tysięczny" piosenki "Słodkiego miłego życia", łudziłem się i cieszyłem brakiem zmian.

13 sierpnia, 2011

Lato lata

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:27

Nieletnie jakieś to lato. Na palcach ręki policzyć można dni, gdy lato tego lata było dojrzałe. Codziennie wieczorem z Asią patrzymy w niebo wypatrując choćby maleńkich oznak, że lato jeszcze wróci. Najczęściej nad naszym oknem wiszą chmury, ale zdarza się, że rozpalony zachód słońca rozpala także nasze nadzieje.

po-zachodzie-slonca

Cóż z tego, że zasypiamy pogodnie, jak budzimy się pochmurnie. Dzień deszczowy, wieczór chłodny, aż chciałoby się napalić w kominku, lecz to sierpień przecież - lato. No, wstyd po prostu. Ale o kominku już pomyśleliśmy...

drzewo-na-zime

Póki co, napisałem kilka nowych tekstów, dumam nad scenariuszem pewnego filmu, ogarniam sprawy rodzinne, cieszę się na nieodległy ślub Radka z Kasią i przez okno w dachu...

okno-na-lato-2

...czasem widzę, jak po chmurach lato lata, a do nas nie przylata. Nie będzie już lata tego lata? PS - dopisane 14 sierpnia 2011r. Chyba ktoś tam na górze również czyta mój blog, bo dzisiaj w Gdyni, przed godziną pogoda zrobiła się prawdziwie letnia. Mam "chody" w niebie. Lato wróciło!

07 sierpnia, 2011

Jutro popłyniemy...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:56

Jest taka sympatyczna piosenka do tekstu Gałczyńskiego, która zaczyna się od słów: Jutro popłyniemy daleko, jeszcze dalej niż te obłoki. Pokłonimy się nowym brzegom, odkryjemy nowe zatoki. Podśpiewywałem ją dzisiaj pod nosem podczas spaceru, jaki z Asią zafundowaliśmy sobie w południe. Odwiedziliśmy basen jachtowy w Gdyni, skąd nie raz i nie dwa miałem okazję wychodzić w morze i płynąć z przyjaciółmi "...jeszcze dalej niż te obłoki...".

asia

Dzisiaj chciałem zobaczyć, jak idą roboty przy wschodniej kei, a gapiąc się w niebieską dal, namarzyć do syta na jakiś czas. Roboty mają się dobrze, a z marzeniami... - sami zobaczcie.

wiatr-i-woda-gdynia-2011-030

Z marzeniami trudno było sobie poradzić przy takiej obfitości luksusu, jaki stoi w Gdyni.

wiatr-i-woda-gdynia-2011-007

 Oglądałem od dziobu, od burty i od rufy.

wiatr-i-woda-gdynia-2011-008

Aż się chciało zamustrować i chociaż chwilkę poczuć się, jak... No właśnie - jak?

wiatr-i-woda-gdynia-2011-011

Kiedyś byłem żeglarskim fanatykiem, ale z wiekiem trochę mi to przechodzi...

wiatr-i-woda-gdynia-2011-012

Robię się coraz bardziej tolerancyjny i coraz bardziej wygodny. Oczywiście nic mi nie zastąpi wiatru w żaglach i nie ma nic bardziej przykrego, jak ryk potężnego silnika na wodzie, to jednak czasami chciałoby się usłyszeć "... morza szum, wiatru śpiew..." z pokładu takiego jachtu

wiatr-i-woda-gdynia-2011-013

... i zobaczyć oddalający się brzeg powabnej Gdyni...

jeszcze-dalej-niz

... by przed sobą poczuć smak przygody i... wygody. Marzenia są za darmo, a życie wciąż jeszcze pełne jest niespodzianek, więc może jutro "...odkryjemy nowe zatoki..." PS Dla prowadzonej przez Teresę Drozdę "Strefy Piosenki" napisałem w ubiegłym tygodniu coś o wirusie w Wolnym Przedziale Kto ciekaw, zapraszam.

30 lipca, 2011

Rozstania

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:03
Wiele razy myślałem o tym, jak zachowam się, gdy przyjdzie mi stanąć twarzą w twarz z prawdą ostateczną? Czy w nieodwracalnej sytuacji zagrożenia życia poradzę sobie z emocjami? Zastanawiałem się, czy mój naturalny optymizm wystarczy, by w obliczu groźnej choroby utrzymać mnie w nadziei przetrwania? Nie umiałem sobie nigdy na to odpowiedzieć, bo odpowiedź zapewne przyjdzie dopiero z zagrożeniem. Zbyszka Rojka poznałem w 1977 roku w Olsztynie. Szybko zostaliśmy przyjaciółmi. Łatwo nam się było zaprzyjaźnić, gdyż obydwaj interesowaliśmy się muzyką, a szczególnie piosenką. Zbyszek był multiinstrumentalistą. Gdy z Andrzejem Swacyną zaczęliśmy próbować program, wkrótce dołączył do nas Zbyszek, grał na gitarze basowej. Stworzyliśmy trio i dość szybko zdobyliśmy kilka głównych nagród na studenckich przeglądach i festiwalach.

od-lewej-zbyszek-rojek-waldek-chylinski-i-andrzej-swacyna-otwarta-proba-w-olsztynie-1978r
na zdjęciu: próba naszego zespołu.

Zbyszek Rojek pierwszy od lewej W 1979 roku rozstaliśmy się. Wróciłem do Trójmiasta, a Zbyszek z Andrzejem Janeczką, moim kolegą ze studiów i sąsiadem z akademika, założył Trzeci Oddech Kaczuchy. Grając na festiwalu w Krakowie, a potem w Opolu ich zespół odniósł ogromny sukces zdobywając najwyższe laury.

trzeci-oddech-kaczuchy-w-opolu
na zdjęciu:Trzeci Oddech Kaczuchy w Opolu.

Zbyszek Rojek pierwszy od lewej Niestety, w tym składzie popularne Kaczuchy dość szybko przestały istnieć. Andrzej wyprowadził się do Łodzi i zabrał ze sobą nazwę oraz Maję Piwońską, która z nimi śpiewała. Zbyszek zebrał resztę chłopaków, którzy grali w zespole i po powrocie do Olsztyna założył nowy ansambl. Napisał do mnie wtedy list z propozycją współpracy, zgodziłem się i dołączyłem do zespołu, któremu Zbyszek wymyślił już nazwę - Kaczki z Nowej Paczki. Nasze drogi zeszły się ponownie.

kaczki-z-nowej-paczki-pierwszy-sklad
na zdjęciu: Kaczki z Nowej Paczki, Zbyszek Rojek drugi od lewej

Stworzyliśmy kapelę muzyczno-kabaretową, która po kilku miesiącach ciężkiej pracy także zaczęła odnosić sukcesy. Wiele głównych nagród na kilku festiwalach, stała audycja w radiowej Trójce, kilka programów telewizyjnych i nagranie płyty, która okazała się "Złotą Płytą", to miara sukcesu tamtego, pierwszego składu zespołu Kaczki z Nowej Paczki. W 1985 roku rozstałem się ze Zbyszkiem znowu. W dość burzliwych okolicznościach nie do końca przez nas zawinionych, bardzo się pokłóciliśmy. Po dwóch latach Zbyszek przyjechał do mojego domu i rozmawialiśmy do rana. Wyjaśniliśmy sobie wszystko i rano znowu byliśmy przyjaciółmi. W kwietniu 2000r., pożegnaliśmy na cmentarzu w Karolewie Andrzeja Swacynę. Zbyszek podszedł do mnie po pogrzebie i powiedział - Nigdy już z Andrzejkiem nie zagramy. To ostateczny koniec naszego tria. Szkoda Później widywaliśmy się ze Zbyszkiem częściej. Zachowałem zdjęcie z benefisu Zbyszka w Olsztynie, który odbył się w 2005r.

u-rojka-na-benefisie-olsztyn-2004
na zdjęciu: Zbyszek siedzi w fotelu

W ubiegłym roku bawiliśmy się w zmianę tekstu piosenki "W Paryżu nocą". Dzięki Mateuszowi Iwaszczyszynowi doszło nawet do domowego nagrania piosenkii, którą stworzyliśmy wiele lat temu. W kwietniu odwiedziliśmy razem grób Andrzeja.

zbyszek-rojek-na-grobie-andrzeja-swacyny-10-kwietnia-2010
ma zdjęciu:Zbyszek Rojek nad grobem Andrzeja Swacyny

Niedawno Zbyszek został dziadkiem. Tak się cieszył z tego wydarzenia, że przyjaciele już na drugi dzień po urodzinach wnuka wiedzieli jak Piotruś wygląda, ile waży i że podobny jest do... dziadka.

2011-06-15_piotrus-i-dziadek_zbyszek-rojek
na zdjęciu Zbyszek Rojek z wnuczkiem Piotrusiem

Niewiele ponad miesiąc temu, bo 13 czerwca Zbyszek z Asią przyszli na mój koncert.

asia-i-zbyszek-rojek-w-olsztynie-13-czerwca-2011-028

Na zdjęciu:Asia i Zbyszek Rojkowie

Zbyszek był już poważnie chory i czekał na operację. Uderzyło mnie w nim to, jak bardzo był pogodny, spokojny i ufny. Wierzył w dobry obrót swoich spraw i miał niczym nie zmąconą nadzieję na powrót do zdrowia. Podziwiałem go za tę pewność siebie i optymizm, którym zarażał innych. Wyjechałem z Olsztyna przekonany, że Zbyszek z chorobą wygra. Rozmawiałem z nim kilka dni temu, był dobrej myśli, choć ciężko mu się mówiło. Umówiliśmy się na kolejną rozmowę za kilka dni. Już nie pogadamy. Wczoraj Zbyszek przegrał swoją walkę o życie. Znowu rozstaliśmy się na jakiś czas. Do zobaczenia Zbyszku.
PS Pogrzeb Zbyszka Rojka odbędzie się w środę 3 sierpnia w Olsztynie; godz. 12:45 wystawienie zwłok w kaplicy przy szpitalu MSZ ul. Mariańska 4; godz. 13:15 msza w kościele NSPJ ul. Kopernika 47; ok. godz. 14:00 cmentarz komunalny przy ul. Poprzecznej 9, Aleja Zasłużonych. PS 2 ( 4.08.11r.) 

pozegnanie-zbyszka-rojka ...można zobaczyć 
22 lipca, 2011

Bardowie z Bardówką w lesie ( *relacja pod wpisem)

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:05
Na początki ubiegłego wieku mieszkańcy Wrzeszcza, wśród wzgórz morenowych otaczających Gdańsk, znaleźli uroczą dolinkę. Idąc za przykładem Sopotu, który w podobnym miejscu ulokował Operę Leśną, w pięknych, naturalnych warunkach wrzeszczańskich lasów wrzeszczanie też zbudowali sobie teatr. Teatr ten, zwany Leśnym obchodzi w tym roku swoje stulecie. Na początku ubiegłego wieku Teatr w lesie wyglądał tak:

teatr-lesny

Po wojnie miejsce to zostało zapomniane i zapuszczone. Dopiero niedawno, bo pod koniec lat dziewięćdziesiątych, obecnym mieszkańcom mojej rodzinnej dzielnicy Gdańska udało się je zrekonstruować...

teatr-lesny-fot-agnes-only
fot.agnes-only

... i za sprawą Katarzyny Burakowskiej, szefowej klubu Winda na nowo ożywić. Od tamtej pory Teatr Leśny, położony tuż obok ulicy Jaśkowa Dolina, letnią porą znowu przyciąga liczne gromady widzów. Grałem na tej leśnej scenie w 2003 roku wraz z Wojtkiem Staroniewiczem, Maćkiem Grzywaczem i jeszcze kilkoma, wspaniałymi muzykami, koncert, na który złożyły się piosenki z mojej, świeżo wydanej wtedy płyty "Słowa...". W ubiegłym roku byłem tam, mimo fatalnej pogody, na bardzo udanym, jazzowym koncercie Krysi Stańko.

teatr-lesny-czerwiec-2010

Jutro, 23 lipca o godz 19.00 w Teatrze Leśnym, w ramach Łagodnych Spotkań Muzycznych odbędzie się koncert, w którym wystąpi Grzegorz Marchowski, przesympatyczny bard, od którego zaczęła się moja przygoda z piosenką. Napisałem kiedyś dla Grzesia wiele tekstów i do dzisiaj śpiewam wiele piosenek, które Grześ skomponował. Wystąpi też Duśka Staroniewicz. Miałem niedawno okazję jurorować z Dusią na festiwalu szantowym, to znakomita tekściarka...

duska-staroniewicz

... i "bardówka", a do tego siostra Wojtka Staroniewicza - jednego z najlepszych saksofonistów w Polsce. Będzie również czystej krwi bard nad bardy, legendarny twórca "Ballady o Krzyżowcu" - Mirek Hrynkiewicz. Mirek wystąpi w towarzystwie równie legendarnego w światku bardów i bardówek (po części dzięki balladom Mirka) Stasia Wawrykiewicza, jak i prześwietnego Bogusia Jackowskiego z rodziną. Ja także wystąpię i spróbuję przypomnieć publiczności i sobie kilka swoich starych piosenek. Mam nadzieję, że pogoda dopisze i każdy kto przyjdzie znajdzie coś dla siebie, bo prócz wymienionych wystąpi też z recitalem znakomita aktorka Ewa Błaszczyk. Zapraszam serdecznie. PS 1 O Teatrze Leśnym w ubiegłym roku pisałem także tutaj * PS 2 dopisane 24 lipca 2011r. Internet wciąż mnie zaskakuje. Okazało się przed chwilą, że to, o czym pisałem powyżej i co działo się zaledwie parę godzin temu, można już obejrzeć. Dusia Staroniewicz, która odnalazła nagrania z wczorajszego koncertu, mój występ skomentowała na Facebooku w następujący sposób: Za każdym razem jak słucham Waldka znowu jestem zaczarowana. I zawsze prosiłam Cię na Salonach abyś zaśpiewał ? Ptakom na drzewach?. I zawsze mogłam słuchać od nowa od nowa Twoje poetyckie piosenki. Dusia Dzięki Dusiu, ani krzty nie przesadzę, gdy zrewanżuję się pisząc, że Twojego koncertu słuchałem równie zaczarowany. Mój występ, a także Dusi i innych artystów ( materiał nie montowany) zobaczyć można pod adresem: http://www.popler.tv/Winda/31254#31254
15 lipca, 2011

Zamyślony proces twórczy

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:14
          Zdrowa zazdrość, to budujące i motywujące uczucie. Nie jest mi ono obce, więc zawsze bardzo się cieszę, gdy wiatr sukcesu zawieje w żagle przyjaciół. Tak było też, gdy niedawno w telewizji oglądałem sprawozdanie z...
          Szczepana Szotyńskiego, zaprzyjaźnionego architekta i artystę, który wraz z cudowną małżonką Małgorzatą zaprojektował całą masę ciekawych budynków i budowli udało mi się sfotografować, gdy...

szcepan-szotynski-w-swojej-pracowni-1 szcepan-szotynski-w-swojej-pracowni-2 szcepan-szotynski-w-swojej-pracowni-3 szczepan-szotynski-w-swojej-pracowni-4

...zamyślił się w procesie twórczym, pracując nad kolejnym projektem architektonicznym. Kto nie wie, niech wie, że dzięki zamyśleniom Szczepana w pracowni Szotyńskich rodzą się takie pomysły, jak choćby Krzywy Domek...

krzywy-domek

... niekonwencjonalne bryły kościołów, hoteli, domów, a nawet wież widokowych. Jeżeli lato spędzać będziecie nad morzem w okolicach Trójmiasta, to warto wiedzieć, że wieże widokowe w Gniewinie i na Kolibkach wyszły spod myśli, a raczej zamyślenia Szczepana i ręki architektów z pracowni, którą prowadzi Małgosia.
Z zamyślenia urodziła się też, otwarta niedawno przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, sopocka marina jachtowa...

marina-w-sopocie

... której budowę rok temu fotografowałem z plaży i wyglądała tak:

budowa-mariny-w-sopocie-2010r

a teraz tak:

marina
fot.K. Misztal

          Marina w Sopocie zaprojektowana została przez pracownię Szotyńskich wraz z "Budmorsem Consulting" i jak widać współpraca ta dała znakomite rezultaty. Po Monciaku, Molo, Operze Leśnej, czy Krzywym Domku będziemy mieli kolejny, najczęściej fotografowany obiekt w Sopocie - Marinę. I dobrze. Skłonny jestem na koniec wysnuć taką oto myśl - wystarczy się mądrze zamyślić, a cuda i cudeńka same się w głowie pięknie ułożą. Brawo Małgosiu! Brawo Szczepanie!
09 lipca, 2011

Gdzie ta keja

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:16
Fajnie wieczór wczoraj spędziłem... Bycie jurorem dla mnie to nie pierwszyzna. Jednak po raz pierwszy miałem okazję jurorować na festiwalu szantowym. Po raz dwunasty odbywał się on w Gdańsku, jako Szanty pod Żurawiem. Festiwal ten towarzyszy zlotowi żaglowców Baltic Sail, który od piętnastu lat króluje latem na gdańskiej Motławie.

szanty-pod-zurawiem-gdansk-8-07-2011r

Dzięki ojcu żeglarstwo mam we krwi, ale szanta jakoś mnie dotąd omijała. Oczywiście znałem kilka żeglarskich evergreenów, które w ostatnich latach wbijał mi do głowy przyjaciel mój i kapitan jachtowy - Leszek Szczechula, lecz aż do wczoraj, z ruchem szantowym jakoś nie było mi po drodze. Wczoraj nastąpił w mej niezmienności przełom. Na zaproszenie Michała Juszczakiewicza - aktora, reżysera i organizatora szantowego festiwalu (na zdjęciu poniżej Michał z żoną)...

szanty-pod-zurawiem-gdansk-8-07-2011r-michal-juszczakiewicz-z-zona fot.W.Chylinski

... którego znałem dotąd z programu "Od przedszkola do Opola", zasiadłem w jury gdańskiego festiwalu, w towarzystwie nieocenionej Dusi Staroniewicz i... Jurka Porębskiego. O ile Dusię znam już całe wieki, o tyle Jurka widziałem wczoraj pierwszy raz. Jurek jest autorem najsławniejszego w polskim światku żeglarskim muzycznego pytania - Gdzie ta keja? "Cztery piwka" czy "Portowa tawerna", to inne jego piosenki z wierzchołka szantowych list przebojów.

szanty-pod-zurawiem-gdansk-8-07-2011r-jerzy-porebski

Jerzy, będąc doktorem oceanografii życie spędził na morzu wśród żeglarzy i rybaków. Nie bardzo mogąc na jachtach i kutrach grać ulubiony jazz, zajął się pisaniem i komponowaniem piosenek żeglarskich. Robił to tak udanie, że siedząc obok niego na Targu Rybnym w Gdańsku, dzięki rzeszom fanów żeglarskiej nuty, przez cały wczorajszy wieczór utwierdzałem się w świadomości, iż siedzę obok legendy, podwaliny i kamienia węgielnego polskiej szanty i piosenki żeglarskiej. I zapewniam, że mimo tej sławy i nimbu niezwykłości, jakim otacza Jurka środowisko, jest Jerzy uroczym i skromnym kompanem, duszą towarzystwa i przyjacielem ludzi. Dobrze nam się razem słuchało kolejnych artystów startujących w konkursie, których zapowiadał sławny Zejman, czyli Mirek Kowalewski zwany "Kovalem". Grały m.in. takie zespoły jak: Betty Blue, Formacja Klang, Morże Być, Orkiestra Samanta, Wikingowie, Własny Port, Za horyzontem oraz Znienacka Project. Wystąpił też Waldemar Mieczkowski - wieloletni kapitan Zawiszy Czarnego...

szanty-pod-zurawiem-gdansk-8-07-2011r-waldek-mieczkowski

...i znany satyryk Marek Majewski, który swą karierę na scenie zaczynał razem ze mną na Bazunach, Yapach i Giełdach...

szanty-pod-zurawiem-gdansk-8-07-2011r-marek-majewski

Blisko północy ustaliliśmy werdykt. Zasłużonych zwycięzców było wielu, a jednym z głównych laureatów został zespół Morże Być, który zaśpiewał dwie cudnej urody piosenki. Jedna z nich, piosenka pt. "Solina", może stać się przebojem nie tylko w żeglarskim światku.

szanty-pod-zurawiem-gdansk-8-07-2011r-zespol-morze-byc

Do domu wróciłem po północy. Przywiozłem ze sobą prezent od Jurka Porębskiego, jego najnowszą płytę nagraną z krakowskim, jazzowym ansamblem Old Metropolitan Band pt. "Stary Port - Nowy Orlean / Szanty - Jazz". Przed snem zacząłem sobie układać w głowie tekst mojej pierwszej szanty, ale i tak zasnąłem z pytaniem na ustach - Gdzie ta keja? PS dopisane 15 lipca Tym, którzy się dziwią, jak facet, który do tej pory z szantami nie miał nic wspólnego zasiadł w jury szantowego festiwalu wyjaśniam, że organizator postawił w moim przypadku na inne doświadczenie, niż to związane węzłem ratowniczym z szantami. Podczas prac jury baczyłem na cumy, jakie wiążą piosenkę żeglarską z piosenką ogólną, czyli piosenką jako taką:). Nie bez znaczenia był też mój stopień żeglarski - sternik jachtowy i rodzinne, żeglarskie wychowanie.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY