01 listopada, 2011

Melancholia nagrobna

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:27

Jesień, cmentarz, chłodno - to się nie może dobrze kojarzyć. Nic dziwnego, że w takich dniach, gdy wspomnienia są o wiele bardziej wyraźne niż plany na przyszłość, człowiek wpada w depresję i tylko jedno życzenie ma w głowie - żeby się jeszcze jakoś pobujać i żeby od tego bujania nie zrobiło się niedobrze. "Codzienności" zacząłem prowadzić przed pięciu laty. Gdzieś przeczytałem, że chęć do pisania bloga i aktywnego prowadzenia strony w internecie przechodzi wielu autorom na ogół po paru miesiącach, a najpóźniej po trzech latach. Jak widać mnie wciąż nie przeszło. Pierwszy wpis, który na wskutek zawirowań na serwerach gdzieś się ulotnił, dotyczył mojej wizyty na cmentarzu w Gdańsku w przeddzień Wszystkich Świętych. Dzisiaj, tak jak przed pięciu laty, odwiedziłem grób mojego Taty.

klemens-chylinski

Jak co roku zapaliłem znicz i na chwilę zapadłem się w sobie. Porwane sceny, jakieś obrazy i całe historie, które przeżyłem razem z ojcem, przewijały się jak stare filmy w kinie pamięci. Z tej podróży w czasie wytrąciła mnie wizyta kuzyna, który wraz ze swoją rodziną przyszedł wujkowi zapalić świeczkę. Postaliśmy jakiś czas w milczeniu, powspominaliśmy i po utwierdzeniu się, że wciąż żyjemy, rozeszliśmy się w swoje strony, prawie jak obcy. Może spotkamy się znowu za rok. W drodze powrotnej do domu myślami wciąż byłem w przeszłości. Jadąc w kierunku Gdyni wspominałem bliskich przyjaciół, którzy od dawna nie żyją i tych, z którymi dopiero co rozmawiałem, którzy ledwo co odeszli. W 2010 roku zmarł Marek Solowy Ferdek, który odchodząc zakończył żywą historię zespołu BABA z Wrocławia. Zespół BABA, którego nazwę tłumaczyło się jako Bezmiar Atrakcji Bez Ambicji, bądź Byli Alkoholicy Byłym Abstynentom, to trio założone przez Jacka Zwoźniaka. BABA w swoim czasie odniosła ogromny sukces, a w środowisku studenckim była prawdziwym objawieniem. Marek w pochodzie na zdjęciu idzie w środku. Z prawej Marka strony widać Jacka Zwoźniaka, a z lewej Kubę Wencla. Proszę zwrócić uwagę na gustowne garniturki chłopaków. Owe wdzianka, rodem z MHD, to mistyczny znak jedności z zespołem The Beatles, który był dla nich największym autorytetem i wzorcem, a John Lennon idolem.

jacek-zwozniak-marek-solowy-ferdek-kuba-wencel-zespol-baba-na-manifestacji

W marcu tego roku zmarła bardzo bliska mi ostatnimi laty Lucyna Legut - aktorka, pisarka i malarka, którą nie raz w Codziennościach opisywałem. Kochana Lucha zmarła tak, jakby chciała zrobić przyjaciołom kolejny kawał. Jej pogrzeb był najpogodniejszym pogrzebem, jaki w życiu widziałem, również dzięki testamentowi, który odczytał Igor Michalski. W moim domu Lucyna Legut wciąż żyje i żyć będzie dopóki na ścianach wisieć będą jej obrazy, a na pólkach będą stały jej książki.

malarz-i-jego-dzielo-lucyna-legut

Na początku sierpnia tego roku, wraz z tłumem znajomych pożegnałem na zawsze Zbyszka Rojka - muzyka, kompozytora i przyjaciela, z którym podobnie jak z Jackiem Zwoźniakiem, czy Andrzejem Swacyną byłem związany niezwykle mocnym węzłem wspólnej młodości. Ta nasza młodość i to wszystko, co się potem zdarzyło, było jedną, wielką przygodą z muzyką i piosenką. Zbyszka śmierć była dla wszystkich tym boleśniejsza, że przyszła niespodziewanie szybko i bezwzględnie. Pomyśleć, że miesiąc wcześniej zrobiłem Zbyszkowi jedno z ostatnich jego zdjęć.

zyszek-rojek-czerwiec-2011

Wróciłem do domu i usiadłem przy komputerze. Otworzyłem kilka stron - wszędzie jesień. Melancholia nagrobna usiadła obok i się zasępiła, smutno. Kilka dni temu Teresa Drozda poprosiła mnie o napisanie i nagranie kilku słów o Jacku Zwoźniaku. Te kilka słów można już teraz przeczytać na stronie Strefa Piosenki, a nagranie być może będzie można usłyszeć, wraz z piosenką "Córka poety", dzisiaj w programie III Polskiego Radia o godz. 23.05 w audycji Janusza Deblessema "Gitarą i Piórem". Serdecznie zapraszam.

PS ( dopisane 4 listopada 2011r) W audycji "Gitarą i Piórem" wraz z piosenką Jacka "Córka poety" można było usłyszeć także moje utwory: "Piosenkę wariata" w wykonaniu zespołu Kaczki z Nowej Paczki i "Co się stało" w wykonaniu zespołu Wolny Przedział. Moje wspomnienie o Jacku, które w tej audycji zaistniało, teraz można odsłuchać klikając tutaj Dzięki Teresko.

21 paĽdziernika, 2011

Leszek i nowa piosenka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:20

          Jadę do Olsztyna. Zawsze z ochotą odwiedzam miasto kilku moich kolorowych, studenckich lat. Jutro w akademickiej dzielnicy - Kortowie, gdzie jest najpiękniejszy w Polsce, a i pewnie w Europie kampus, w Centrum Konferencyjno-Kongresowym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, mieszczącym się przy ul. Benedykta Dybowskiego 11, wraz z Jurkiem Filarem (Samba Sikoreczka), o godz 17.30 zaśpiewam swoje mniej i bardziej znane piosenki. Mam nadzieję spotkać, jak to w Olsztynie, wielu starych przyjaciół i życzliwą, jak to w Olsztynie, publiczność :). Pogodę zapowiadają słoneczną, choć jesień już chłodna. Dobrze się składa, bo przygotowałem na jutro kilka ciepłych, jesiennych ballad. Jak się ułoży, to wszystko ładnie będzie do siebie pasować. Zapraszam, kto ma chęć posłuchać i będzie w pobliżu.
          W Olsztynie nie zaśpiewam najnowszej piosenki, którą ledwie kilka dni temu nagrał zespół Wolny Przedział, a którą to piosenkę napisałem kiedyś z Leszkiem Szczechulą.

leszek

          Leszek nie jest zawodowym kompozytorem. Ot, lubi sobie czasem pograć na gitarze i coś zanucić od siebie. Z tego nucenia często wychodzą mu bardzo sympatyczne melodyjki, które czasami mnie kuszą. Na mojej płycie "Słowa..." znalazły się dwie piosenki, do których muzykę skomponował Leszek. Teraz piosenka z muzyką Leszka będzie pierwszą piosenką na debiutanckiej płycie Wolnego Przedziału.
          Znamy się z Leszkiem niemal od dziecka. Razem uczyliśmy się w Conradinum, razem zdawaliśmy maturę, razem żeglowaliśmy. Potem nasze drogi się rozeszły. Po latach, gdy wybudowałem swój dom na "głowie" Gdyni, czyli na morenowym wzgórzu nad Orłowem, Leszek był jednym z pierwszych moich gości. Przyszedł, wypił i powiedział, że chodzą mu po głowie pewne nuty. Na moją prośbę wziął gitarę i zagrał. Zrobiło się późno. Asieńka dorobiła nam jeszcze kanapek i poszła spać, a mnie w miarę ubywania w butelce trunku, przybywało słów do Leszkowych nut i tak w końcu powstała piosenka - "Gdynia nocą".

gdynia-we-mgle

          Czasami, gdyśmy potem z Leszkiem wypuszczali się w jakiś przyjemny rejs, po kolacji przypominaliśmy sobie o tej piosence i czas robił się nam sympatycznym towarzyszem żeglarskiego wieczoru.
          Wiosną tego roku ze Zbyszkiem Szukalskim zastanawiałem się nad repertuarem, który miał być nagrywany na pierwszą płytę Wolnego Przedziału. Odkryłem oczywisty fakt, z którego wcześniej jakoś nie zdawałem sobie sprawy, że wszyscy obecnie jesteśmy z Gdyni. Nie z Sopotu, który uwielbiam, nie z Gdańska, który kocham, ale właśnie z Gdyni, która jest teraz moim miejscem na ziemi, a to przypomniało mi o istnieniu gdyńskiej piosenki. Zbyszek zaakceptował pomysł , ale ja za nic nie mogłem sobie przypomnieć, jak to leciało... Na szczęście Leszek pamiętał.

wolny-przedzial

          Wczoraj wieczorem dostałem piosenkę już po masteringu i za zgodą producenta spieszę się podzielić nią z przyjaciółmi. Mam nadzieję, że "Gdynia nocą", którą w piosence swoim głosem opisują Ania Judycka i Arleta Rusiecka, też się Wam spodoba. Miłego słuchania.

16 paĽdziernika, 2011

Iza

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:50

Swoją pierwszą łódź, trochę większą od kajaka, mój ojciec ochrzcił imieniem Iza. W letnie niedziele pływaliśmy (strzałka na zdjęciu pokazuje moją trzyletnią głowę) Izą po Wiśle, a w czasie wakacji ruszaliśmy kanałami i rzekami na jezioro Ruda Woda i Jeziorak.

ja-na-dziobie-naszej-pierwszej-lodzi-iza

Często to wspominam, a nawet opisuję w swojej, trochę prawdziwej, a trochę nie, wciąż nieskończonej opowieści "Widłąg". Październik, niedziela dzisiaj. Kurz powyborczych emocji już opadł. Zrobiło się nawet trochę nudno, choć za horyzontem grzmi i dudni burza kryzysu. Strajki, demonstracje, zadymy uliczne, awantury... Czyżby znowu nadszedł czas rewolucji? Czyżby historia, która kołem się toczy znowu zakończyła jakiś swój cykl? Naszło mnie przy tej okazji wspomnienie. Co roku, w październiku, wraz ojcem wyciągaliśmy z wody naszą Izę i chowaliśmy ją na brzegu pod dach szopy. Zostawialiśmy ją na Przeróbce - dzielnicy Gdańska, a sami na zimę wracaliśmy do Wrzeszcza, by przez kilka kolejnych miesięcy móc marzyć o następnym lecie. Dla nas w październiku, wraz z końcem żeglarskiego sezonu zamykał się cykl rocznego przeżycia życia. Nie Święta Wielkanocne, Bożego Narodzenia, nie urodziny, imieniny, czy Nowy Rok, ale ostatnie po sezonie zrzucenie z masztu Izy żagli było przełomem, końcem cyklu i rocznego etapu naszej historii. Rosłem, a wraz ze mną rosły rodzinne wymagania i marzenia. Historia co roku się powtarzała. Iza szybko okazała się łódką zbyt małą, jak na nasze potrzeby, więc po Izie był As, a po Asie Poli. Z roku na rok było coraz wygodniej. Pierwsze pałatki zastąpiły namioty, a kocherki, butle z gazem. O gotowaniu na ognisku, rozpalanym między cegłami, zapomnieliśmy dość  szybko.

gotowanie-na-jezioraku

Ognisko z czasem zapalało się już tylko dla wakacyjnej atrakcji, ogrzania wieczornego chłodu i snucia opowieści. Mama opowiadała o swoim biednym, choć szczęśliwym dzieciństwie na wsi, ojciec najczęściej wspominał wojnę. Miał czternaście lat, gdy Niemcy wysłali go do obozu pracy. Rozumiał już, że wojna to zabijanie, niszczenie i sterta nieszczęścia, z którą nie wiadomo, co potem zrobić.

oboz-pracy

Dzisiaj nie ma Izy, ani żadnego z tamtych jachtów. Mało kto dobija do bindugi po to, by rozbić namiot i rozpalić ognisko między cegłami. Nie ma tamtych czasów, ale wciąż jest Wisła, Ruda Woda i jest Jeziorak...

jeziorak

I jest październik - nazwany czas, którego historia kołem się toczy. Jest niedziela, a ja się zastanawiam, czy każde pokolenie musi mieć swoją wojnę, swoją martyrologię, swoich zabitych bohaterów i stertę nieszczęść? Czy historia nie mogłaby się po prostu toczyć tak, by wiosną żagle na maszt Izy stawiać, a jesienią zrzucać? Czy nie ma takiego mądrego, który by wymyślił, by tak było? Głupio pytam. Nie ma.

11 paĽdziernika, 2011

Składzik wad

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:03

          Zupełnie jesiennie zrobiło się na dworze. Co chwilę pada, zimno, żal nos na deszcz wystawiać, żal głowę na nieprzyjemnym wietrze suszyć. Jakiś czas temu w taką pogodę napisałem tekst o jesiennej nadtroskliwości, która może zakłócić szczęście w rodzinie. Rzecz powstała, gdy pisałem cykl tekstów dla Ady Biedrzyńskiej, ale jakoś się potem rzecz ta zawieruszyła, by teraz, po latach się odnaleźć. Niedawno Zbyszek Szukalski zrobił do tego tekstu muzykę i jest piosenka na dzisiejszą pogodę, jak znalazł. Nim zaczniesz Drogi Czytelniku brnąć przez mój wpis dalej, posłuchaj, oczywiście z przymrużeniem oka, jesiennej piosenki, którą śpiewa Ania Judycka z zespołu Wolny Przedział, radząc każdemu -  "Sweter włóż". W niedzielę niebo się nad Polską rozchmurzyło i...

rozchmurzylo-sie

...moje życzenia się spełniły. Wilk się nasycił i owca jest cała. Platforma wygrała, a Ruch Palikota jest w Sejmie.
Prócz babci, cała rodzina głosowała za takim właśnie rozwiązaniem. Wbrew temu, przed czym ostrzegali mnie przyjaciele, Platforma niewiele traciła na Palikocie. Traciło przede wszystkim nijakie od dawna SLD i ja to przewidywałem, kłócąc się z Markiem Prusakowskim, Darkiem Dziadkiewiczem, a nawet ze Szczepanem Szotyńskim. Choć ci wszyscy znakomici ludzie zasiali w mym poczuciu rzeczywistości nieco zwątpienia, teraz wiem, że się nie myliłem. Cieszę się więc, że nasz parlament powiększył się o tych, którzy nie boją się innych ludzi, nie boją się wyzwań na przyszłość, nie boją się nowoczesności i chcą żyć w społeczeństwie otwartym na nowe. Miło, że w Sejmie zasiądą także ci, co nie drżą przed polskim kołtuństwem, kibolstwem, bandytyzmem i demonami, którymi straszy Polaków coraz bardziej żałosna hierarchia Kościoła w Polsce. Jednocześnie nie martwi mnie to, że rząd zostanie w rękach Platformy, która, jak dotąd dość spokojnie i bezpiecznie przeprowadza Polskę przez kryzysy, powodzie, trąby powietrzne i inne nieszczęścia, a jednocześnie udanie pomaga poszkodowanym, choć zawsze znajdzie się jakiś Paprykarz z tupetem, któremu nie dogodzi nikt. Uważam, że teraz, gdy za zakrętem czai się ponoć jeszcze większa gospodarcza burza, niż ta z jaką mieliśmy do czynienia do tej pory, głos magistra filozofii i biznesmena w jednym, czyli głos Palikota przyda się Tuskowi tak, jak jeszcze nigdy dotąd nic mu się nie przydało.

janusz-palikot-w-tv

          Przy tej jesiennej pogodzie prawdziwie wiosennie cieszy mnie też kolejna przegrana PiSu. Jad Macierewicza, Hoffmana, Ziobry i Kempy jest może kolorowy i fajerwerkowy, ale niefajny i wkurza. Znam takich, którzy słuchając w telewizji pisowskich wywodów zwyczajnie się boją.

eskulapy-w-godowym-tancu

          Ciekawe, co PiS jeszcze musi przegrać, by sobie i swoim wiernym powiedzieć w końcu - błądzimy.

rozbior

          Myślę, że groteska i śmieszność, w jaką PiS coraz bardziej się zanurza, spowodują kiedyś, że wierny pisowski lud się ocknie i krzyknie: - O rany!!! Nasz składzik wad już całkiem jest do dupy!? I to będzie koniec PiSu.

PS. Jest 12 października 2011 roku, godz 12,22 - pochmurnie, ale czasem słonecznie, a przed moim domem, jak i na całej ulicy, pali się latarnia.

latarnia

Oczywiście skutek tego poczuję niedługo, gdy przyślą kolejny rachunek i komunikat o podwyżce. Ojcem i matką tych latarni jest Koncern Energetyczny Energa S.A. - Oddzial Zaklad Energetyczny Gdansk - Zakład Gdynia. Prosimy nie składać gratulacji!!! 

25 września, 2011

Jadą ludzie na wybory

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:47

          Kampania wyborcza w toku nie tylko w mediach i życiu publicznym, ale też w moim, osobistym byciu w codzienności i Codziennościach. Moje poglądy polityczne są mało skomplikowane. Racje zawsze przyznawałem tym, którzy wydawali mi się ludźmi dość przyzwoitymi, rozsądnymi i zrównoważonymi. Na takich w kolejnych wyborach oddawałem swój głos, a czas pokazywał, że się na ogół nie myliłem. Gdy głosowałem na PO, to dzisiaj spokojnie patrzę wstecz na swój wybór. Nie sądzę, by inna formacja nie straciła głowy w tak trudnych latach, jakie za sobą w rządzeniu ma Tusk. Dookoła kryzys za kryzysem, powodzie, trąby powietrzne, niechęć sporej części społeczeństwa, w tym Kościoła, a mimo to Polska wygląda na stabilną i zadbaną. Wydawałoby się, że w związku z powyższym nie będę miał żadnych problemów przy urnie, a jednak...
          Donaldowi Tuskowi i jego przybocznym wciąż pamiętam akcję niepopierania (poprzez popieranie) w wyborach samorządowych Jacka Karnowskiego, przeciwko Wojtkowi Fułkowi. To nie była czysta gra. W tym posunięciu premier złamał zasady, które sam wcześniej ogłaszał. Mąż stanu, jakim niewątpliwie jest Donald Tusk, tak głupio bawić się nie powinien. Jak dzisiaj widać Fułek byłby równie dobrym, jak nie lepszym prezydentem miasta, a słowo premiera nie straciłoby w Sopocie na wartości. Po tamtym doświadczeniu obiecałem sobie, że na PO w najbliższych wyborach nie zagłosuję i teraz mam dylemat, bo rozsądek podpowiada jedno, a zasady drugie. Pójdę więc za głosem serca i choć to ryzykowna decyzja, zagłosuję tak, by wilk był syty i owca cała. Swój głos oddam na partię Janusza Palikota.

janusz-palikot-fot-paulina-matysiak-wppl

fot. Paulina Matysiak/wp.pl

          Dlaczego? Ano dlatego, że choć nie wiem, kto się do jego partii zapisał, to jednak on sam gwarantuje, że mimo hucpiarskiej natury, będzie w Sejmie głosem rozsądku. Lubię go za to, że nazywa rzeczy po imieniu i za to, że najpierw się dorobił, a potem pchał do władzy, a nie odwrotnie. Przekonuje mnie do Palikota też fakt, że jest właścicielem wydawnictwa, które od lat prowadzi nasz dobry znajomy, prof. Stanisław Rosiek - "Słowo/obraz terytoria". O ile wiem, jest to jedna z najambitniejszych i cenionych oficyn wydawniczych w Polsce. Jeżeli więc Palikot potrafi otaczać się takimi ludźmi jak Stasiu Rosiek, to o jakość ewentualnych Palikota decyzji publicznych jestem najzupełniej spokojny.
          Prócz wyborów, a i w związku z nimi, dzieje się coś jeszcze... Jakiś czas temu Ziemowit Kosmowski wraz z Muńkiem Staszczykiem wyśpiewali przebój "Taniec weselny".



Dwa dni temu Andrzej Donarski (Mr. Zoob, MISTER z U.B.)...

andrzej-donarski

przysłał mi piosenkę, którą w nowym - jak to się ostatnio beznadziejnie mówi - projekcie też zaśpiewał wspólnie ze wspomnianym Ziemowitem. Piosenka jest wyborna, a właściwie wyborowa, bo o aktualiach traktuje. I choć ten utwór idzie pod prąd mojemu myśleniu, to chętnie żywiołu tego kawałka wysłuchuję. Nogi same przytupują. Od wczoraj "Jadą ludzie..." puszcza polonijne Wietrzne Radio w Chicago, a od teraz jest też u mnie. Radujcie się więc weselcie i tańczcie, bo grunt to to, że mamy wybór.



PS. Właśnie powstała strona nowego pomysłu Andrzeja i Ziemowita: www.zetpanowie.com Zapraszam w imieniu artystów.

11 września, 2011

Dwa razy dwa...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:07

Gdy jedyny syn znajduje sobie partnerkę na całe życie i ślubuje jej miłość, to szczęście w rodzinie jest, jak... dwa razy dwa = cztery.

kasia-i-radek

Ileż to ja dni i nocy, często z marnym skutkiem, łamałem sobie głowę nad pytaniem - co zrobić, by choć czasami najbliższych uszczęśliwić, a tu w jeden dzień okazało się, że wystarczy jedna Kasia, by życie stało się proste i wszyscy byli wniebowzięci. Jeden plus jeden...

kasia-i-radek-w-kosciele

Trzeciego września, po ślubie w kościele, odbyło się wesele. Kasia i Radek na pierwszą piosenkę, przy której zatańczyli swój pierwszy, małżeński taniec wybrali...

pierwszy-taniec

"Sen na pogodne dni". Piosenkę tę zaśpiewała im pierwsza wykonawczyni tego utworu - Beata Bartelik.

beata-bartelik

Nie powiem, bym jako autor, a nie tylko ojciec i teść, nie był z tego zadowolony. Asia, na takie "drobiazgi", jak to - czyja to piosenka, nie zwracała uwagi, gdyż jej szczęście z powodu zostania teściową fruwało w innych, bardziej realnych przestrzeniach. Jak widać. było równie emocjonalne.

asia-i-waldek

Na zadowolonych wyglądali również teściowie mojego syna - Krysia i Mirek. Im dodawanie i mnożenie też chyba dawało szczęśliwe wyniki, bo od początku bawili się świetnie.

krysia-i-mirek

Gdy różnym weselnym zwyczajom stało się zadość, rozpoczęło się prawdziwe szaleństwo.

szalone-wesele

Od początku wesela wszyscy znakomicie się bawili. Tańczyli... aż im buty spadały.

wesele-3

I starsi...

 wesele-1

i młodsi z obu rodzin, przyjaciele i znajomi, co rusz wznosili toasty i sekundowali zabawie.

wesele-2

Tańcom, hulankom i swawolom nie było końca. Gdy już muzyczna fantazja podpowiadała rytmy z najodleglejszych krańców świata, nie mogło zabraknąć "Greka Zorby".

taniec-grecki

Choć wesele skończyło się nad ranem, to tak naprawdę trwało cały tydzień, bo dopiero dzisiaj odjechali ostatni goście. Warto jednak było dodawać i mnożyć, choćby tylko po to, by zobaczyć na twarzy swojego syna taki uśmiech:

usmiech-szczescia

Patrzyłem na szczęśliwego Radka i znowu zdałem sobie sprawę, że na nic teorie wszystkich filozofów, na nic wiara wszystkich religii, na nic recepty na szczęście wszystkich mędrców, gdy w człowieku nie ma miejsca na miłość. Gdy jest, to dwa razy dwa musi być... co najmniej cztery. PS Wszystkim przyjaciołom, którzy nadesłali i nadal nadsyłają gratulacje i życzenia w imieniu Młodej Pary i nas - rodziców i teściów - serdecznie dziękuję. PS2 Wszystkie fotografie, jakimi posłużyłem się w niniejszym wpisie są autorstwa Bożenki - żony Pawła Podżorskiego, który jest przyjacielem mojego syna. Dzięki Bożenko.

28 sierpnia, 2011

Dla kurażu

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:22

          Może to przez ostatnie strajki kolejarzy, a może przez to, że za tydzień mój syn się żeni, a może z zupełnie innych, tajemnych i niezrozumiałych teraz przyczyn przypomniał mi się dzisiaj mój pradziadek.

weronika-i-jan-chylinscy-z-dziecmi

          Pradziadek miał na imię Jan. Po nim właśnie mój syn Radek na drugie też ma Jan. Prababcia nosiła przepiękne imię Weronika i choć nie była kobietą zbyt mocarną, urodziła Janowi pięcioro dzieci, w tym pierworodnego Leona, mojego dziadka, którego na powyższym zdjęciu nie ma. Jan do Polski przyjechał z Niemiec po pierwszej wojnie światowej i osiedlił się w Nakle nad Notecią. Był kolejarzem, kierownikiem pociągów, które kursowały między Polską a Trzecią Rzeszą. O pradziadku wiem tyle, ile zapamiętał mój ojciec.
Dziadek Jan był osobą niezwykle pedantyczną, systematyczną, zorganizowaną i punktualną. Gdy ktoś w rozmowie rzucał, że przed wojną zegarki można było regulować według ruchu pociągów, to memu ojcu nieodmiennie przypominał się dziadek Jan, który w długim, czarnym, kolejarskim płaszczu, zawsze o tej samej porze szedł do pracy na nakielski dworzec brukowaną, aż do mostu przy cukrowni, ulicą Dworcową. Dziadek dla mego ojca był postacią nieskazitelną, godną najwyższego szacunku i poważania. Jedyną słabością Jana, jaką mój ojciec znał, była chwila, gdy po służbie odwiedzał bar, który mieścił się naprzeciwko dworca i gdzie przy ciężkiej, dębowej ladzie zamawiał setkę wódki - dla kurażu przed powrotem do domu. Jak się domyślam patrząc na zdjęcie, życie z moją prababcią Weroniką wymagało od solidnego kolejarza Jana jednak pewnej odwagi.

naklo-nad-notecia-dworzec-miejsce-pracy-mojego-pradziadka

(dworzec to ten drugi budynek w głębi)
          Ponoć Jan nie był człowiekiem zbyt otwartym i wylewnym. Z tego, co zapamiętał mój ojciec, jego dziadek był osobą raczej chłodną i nieprzystępną. Pogłaskanie przez dziadka wnuka po głowie ojciec mój odbierał jako wyraz wielkich rodzinnych więzów i najwyższej, dziadczynej - lub jak kto woli - dziadowskiej czułości.
Nie inaczej i ja, będąc małym dzieckiem, odbierałem gesty mojego dziadka Leona. Radek, niestety, nie miał zbyt wielu okazji sprawdzać temperatury uczuć swojego dziadka, gdyż ten odszedł z tego łez padołu, gdy Radek miał cztery lata. Teraz w rodzinie ślub... Radek już przed miesiącem w Ustce pewne sprawy ostro ćwiczył...
Może niedługo skład naszego pokoleniowego pociągu, powiększony o nowe wagony, ruszy dalej?

 radek-w-ustce1

fot.Kasia

          Za to PKP, jak tak dalej pójdzie - nie ruszy. Słyszałem, że przed drugą wojną światową z Gdańska do Warszawy jechało się około czterech godzin, a może i mniej. A dzisiaj? Od dawna nie korzystam z usług kolei, ale przy okazji ostatnich strajków kolejarzy dowiedziałem się, że teraz tę samą trasę pokonuje się w godzin osiem. Jedni mówią, że to wina rozwalających się torów, inni, że modernizacji sieci, a jeszcze inni, że burdelu, jaki panuje na kolei. Kolejarze nie czują się ani klientami, ani pracownikami tego burdelu, ale domagają się pieszczot i podniet w postaci podwyżek. Osobiście wolałbym, żeby kolejarze, wzorem mojego pradziadka byli bardziej zamknięci w sobie, zorganizowani, pedantyczni i punktualni, a nikomu nie przyszłoby do głowy na widok pociągu zegarek wyrzucać na śmietnik. Może wtedy, zamiast strajkować, mogliby wstąpić po służbie do baru i przy setce wódki, pitej dla kurażu (albo jak kto woli - dla dodania sobie odwagi; ewentualnie - na odwagę), nie musieliby się obawiać własnych żon, a ich dworce nie wyglądałyby tak, jak ten dzisiaj w Nakle nad Notecią...

budynek-dworca-w-nakle-nad-notecia-dzisiaj

gdzie tylko niebo nie straciło nic ze swej urody.

20 sierpnia, 2011

Brak zmian

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:58

W poprzednim wpisie ucieszyłem się, że lato wraca. Niestety, ta nadzieja na zmianę była złudna, bo żadna zmiana nie nastąpiła i nad Gdynią znowu zawisły chmury.

chmury-nad-gdynia

Mimo że pogoda nie sprzyjała, wybrałem się w ubiegłym tygodniu do Łeby, miejscowości latem turystycznej.

leba

Ostatni raz byłem w Łebie w 1985 roku latem, gdy z zespołem grałem tam koncert. O ile dobrze pamiętam, to pogoda była identyczna, straganów z różnym badziewiem było tyle samo, a wczasowicze byli wtedy równie znudzeni. I jak wtedy smętnych min nie rozweselało wesołe miasteczko.

wesole-miasteczko-w-lebie

Jedyna zmiana, jaką zauważyłem, to była zmiana nazwy zespołu na plakatach. W sierpniu w Łebie wystąpić ma Kabaret Moralnego Niepokoju. Ale ja do Łeby zajechałem z innego powodu. Na swój koncert zaprosił mnie Sławek Łosowski - założyciel zespołu Kombi. Sławka poznałem będąc uczniem szkoły średniej. Był wtedy liderem zespołu Blues Band Akcenty.

blues-band-akcenty

Nasza znajomość była na tyle mocno zadzierzgnięta, że na moją prośbę w 1973 roku Akcenty zagrały koncert na mojej studniówce w Conradinum. W trzy lata później do grania w zespole, którego nazwa zmieni się na Kombi, Sławek Łosowski zaprosi Grzesia Skawińskiego, Waldka Tkaczyka i Jasia Plutę. Plutę na perkusji zmieni potem Jurek Piotrowski.

kombi-i-wojtek-korzeniewski

Tak zacznie się wielka kariera piosenki "Słodkiego miłego życia" i wielu innych, przebojowych utworów, stemplowanych marką Sławka. W 1992 roku zespół praktycznie przestanie istnieć. Grzegorz z Waldkiem spróbują sił w Skawalker, a od 1994 roku wraz z Agnieszka Chylińską w O.N.A. W 2003 roku Grześ Skawiński wróci do korzeni i zacznie znowu grać stare przeboje. Swój nowy (?) zespół nazwie Kombii. To drugie "i" na końcu ma wyrażać zmiany, a generalną zmianą będzie zapomnienie o Sławku, ojcu największych sukcesów zespołu Kombi, którego repertuar nowa formacja zaanektowała. Cóż, czasem tak się zdarza, choć nie powinno. Znam jednak takie rozwiązania skądinąd. Ech... Kilka dni temu miałem okazję znowu spotkać się ze Sławkiem...

slawek-losowski-i-waldek-chylinski

i jego muzyką. Koncert w Łebie zrobił na mnie duże wrażenie. Łosowski, który gra z synem Tomkiem (perkusja), jest w znakomitej formie. Słuchałem muzyki Łosowskiego z prawdziwą, niczym nie zmącona przyjemnością. Nie przeszkadzało mi nawet to, że wokalista w tych najważniejszych, Sławkowych przebojach do złudzenia przypomina Skawińskiego, śpiewając z Grześka manierą.

koncert-slosowskiego-fot-w-chylinski

Dzięki Sławkowi przeżyłem piękny wieczór, podczas którego jedyny raz tego dnia, słuchając po raz "tysięczny" piosenki "Słodkiego miłego życia", łudziłem się i cieszyłem brakiem zmian.

13 sierpnia, 2011

Lato lata

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:27

Nieletnie jakieś to lato. Na palcach ręki policzyć można dni, gdy lato tego lata było dojrzałe. Codziennie wieczorem z Asią patrzymy w niebo wypatrując choćby maleńkich oznak, że lato jeszcze wróci. Najczęściej nad naszym oknem wiszą chmury, ale zdarza się, że rozpalony zachód słońca rozpala także nasze nadzieje.

po-zachodzie-slonca

Cóż z tego, że zasypiamy pogodnie, jak budzimy się pochmurnie. Dzień deszczowy, wieczór chłodny, aż chciałoby się napalić w kominku, lecz to sierpień przecież - lato. No, wstyd po prostu. Ale o kominku już pomyśleliśmy...

drzewo-na-zime

Póki co, napisałem kilka nowych tekstów, dumam nad scenariuszem pewnego filmu, ogarniam sprawy rodzinne, cieszę się na nieodległy ślub Radka z Kasią i przez okno w dachu...

okno-na-lato-2

...czasem widzę, jak po chmurach lato lata, a do nas nie przylata. Nie będzie już lata tego lata? PS - dopisane 14 sierpnia 2011r. Chyba ktoś tam na górze również czyta mój blog, bo dzisiaj w Gdyni, przed godziną pogoda zrobiła się prawdziwie letnia. Mam "chody" w niebie. Lato wróciło!

07 sierpnia, 2011

Jutro popłyniemy...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:56

Jest taka sympatyczna piosenka do tekstu Gałczyńskiego, która zaczyna się od słów: Jutro popłyniemy daleko, jeszcze dalej niż te obłoki. Pokłonimy się nowym brzegom, odkryjemy nowe zatoki. Podśpiewywałem ją dzisiaj pod nosem podczas spaceru, jaki z Asią zafundowaliśmy sobie w południe. Odwiedziliśmy basen jachtowy w Gdyni, skąd nie raz i nie dwa miałem okazję wychodzić w morze i płynąć z przyjaciółmi "...jeszcze dalej niż te obłoki...".

asia

Dzisiaj chciałem zobaczyć, jak idą roboty przy wschodniej kei, a gapiąc się w niebieską dal, namarzyć do syta na jakiś czas. Roboty mają się dobrze, a z marzeniami... - sami zobaczcie.

wiatr-i-woda-gdynia-2011-030

Z marzeniami trudno było sobie poradzić przy takiej obfitości luksusu, jaki stoi w Gdyni.

wiatr-i-woda-gdynia-2011-007

 Oglądałem od dziobu, od burty i od rufy.

wiatr-i-woda-gdynia-2011-008

Aż się chciało zamustrować i chociaż chwilkę poczuć się, jak... No właśnie - jak?

wiatr-i-woda-gdynia-2011-011

Kiedyś byłem żeglarskim fanatykiem, ale z wiekiem trochę mi to przechodzi...

wiatr-i-woda-gdynia-2011-012

Robię się coraz bardziej tolerancyjny i coraz bardziej wygodny. Oczywiście nic mi nie zastąpi wiatru w żaglach i nie ma nic bardziej przykrego, jak ryk potężnego silnika na wodzie, to jednak czasami chciałoby się usłyszeć "... morza szum, wiatru śpiew..." z pokładu takiego jachtu

wiatr-i-woda-gdynia-2011-013

... i zobaczyć oddalający się brzeg powabnej Gdyni...

jeszcze-dalej-niz

... by przed sobą poczuć smak przygody i... wygody. Marzenia są za darmo, a życie wciąż jeszcze pełne jest niespodzianek, więc może jutro "...odkryjemy nowe zatoki..." PS Dla prowadzonej przez Teresę Drozdę "Strefy Piosenki" napisałem w ubiegłym tygodniu coś o wirusie w Wolnym Przedziale Kto ciekaw, zapraszam.

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY