30 maja, 2007

Bajkowy

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:51

Lucyna Legut*, która w codziennym życiu i w tych "zapiskach" (zob. "Dama z Pawiem" - 27.01.07r., "Walentynkowy Legutek" - 14.02,07r., "Jajcarskie serdeczności" - 6.04.07r.)zachwyca mnie niezmiennie, tym razem przeszła samą siebie. Zatkało nas, gdy otrzymaliśmy, Asia i ja, od ukochanej Luchy kolejny (który to już?) prezent. Prezent, jak to się już raz zdarzyło, był nie tylko dla nas, ale i o nas. Dostaliśmy go chyba na "Dzień Dziecka". Kolejne "Legutkowe Cudeńko" czyni z nas postacie niezwykłe i malownicze, wręcz bajkowe. Nasza próżność, tak obdarowana, zawyła z zachwytu i oto przedstawiamy - "Tajemnice Żabianki"**. Dzisiejszego "Legutka" dedykujemy wszystkim, którzy chcą być, mimo wszystko, dziećmi.

Lucyna Legut

Tajemnice Żabianki

Tajemnice Żabianki są ogromne / Muszę spisać je szybko / Bo zapomnę / Jest Apteka z ziołami  / Piekarnia z bułkami / Babcia, która dziarga czapeczki / Przy czapeczkach wstążeczki / Babcia siedzi na murku / Zajada krem z rurką / Obok babci kwiaciarki zawiane / Bliżej mi nieznane / Jest złotnik / Można kupić u niego broszkę / Złoty ząb / Może nawet kilka plomb / Ale najważniejszy / Jest sklep papierniczy / Dla mnie tylko ten sklep się liczy

Króluje tam Pani Asia i Pan Waldek / Bajkowe postacie /Obawiam się, / Że żadnego bajkowego rymu / Dla nich nie znajdę.  / Przy Asi bajka o pięknej królewnie / Po prostu blednie

A przy Waldku - mężu Asi / Nawet barszcz czerwony blednie / I ze wstydu się kwasi / Nikt nie jest tak bajkowy / Aż do zawrotu głowy! / W sklepie jest ślicznie! / Jest kolorowo! / Na torebkach kwitną kwiaty / Pluszowy miś kiwa głową / Kredki barwnymi szpicami / Ruszają do ataku / Na sznurkach fruwają / Gromady papierowych ptaków / Długopisy plamią Asi paluszki / Przysiadaą… na oknie motyle I z bibułki muszki / Na zapleczu szumi drukarka / I sarka / Że się jej nie chce bez przerwy drukować /  Praca męczy, a ona / Chce młodość i urodę zachować / Przed sklepem żywe kwiaty / Pani Asia z kwiatami / Jest po imieniu, na Ty / Bo Asia od lat  / Jest jak cudny / Zaczarowany kwiat

Waldek ukradkiem stroi gitarę / Będzie grał piosenki nowe / Ale także te stare / Czasem w południe / Wpadnie do sklepu Lucha / Chodzi po sklepie Papierniczych bajek słucha / Tam nawet gumka do mazania / Ma o życiu swoje zdanie / A życie jest diablo ciekawe / Trzeba tylko uważnie się wsłuchać  / Nie lekceważyć spinaczy, /  Kopert i dziecinnych zabawek / Od nich dowiedzieć da się Jak Waldek kocha Asię / Kupił jej stół bardzo zabytkowy / Cztery krzesła I fotel niemal nowy / I wazę z chińskiej porcelany I kilka przedmiotów mi niezapoznanych / Kupił by jej nawet raj / Bo Asia jest naj! Naj! Naj! /Najbardziej kochana / Nawet z rana / Gdy człowiek dla człowieka jest wilkiem / Waldek jest wilkiem Tylko chwilkę / Zaraz się rozpromienia / Choćby spod stóp / Usuwała się ziemia / Siada z Asią w pojazd kosmiczny / Pędzą pojazdem do sklepu / A sklep jest śliczny / O tym już mówiłam / Na bajki początku / Powtórzyłam / By nie tracić wątku / Ja tu mówię i mówię I nie widać końca / A tu już dawno / Po zachodzie słońca / Sklep zamknięty / Noc za pasem... / Zajrzyjcie do sklepu Asi i Waldka / Czasem / Zobaczycie sami / Jak miło jest żyć z czarami

Kilka słów, cztery rysunki, a wzruszenie ogromne. "Legutki" mają zbawienną moc odmładzania nas w nas samych. Dobry Panie Boże, serdeczne dzięki Ci za Lucynę Legut.

Dla niewtajemniczonych:

* Lucyna Legut jest aktorką, malarką i pisarka. Ma 81 lat, znakomite poczucie humoru, urodę, zdrowie i komputer. Znajomość z Lucyną Legut to zaszczyt.

** Żabianka jest częścią Oliwy, dzielnicy Gdańska

24 maja, 2007

Płot

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:57
Był taki czas w moim zyciu, że wraz z żoną postanowiliśmy wybudować dom. To było bardzo dawno temu, a my ten dom (chociaż w nim od lat mieszkamy) wciąż budujemy. Pewnie tej budowy nigdy nie skończymy, bo jak już wszystko będzie wyglądało "jako tako", to przyjdzie czas na remont. Właściwie, to już ten czas przyszedł, choć budowa nieskończona. Wczoraj przeczytałem w gazecie, że według sondażu przeprowadzonego w Trójmieście, większość kobiet za uciułane pieniądze chciałaby pojechać na wakacje, a większość mężczyzn, za te same pieniądze chciałoby zrobić remont. Z tego wysnułem wniosek, że jesteśmy z Asia jeszcze normalni, bo Ona chce jechać, a ja budować i remontować. Dzisiaj Aśki mają imieniny ( Wszystkiego Najlepszego) i moja Aśka też. Na imieniny mojej żonie postanowiłem podarować płot i porządek w obejściu. Nasz dom (fragment), to ten z prawej. Zamówiłem brygadę i maszyny. Od poniedziałku roboty ruszyły. Myślę, że żona się ucieszy, jak roboty się skończą. Wtedy doceni moją determinację, moje poświęcenie i niezwykłość tego prezentu. Na razie, dość oszczędnie mówi, że się cieszy. Nie cieszy się tylko sąsiad, któremu od dawna przeszkadzamy samym faktem sąsiedztwa. To jednak osobna historia. Płot, na wszelki wypadek, stawiam solidny. Jest nadzieja, że brygada sprawi się szybko, Asia prezentem się ucieszy, sąsiadowi przestanie odbijać, lub zacznie odbijać się od płotu, a mnie starczy jeszcze środków, by żonie zafundować choć parę wymarzonych dni w górach. Jest nadzieja...
20 maja, 2007

Jeszcze się tyle stanie...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:24
Wczorajszy wieczór przyszło mi spędzić sentymentalnie w gronie ludzi, z którymi  onegdaj swój młodzieńczy czas przetwarzałem na doświadczenie. Okazja nadarzyła się taka, że studenckie radio SAR (Studencka Agencja Radiowa) obchodziło swoje pięćdziesięciolecie. A kogóż tam nie było...  Prócz Ojców Założycieli radia SAR i całej rzeszy tych "co pałęczkę przejęli", a także jednej znajomej, która nie poznawała nikogo, byli artyści, którzy dzięki SARowi, po raz pierwszy mogli kiedyś posłuchać samych siebie. Była więc Alicja Puchalska, był Stasiu Wawrykiewicz, który pięknie zaśpiewał o koniu, którego trzeba wstrzymywać, był Jarek Burakowski śpiewający o złoczyńcach, był Adam Drąg, który po wielu latach milczenia, powtórzył, że "rzeki to idące drogi", był Leszek Makowiecki z "Babsztylem", był  Sławek Wierzcholski z "Nocną Zmianą Bluesa", był Marek Prusakowski, który błagał żonę, tekstem Zembatego, by go nie opuszczała i był Grzgorz Marchowski, a także byłem ja - artysta skończony, jak ostatnio o sobie mówię, i był... Jacek Kleyff Dopiero wczoraj dowiedziałem się, że Jacek, człowiek z Warszawy, człowiek legenda, leader sławnego "Salonu NiezaleĹźnych", a obecnie kapeli "Na Zdrowie", we wczesnych latach siedemdziesiątych nagrywał dla naszego Jubilata,czyli radia SAR. Dla mnie każdy koncert Jacka to wydarzenie. Pierwszy raz słuchałem Kleffa i "Salonu Niezależnych" w 1973 r., w prawie pustym (choć wszystkie bilety zostały sprzedane!) Teatrze Wybrzeże. Później spotykaliśmy się w różnych miastach, w różnych klubach, na różnych imprezach. Pamiętam tajny koncert Jacka we wrocławskim "Pałacyku". Władzy Jacek się nie podobał, więc zakazała mu występów, by szczezł i padł z głodu, ale koledzy z SZSP nie dopuścili by artysta zmarniał i Jacek nadal koncertował, tyle, że tajnie. Wieści o jego występach rozchodziły się pocztą pantoflową, ze skutkiem takim, że dostać się na nie nie było łatwo, takim cieszyły się powodzeniem. Mnie o tajnym koncercie w "Pałacyku", w którym akurat bawiłem z występami, poinformował sam szef od kultury w Zarządzie Głównym SZSP - Zbyszek Sawicki, który później awansował do jakiegoś Urzędu Planowania Rady Ministrów, gdzie założył "Solidarność", za co w stanie wojennym wyleciał z pracy na pysk, by osiąść nad Mamrami i pasać owce. Wniosek z tego taki, że mając Jacka Kleffa za artystę, a Zbyszka Sawickiego za władzę, Polska Ludowa ostać się nie mogła i się, jak widać, nie ostała, a Jacek już całkiem legalnie może śpiewać swoje piękne piosenki ze "Źródłem" na czele, którego wczoraj wysłuchałem z niezmiennym zachwytem. Organizatorzy, wśród których brylował Piotrek Jagielski, przygotowali dla wszystkich gości prezenty w postaci koszulek z logo SARu, płyt z archiwalnymi filmami i nagraniami, a także obfity poczęstunek. Cieszyłem się ogromnie tego wieczoru ze spotkania dawno nie widzianego Adama Drąga (ten z lewej), z którym zaśpiewaliśmy sobie, wspĂónie napisaną kiedyś piosenkę, że "jeszcze się tyle stanie, jeszcze się tyle zmieni", i z którym, wraz z Grzesiem Marchowskim (ten w środku), kazałem sobie zrobić zdjęcie adam-drag-grzegorz-marchowesk-waldek-chylonski-wiosna-2007 I byłoby już całkiem dobrze, gdyby nie to, ze do klubu "Kwadratowa" przyjechałem samochodem.
02 maja, 2007

A Stefan już pojechał...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:59
W grudniu nadziwić się nie mogłem, że wiosna, a teraz nadziwć się nie mogę, że zima. Chyba tak mam, że nadziwić się nie mogę. Przedwczoraj spotkałem się, na kolacji u znajomych, z przyjacielem Stefanem Karczmarewiczem - fanem harmonijki ustnej, a przy okazji warszawskim kardiologiem i nadziwić się nie mogłem dlaczego wcześniej nie zawracałem mu głowy swoimi bolączkami. To już jednak przeszłość. Stefan udzielał mi porad przez cały wieczór i wyszło, że skoro rzuciłem palenie, to czas znowu coś rzucić. Wszystko wskazuje na to, że powinienem rzucić alkohol. Zastanawiam się nad tym bardzo, bo co to za życie jak mi już, prócz żony, nie zostanie nic do rzucenia. Nadziwić się nie moge jak artysta, a przy okazji lekarz, może udzielać takich porad. Dobrze, że już pojechał. Niedawno, gdy wiosna ciepłym wiatrem zaczęła mierzwić mi włosy na głowie, zdziwiłem się bardzo na widok zdjęcia, które z Laponii przysłała, wizytująca ten kraj, zaprzyjaźniona, przemiła i urocza Jola Iwankiewicz. Ciepłe pozdrowienia z zimnym, acz urokliwym zdjęciem wprawiły w zdziwienie moje wiosenne uczucia. I do teraz nie wiem - czy mam przez całe lato tęsknić za zimą? Wszak całą zimę tęskniłem za latem. Co robić? Cholera wie, a Stefan już pojechał. Z Olsztyna donoszą, że u nich śnieg spadł 1 maja. Co o tym myśleć. Nawet nie wiem, a Stefana już nie ma. Miło zdziwił mnie rano mail z Australii. Okazuje się, że odnaleziona "Stara Znajoma" pamięta te same wydarzenia zupełnie inaczej niż ja. Teraz nie wiem czy mam lepszą pamięć, czy sklerozę? Szkoda, że Stefan już wyjechał. I by zdziwień końca nie było, to jeszcze, przed chwilą, zaskoczył mnie telefon. Dzwonił, odjazdowy jak zawsze, Maciek Zembaty, także wizytujący, z tym , że Trójmiasto. Dzwonił od Asi Małachowskiej, naszej wspólnej przyjaciółki, i powiedział mi, że..., po czym zobowiazał do dyskrecji. Czy dzisiaj to już wszystko, czy jeszcze coś mnie zdziwi? Nie wiem, a Stefan chyba już w domu. Szkoda, że pojechał.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY