26 paĽdziernika, 2007

Bursztyn na drzewie, a pod drzewem...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:24
          Mój dom stoi na jednym ze wzgórz morenowych, które otaczają Trójmiasto. W związku z szaloną rozbudową całej trójmiejskiej aglomeracji, mój dom znalazł się prawie w samym jej centrum. Z jednej strony widzę panoramę Gdyni, z drugiej  mam Trójmiejski Park Krajobrazowy, z Sopotem za lasem, a z trzeciej obwodnicę. Z czwartej świadomość, że wciąż jestem gdańszczaninem w Gdyni. Dzięki takiemu położeniu blisko mam na plażę, do lasu, na Kaszuby i do nostalgii. Ponieważ nostalgii najbardziej sprzyja jesień - wybrałem się dzisiaj z psem na spacer do lasu. A w lesie bursztyn na drzewie.

bursztyn-na-drzewie.jpg

Przechodząc obok pustych ogródków działkowych podziwiałem ostatnie jabłka.

ostatnie-jablka.jpg

Ucieszyłem oczy słońcem w lesie.

jesien-w-gdyni-2007.jpg

Ukoiłem nerwy lasem.

pazdziernik-w-lesie-2007.jpg

Zachwyciłem się jesienią, nasyciłem, najadłem, napasłem, obżarłem...

jesien-2007-w-gdyni.jpg

I kiedy taki zadowolony wracałem do domu, na brzegu lasu,  pod drzewami rosnącymi tuż obok orłowskich posiadłości, na  taki oto widok się natknąłem:

smieci-w-orlowie.jpg

          Niebo nad głową, a pod nogami rzeczywistość. Bursztyn na drzewie, a pod drzewem śmietnik. Gospodarna Gdynia, a pod Gdynią... Szkoda.
24 paĽdziernika, 2007

Wernisaż czyli MÓC

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:08
          Życie artysty zależy od dwóch MÓC. Pierwsza móc, to móc być artystą, a druga móc, to móc z tego wyżyć. Dlatego dla artysty, prócz samego procesu tworzenia  ważny jest proces sprzedaży, tego co się stworzyło. Temu drugiemu procesowi i drugiemu MÓC służyć mają spotkania autorskie, koncerty i wernisaże. Tak jak zapowiadałem, w poniedziałek udałem się do galerii Malt w Sopocie.

elwira-galeria2.jpg

         Współzałożycielem owej galerii okazał się Piotr Bałtroczyk, który bedąc prześmiewcą olsztyńskim jest także sopocianinem - poniekąd. To on zaprosił na wernisaż  do swojego lokalu znaną olsztyńską malarkę, a jednocześnie żonę mego przyjaciela - Elwirę Iwaszczyszyn.

elwira-wernisaz-3-portret.jpg

          Ku memu zaskoczeniu wśród gości zobaczyłem Krzysztofa i Elę Kowalkowskich, o których pisałem w listopadzie 2006 roku -""Co nieco" u Eli i Krzysia". Jak się okazało o wernisażu dowiedzieli się z moich "Codzienności" i postanowili  zrobić mi niespodziankę. Nie była to jedyna niespodzianka tego wieczoru. Drugą była obecność Stefana Brzozowskiego, szefa zespołu "Czerwony Tulipan", który jak zawsze, tak i tym razem, wspierał mafię olsztyńskich artystów, towarzysząc Ewie Cichockiej - solistce "Czerwonego Tulipana". Co tu gadać - pilnował interesów.

stefan-brzozowski.jpg

Było przyjacielsko, miło i serdecznie.

elwira-mateusz-ewa-i-czysty.jpg

I miłośnie.

elwira-i-mateusz-pocalunek.jpg

          I bardzo dobrze, bo jest jeszcze trzecia MÓC, od której artysta jest uzależniony to... miłość. Widać ją na wszystkich obrazach Elwiry. Jak kto nie wierzy, to niech wpadnie do galerii Malt w Sopocie przy Monciaku 36/5 i zobaczy. Warto! Tytuł wystawy: Czerwona Rękawiczka
21 paĽdziernika, 2007

Spieprzaj Dziadu

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:48
          Uff!!! No to..., po zawodach. Jak pewnie większość, tak i ja w tym opóźnionym ogłoszeniu wyników wyborów węszyłem kolejny podstęp, kolejną zagrywkę i niegodziwość PiSu, ale skończyło się dobrze. Mam nadzieję, że wygrała normalność nad małością, dusznością, zawiścią i podłością. Myślę, że wygrała w nas ta lepsza strona, która jest odwrotnością klasy Kaczyńskiego. Jarosława Kaczyńskiego, który w ostatnim słowie postawił  mnie i wszystkich, którzy mają go za nieudacznika, w jednym szeregu z mordercą ks. Popiełuszki. Brawo. Cóż odpowiedzieć? Zostaje chyba tylko zacytować braciszka bliźniaka Pana Premiera - Spieprzaj dziadu!
20 paĽdziernika, 2007

Cisza..., a potem malarstwo Elwiry Iwaszczyszyn

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:28
          Pada, wieje i znowu pada. Zimno. Nawet nie mogę tego pokazać, bo wciąż nie działa funkcja umieszczania zdjęć na tej stronie. A nabyłem nowy aparat ( stary położyłem na dachu samochodu i odjechałem) i bardzo chciałbym się popisać, a właściwie chyba "pozdjęcić", może nawet poujmować. Administrator obiecał, że..., ale wiecie jak to jest z obietnicami. PiS, LiD, PO i inni też obiecują, wciąż obiecują i... acha, cisza wyborcza.
          Od trzech dni zajmuję się zbijaniem bąków i gorączki grypowej, a dodatkowo też tej przedwyborczej. W głowie mam mętlik i zamieszanie. W uszach szum, w nosie śluzo-spad, a w myślach widok na łąki leniwe, przez które wije się potok bzdur.
Dzięki Bogu Asia wie o co w tym wszystkim chodzi i aplikuje mi, a to lekarstwo, a to dobre słowo i jakoś się trzymam. Mam nadzieję, że do poniedziałku już będę na nogach, bo w poniedziałek idziemy na wernisaż malarski Elwiry Iwaszczyszyn.
          Elwirę poznałem na początku lat osiemdziesiątych w Olsztynie. Wróciła wtedy z Gdańska, gdzie studiowała malarstwo na ASP, u prof. Kiejstuta Bereźnickiego. Jako żona Mateusza Iwaszczyszyna ( gitarzysty z naszego zespołu ) wnosiła swoim zachowaniem do naszej paczki powiew niezwykłości i jakiejś takiej, cudownej dziwoty ubranej w szal nieodgadnionej, wznoszącej się jak mgła, kobiecości.
Kiedy ostatnio odwiedziłem w Olsztynie dom Mateusza i Elwiry przywitały mnie jak zawsze Jej obrazy. Nie jestem znawcą, a tym bardziej krytykiem sztuki, ale i bez tej wiedzy wiem, że to co Elwira maluje, i jak to robi, jest dla mnie ważne, bo sprawia, że moja dusza zaczyna tańczyć, wirować, pląsać i czuć się lepiej. Jej obrazy mówią, szepczą, dają znaki, a czasami tylko trącają lekko w ramię i już wiesz o co w życiu chodzi. I o to chodzi.
          W poniedziałek, o godz.19.00, w sopockiej galerii "Malt" przy ul. Bohaterów Monte Cassino 36/5  odbędzie się otwarcie wystawy Elwiry pt.  "Czerwona Rękawiczka". Z zaproszenia wynika, że będą wystawiane nowe dzieła Elwiry, a więc takie, których nie widziałem. Tym bardziej jestem ciekaw.  Prócz obrazów ma być na wernisażu także Ewa Cichocka ( dawniej moja koleżanka z zespołu "Kaczki...", a obecnie przyjaciółka z "Czerwonego Tulipana"), z  niezwykłym, solowym popisem. Tego też nie wolno odpuścić. No i proszę, będę miał w Sopocie poniedziałek  całkiem olsztyński, bo coś mi mówi, że i ta galeria ma dużo wspólnego z olsztyniakiem i prześmiewcą Piotrkiem Bałtroczykiem. Pójdę i sprawdzę.
Do galerii wchodzi się od Monciaka, przez bramę między "Wedlem", a knajpką " Złota Rybka". Po drodze więc można złożyć życzenia sobie i światu, które zostaną spełnione zaraz po wejściu do galerii.  Do zobaczenia
16 paĽdziernika, 2007

Emocje

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:28
I kto by pomyślał, że mnie, siwiejącego faceta, co to z rozsądkiem przy stole siadać powinien, takie ogarną emocje.  Wściekam się i  cieszę na przemian, zatrważam i wpadam w euforię, klnę i dodaję otuchy, a wszystko to czynię nie odchodząc od telewizora. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że swoje ożywienie zawdzięczam kilku facetom, których szczerze nie lubię. Czuję się jak gość, którego podnieca, budząc złe instynkty, kobieta okropna z fiołem na głowie, zezem w oczach i plugastwem w słowach. Kobieta odrażająca, która wbrew twej woli wiedzie cię do złego.  Przecież jestem tolerancyjny - mówię sobie w takich chwilach - przecież staram się być dobrze wychowany, przecież moja prawda jest subiektywna, a poczucie sprawiedliwości niekoniecznie prawe, a jednak... Za każdym razem, gdy któryś z braci przemawia do mnie, niby chorego, niby nieporadnego i ogłupiałego czuję, jak zaczyna mnie świerzbić ręka, a zawór bezpieczeństwa moich emocji wylatuje z hukiem w powietrze.  - O ty... - zaczynam wrzeszczeć do telewizora - ty...ty... I pomyśleć. W moim wieku takie emocje?
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY