30 listopada, 2007

Oklaski dla złota

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:08
          Głęboko wierzę, że każdy człowiek jest kwarcową skałą, w której kryją się żyły złota. Szczęściarzom od urodzenia te żyły wychodzą na wierzch, inni muszą się tylko trochę napocić, by je znaleźć, a jeszcze inni muszą ich szukać latami, często okupując sukces tytaniczną pracą. Pewny jestem, że każdy ma w sobie pokłady złota, potocznie zwane talentem i każdego stać na sukces. Banał? Nie! Każdy człowiek podejmujący wysiłek czyni to w określonym celu. Celem tym najczęściej jest dobre przeżycie "dzisiaj" i lepsze "jutro".  W zależności od talentu każdemu ten wysiłek przynosi inne sukcesy, ale każdy wysilający się, bez względu na ciężar i miarę posiadanego talentu, oczekuje uwagi, aprobaty, poparcia, przychylności, przyjacielskich gestów uznania, oklasków, a czasem nawet aplauzu. I każdemu się to, za wysiłek, należy.
          Jak bardzo uznanie potrzebne jest w życiu widzę codziennie, gdy chwalę Mamę za smaczny obiad, gdy mówię Asi, że świetnie wygląda albo, że bukiet kwiatów, który właśnie ułożyła jest doskonały. Jak bardzo uznanie motywuje widzę po reakcji Radka, gdy daje mu do zrozumienia, że jego synowska pomoc na naszej, nieustającej budowie jest niezastąpiona. Wspieram go, gdy biorąc na siebie odpowiedzialność, podejmuje życiowe wyzwania i klepię po plecach z uznaniem, gdy tym wyzwaniom sprosta. Jak bardzo aprobata mobilizuje nie raz widziałem u Lucyny Legut, mojej przyjaciółki, która po każdym odniesionym sukcesie, a ma ich już na koncie nieprawdopodobną ilość, natychmiast rwie się do następnej roboty. Jej wiek, osiemdziesiąt jeden lat,  w niczym nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie, potwierdza moją wiarę, że na sukces jest zawsze czas.
          Pogodną jesień, jak już wcześniej pisałem, razem z Asią spędzaliśmy w górach. Zatrzymaliśmy się w Zakopanem, w Domu Pracy Twórczej "Halama", który należy do Stowarzyszenia ZAiKS.

halama-zakopane.jpg

         Będąc w Halamie mieliśmy wyjatkowe szczęście ponieważ, wśród około dwudziestu paru znakomitych gości, naszą sąsiadką na piętrze i w jadalni, była Wislawa Szymborska. Noblistka, znana ze swej skromności i unikania rozgłosu, także w Zakopanem starała się być tak, jakoby jej wcale nie było. Gdy Asia, w podziękowaniu za wiersze podarowała Pani Wisławie mały bukiecik kwiatów z wplecionym weń pozłacanym słonikiem, także w jej oczach, oczach wielkiej poetki dostrzegłem mały błysk satysfakcji, który przebiega przez oczy wszystkich, którzy czynią wysiłek i chcą być zań nagrodzeni. Podarowany "słonik na szczęście" i nam przyniósł nagrodę, od tamtej pory, aż do naszego wyjazdu, Pani Wisława dzieliła się z nami nie tylko uśmiechem, ale też deserem. Niby drobnostka, a jaka satysfakcja.
          O tym, że oklaski czynią szczęśliwym przekonywałem się w życiu wiele razy. Brak aprobaty unieszczęśliwia i nie pozwala się wznosić ponad słabostki i wady. I choć na przychylność trzeba zasłużyć, na pochwałę zarobić, na oklaski zapracować, a na aplauz natyrać, to nie żałujmy nikomu naszej uwagi i uznania. Kto wie czy nasze, dzisiejsze małe brawka i ciepłe słówka nie pomogą komuś jutro zdobyć nagrody Nobla? Kto wie? Bądźmy hojni.
26 listopada, 2007

Obchodowo - Okolicznościowy Zespół Jubileuszowy

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:44
          Myślę, że każdego, w pewnym wieku - rzecz oczywista, nachodzi taka oto refleksja, że przyjemniej jest ,choćby co dwa lata, obchodzić imieniny, niż  co roku urodziny. Bywa jednak tak, że urodziny obchodzi instytucja, a ta, w przeciwieństwie do człowieka,  im jest starsza, tym bywa bardziej zdrowa. Tradycja zobowiązuje. Wczorajsza niedziela, to był kolejny jubileuszowy dzień. Parlament Studentów Politechniki Gdańskiej obchodził wczoraj swoje pięćdziesięciolecie. Z tej okazji mogłem znowu spotkać się ze starymi przyjaciółmi na kolejnym, wspólnym koncercie. Przyszło mi nawet do głowy, że  jeszcze jedno pięćdziesięciolecie, a założę wraz z Adamem Drągiem, Grzesiem Marchowskim, Grzesiem Bukałą, Stasiem Wawrykiewiczem i Leszkiem Makowieckim Obchodowo-Okolicznościowy Zespół Jubileuszowy.

zespol-obchodowo-okolicznosciowy.jpg

Koncert odbył się w niezwykłym miejscu -  na zadaszonym  dziedzińcu  w gmachu głównym Politechniki Gdańskiej.

dziedziniec-politechniki-3.jpg

Prócz nas, delikatnie mówiąc "klasowych" bardów pojawiło się na koncercie sporo młodzieży, a wśród nich obiecująca Asia Pilarska z zespołem:

joasia-pilarska.jpg

Adaś Drąg już w trakcie prób wieszczył, że będzie dobrze:

adam-drag-25xi2007r.jpg

I było. śpiewało  mi się świetnie, tym bardziej, że...

koncert-na-pg

... o takiej publiczności jaka przyszła na ten koncert latami można marzyć. Mnie się to marzenie właśnie wczoraj spełniło.
16 listopada, 2007

Konik jest mój

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 20:13
"... przyjaciel wiosny/uśmiech radosny/każdy powinien go mieć..."

konik-2.jpg

          W życiu nikt nie zgadnie co ma wspólnego konik na biegunach, który stoi na parapecie mojego okna z dzisiaj zaprzysiężonym nowym rządem. A ma, bo dostaliśmy go od...  E, tam..., nie powiem.
Nadziwić się nie mogę, że z tak nieokreślonej partii jaką była Platforma (coś było w tym giertychowym- ciamciaramcia) nagle zrobiła się formacja i do szabli i do rzeczy. Napatrzeć się nie mogę na Tuska,  z którego w ciągu paru dni opadła mgła niewyraźności i mamy gościa jak ta lala.  Aż się wierzyć nie chce.
          Nie głosowałem na Platformę, jedynie platformerskiego kandydata do Senatu poparliśmy niemal całą rodziną, a mimo to zwycięstwo Platformy odebraliśmy także, jako nasz sukces.  Oczywiście z PiSem nie było nam już zupełnie po drodze. Nasze drogi są proste i szerokie. Nie glosowałem na PO, a jednak dzisiaj z dużą przyjemnością przyglądałem się zaprzysiężeniu nowego rządu, któremu szczerze, dobrze życzę.  Będziemy tu mocno za tuskowych trzymać kciuki. Z zażenowaniem jednocześnie przyjmowałem wieści o braku kultury oddających władzę. PiS to formacja, która przez pomyłkę dostała zabawki od pijanego Mikołaja. Gdy Mikołaj już się pozbierał było za późno - wojna na podwórku już się zaczęła, a rozbrykane bractwo okładało łopatkami kogo się dało. Na szczęście nad Mikołajem jest ktoś jeszcze, kto postanowił przywołać tę czeredę do porządku. Teraz obrażeni stoją w kącie i na złość babci zamierzają jeszcze tej zimy odmrozić sobie uszy. Pewnie z tego kąta będą łypać w stronę mojego konika, ale nic z tego. O nie!!! Konik jest mój! Nie dam konika, niech beczą.
13 listopada, 2007

Zaczarować z byka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:05
          Zdarzyło mi się w lipcu mijającego roku wystąpić w towarzystwie kilku znakomitych wykonawców balladowych w koncercie "Dobry Wieczór Bardów", ktory odbył się na Zamku w Olsztynie. Wystąpili:

plakat.jpg

          Pogoda, jak zamówiona, sprzyjała próbom, któreśmy przed koncertem na Zamku czynili. Szło nam jak z płatka, co zapowiadało dobry koncert. Ma zamkowym dziedzińcu, po którym Kopernik...,  odbijało się echem kilkaset lat historii i trochę dźwieków z naszych gitar. Za murami Łyna opływała gwarną, olsztyńską Starówkę, na której tłumy turystów raczyły się atrakcjami sezonu. Naszą próbę kończył Andrzej Garczarek. Andrzej, to gość, o którym można powiedzieć, że z krwi i kości artystą jest niezwykłym. Nie chcę naduzywać pojęcia "legendarny", ale w tym przypadku byłoby to na miejscu. Poznałem go w jakimś klubie studenckim. Gdzie i kiedy, nie pamiętam. Pamiętam tylko, że wtedy ogromne wrażenie zrobiła na mnie ballada, którą śpiewał. Ballada z takim oto refrenem "Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał/ Wrogów poszukam sobie sam/ Dlaczego kurwa mać bez przerwy/ Poucza ktoś w co wierzyć mam".
          W tamtych czasach śpiewanie o "...tankach nad Wełtawą..." i o pomocy jaką oferowali nam bracia z NRD, o całym tam socjalistycznym zakłamaniu i smutnej paranoii, nie było rzeczą banalną i prostą. A jeszcze tak śpiewać jak Andrzej, nie było rzeczą łatwą. Potem spotykaliśmy się rzadko, gdzieś w trasie, albo tak jak w 1981 r. na "Przeglądzie Piosenki Zakazanej" w Gdańsku. Później słuchałem Andrzeja w "Trójce" gdzie przez wiele lat prowadził program "Literacko-muzyczny kantor wymiany myśli i wrażeń". W 2000 roku spotkaliśmy się na "Przeglądzie Piosenki Autorskiej" i teraz w Olsztynie. Tym razem Andrzej nie tylko piosenkami zwrócił moją uwagę. Gdy skończyła się próba i wszyscy zajęli się swoimi prywatnymi sprawami, a pusta scena wyglądała jak porzucone pudło na wielki tort, Andrzej wdrapał się na to pudło raz jeszcze, usiadł na krześle i zastygł w bezruchu. Obserwowałem go dłuzszą chwilę, gdy z zamkniętymi oczami oswajał zamkową ciszę i zastanawiałem się nad tym, cóż ten poeta pod powiekami chowa. On trwał kilka minut w bezruchu. Nagle podniósł głowę i jakby z byka spojrzał na puste rzedy krzeseł przygotowane dla publiczności...

andrzej-garczarek-fot. W. Chyliński.jpg

Chwilę potem wstał i pewnym krokiem  zszedł ze sceny. Andrzej Garczarek tamtego wieczoru śpiewał pierwszy, otwierając koncert. Występowałem po nim. Gdy tylko znalazłem się na scenie zrozumiałem co on na tej scenie robił po próbie. On ja czarował i zaczarował,  za co jestem mu wdzięczny do dzisiaj. To był naprawdę dobry wieczór bardów.
11 listopada, 2007

11 listopada - Urodziny Rodziny

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:51
          Moja ulica nie jest wielka. Trzydzieści domków, nie więcej. Sasiedzi, prócz jednego, są mili i uczynni. Znamy się, choć natrętnie nie wchodzimy sobie w drogę. Można rzec, że dzięki ulicy jesteśmy Rodziną. Moje trzy miasta są duże i bardzo odmienne, choć historia je połączyła w jeden wielki, miejski organizm. Można chyba rzec, że dzięki połączeniu jesteśmy trójmiejską Rodziną. Moje wielkie miasto poskładane jest z setek tysięcy ludzkich losów, a mój kraj z kilkudziesięciu milionów. Można rzec, że dzięki tej składance jesteśmy Rodziną. Moja Rodzina ma dzisiaj urodziny.
          Moja ulica nie jest wielka. Dzisiaj tylko jeden sąsiad, ten niesympatyczny, wywiesił przed domem narodową flagę. Reszta... albo nie ma flag, albo kocha swoją Rodzinę zwyczajnie, bez fanfar.  Może to i banał, ale lepiej wyjdziemy na tym, jak będziemy dbać o Rodzinę codziennie, a nie tylko przy święcie. W moim ogrodzie na urodziny Rodziny, zamiast flagi, powtórnie zakwitła róża. Sama z siebie, w patriotycznym zrywie. Oto ona:

roza-11xi2007r.jpg

          Moja ulica nie jest wielka.  Ot, jedna z miliona małych ulic w kraju. Mój kraj, to średniak wśród państw Europy. Można rzec, że słowo "wśród" sprawia, że jesteśmy Rodziną. Europa jest jednym z kontynentów, na którym żyją ludzie. Można rzec, że... PS. Ciekawe gdzie w Trójmieście można kupić polską flagę? Może róża nie zechce w przyszłym roku zakwitnąć dwa razy -  zwyczajnie i narodowo.
09 listopada, 2007

Czas na nas - 50 lat Żaka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:31
         Nie pamiętam, który to był rok, ale pamiętam, że czułem się zaszczycony przekroczywszy pierwszy raz  próg legendarnego, studenckiego klubu "Żak". A potem... Potem zaczęła się juz moja "ostra jazda bez trzymanki". "Spotkania Jesienne", koncerty Eli Wojnowskiej, Eli Adamiak, grupy "SBB",  Helmuta Nadolskiego, "Wałów Jagiellońskich",  schody na piętro, Salon Duśki i Wojtka, pani Ewa, która na kredyt w kawiarni dawała mi wino, "Dziennik Akademicki", sala z okrągłym stołem, Tadziu Wójtowicz, prezesi Andrzej Gruszczyk, Jerzy Misiorny i Zbyszek Jasiewicz, Wojtek Kaczorowski, Leszek Makowiecki i zespół "Babsztyl", Dorota Sobieniecka, Zbyszek Gach, Janusz Hajdun, Kasia Korczak, Jurek Kozłowski, Jurek Piskorzyński, Geniu Kuper,  Ania Czekanowicz, Adzik Zawistowski, Janusz Kasprowicz, Marek Prusakowski z kabaretem "Jelita", sławny DKF z Bokińcem Lucjanem na czele, w którym oglądałem, to co było dobre i czesto zakazane, i sławny Błażej i nie mniej sławny Zeus. Wreszcie  Andrzej Kosicki, Grzegorz Boros i Ludwik Klinkosz, to tylko niektórzy ludzie, zdarzenia i rzeczy z tamtych lat, które z Żakiem i jego siedzibą przy Wałach Jagiellońskich, a potem przy ul Długiej, mi się kojarzą.
          Rzeczy, które wciąż pamiętam i ludzie, którzy tę pamięć czynią żywą. Żak dał mi bardzo wiele cennych znajomości, ale najpiękniejszą i najbardziej przeze mnie cenioną była i jest znajomość z moją żoną Asią, która w Żaku prowadziła kiedyś dyskoteki, będąc nie tylko studentka filologii polskiej Uniwersytetu Gdańskiego i działaczem Komisji Kultury, ale również zwyciężczynią Ogólnopolskiego Konkursu Prezenterów Dyskotekowych. Już tylko ta znajomość czyni w moim życiu klub Żak niezwykle zasłużonym, że nie wspomnę o naszym "drugim" (dla przyjaciół i znajomych) weselu, które odbyło się także w Żaku. Nie dziwota więc, że wczoraj, z okazji 50- tych urodzin Żaka, pobiegliśmy z Asią na obchody. Oto moja relacja: Zaczęło się oficjalnie. Obecna Pani Prezes Magdalena Renk-Grabowska, która po Lucjanie Bokińcu przejęła DKF, a potem cały klub, przywitała przypominając, a...

50-lecie-zaka-obecna-prezes-klubu-magdalena-renk-grabowska

następnie przemówił reżyser Wowo Bielicki wzruszając wszystkich do łez apelem, który skierował do dzisiejszych Żakowców - Czyńcie tak, aby wasze ślady byly nie do zatarcia.

50-lecie-zaka-wowo-bielicki1

Po sławnym reżyserze wystąpił jeszcze sławniejszy Jacek Federowicz, który w licznym towarzystwie odbierał zaszczyty i nagrody z rąk Prezydenta Gdańska - Pawła Adamowicza.

jacek-federowicz-odbiera-nagrode-z-rak-prezydenta-gdanska-pawla-adamowicz-50-lecie-zaka

Tak samo jak Lucjan Bokiniec

50-lecie-zaka-lucjan-bokiniec

A później wszystkich, w tym także ostatniego prezesa "starego" Żaka -Jurka Misiornego...

50-lecie-zaka-jerzyl-misiorny-najweselszy-prezes

...zaproszono do kawiarni i sal wystawienniczych.

50-lecie-zaka-sala-kawiarni1

Z przyjemnością skonstatowałem, że moja Asia w nowym Żaku wygląda równie ładnie jak w starym.

50-lecie-zaka-asia-z-andrzejem-pawlukiewiczem

Andrzej "Mały" Pawlukiewicz - niegdyś Wał Jagielloński, a obecnie muzyk i kompozytor Eli Adamiak, Andrzeja Poniedzielskiego i Marcina Dańca - też nie wyglądał na swoje lata.  U góry Andrzej z Asią, a poniżej Andrzej z uroczą Ewą… Rachoń, w której kiedyś podkochiwał sie Jacek Zwoźniak.

50-lecie-zaka-ewa-rachon-i-andrzej-pawlukiewicz

Retrospektywną wystawę oglądałem w towarzystwie legendarnego basisty Helmuta Nadolskiego i równie uroczego Marka Prusakowskiego

50-lecie-zaka-helmut-nadolski-i-marek-prusakowski

I podtrzymywałem przyjaźń z cudowną poetką, kiedyś moją koleżanką w poetyckiej grupie "Wspólność", a dzisiaj ważną Panią od Pana Prezydenta Miasta Gdańska - Anią Czekanowicz

50-lecie-zaka-ania-czekanowicz-i-waldek-chylinski

Działo się pięknie i jak kiedyś - zabawowo. Byłbym pewnie chętnie, jak kiedyś, zabawił do rana, gdyby mi Asia, w jakiś czas po północy nie powiedziała, że czas na nas.  Faktycznie,  jeszcze ciągle jest na nas czas.
03 listopada, 2007

Obrazy i chamstwo

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 20:11
          Obrazy dzisiaj, to powszechna rzecz. Wszyscy obrażają PiS. PiS chodzi obrażony i wszystkie obrazy skrzętnie notuje w zeszycie, by naród wiedział za co ma przepraszać.
          Ja dzisiaj chciałbym przeprosić Pana Prezydenta i wszystkich z PiSu za obrazy, które przedstawiam. 
Ponieważ  obrazy te dotknęły mnie niedawno do żywego, to zapewne dotkną wrażliwe poczucie bycia istotą żywą istotne istoty z kręgów obu wiadomych braci, którzy nie są jednostkami biologicznymi.
Oto moje obrazy z wrześniowych spacerów z Asią po górach:

 zakopane-2007-035.jpg

zakopane-2007-166-hala.jpg

zakopane-2007-049-widok-na-tatry.jpg

zakopane-2007-026-potok.jpg

zakopane-2007-107-helikopter-w-gorach.jpg

zakopane-2007-275-gory-z-doliny.jpg

zakopane-2007-287-gora.jpg

A, że jesień była tuż, tuż, to za jesień, za kamienie i za potok też przepraszam.

zakopane-2007-327-jesien-w-potoku.jpg

I za chamstwo, jakim było wspieranie przez Asię zbiórki na kiełbasę (wyborczą?) nie tych, co trzeba, też przepraszam.

zakopane-2007-096-asia-wspiera-psa.jpg
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY