26 grudnia, 2008

Pomarańczowo, spokojnie i prawie...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:04
          Wszystkich, którzy różnymi drogami przesłali nam życzenia spokojnych i wesołych świąt, pragnę poinformować, że ich życzenia w tym roku spełniły się niemal w całości. Niemal, bo... Zjadłszy pyszne paszteciki, które Asia na tę Wigilię przyrządziła według nowego przepisu, i które ze smakiem popiłem czerwonym barszczem, zasmakowawszy następnie w kilku rodzajach ryb, przy których raczyłem się kompotem z suszu oraz skosztowawszy po kawałku ciasta, uznałem, że tradycji stało się zadość, choć emocji jakie towarzyszyły tamtej, pierwszej mojej choince...

moja-choinka-w-1954r.jpg

...nie odnalazłem.
          Był taki czas, że Święta Bożego Narodzenia pachniały nie tylko igliwiem choinki, ciastem i czerwonym barszczem. Raz w roku, pod koniec grudnia, w moim domu pachniało pomarańczami i dla mnie Święta były nie tylko grudniowe, nie tylko bożonarodzeniowe, nie tylko zimowe, śnieżne i mroźne, ale też pomarańczowe. Dzisiaj, przez to, że wszystko jest, że wszystko można kupić, coś nam chyba bezpowrotnie umyka. Pomarańcze, które często są tańsze od jabłek, pachną teraz w naszych domach cały rok, ale czy to oznacza, że cały rok mamy Święta? Kiedyś choinkę dekorowało się w dniu Wigilii. Świeczki zapalało się przy pierwszej kolędzie, a teraz niektórzy dekorują drzewka już na początku grudnia, a świecidełkami stroją nie tylko choinkę, ale całe domy, od parteru po komin. Moja Asia jeszcze do tego nie doszła, ale balkon i niektóre okna już się u nas świecą.

choinka-na-oknie-003.jpg

          U sąsiadów także, ale czy to źle? Wolałbym chyba czuć zapach pomarańczy tylko raz w roku, przy choince. Chciałbym, by ten zapach, jak tajemne misterium wyzwalał z mojej pamięci i wyobraźni, niczym nie pohamowany ciąg obrazów, uczuć, smaków i doznań wszelakich, które dawałyby mi nadzieję na sens bycia, trwania i obchodzenia tych Świąt.
          O ten sens tym bardziej dzisiaj pytam, gdyż wczoraj odszedł nagle Maciek Kuroń. Poznaliśmy się w Olsztynie, gdy on wyrzucony z Warszawy, można rzec karnie, rozpoczął naukę na WSP. Spędziliśmy razem z Maćkiem i Andrzejem Swacyną kilka młodzieńczych, wesołych wieczorów przy gitarze i flaszeczce czegoś dobrego, a potem nasze drogi się rozeszły. Z dumą obserwowałem przez lata jak Maciek zdobywa popularność  mistrza sztuki kulinarnej i wyzwala się z miana "syna swojego ojca". Potem, o tym co u Maćka słychać, dowiadywałem się najczęściej od Ewy Swacyny, która będąc przyjacielem rodziny Kuroniów utrzymywała z nim częste kontakty. Na zdjęciu poniżej Ewa z Maćkiem kilka lat temu na Mazurach.

maciek-kuron-i-ewa-swacyna-005.jpg

         Ostatni raz z Maćkiem spotkałem się w Kętrzynie u Swacyów, na pogrzebie Andrzeja. I choć było nam niezwykle wtedy smutno, nie dało się nie powspominać wesołych chwil, bo w Maćku była ogromna radość życia i aż trudno uwierzyć, że tej radości już nie ma. I nigdy nie będzie.
20 grudnia, 2008

Raz do roku

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:02
          W naszej kuchni na ścianie wisi dziad i baba. Gdy Asia wręcza tej osobliwej parze jemiołę, to znak, że idą Święta. Od tej chwili staje się jasne, że czas w nas na refleksję, na nadzieję, na radość i na...

baba-i-dziad-z-jemiola.jpg

          Z naszą dobrocią, prawomyślnością, szczodrobliwością i łaskawością na ogół bywa różnie. Jak nie jesteśmy wolni od trosk, tak nie jesteśmy wolni od złego. Jest jednak taki dzień, jeden jedyny dzień w roku, kiedy wypada być wyłącznie dobrym. To nawet nie jest dzień, to ta późniejsza pora dnia, prawie noc, gdy wszystko zapowiada cud dobroci. To wieczór wigilijny jest tą nadzieją na lepszych nas, którzy choć na chwilę, choć na moment, tego jednego wieczoru, zmieniamy się w anioły. Gdy w grudniu sypnie śniegiem...

zima.jpg 

...nasza odmiana robi się tym bardziej niezwykła. Bo, gdy za oknem rodzi się taka noc, w której mróz się bieli, to ciepło naszej dobroci może ogrzać świat. Tak mi się przynajmniej wydaje i może dlatego napisałem kiedyś, wraz z Mariuszem Ejsmontem, piosenkę-kolędę pt."Raz do roku taka noc", którą zaśpiewała Beata Bartelik.
          Choć nic nie zapowiada śniegu na Wigilię, to niech chociaż ta śnieżna, bożonarodzeniowa piosenka stworzy nastrój i będzie prezentem od Beaty i Mariusza, ode mnie i całej mojej Rodziny dla wszystkich, którzy odwiedzają mnie na tej internetowej stronie życia. Przyjmijcie prezent, posłuchajcie piosenki i jeżeli Wam się spodoba podarujcie ją swoim najbliższym.
          Bądźcie szczęśliwi i ufni. Niech Wam zawsze będzie najlepiej, niech Wam się cudne sny sprawdzają i niech Wasza dobroć zdrowia Wam doda w każdy następny dzień. Samych serdeczności życzę.

PS. Zachęcam też do posłuchania piosenki pt. Błoga i hojna, która w ubiegłym roku towarzyszyła moim świątecznym życzeniom. Wybierzcie sobie ładniejszą i śpiewajcie na zdrowie.
11 grudnia, 2008

Coś tam, coś tam?

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:01
          Dobry bon mot to perła w mowie kabaretowej. O zgrabne powiedzonko, które stwarza śmieszną sytuację, lub ją sugestywnie wyraża, biją się autorzy wszystkich scen na świecie. Mnie, szczególnie w okresie współpracy z Jackiem Zwoźniakiem i zespołem Baba... 

 zespol-baba

... a potem kabaretem Kaczki z Nowej Paczki, także zależało na tworzeniu w tekstach zestawu słów, które łatwo zapamiętane, rozśmieszą celnością spostrzeżenia.
          Chcąc opisać nienormalność sytuacji Polski wczesnych lat osiemdziesiątych, gdy na więdnącym socjalizmie rozkwitał, wraz z całą falą kapel rockowych, zespół Perfekt, napisałem i skomponowałem wraz z Andrzejem Swacyną kawałek, któremu bez zastanawiania daliśmy tytuł:"Piosenka-wariata". Później zdarzało mi się wysłuchiwać na ulicy, jak kilkuletnie brzdące, ciągnąc swe rodzicielki za rękę, wyśpiewywały refren - Nie mogę wyjść, ani przyjść, ani się położyć / Nie mogę wstać ani spać, ani siku zrobić. Bawiło mnie to, choć brzdąc unaoczniał i unauszniał fakt, że pod właściwy adres z piosenką chyba trafić mi się nie udało. Ale co tam, Niemen też nie trafiał. Będąc uczniem szkoły podstawowej usiłowałem namówić, bez skutku, panią Wedrę, nauczycielkę śpiewu, byśmy, zamiast piosenki o gieroju Czapajewie, włączyli do repertuaru szkolnego chóru piosenkę Czesława Niemena "Czy mnie jeszcze pamiętasz", bo bardzo chciałem zaśpiewać koleżance Halinie K., która przez Basię P. dała mi znak, że być może, ale "...dowód na to mi daj/Czy jak inne dziewczęta baju baj, baju baj..."
          Od zawsze przepadałem za powiedzonkami, wyrażeniami, skrótami myślowymi, żartami i bon motami Andrzeja Poniedzielskiego...

poniedzielski-adamiak

... który, co na zdjęciu powyżej, wraz z przyszłą żoną - Elą Adamiak , był na moim ślubie i weselu 22 IX 1979r. w U.M. w Gdyni, i który już wtedy rozśmieszał mnie do łez wierszykiem: Już z Aurory wystrzał padł / Październik ideą rozbłysnął / Patrz pan a mówią, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. 
          Biorąc pod uwagę jakość naszych polityków i Prezydenta jako prezydenta, to wciąż na czasie jest Andrzejowa puenta. Za przyczyną pijanej posłanki Kruk wśród moich znajomych popularne stało się ostatnio powiedzonko "coś tam, coś tam". Używane było ono wcześniej, ale teraz, dzięki pani Kruk, inkrustuje się nim zdania ze znacznie większą lubością.
          Gdy trzeźwy poseł Ziobro ogłaszał, że "...Nikt przez tego pana życia pozbawion już nie będzie...", to chociaż, brzmiało to jak fraza z horroru, wiele razy później słyszałem, jak na pytanie, rzucone przez kogoś do znajomego - A co słychać u Witka? Odpowiedź brzmiała - Nic ciekawego, ale przynajmniej nikt przez tego pana...itd.
          Lubimy bawić się powiedzonkami. Fajnie jest gdy autorami, tych pobieżnie wtrącanych, słownych szlagwortów są ludzie niezwyczajni, wybitni artyści, pisarze i poeci, lub jeżeli już politycy, to tak wielcy jak kardynał Richelieu, któremu przypisuje się powiedzonko o przyjaciołach, "...przed którymi Boże strzeż, a z wrogami sobie poradzę...". "Skumbrie w tomacie", "Cicha woda brzegi rwie", "Dziwny jest ten świat", czy "Nic dwa razy się nie zdarza" i setki, tysiące innych fragmentów piosenek wybitnych tekściarzy znalazło się w skarbnicy narodowych powiedzonek. Dlatego fakt, że z wypiekami na twarzy, w wyścigu do miana idola w tym względzie, biorą udział artyści jest rzeczą naturalną i pożądaną, ale że politycy? Dzisiaj Ziobro, Niesiołowski, Kurski, Cymański, Palikot, jako czołówka państwowego kabaretu, odbierają chleb artystom. Mając przed sobą kamery, a za sobą obowiązek zajmowania się Polską, gadają co im ślina na język przyniesie, byle tylko przebić się w ogólnym jazgocie. Za ich plecami setki następnych, których wybraliśmy do Sejmu, by nam życie, nie tyle umilali dowcipami, co ułatwiali porządnymi ustawami, też marzą o swoich "pięciu minutach" w zbiorowej, polskiej świadomości.
          Palikot się jeszcze jakoś broni, bo "coś tam, coś tam" w tych ustawach kombinuje, ale reszta? Przed wojną "...kury szczać prowadzać..." kazał politykom Piłsudski.To był jednak polityk na miarę dobrego artysty. A jakim artystą jest Zybertowicz z Torunia, który gdy widzi czerwone światło na skrzyżowaniu lub przejściu dla pieszych, węszy w tym spisek, choć pogrzebać w kabelkach z prądem i zrozumieć logikę działania, to już nie bardzo chce. Zgodzę się, że byłoby bez tych "kabareciarzy" nudno, ale czy nie mogliby się oni wygłupiać przy pracy, a nie jaja robić sobie z samej pracy jako takiej?
          Słysząc fragment piosenki Jeremiego Przybory "...już szron na głowie/już nie to zdrowie/a w sercu ciągle maj...", to, szczególnie teraz, wiem o co chodzi, ale gdy posłanka Kruk bełkocze, że "...robi dobrze coś tam, coś tam...", to ja nie wiem o co chodzi i wolę się tego nie domyślać. Też mi artystka. Szkoda gadać - Po słowie.
06 grudnia, 2008

Zmęczenie Mikołaja

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:54
         Dzisiaj, Mikołaj przyniósł mi w prezencie wspomnienie, które przywiodło mnie do pewnej refleksji. Swoje lata mam i nie da się tego, niestety, ukryć. To, że mogę o tym napisać na własnej stronie internetowej, miast jak kiedyś, na papierze wkręconym w maszynę do pisania, jest dla mnie cudem. Cudem takim samym jak prezenty od Mikołaja, który znajdowałem w butach 6 grudnia, dziecięciem będąc. Choć chciałbym być kimś, kto przygląda się życiu nim je skonsumuje, to i tak od groma szczegółów, które sprawiłyby mi przyjemność, umyka bezpowrotnie. Dopiero po czasie zaczynam sobie zdawać sprawę, że gdybym wtedy? Bo człowiek jest mądry po czasie. Zawsze "po " wiemy jakby mogło być i żałujemy, że tak nie było. Zdarzało mi się jednak wyprzedzić siebie w swoim czasie, i to o dobre kilkadziesiąt lat. A było tak?
          Napisałem tekst dla Grzesia Marchowskiego, który zamierzał wystąpić na festiwalu w Krakowie. Miałem wtedy dwadzieścia lat i wydawało mi się, że choć niewiele o życiu wiem, to o pewnego rodzaju tzw. "osobistą refleksję na temat ogólnej sytuacji" pokusić się mogę. Grześ napisał do tekstu muzykę, a ja dzięki tej piosence odkryłem, że w Polsce nie ma wolności słowa.
          Piosenka spokojna, refleksyjna zdała się nie wadzić nikomu, a jednak? Bodaj Cisiu, czyli Krzysiu Jakobson, który robił wtedy za prezesa Żaka, powiedział mi, że są jakieś kłopoty z cenzurą i piosenka do Krakowa może nie pojechać. Wkurzyłem się i poszedłem do Domu Prasy, gdzie na III piętrze siedział srogi cenzor. Przedstawiłem i spytałem o co chodzi, a wtedy z ironicznie uśmiechniętych ust cenzora padło tylko jedno pytanie:
- A ten "Bóg by karać", to przypadkiem nie Pierwszy Sekretarz?
- Nie, a skądże - zapewniłem.
Cenzor przystawił na tekście pieczątkę "zwalniającą do publikacji", jednak nie do końca dał wiarę, bo wyszedł za mną na schody i rzekł:
- A ja wiem, że o ustrój chodzi, ale co mi tam. Niech będzie, że o Boga.
- O życie chodzi - odrzekłem i mógł Grześ piosenkę nieść przez wieś, aż do Krakowa.

krakow-grzegorz-marchowski.jpg

          Niewiele w tym Krakowie Grześ zwojował, a piosenka, choć refleksyjna, poszła w zapomnienie. Widać czas dla refleksji jest taki sam jak dla człowieka - "ciszą ucieka".
          I oto teraz, przypadkiem odtworzyłem sobie starą balladę. Można rzec, zrobiłem sobie prezent na Mikołaja, a że, jak na początku napisałem, swoje lata mam, to słuchając piosenki zacząłem się zastanawiać skąd wiedziałem? Skąd wiedziałem mając dwadzieścia lat, że "czas rozprzestrzenia zgubione słowa co nie umarły"? Jakie zmęczenie dwudziestolatka napisało tekst pięćdziesięciopięciolatkowi  Dzisiaj, gdy coraz częściej "zmęczeniem oczy przecieram" już wiem, że nic nie zostało "jak iść przed siebie w białą nadzieję".
          Eee?, to na pewno chodzi o śnieg na zimę. Nadzieje są przecież zielone. Cudów nie ma, chociaż - Idę zerknąć do butów.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY