25 stycznia, 2009

Święta Helena

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:22
          By zapisać się w pamięci świata, należy uczynić wielkie dobro, albo wielkie zło. Odkryć nowy ląd, bądź nowy sposób wiercenia dziury w całym, internet, albo genialny przepis na życie, to oczywiście sposób na sławę i uznanie. Wywołać wielką wojnę, światowy kryzys, bądź do rozpaczy doprowadzić miliony, to znakomity sposób na dorobienie sobie gęby drania. Drania z przymiotnikiem wielki. Kto nic nie uczyni, przeminie jak nic. O małym dobroczyńcy ludzie pamiętać będą krótko - taka ludzka sprawiedliwość. Za to byle jaki złoczyńca jest w stanie przykuć naszą uwagę solidnie. Zło nas bardziej ciekawi.
Wystarczy zerknąć na TVN-24. O wielkich zbrodniarzach świat nie zapomni nigdy, choć nie nagrodzi ich pomnikami, by pamięć nie przeminęła, jak to uczyni z wielkimi dobroczyńcami. Nie każdy może być Michałem Aniołem, Kopernikiem, Billem Getsem czy Lechem Wałęsą. Tak jak nie każdy może być kimś, kto bezkarnie pozwala sobie pastwić się nad innymi w imię jakiegoś urojenia. By stać się kimś w rodzaju Alberta Einsteina trzeba się urodzić z odpowiednią ilością szarych komórek, ale by stać się synonimem zła? No właśnie. Okazuje się, że do złego też trzeba mieć talent. Być dobrym, czy być złym, trzeba być kimś. Zwykły cham, to ktoś z charakterem, tyle, że złym, a jak się ma charakter, nawet wredny, to się ma też wrodzoną inteligencją, a jak się ma wrodzoną inteligencję, to już niewiele trzeba, by stać się kimś. Chamem na przykład.
Przestrzeń, która istnieje między dobrem a złem, a więc miejsce bytowania przytłaczającej większości z nas, zostanie z pamięci świata wymazana, choć to my swoją, częściej dobrą niż złą, codziennością ten świat lepimy w jakąś logiczną całość.
          Radek, mój syn, będąc dorastającym młodzieńcem, odbył kilkumiesięczną podróż z Afryki Południowej, poprzez Karaiby do Europy. Popłynął jak wielcy odkrywcy - żaglowcem. I czuł się jak Kolumb za każdym razem, gdy widział ziemię. Któregoś dnia zobaczył wyspę św. Heleny.

wyspa-swheleny.jpg

Po zejściu na ląd i po wdrapaniu się na stromy klif, zwiedził dom, w którym dokonał żywota Napoleon Bonaparte.

dom-napoleona-na-wyspie-sw-heleny.jpg

I na pamiątkę zrobił zdjęcie pośmiertnej maski wielkiego... Wielkiego?

posmiertna_maska_napoleona_na_sw_helenie

I właśnie. Zastanawiam się kim był Napoleon? Dlaczego właśnie on? A bo, wpadłem, cholera, w nerwy przez takiego jednego na motorowerku, który zbluzgał mnie niemiłosiernie. Ponoć zbyt wolno wyjeżdżałem ze swojej bramy na ulicę i musiał czekać. Gdy zamurowany ilością chujów i kurew, jakie leciały pod moim adresem, gapiłem się na wrzeszczącego kurdupla w kasku, ten rzucił:
- I co się tak, kurwa, chuju gapisz, jak Napoleon na świętą Helenę.
Nabluzgawszy odjechał, a ja zostałem z pytaniem o Napoleona. Wielki, ale kto? Bo Helena, to wiadomo. Święta.
"A ja, co ja, co będzie ze mną" To chyba śpiewała Rodowicz. Też wielka.
17 stycznia, 2009

Chyba jasno-widzę

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 01:15
          Kiedy minister -pożal się Boże - Ziobro chciał zrobić z pani Blidy kryminalistkę, co skończyło się jak się skończyło, napisałem niemal natychmiast, że cała ta akcja miała służyć tylko jednemu - PiSowemu spektaklowi w Wiadomościach TVP pod tytułem: "Aresztowanie układu".
Mam dzisiaj wątpliwą przyjemność obserwować, jak kolejne komisje i gremia, po żmudnych śledztwach, dochodzą do tego samego wniosku. Kiedy tydzień temu napisałem, że cały ten gazowy kryzys wynika z gry miłosnej Niemców z Rosjanami, która zakończy się zespoleniem obu partnerów za pomocą rury, sam sobie nie wierzyłem do końca. W środę przeczytałem: "Rosja wykorzystuje gazowy konflikt z Ukrainą, by forsować rurę Nord Stream przez Bałtyk do Niemiec..."
Dzisiaj rano napisali, że "... Jeśli dzisiaj premier Rosji usłyszy w Berlinie, że kanclerz Merkel jest entuzjastką Gazociągu Północnego, to być może kryzys gazowy się skończy..."
          Jest wieczór, a właściwie noc. Putin był już w Berlinie i usłyszał, że Merkel jest oczywiście za Gazociągiem Północnym. Rosja z Ukraińców robi złodziei. Bułgarzy, Słowacy, Słoweńcy i całe Bałkany marzną, a reszcie przystawia się pistolet do głowy, tylko po to, by bezwstydnie zrobić sobie dobrze, spółkując z Niemcami. No, cóż... Niemcy zawsze mieli porządne interesy i na uwadze dobro Europy.

rurociag.jpg

          Hitler ze Stalinem też się kiedyś ślinili w miłosnym kontredansie i światu na dobre to nie wyszło. Zaloty zmieniły się w podboje, z czego potem zostało tylko pobojowisko. Teraz też lepiej nie będzie - jasno to widzę. Założę chyba w domu gabinet jasnowidzenia. Gdyby ktoś chciał wiedzieć, co będzie dalej i jak to się skończy, to za drobną opłatą - przepowiem.
          Poza tym, to słucham sobie na okrągło polskich wykonań pieśni Jaromira Nohavicy. Jasno to słyszę. Płytę z piosenkami Nohavicy dostałem w prezencie od Eli Wojnowskiej, która swój udział w tych nagraniach także ma. Słucham, słucham i nasłuchać się nie mogę, takie to wszystko czeskie, ładne i mądre.

swiat-wg-nohavicy.bmp

          Jeżeli kryzys Wam pozwoli, to koniecznie kupcie tę płytę i posłuchajcie choćby prośby Daukszewicza do pana Prezydenta, bo proza życia prozą życia, a "...póki się śpiewa, to jeszcze się żyje i trwa..."
09 stycznia, 2009

Gaz czy orgazm

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:04
Ela, chyba w rewanżu za gościnę, podesłała mi rymowankę na aktualne tematy, popełnioną przez lubianego i publikowanego już w moim blogu - Leszka Bergera : Jak spadną razy, to dwa od razu: tam - strefa Gazy, a tu - brak gazu. Siłą rzeczy spojrzałem na swoją kuchenkę… palniki.jpg …i z lekkim niepokojem jąłem się zastanawiać, cóż to za dziwne uczucie łączy od wieków Niemców i Rosjan, że co rusz fundują nam sadystyczny, erotyczno-historyczny spektakl. Czasem mam wrażenie, że oba te narody są jak małżeństwo, które najpierw rzuca w siebie czym popadnie i gania się z nożem po domu, by za chwilę połączyć się w łóżku w orgiastycznym uścisku, ku trwodze i zgorszeniu bliskich, niezaangażowanych miłośnie. Polska i pobliskie kraje są między tą zakochaną parą jak niechciane dzieci, albo bękarty - jak chciał Mołotow - bękarty, które przy każdej awanturze obrywają raz z jednej, raz z drugiej strony, nie bardzo mając gdzie uciec. Patrząc wstecz na chuć Rosjan trzeba pamiętać przede wszystkim o Piotrze I Wielkim, który tak się podniecił w miłości do Niemców, że na początku XVIII w. zaczął Rosję stroić na zachodnią modłę, by podobała się nie tylko jemu, ale i uwielbianym przez niego Germańcom. Z tego strojenia wyszło potem panowanie w Rosji, urodzonej w Szczecinie, Katarzyny Wielkiej, z domu Sophie Friederike Auguste zu Anhalt-Zerbst. Po rządach tej żądnej władzy i seksu, niewyżytej baby, oba narody, niemiecki i rosyjski, lądowały co rusz w łóżku, albo w szpitalu. Inne narody przez te stosunki popadały w śpiączkę, letarg, bądź stan ciężkiego zranienia, albo martwe kończyły na cmentarzu. Dzięki niemiecko-rosyjskiej aktywności seksualnej mieliśmy trzy - a właściwie cztery - rozbiory i dwie wojny światowe, z czego podczas ostatniej tak się kochankowie potłukli, że u jej końca, w ramach romansowej rekompensaty, uczuć miłości i nienawiści, Rosjanie gwałtem posiedli Niemki, zapładniając je bez liku. Kto to wie, ile teraz we krwi niemieckiej krwi rosyjskiej płynie? Pewnie - nikt, ale podejrzenie, że jednak jakiś procent płynie, tłumaczy nam ich niesłabnącą miłość i nasz strach o gaz, by nie zgasł. Jakby na to nie patrzeć, wolą miłosną Rosji i Niemiec jest parzenie się, bądź naparzanie. Do naparzania służą im bomby, a do parzenia rury, ostatnio gazowe. Ukraina w tej seksualnej figurze jest tylko pretekstem, takim samym jak kajdanki na poduszce… i niczym więcej. Nam nawet woda się nie zagotuje, byśmy mogli zaparzyć sobie herbatę, jeżeli zimny Bałtyk, lub rozsądek sąsiadów, którzy zadzwonią po policję, nie schłodzi rosyjsko-niemieckiego pożądania. W Gazie o gazie nikt nie myśli i nie o rurę chodzi, ale też o stosunki… Tyle, że tam, niestety, nie ma na co liczyć, bo nie ma policji w Gazie, narazie.
04 stycznia, 2009

Chcenie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:04
          Nowy Rok zaczyna się zawsze od chcenia. Tylko dlatego, że ktoś kiedyś wymyślił pomiar czasu, to dzisiaj ludzie, raz do roku, o z góry wiadomej porze, rzucają się sobie w objęcia i chcą? Przy tym chceniu najczęściej leje się szampan, a ogólnemu obcałowywaniu towarzyszy huk wybuchów petard i sztucznych ogni.

sylwester-w-orlowie.jpg

          Chcenie bywa różne, choć najczęściej się chce, by było dobrze i przyjemnie. Po ostatnim wpisie, jedna z moich znajomych z dzieciństwa, napisała w komentarzach, że mój blog przekształca się w wielką klepsydrę. Ostro przesadziła, choć nic nie poradzę na to, że ostatnio znajomi odchodzą i smutno mi po nich. Mogę jednak mieć na Nowy Rok chcenie, które kieruję do wszystkich bliskich i dalszych znajomych: Kochani, nie róbcie mi z blogu klepsydry. Chciejcie żyć. Trzymajcie się w Nowym Roku zdrowo i ciepło, miło i optymistycznie, śmiesznie i nostalgicznie, trzymajcie się kurczowo czego się da, ale się trzymajcie.
          Moje Sylwestry od lat ogrzewam ciepłem rodzinnego ogniska. Lubię je spędzać w małym gronie domowników, przy kominku, z kieliszeczkiem wódeczki i przy niezbyt natrętnej muzyce. W tym roku miało być podobnie, ale? Dzień przed Sylwestrem zadzwoniła Ela Wojnowska ( "Zaproście mnie do stołu" - to tytuł jednej z najpopularniejszych jej piosenek), dla przyjaciół Kruszyna i spytała co robimy nazajutrz. Odpowiedziałem, to co opisałem powyżej i? razem wpadliśmy na pomysł, by Nowy Rok przywitać u nas, na molo w Orłowie. Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy i już po paru godzinach szalonej, pospiesznej podróży z Warszawy, Ela była z nami.

ela-wojnowska-nowy-rok-gdynia-2009r.jpg

          Zabawa w małym gronie, rozkręciła się nam jak karuzela w wesołym miasteczku. O północy poszliśmy na molo, by zdążyć zacząć chcieć. Po drodze wzdłuż brzegu zrobiło mi się dziwne zdjęcie:

sylwester-2009.jpg

          Te żółte ogniki u dołu obrazka, to odblask latarni na molo, a te niebieskie kołtuny, nie wiem skąd się wzięły. Może burzliwy rok mnie czeka? Umieszczam je tutaj, bo jakoś dziwnie mnie zafascynowało. A na molo, o dwunastej Ela otworzyła szampana, który według jej relacji przyjechał do Orłowa specjalnie na tę okazję latem z Paryża i...

 asia-i-ela-sylwester.jpg 

... i zaczęliśmy wszyscy chcieć.

ela-i-asia-nowy-rok-2009-orlowo.jpg

No, to oby nam się chciało chcieć przez cały rok. I pamiętajcie - trzymajcie się.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY