22 lutego, 2009

Dzięki Bogu i...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:56
          Dawno, dawno temu - a wydaje się, że było to wczoraj - w Dzienniku Bałtyckim o muzyce pisał mój znajomy - Stanisław Danielewicz. W każdym sobotnio-niedzielnym wydaniu Danielewicz "trzymał" rubrykę pt. "Echa muzyki młodzieżowej". Guru od tego, co modne i najlepsze, to Stasiu nie był, ale kto tupał nogą gdy grali, czytał Stasiowe przemyślenia i wiadomości, by wiedzieć, co w trawie pi?pięknie śpiewa. Dzisiaj nikt o Stasiu dziennikarzu, ani o jego muzycznej rubryce pewnie by nie pamiętał, gdyby o wszystkim nie przypomniał mi Krzysztof Lipowicz, znajomy z Berlina, który w późnych latach siedemdziesiątych redagował na Uniwersytecie Gdańskim gazetkę "Smak - magazyn studencki". Otóż Krzysztof, chyba z racji rocznicy wydarzenia, przysłał mi artykuł, dzięki któremu Stasio Danielewicz zapisał się w historii. Gazeta wyszła 12 lutego 1982 roku, dwa miesiące po wprowadzeniu stanu wojennego. Wojsko i milicja zniewoliły kraj, a w narodzie duch zaczął powoli, nie tyle upadać, co nieco się pochylać. Jeszcze się tu i ówdzie buntowali, jeszcze wściekłość wszystkich brała, ale już niepostrzeżenie w sercach mościło się zwątpienie i niewiara. Naród stygł. Na to postanowił zareagować Stasio. Napisał materiał do swojej rubryki tak, by pierwsze litery z każdego, kolejnego akapitu ułożyły się w zdanie twierdzące i prorocze. Proszę bardzo, sami sprawdźcie:

wrona_skona_14_lutego_1982_stanislaw__danielewicz

          Niby to było bardzo zakamuflowane, ale wszechpotężna poczta pantoflowa w mig przeniosła wiadomość o zaszyfrowanym artykule Danielewicza. Do wieczora całe Wybrzeże, podniesione na duchu hasłem Danielewicza, że "WRONA SKONA", z nadzieją wpatrywało się w przyszłość i czekało na spełnienie Stasiowej zapowiedzi. Naród czekał, a Stasio, niestety, poszedł za głoszenie proroctw do więzienia. Jak już powszechnie wiadomo, Stasio przepowiedział trafnie, niczym Nostradamus. I stało się. Dzięki Bogu i? Stasiowi.

PS. Dla nieobeznanych i później urodzonych: WRONa, to skrót od: Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego.
19 lutego, 2009

Część siódma

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 12:15
          Ponaglany przez przyjaciół i znajomych, oraz własne sumienie, informuję, że powstała następna część mojej opowieści Widłąg: Terkoczący głośno silnik zagłuszał myśli, lecz nie przeszkadzał w podziwianiu podrywających się do lotu, wystraszonych hałasem, kormoranów. Opuszczając zieloną i spokojną Szkarpawę ledwie posmakowaliśmy rozłożystego Zalewu Wiślanego, a już płynęliśmy w górę Nogatem, na którym za krzyżackich czasów polscy rycerze z krzyżowymi, całe bitwy na rzeczne flotylle
odbywali.


nogat-fot-tplucinski.jpg

          Nogat łączył polską Wisłę z pruskim Zalewem opływając zamek w Marienbergu, który Krzyżacy na stolicę swego państwa wystawili. Płynęliśmy w górę rzeki, samym jej środkiem. Po obu jej stronach leżały rozległe, soczyście zielone łąki, dalej zaś wały przeciwpowodziowe zasłaniały widok na urodzajne żuławskie pola, które mennonici już w XVI wieku zaczęli wydobywać z przyrzecznych mokradeł i bagien. Tylko czasami, ponad groblą, widać było dachy mijanych, starych, pruskich wiosek? Kto ciekawy co dalej, to zapraszam do lektury w dziale  Widłąg - opowieść.
13 lutego, 2009

Na zdrowie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:06
          Choć pogoda marna i nie powinno zaczynać się zdania od "że", to na przekór złemu samopoczuciu tak właśnie zacznę.
Że nie jest za dużo tego, co dobre, wie każdy - i ja też. Kiedy przed kilkoma dniami udałem się z wizytą do Radia Gdańsk, by odwiedzić dawno niewidzianego przyjaciela Janosika, czyli Piotra Jagielskiego i spotkałem tam Jacka Kleyffa, radość moja była podwójna, bo dobrego nigdy dość.

jacek-k-w-studio-radia-gdansk-10-luty-2009-r-005

          Jacka, jak już kiedyś pisałem, poznałem na początku lat siedemdziesiątych, gdy był twórcą legendarnego kabaretu "Salon Niezależnych". Później, co jakiś czas, odnawialiśmy znajomość. Ostatni raz występowaliśmy razem w klubie Kwadratowa, na pięćdziesięcioleciu Studenckiej Agencji Radiowej. Letnią porą, dwa lata wcześniej, zagraliśmy w Teatrze Leśnym we Wrzeszczu na zaproszenie uroczej Kasi Burakowskiej, szefowej klubu Winda. Teraz zastałem Jacka skupionego nad zgrywaniem materiału na nową płytę orkiestry Na Zdrowie, której jest całym duchem i w dużej mierze ciałem.

michal-mielnik-piotr-jagielski-z-tylu-jacek-klyff

Jacek, wsłuchując się w kolejne ścieżki swoich nagrań, chyba odruchowo malował coś na kartce. Gdy podszedłem, pokazał:

rysunek-jacka

Czarownicę jakąś, rozbujaną na wietrze, na drzewie, w górach. Cóż to za przekaz? Gra puszczonej luzem wyobraźni? Szkice z fantazji, jakie i mnie się zdarzają, gdy prowadzę długą, wymagającą skupienia rozmowę, rysując bezwiednie kwiatki i takie tam esy-floresy? Czy coś głębszego w tym dziele tkwi, dziele stworzonym z ubocznych myśl skupionego artysty? Co można wyczytać z tej symboliki? Odpowiedź na ten przypadkowy problem zostawiam psychologom i ludziom od zagadek, bo mnie bardziej zajęły dźwięki, jakie Michał Mielnik, pochylony nad konsoletą, cierpliwie obrabiał. Piękne dźwięki.

jacek-k-w-studio-radia-gdansk-10-luty-2009-r-015

Obaj z Piotrem zgodziliśmy się po wyjściu ze studia, że dobra rzecz się kroi, i że Jackowi ta płyta bardzo dobrze wyjdzie? Na Zdrowie.
06 lutego, 2009

Krzywa prosta Szotyńskiego

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 20:24
          Mój ojciec był krawcem. Z kawałków materii zszywał nićmi porządną całość, by ludzie mieli się w co ubrać. Sztuką krawiecką - mawiał ojciec - jest tak uszyć ubranie, by prosty i krzywy czuli się w nim dobrze. Mam kumpla plastyka w Łodzi, Wojtka Hempla. Kiedyś, gdy po wędrówce odpoczywaliśmy na polanie, podziwiając jezioro i las, na błękitnym niebie pojawił się nagle samolot, który zostawiał za sobą prosty, biały ślad. - Widzisz - odezwał się Hempel - linia prosta burzy harmonię.
          Stosunkowo niedawno w serwisie Villageofjoy ukazał się ranking najdziwniejszych budynków świata. Pierwsze miejsce, ku zaskoczeniu wielu ludzi, szczególnie w Polsce, zajął Krzywy Domek w Sopocie, zaprojektowany przez Szczepana Szotyńskiego, który wraz ze swoją urodziwą żoną Małgorzatą prowadzi pracownię architektoniczną we Wrzeszczu. Sztuką Szotyńskiego okazało się takie zszycie kawałków materii, by z krzywym ludzie także się czuli dobrze i prosto. Krzywy Domek wybudowany przy popularnym "Monciaku" uznany został za lidera rankingu. Tuż za nim uplasował się budynek w kształcie koszyka (Ohio, USA), biblioteka przypominająca książki (Kansas, USA) i "jajeczny" zamek z Hiszpanii.

krzywy-domek.jpg

          Szczepana Szotyńskiego poznałem jakiś czas temu, gdy próbowałem poradzić sobie z kłopotami związanymi z moim domem. Szczepan jako architekt okazał się dobrym lekiem na moje bolączki, a na dodatek znawcą moich piosenek. Jak miałem takiego kogoś nie polubić?

szczepan-szotynski.jpg

         Ostatnio, gdyśmy się spotkali, opowiedziałem Szczepanowi, jak to świetnie w Asinym sklepie sprzedają się kalendarze z wizerunkiem jego dzieła - Krzywego Domku. Obruszył się. - To, Waldku, nie jest dzieło architektury tylko wydarzenie architektoniczne i tak należy je postrzegać. Co by jednak nie mówić o pięknie krzywego budynku, to i tak, mimo zawiści wielu ludzi, którzy na "Wydarzenie" to patrzą z niechęcią, zostało ono, obok mola i Opery Leśnej, atrakcją Sopotu. Nie każdy architekt, nawet bardzo wzięty, tak ma. A Szczepan tak ma i tak mu już zostanie, że będą go pamiętać po wsze czasy, i to nie tylko w Sopocie. Co ciekawe, byłem pewien, że przy projektowaniu swojego "Wydarzenia" Szczepan zerkał na kreskę Duńczyka Pera Dahlebera, który tak polubił Sopot, że się w nim na stałe osadził. Okazało się jednak, że inspiracją nie był sopocki rysownik, ani też sławny architekt Antonio Gaudi, lecz talent Jana Marcina Szancera, który ilustrował najpiękniejsze bajki z naszego dzieciństwa.

lokomotywa.jpg

         Jacek Karnowski, najbardziej przeze mnie lubiany prezydent w Trójmieście, który ostatnio, osaczony przez złych ludzi, walczy z kłopotami, tak tłumaczy i broni w gazetowym wywiadzie swojego prawa do podejmowania kontrowersyjnych decyzji: "... Podam jeden przykład:Krzywy Domek w Sopocie. Konserwator była przeciwna, a architekt miejski był na tak. Musiałem podjąć decyzję. I co? I mamy Krzywy Domek, który stał się symbolem miasta, który jest nagradzany w różnych konkursach architektonicznych. Ta decyzja okazała się trafiona..."

krzywy-domek-2.jpg

          Przy okazji tej naszej, ze Szczepanem, ostatniej rozmowy, ucięliśmy sobie też pogawędkę na temat losów Gdańska, miasta obu nam bardzo bliskiego.

panorama-gdanska-1940r.jpg

          Mało kto wie, że Szczepan jest gdańszczaninem z dziada pradziada. Jego dziadek Leon miał w Gdańsku przed wojną sklep spożywczy, niedaleko kościoła św. Brygidy, przy ulicy Stolarskiej (wtedy Tischlergasse), a ojciec, również Leon, pracował w przedwojennym Gdańsku w Polskiej Agencji Morskiej i był bardzo aktywnym działaczem polskich organizacji. Aresztowany został 1 września za działalność polonijną, tak jak Józef Tusk - dziadek obecnego premiera, i tak jak wielu innych, osiadłych w Gdańsku od pokoleń, Polaków. Zapędzony do Viktoriaschule, a potem do więzienia przy Kurkowej (wtedy Schiesstange), resztę wojny spędził w obozach: Stutthof, Sachsenhausen i Mauthausen-Gusen. Szczepan jest więc najjaskrawszym przykładem "nici" jakimi niby całkiem niemiecki i prosty Gdańsk był pozszywany z Polską. Jako architekt, którego dzieła i "Wydarzenia" architektoniczne budują Trójmiasto, jest symbolem tego, że "nić" Szotyńskich to rzecz mocna, która dobrze trzyma. Dobrze i prosto trzyma krzywo i krzywo dobrze trzyma prosto. Widziałem kilka dni temu przepiękny projekt Szotyńskich - Klubu Żeglarskiego w Sopocie. Prosto nie będzie.
01 lutego, 2009

Do góry nogami

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:37
          5 października ubiegłego roku, pisałem o swoich odwiedzinach w dziwnym miejscu, w Szymbarku, niedaleko Kartuz, gdzie zmyślny Kaszub postawił dom do góry nogami.

szymbark-k-gdanska.jpg

          Nie wiedzieć czemu, tę swoistą reklamę własnej firmy, która produkuje domy z drewna, Kaszub obudował martyrologią polską, w absolutnie sztucznym i naciąganym wydaniu, nazywając całą rzecz - Centrum Edukacji i Promocji Regionu. I to działa! Ludziska walą tam jak w dym. Ostatnio, ku swemu zaskoczeniu i rozbawieniu, na stronie www.albumpolski.pl znalazłem taką oto interpretację idei odwrotnego postawienia domu w Szymbarku: "...Jest tam też słynny dom stojący do góry nogami, symbolizujący walkę z przemocą i totalitaryzmem..." 
          Mój Boże. Jeżeli uznać, że Czapiewski dom postawił na dachu po to, by upamiętnić walkę z komuną i pokazać bezsens socjalizmu, to w takim razie co chciał wyrazić budowniczy z USA, który w Pigeon Forge wystawił taki oto budynek:

pigeon-forgetn-usa.jpg

A co upamiętniał architekt z Calgary w Kanadzie, który machnął sobie taką konstrukcję:

calgary-canada.jpg

          Jak z powyższego wynika, w Polsce do wszystkiego można dorobić ideologię. Ważne jest to, byśmy byli uciemiężeni, poniżeni, oszukani, sponiewierani i pobici. Ważne byśmy byli narodem cierpiącym i poszkodowanym. Tylko siąść i płakać. Najlepiej w Szymbarku przy piwie.

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY