31 maja, 2009

Dzień czegoś ekstra

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:14
          Że w każdym tkwi dziecko, prawdą jest banalną. Teraz, kiedy w swoim bagażu dźwigam więcej lat niż chciałbym, to dziecko, które żyje we mnie, dokazuje coraz bardziej. Prócz tego, że bywa nieznośne i zadaje głupie pytania, to jeszcze przy każdej okazji oczekuje łakoci. Wydziera się, gdy zapomnę o słodyczach i mimo, że mi to nie służy, muszę zawsze mieć dla niego coś ekstra. Kiedyś na Dzień Dziecka dostałem psa. Sztuczny był, bo chyba ja dla rodziców byłem zbyt prawdziwy. Ale pamiętam go do dzisiaj.

dzien-dziecka

          Teraz, kiedy jestem już na tyle dorosły i na tyle sztuczny, że mało co mnie dziwi, z okazji Dnia Dziecka mogę sprawić sobie coś prawdziwego. Nie, niekoniecznie prawdziwego psa. Pierwszego czerwca mógłbym podarować sobie coś ekstra. Ot, choćby - prawdziwy kawałek zdrowego rozsądku, który pozwoliłby mi przestać się dziwić. Co to znaczy? Ano to, że z wyrozumiałością patrzyłbym od jutra na urzędnika, który widzi literę prawa, ale nie widzi mnie, że z uśmiechem traktowałbym gościa, który chce mnie oszukać i myśli, że ja tego nie wiem, że z przyjemnością odwiedziłbym lekarza, który nie ma dla mnie czasu i z zachwytem słuchałbym przemówień Pana Prezydenta. Wszystkim dzieciom, które w nas tkwią, z okazji Dnia Dziecka życzę czegoś naprawdę ekstra. Tylko nie naszej normalności.
26 maja, 2009

W maju nie tyka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:25
          Maj jest u nas miesiącem imienin. Ja przyjmuję życzenia 5 maja, a Asia 24. Ja specjalnej wagi do imieninowych obchodów nie przykładam, uważając, tak jak mój ojciec i jego ojciec, który z kolei wiedział to od swojego ojca, że tylko rocznica urodzin jest dniem w życiu człowieka znaczącym, bo człowiek jest jak zegar w bombie, tyka i tyka, i nigdy nie wiadomo kiedy się zepsuje i stanie, a kiedy wybuchnie. Jasnowidzem jest ten, kto przewidzi kolejność wymienionych czynności. Jeżeli więc nie masz daru jasnowidzenia, a przez ostatnie swoje dwanaście miesięcy się nie zepsułeś i nadal tykasz, to musisz wybuchnąć. Mniemam, że stąd ta mądrość na Pomorzu, która uznaje wyższość urodzin nad imieninami.
Asia natomiast, niewiasta spokojna i zrównoważona, która na świat patrzy z łagodnym optymizmem, imieniny przedkłada nad datę urodzin.

asia

I ja się wcale Asi nie dziwię, bo jak ktoś ma takiego męża jak ja, to mu ani psuć się nie wypada, ani wybuchać. Najlepiej w tej sytuacji obchodzić... imieniny.
Nie wymyślę nic specjalnego, prezentu nie dobiorę, nie zaskoczę nadzwyczajnym, nie ujmę szczególnym, ale za to w kącie wymruczę coś czasem o tym, że nie jest tak źle. Wszystkim, którym w maju nie tyka, życzę, by tak jak nam...

stare-dobre-malzenstwo

...nie było źle. I niech się spełni. Niech w maju nie tyka.
20 maja, 2009

Niemcy nie kolaborowali...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:57
          Najnowszy wykład o świadomości Niemców przyniósł poważny Der Spiegel. Podobno, gdyby nie polscy chłopi, to Holokaust byłby o wiele mniejszy, niż był. To tak jakby "ostateczne rozwiązanie" samo w sobie nie określało zakresu działania.
Wychodzi na to, że to my, Polacy, jesteśmy współwinni rzezi jaka się dokonała w czasie II wojny światowej. Podobno Francuzi i Włosi już mają kaca po tym, jak wymordowali Żydów, a Polacy wciąż się wypierają. Można się domyślać, że naród niemiecki, który teraz wywodami w swojej gazecie przybiera pozę sędziego, chce udowodnić światu, że nie rozpętał najgorszej z wojen, fanatycznie nie popierał Hitlera i w ogóle nie kolaborował ze sobą.
Mnie się chyba śni, gdy patrzę na zdjęcia zrobione w Gdańsku w 1939 roku. Niemcy w całej Rzeszy, tak jak w Gdańsku , powitali Hitlera chłodno, by nie rzec - z niechęcią.

hitler_dluga_gdansk-1939

          Przecież to niemożliwe, że naród Beethovena, Wagnera, Goethego i Schillera sam wpadł na to, by fotografować się na tle mostów, które zdobywał dla idei mającej wieść go po tych mostach ku wspaniałej, lepszej, niemieckiej przyszłości.

niemieckie-zbrodnie

          Bez chętnych polskich chłopów, których, jako jedynych w Europie, wcale nie trzeba było straszyć karą śmierci za pomoc Żydom, niemieccy rycerze i obrońcy europejskiej kultury byliby mordowali o wiele mniej. Z pewnością. A może wcale by nie mordowali? Bo gdyby nie było Żydów, Nobla i dynamitu, chemików, którzy wymyślili gaz i gdyby nie było samochodów, które wytwarzają spaliny, a także skautów w Anglii, to kto by wpadł na pomysł, by organizować jakieś obozy. Kto by tam myślał o komorach gazowych, masowych egzekucjach, zakładnikach, torturach, łapankach i całej tej morderczej machinie. Przecież nie Niemcy, bo przecież to jasne, że Niemcy nie kolaborowali z Niemcami i do dzisiaj właściwie nie wiadomo dlaczego w 1945 roku, w tym samym Gdańsku tak beznadziejnie musieli się z Hitlerem żegnać.

ucieczka-niemcow-gdansk-1945-r

          Der Spiegel chyba wie, więc mówi - Co złego to nie my. Trudno się nie wkurzyć widząc, jak porąbało Niemców dokumentnie. Z takim oglądem historii, to my się z sąsiadami nie dogadamy. Polacy, jako naród nie byli i nie są aniołami, są wśród nas tchórze, złoczyńcy i degeneraci, ale najgłupszy historyk wie, że Polska, jako kraj i naród, była jednym z niewielu państw, które w tamtych czasach kolaboracją z Niemcami się nie zhańbiły. Natomiast Niemcy z Niemcami kolaborowały, aż do utraty tchu. Czas mija i chyba dech niektórym Niemcom wraca. Szkoda, że nie rozum.
14 maja, 2009

Starość nowych czasów

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 00:02
          Jakoś tak się w moim życiu ułożyło, że tereny na zachód od Trójmiasta były mi do tej pory prawie obce. Bywało, że odwiedzałem Szczecin, do którego mam specjalny sentyment, ale Koszalin i Słupsk zaszczycałem sobą tylko przejazdem. W żaden sposób moje podróże nie czyniły z tego krańca Kaszub i Prus Zachodnich zakątka bliższego mi, choćby trochę. Dopiero ostatnio słowińska kraina, jeszcze nie tak dawno rządzona przez pruskich junkrów, za sprawą dwóch zaprzyjaźnionych z nami Kryś, które w Smołdzińskim Lesie pobudowały pensjonaty, zaczęła zwracać na siebie moją uwagę. W ramach tej uwagi niecałe dwie niedziele temu wypuściliśmy się z Asią do Kluk.

kluki-i-asia

          Kluki to wieś położona w Słowińskim Parku Narodowym, nad jeziorem Łebskim, niedaleko jeziora Gardno i prawie dziewiczego jeszcze brzegu Bałtyku. Atrakcją Kluk jest skansen - rekonstrukcja osady rybackiej...

kluki-szopa-rybacka

... z zachowaną zabudową szkieletową budynków krytych strzechą lub gontem.

kluki-dom

          Jadąc tam liczyliśmy na zaciszną, stylową Karczmę z dobrą kuchnią, a trafiliśmy na kiepski jarmark zwany "Czarnym Weselem", który co roku otwiera sezon. W zamian za bilet w cenie 12 złotych od osoby (żal mi było rodzin z kilkorgiem dzieci) mogliśmy pospacerować wśród nazbyt obficie smażonych kiełbasek, piwa i piwoszy, stoisk z tandetą, a także...

kluki-tandeta

... wśród dawnych przyśpiewek śpiewanych z przytupem przez śliczne, choć smutne dziewczyny z miejscowego zespołu ludowego.

kluki-zespol-ludowy

          I pewnie nie byłoby o czym pisać i czego wspominać, gdyby nie wnętrza zachowanych od XVIII i XIX w. chałup. Kiedy moja Mama, w latach sześćdziesiątych XX w., postanowiła pokazać mi swoją rodzinną wieś pod Siedlcami, to sypialnia wujostwa wyglądała prawie tak samo jak dzisiaj ta w Klukach.

kluki-wnetrze-domu-sypilania

Podobnie było z kuchnią.

kluki-wnetrze-domu-kuchnia

          I pomyśleć, że jeszcze czterdzieści lat temu domy pod Siedlcami wyglądały prawie tak samo jak chałupy pod Słupskiem lat temu prawie dwieście. Wracając do Gdyni miałem wrażenie, że czas dla różnych nacji, żyjących od siebie o rzut kamieniem, niezwykle różnie płynął. Było w tym wrażeniu i myśleniu coś jeszcze - czułem się, ja urodzony z ojca pomorzanina i matki podsiedlczanki, jakbym należał do dwóch światów na raz, które w mojej osobie, w tym czasie i w tym miejscu, łączyły się ze sobą w jedno. Piszę, to co piszę, używając komputera. Za chwilę jednym kliknięciem spowoduję, że kto będzie chciał, będzie mógł to czytać.           Wiem, że prócz wielu ludzi z Polski, moją stronę odwiedzają też ludzie z Niemiec, Szwecji, Belgii, Anglii, Rosji, Ukrainy, Francji, a także Australii. We wszystkich tych krajach w nowoczesnych i podobnych do siebie kuchniach stoją podobne lodówki, a w telewizorach leci podobny, i pewnie tak samo marny, program. Różnica czasu znika za sprawą jednego klawisza w klawiaturze komputera. Wszystko staje się jednym, prócz pamięci, tradycji i zwyczaju. Chyba przyszły dobre czasy. Tylko na jak długo? Jak długo będzie się nasza stara mentalność zmieniać w nową i jakie jej przyjdzie przejść jeszcze granice, by to nowe bezboleśnie przyswoić? A wybory do Parlamentu Europejskiego tuż, tuż...
05 maja, 2009

Zawsze po Katyniach będzie Jałta...?

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:15
          Mierzi mnie, gdy dzisiaj marni historycy chcą, jako prokuratorzy i sędziowie cudzych sumień, bez znajomości materii i warunków, rozstrzygać, kto zdrajcą był, a kto bohaterem. Mało któremu przychodzi do głowy, że po 1945 roku innej, lepszej Polski, jak ta, która była, być nie mogło. Polacy nie mieli żadnego wpływu na to, jak będzie wyglądać świat po drugiej wojnie światowej. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, to można tylko nad nim ubolewać. Polska mogła być tylko gorsza. Namiestnik KC KPZR, który nawet pozorami niezależności by nas nie mamił, zarządzałby Krajem Nadwiślańskim jak własnym folwarkiem. Polacy mogliby się tylko zbuntować i wykrwawić do reszty, albo łudzić, że może tak źle nie będzie i próbować się w tym, co alianci zgotowali, zaaklimatyzować. Niech każdy sam sobie odpowie na pytanie, czy lepiej być narodem żywym, czy tylko legendą w historii? Daleki jestem od jednoznacznego potępiania ludzi, którzy zarządzali w tamtych czasach i w tamtych, przecież nie przez Polaków wymyślonych, warunkach.

studenci

          Ludzie są różni. Są patrioci i zdrajcy. Są mądrzy i głupi. Są utalentowani i przeciętni. I są obojętni, tacy, którym wszystko wisi i powiewa. Zazwyczaj czas pokazuje, czy w danym okresie lepiej dla Polski było być Kowalskim, czy Kościuszką. To czas decyduje o tym, czy dzisiejszemu zdrajcy nie przypadnie za pięćdziesiąt lat rola bohatera. Trzeba być ostrożnym z sądami, choć tak często trudno się powstrzymać.
          Kończę właśnie lekturę "Dzienników" Anny Kowalskiej, pisarki zaangażowanej w działalność Związku Literatów Polskich i przyjaciółki Marii Dąbrowskiej. Znalazłem tam taki fragment z 15 września 1966r. "...Obaj, i Pawełek [Hertz], i Zawieyski zgodzili się ze mną, że Polska jest w niebezpieczeństwie. Niemcy i Rosja urządzą przetarg w odpowiedniej chwili. Partia wierzy, że ustępując we wszystkim Rosji i potulnie spełniając jej życzenia, uzyska lepsze szanse dla kraju. Jakżeż oni się mylą. Moskale to świetni gracze, mogą stworzyć sytuacje nieoczekiwane, sprowokować zamieszki, wtargnąć, ukarać, zdmuchnąć cały rząd. Nie istnieje druga strona. Nie będzie, nie ma nikogo, kto by widział swój interes w bronieniu interesów Polski. Zawsze po Katyniach będzie Jałta..." (Anna Kowalska - "Dzienniki 1927-1969") O czym to świadczy?
          Rok 1966 to dziesięciolecie, siermiężnego, ale spokojnego rządu Gomułki, którego do władzy wyniosły okoliczności i sami Polacy, choć w niedemokratycznych warunkach. Jeszcze dwa lata było do antysemickiej hucpy i cztery do wydarzeń grudniowych. Notatka Kowalskiej świadczy o tym, że naród zdawał sobie sprawę w jakiej jest sytuacji. Kowalska należała do elity, ale ja pamiętam co się mówiło po kolacji u mnie w domu. To była wiedza powszechna. Dlatego nie można wydawać opinii, gdy się widzi tylko opakowanie. To, że ktoś był w latach socjalizmu dyrektorem szpitala, szkoły, czy PKP nie znaczy, że był sługusem Moskwy, choć biorąc pod uwagę tamten czas i dzisiejsze, niektórych "badaczy", kryteria oceny przeszłości, mogłoby się tak wydawać. Dlatego i na to, co się komu zdaje, też trzeba uważać. Czytając dzienniki z przeszłości łatwiej zobaczyć, jak było i co się zmieniło. Łatwiej osądzić i docenić. Łatwo też konstatować, że Niemcy i Rosjanie... Ale o miłości Gerharda Schroedera do Władimira Putina już pisałem.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY