24 paĽdziernika, 2009

Magda, Olo i Polański

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:21
          Nad Romanem Polańskim właśnie przeciąga i grzmi potężna burza, która nadchodziła od dawna. Wystarczy włączyć dowolny "środek masowego rażenia", by w krótkim czasie dowiedzieć się, gdzie jest, a gdzie nie ma sprawiedliwości, co jest, a co nie jest godziwością. I tego, czy talent dany od Boga jest równoznaczny z rozgrzeszeniem absolutnym. Swoją drogą ciekawe, czy w Niebie, na Sądzie Ostatecznym można się powołać na przedawnienie? Nie jestem w stanie oceniać i porównywać systemów prawnych stosowanych w różnych częściach świata, ale nie podoba mi się, gdy za poglądy można być skazanym nawet na karę śmierci. Mało to takich krajów jeszcze? Nie podoba mi się także, gdy zbrodniarzy wojennych i politycznych zbirów czci się jak bohaterów. Przykładów na to znaleźć można pełno w historii każdego kraju, pod każdą szerokością geograficzną.
          Niespecjalnie lubię złoczyńców. Złodziej, bandyta, morderca, oszust i gwałciciel, to osobnicy, których w swoim pobliżu widzieć nie chcę. Pytanie jednak stawiam sobie również takie, czy głodne dziecko, gdy ukradnie coś do jedzenia, jest złodziejem? Oczywiście jest i nie jest równocześnie. Nie jest, bo... rodzina z marginesu, patologia, głód... itd. Nie jest, bo człowiek by żyć od zarania zabijał i kradł. Jest, bo prawo mówi, że kradzież to przestępstwo. A jednak nie zgadzam się na stosowanie prawa w zależności od czegokolwiek. A od polityki i układów przede wszystkim. Jak więc ocenić Polańskiego?
          Do sprawy Polańskiego mam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony Polański to geniusz, a z drugiej normalny człowiek. Z jednej strony jest człowiekiem ciężko przez los pokrzywdzonym i jednocześnie hojnie nagrodzonym. Pracowity, ale też balangowicz. Pan i sługa życia w jednym. Ja sam przed sobą chcę uchodzić za przyzwoitego faceta, ale czy nie ma niczego, czego bym się wstydził? Czy nigdy nie zdarzyło mi się nic, czego nie chciałbym, za żadne skarby, powtórzyć? Oczywiście są grzeszki i grzechy. Jak je jednak ważyć? Czy zadośćuczynione i wybaczone nadal waży tyle samo, co zapomniane, lecz nie osądzone? Czy prawo ma duszę? Czy prawo bez duszy może dotyczyć ludzi, którzy, jak głosi każdy kościół na świecie, duszę mają?
          Te i inne myśli krążą mi po głowie po dzisiejszym przejrzeniu prywatnych zdjęć mojej przyjaciółki Magdy Potorskiej. Magda jest właścicielką dużej galerii sztuki w centrum Berlina. Zainteresowanym podaję adres: GALERIA der ORT BERLINER STR.165 10 715 Berlin-Wilmersdorf W swej berlińskiej galerii Magda propaguje sztukę polską. Namiętnie i nieustannie organizuje wystawy polskich artystów. Jakiś czas temu zorganizowała wystawę dzieł Aleksandra Sroczyńskiego...

olo-sroczynski

...artysty grafika mieszkającego obecnie w Kanadzie, reżysera filmów animowanych - i tak jak ja, przyjaciela Jacka Zwoźniaka. Właśnie u Jacka w domu, we Wrocławiu poznałem Ola. Było to lat temu prawie czterdzieści. Olo przyniósł do pooglądania swój fantastyczny zbiór erotycznych, niemal pornograficznych grafik. Nic lepszego i śmieszniejszego od tamtej pory "w tym temacie" nie widziałem. Na zdjęciu niżej Olo z Magdą Potorską (pierwsza z lewej) i Iwoną Zwoźniak (w środku) na wspomnianym wernisażu.

od-prawej-grazynka-slomka-dyr-destiwalu-filmland-polen-olo-sroczynski-iwonka-zwozniak-jerzyk-armata-i-magda-potorska

          Bywa, że Magda okrasi wernisaż jakimś koncertem i wtedy tacy jak ja też mogą się popisać. Magda, przy swojej niespożytej energii, potrafi nie tylko kojarzyć artystę z odbiorcą sztuki, ale również artystów z artystami i faktami artystycznymi, które się wokół nich tworzą. Tak było tego roku. Magda w swojej galerii zorganizowała pokaz malarstwa Jerzego Skolimowskiego, znanego głównie z reżyserowania filmów. Wernisaż odbywał się w lutym, w tym samym czasie, gdy w Berlinie toczyły się boje o laury Międzynarodowego Festiwalu Filmowego. Na Berlinale Wajda za swój film "Tatarak" odebrał nagrodę im. Alfreda Bauera za innowacyjność. Magda sprawiła, że przy okazji Andrzej Wajda...

andrzej-wajda-w-garerii-magdy-potorskiej-w-berlinie-2009r

... otworzył również wystawę swego kolegi po fachu i przyjaciela - Jerzego Skolimowskiego. Już temu wydarzeniu towarzyszyły tłumy, ale co się działo dzień później, gdy Magda "wyniuchawszy" tajną obecność w Berlinie Romana Polańskiego, którego także porwała do swojej galerii na spotkanie z przyjaciółmi z łódzkiej Filmówki, to trudno opisać.
Takim obrotem sprawy, jak wiem z relacji Magdy, zachwycony był Skolimowski, Wajda, Polański i wierny tłum gości Magdusiowej galerii.

jerzy-skolimowski-i-roman-polanski-w-galerii-magdy-potorskiej-berlin-2009r

          To niespodziewane, ledwie parę godzin wcześniej zapowiedziane spotkanie, wywołało sensację. Dziennikarze i ekipy filmowe z całego świata tłoczyły się w galerii i przed nią. Po takim wyczynie Magdy znajomi oniemieli. Cała reszta świata wrzeszczała z zachwytu. Ciekawe, czy ktoś wtedy myślał, by w imię sprawiedliwości zadzwonić po policję?


17 paĽdziernika, 2009

Sopockie Korzenie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:27
          Był taki czas, gdy Wojtek Korzeniewski "rządził" w trójmiejskim światku rock' n' rolla. Od tamtej pory jest managerem pierwszorzędnym i pierwszoligowym. Tego przesympatycznego dryblasa poznałem, gdy organizacyjnie przewodził grupie Kombi w czasach jej pierwszej młodości.

wojtek-korzeniewski-w-srodku-grzes-skawinski-z-lewej-a-waldek-tkaczyk-z-prawej
od lewej: Grzegorz Skawiński, Wojtek Korzeniewski, Waldek Tkaczyk

          Później, gdy współpracowałem z Agencją BART, a Wojtek z bratem Grzegorzem (sopockie Korzenie!) i Wieśkiem Śliwińskim prowadził własną agencję o nazwie Biuro Usług Promocyjnych - BUP w Sopocie, to bywało, że obu nam było po drodze i próbowaliśmy się jakoś dogadywać. Piękne czasy!
W 1989 roku Wojtek jako pierwszy w Europie Wschodniej sprywatyzował Festiwal w Sopocie i był jego prezydentem do roku 1993. Było to przełomowe wydarzenie na naszym festiwalowym podwórku, porównywalne z taką rewolucją, jak prywatyzacja Stoczni Gdańskiej, która nastąpiła dwadzieścia lat później.
          Od jakiegoś czasu obserwuję Korzenia, jak stara się w możliwie najlepszy sposób zabezpieczyć pamięć o muzycznym Sopocie i muzycznym Trójmieście w powojennych latach. Wszak Rudy Kot jest w Gdańsku, a Non Stop był w Sopocie i to w tych miejscach narodził się polski rock. Niedawno opisywałem święto Franka Walickiego, zorganizowane przez Wojtka, na którym Ojciec Polskiego Rocka został uhonorowany najwyższym odznaczeniem w dziedzinie kultury - orderem Gloria Artis.
Korzeniewski ma swój wkład w prawie każdą imprezę, która dzieje się ostatnimi czasy na Wybrzeżu, a organizowaną w celu chronienia rock' n' rollowej historii. Mogę się założyć, że to, iż w Krzywym Domku - projektu Szczepana Szotyńskiego - jest aleja poświęcona Frankowi Walickiemu, a także Agnieszce Osieckiej, stało się za jakąś przyczyną Korzeniewskiego.
          Kilka dni temu otrzymałem od Wojtka zaproszenie na uroczystość wręczenia nagród laureatom konkursu pt. "Wspomnienia Rówieśników Rock' n' Rolla", który zorganizowała Fundacja "Sopockie Korzenie" przy wsparciu Jana Kozłowskiego - marszałka województwa pomorskiego i jak zawsze pomocnego Wojtka Fułka - wiceprezydenta Sopotu, niezwykłego człowieka kultury. Wśród wielu laureatów znalazły się także dzieci z Fundacji "Dr Clown", które poprzez zabawę i śmiech pomagają innym, chorym, dzieciom przetrwać najgorsze chwile. Wojtek ma nadzieję, że muzyka rockowa, zwierająca nieskończoną ilość pozytywnej energii, również pomaga w biedzie.

wojtek-korzeniewski-i-dzieci-z-fundacji-dr-clown
Wojtek Korzeniewski z dziećmi Fundacji "Dr Clown".

          Zanim Korzeniewski przysłał zaproszenie, nieco wcześniej namawiał do udziału w konkursie. Nawet korciło mnie, by przypomnieć sobie to i owo, ale w ostateczności powiedziałem - pass. Przynajmniej w tym roku. Po wczorajszej fecie postanowiłem jednak, że za rok nie odmówię. A jak było wczoraj? W ratuszu miasta Sopot, o godzinie 17.00 w drzwiach przywitał mnie Wojtek Fułek z Wieśkiem Śliwińskim...

wojtek-fulek-w-rozmowie-z-wieskiem-sliwinskim
Od lewej: Wiesiek Śliwiński, Wojtek Fułek

          Następnie delektowałem się rozpoznawaniem nadmorskich legend, licznie zgromadzonych w sali plenarnej. Był polski beatles Jerzy Skrzypczyk z Czerwonych Gitar, był Sławek Łosowski - założyciel Kombi, był Kaziu Barlasz - wokalista Korby i Exodusu, był Grzesiu Skawiński z ONA i Kombi, był Andrzej Kalski - perkusista Cytrusa, był...

marek-karewicz
Marek Karewicz - w środku
          Marek Karewicz - kultowy, jak to się teraz mówi, fotograf kilku pokoleń rockowych muzyków, który zaprojektował około tysiąca płytowych okładek. Marek sam w sobie jest skarbnicą wiedzy o polskim rocku, chodzącą jego kroniką i encyklopedią. Kiedyś doprowadzał mnie do łez, gdy opowiadał środowiskowe anegdotki, plotki i dykteryjki podczas towarzyskich balang z niezapomnianym Markiem Kaszem. Marek Karewicz, którego wystawa portretów piosenkarskich sław uświetniła uroczystość, był wczoraj dla mnie najjaśniejszą sławą i gwiazdą polskiego rocka. Wracając do Wojtka i korzeni rocka, nie sposób zapomnieć o Jacku Rzehaku, menago TSA, który także bawił wczoraj w Sopocie, czy Marcinie Jacobsonie, który zaczynał od prowadzenia dyskotek w Żaku, by potem być managerem co świetniejszych polskich kapel, z SBB i Dżemem na czele. Wczoraj Marcin, wraz z Wojtkiem Korzeniewskim i Wojtkiem Fułkiem, wręczał nagrody laureatom, do których należał także Marek Gaszyński.

marek-gaszynski-przy-mikrofonie-z-tulu-z-prawej-wojtek-korzeniewski-z-lewej-marcin-jacobson
Od lewej: Marcin Jacobson, Marek Gaszyński, Wojtek Korzeniewski
          Marka Gaszyńskiego - dziennikarską sławę radia i "Wielkiej Gry" znają wszyscy, lecz mało kto pamięta, że jest on również autorem wielu popularnych niegdyś piosenek, w tym znakomitego "Snu o Warszawie", który śpiewał Czesław Niemen. Gaszyński na wczorajszą fetę przygotował zgrabną rymowankę o Sopocie, więc może znajdzie się kompozytor i będziemy mieli kolejny przebój - "Sen o Sopocie". Tymczasem laureaci ustawili się do zdjęcia...

laureaci-i-jurorzy-konkursu-wspomnienia-rowiesnikow-rock-n-rolla-pazdziernik-2009r

...po czym przyszedł czas na kiełbaskę z grilla w Operze Leśnej, gdzie zaprosił wszystkich Geniu Terlecki. Z Geniem swego czasu współpracowałem w Akademickim Centrum Kultury. Teraz, od wielu lat szefuje Bałtyckiej Agencji Artystycznej. W Operze czekała na mnie niespodzianka w osobie...

marek-prusakowski-w-operze-lesnej-pazdziernik-2009r

          Marka Prusakowskiego, który tym razem nie jako lekarz, lecz rockowy dziennikarz muzyczny brylował przy piwie. Jak z powyższego wynika Sopotowi potrzebne są korzenie, korzeniom Korzeniewski, a mnie Marek Prusakowski, bo bez niego coś ostatnio w żadnym wpisie obyć się nie mogę. Sopockie Korzenie wczorajszego dnia z pewnością jeszcze bardziej się ukorzeniły, więc Korzeniewskiemu Wojtkowi, rockowemu ogrodnikowi wypada pogratulować.
07 paĽdziernika, 2009

Na zmęczenie - widoki

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:45
          Kilka miesięcy temu wydawnictwo "Nowa Era", które para się wydawaniem książek dla szkół, zachciało uszczknąć dla swych celów nieco z mojej i Marka Prusakowskiego twórczości. Świadomość, że za sprawą piosenki "Liryk na jesień", zamieszczonej w podręczniku, mogę uprzykrzyć życie całemu pokoleniu gimnazjalistów, była na tyle nęcąca, iż zgodziłem się ochoczo i po trudnych pertraktacjach, które wlokły się ze względu na śmieszność zaproponowanego honorarium, podpisałem wreszcie coś w rodzaju umowy. Za niedługo małolactwo będzie wyzywać mnie od najgorszych i... będzie miało rację, bo nie ma nic gorszego dla młodej energii nastolatków, jak wysiadywać nad poetyckimi zapiskami faceta, któremu mało płacą.
Ponieważ w ostatnim czasie, prócz pertraktacji z "Nową Erą" i żmudnym wykonywaniem codziennych zajęć, przychodzi mi intensywnie skupiać uwagę także na kilku innych, życiowo bardzo ważnych sprawach, przeto od czasu do czasu odczuwam zmęczenie. Dawno odkryłem, że dobre widoki dobrze wpływają na dobre samopoczucie. Wczoraj niebo łaskawie uchyliło trochę słońca, więc wybrałem się na Kaszuby, w celu zaaplikowania sobie kilku pastylek dobrych widoków.

kaszuby-2009-jesien

Oto pierwszy z nich - widok z góry Wieżyca, którym leczyłem się na wstępie.

kaszuby-2009-widok-z-wiezycy-2

          Po zejściu z wieży widokowej snułem się trochę po szymbarskim lesie, zahaczyłem o sympatyczną wieś Gołubie i zakończyłem swój seans terapeutyczny przełykając widok jeziora Brodno Wielkie.

kaszuby-2009-jezbrodno-wlk

Wsiadając do samochodu, nie bacząc na to, że przedawkuję, zaaplikowałem sobie na zmęczenie jeszcze jeden widok...

kaszuby-2009-poczatekjesieni

... a potem, jak co roku, mogłem już tylko zaśpiewać sobie pod nosem modlitwę do jesieni, którą wydawnictwo ?Nowa Era? zamierza maltretować gimnazjalistów: -Nie strącaj jeszcze z drzewa liści W tych liściach najładniejsze dłonie Popielą oczy przetykane Jakby w gałęziach rozproszone...
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY