30 maja, 2010

Hopa Panie Prezydencie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:04
          Za mojej zwariowanej, nieco hippisowskiej (ale nie hi-pisowskiej) młodości zespół Blackout, który później zmienił nazwę na Breakout, wraz z wokalistą Stanisławem Guzkiem, który później został Stanem Borysem, podbijał Polską Rzeczpospolitą Ludową, która później przemianowała się na Rzeczpospolita Polską, protest-songiem "Te bomby lecą na nasz dom". Chodziło chyba o Wietnam, a nie rodzinne miasto Nalepy - Rzeszów, tym niemniej z przejęciem słuchaliśmy prośby "...Usnąć nie pozwól mi, połóż na czoło dłoń, ręka niech dobra twa, matko złe sny odpędza..." Chyba właśnie ta piosenka przyśniła się niedawno memu kochanemu druhowi od serca, Andrzejowi Donarskiemu...

andrzej-donarski

...który nie czekając na mnie, sam napisał całą piosenkę.
Długo się głowiłem, o co chodzi z tymi przyciskami do bomb i innego wytłumaczenia, jak to, że w Andrzeju głęboko tkwiła dotąd skrywana nienawiść do prezydenta Richarda Nixona, znaleźć nie potrafiłem. Przekonajcie się sami. Oto jedno z najnowszych dzieł Donara i zespołu MISTER z U.B. pt. "Hopa_Panie_Prezydencie" 
          I jak? Macie może jakąś inną teorię na temat powstania tego tekstu? Piosenka już pnie się w górę na liście przebojów Wietrznego Radia (Grażyna Auguścik potwierdziła, że jest to jedna z dwóch liczących się polskich rozgłośni w Chicago), z której zaledwie dwa tygodnie temu zeszła "Mina Tyma". Mam więc prośbę do wszystkich przyjaciół, znajomych i surferów, którym piosenka się spodoba - zagłosujcie: http://www.wietrzneradio.com/glosowanie.asp
          Głosując zapewnicie sobie wdzięczność kapeli, Andrzeja, moją i gitarzysty Śledziuchy, który całą swoją duszę w tę piosenkę włożył. Wdzięczni będziemy też, jeżeli sobie ją przegracie i podarujecie od nas w prezencie swoim znajomym, a znajomi swoim znajomym itd. Niech wszyscy kombinują: - O co w tym wszystkim chodzi?
          A może Donarski chce przestrzec kandydata Komorowskiego i kandydata Kaczyńskiego oraz tych z dołu notowań sondażowych przed skutkami sprowadzania do Polski Patriotów i innego strzelistego złomu A może...
A może Donar po prostu chciał się napić? Diabli wiedzą. Słuchając piosenki i patrząc na poniższe zdjęcie Donara...

donarski-andrzej

...uroczyście oświadczam, że Andrzej jest zdrowy na ciele i umyśle, i w najbliższych, jak i dalszych wyborach na prezydenta kandydować nie zamierza. Chyba. No, to hopa.
25 maja, 2010

Sen w Galerii Sen

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:15
          Śpiewa bosko. Przez amerykańskich krytyków zgodnie uznawna jest za jedną z najciekawszych postaci na światowej scenie jazzowej. Jest wokalistką i kompozytorką. Jest aranżerem i liderem własnego zespołu. Jest także producentem nagrań we własnej firmie nagraniowej i wydawniczej. W Stanach ukończyła Berklee College of Music. Dyplom z wyróżnieniem otrzymała z rąk Philla Collinsa i Alla Jarreau. Od 1994 roku mieszka w Chicago. Lista muzyków, z którymi współpracuje, lista nagród jakie zdobyła, wyróżnień i nominacji jakie otrzymała jest na tyle długa, że zmęczyłbym się przepisywaniem. Nazywa się Grażyna Auguścik i jest tą jedną z niewielu polskich artystek, które zrobiły prawdziwą karierę na świecie.

grazyna-auguscik

          Poznałem Grażynę w drugiej połowie lat siedemdziesiątych. Gdzie? Nie pamiętam. Pamiętam za to, że gdy spotkaliśmy się w 1978 roku na jednej z ulic Wrocławia byliśmy już na tyle dobrymi znajomymi, że poszliśmy razem na obiad do hotelowej restauracji. Coś mi mówi, że było to podczas "Jazzu nad Odrą". W tym samym czasie, z jakiejś innej okazji ja również grałem we Wrocławiu. Potem o Grażynie słyszałem, gdy zdobywała laury na kolejnych, polskich festiwalach jazzowych. Jeszcze później ktoś mi powiedział, że Auguścik na stałe wyjechała do Ameryki. Po latach jakaś gazeta doniosła, że przed Grażyną drzwi amerykańskich klubów jazzowych stoją otworem, bo jest już w Stanach autentyczną gwiazdą. Cieszyłem się, że po Basi Trzetrzelewskiej i Urszuli Dudziak, trzecia Polka zdobywa szczyty. Cieszyłem się, ale posłuchać nie mogłem. Aż wreszcie Jola Wiszowata i Ewa Swacyna, żona Andrzeja, mego przyjaciela i gitarzysty, który podziwiał Grażynę, w roku 2001 przywiozły mi płytę "To i Hola", którą Grażyna nagrała wraz z Urszulą Dudziak. Gdy posłuchałem, oniemiałem z zachwytu. Przez całe moje życie zespół Mazowsze nie był w stanie wzruszyć mnie swoim repertuarem, a Auguścik z Dudziak zrobiły to w kilka minut. Dla mnie była to, i jest do teraz, niezwykła płyta i niesamowita muzyka. W Jazz Forum Tomasz Szachowski napisał o tej płycie: "...Pięknie tę płytę rozpoczyna bodaj najpopularniejsza pieśń Stanisława Moniuszki "Prząśniczki", gdzie zmieniona, bardzo nowoczesna, inteligentna, stricte jazzowa harmonia nie burzy słowiańskiego klimatu. Ballada romantyczna zmienia się w balladę jazzową pozostawiając emocje i niedopowiedzenia romantyczne. Grażyna i Urszula śpiewają głównie unisono nie wysuwając się zanadto i ta ich swoista skromność jest atutem całej płyty..."

          Niedawno Krysia Reichel, malarka i właścicielka małego pensjonatu o nazwie Galeria Sen (adres znajdziecie wśród linków obok, w Blogrollu), który ma swoje miejsce w Smołdzińskim Lesie, zaprosiła mnie na imprezę pt." Święto powitania traw". Święto odbyło się w ubiegłą sobotę. Pisałem już kiedyś o Krysi, gdy była autorką innej, fantastycznej imprezy, więc kto ciekaw niech poczyta o "Święcie światła", a dowie się, że mogłem spodziewać się wszystkiego najlepszego. I rzeczywiście, Krysia przeszła samą siebie.

grazyna-auguscik-i-krysia-reichel

Zaprosiła do swojej Galerii Sen Grażynę Auguścik, która akurat przebywa w Polsce, wraz z towarzyszącym jej gitarzystą i wokalistą, Brazylijczykiem mieszkającym w Stanach - Paulinho Garcia.

paulinho-garcia

Ostatnia płyta Garcii "My very live" już teraz jest nominowana do prestiżowej nagrody Grammy w 2011 roku. Do Smołdzińskiego Lasu zajechałem w doborowym towarzystwie plastyka Karola Maciejewskiego, dziennikarza Zbyszka Gacha i artystyczno - biznesowego małżeństwa Róży i Piotrka Lincerów. Dom Krysi Reichel przywitał nas nowymi obrazami gospodyni. Za to przed domem i przed koncertem podziwialiśmy niezwykły muzyczny pojazd, którym specjalnie na tę okazję pofatygował się jeden z Krysi słupskich znajomych.

muzyczny-motor

Muzyczny motor wzbudzał zainteresowanie nie tylko Grażyny.

grazyna-auguscik-i-muzyczny-motor

Zachwycali się nim wszyscy. mr-blues

Pod wieczór salon Galerii pękał w szwach, choć koncert był tylko dla wybrańców, znajomych i przyjaciół.

grazyna-auguscik-w-galerii-sen

          Już pierwsze takty piosenek z ostatniej płyty "Adanca" sprawiały, że unosiłem się w zwolnionym, tanecznym rytmie nad ziemią. Sam nie wiem kiedy zrobiło mi się ciepło, błogo i przepięknie. Nie wiem, jak długo trwał koncert, ale mnie zdawało się, że chwilkę. Grażyna śpiewała cudownie, a gdy usłyszałem w jej wykonaniu jedną z piosenek Eli Adamiak, przypomniały mi się stare, dobre czasy i byłem w siódmym niebie. Myślałem, że śnię w Galerii Sen, ale to na szczęście nie był sen. Pięknie dziękuję Ci Grażynko za ten wieczór.

grazyna-auguscik-i-paulinho-garcia

          A po koncercie był poczęstunek, było wino, były długie Polaków rozmowy i tańce do świtu. Wszystko było. Nie było tylko snu w Galerii Sen. Jak to u Krysi. Dzięki Krysiu za wszystko.


15 maja, 2010

Czy dobre musi być wrogiem lepszego?

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:27
          Nie raz i nie dwa, niejedna matka i niejeden ojciec tłumaczy swej latorośli, że lepiej czasem wszystko zostawić jak jest, niż przedobrzyć, szukając lepszego. Sam sobie też to tłumaczę, choć ze zrozumieniem, czy lepsze jest wrogiem dobrego, czy może dobre lepszego, mam często kłopot. Jest wiele rzeczy, na których skupiam swoją uwagę. Osobiste sprawy chronię, ale te bardziej ogólne, są tematem moich tu wpisów, choć czasem granica między jednymi sprawami, a drugimi bywa cienka, jak pajęcza nić. Moje "Codzienności" są pewnego rodzaju kroniką, a kronika ma swoje wymagania, więc...
Nie jest rzeczą zupełnie osobistą uwaga jaką ostatnio poświęcam dwóm tekstom. Pierwszy z nich, to zapowiedziany tekst piosenki o Sopocie, która powstaje z inspiracji Wojtka Fułka - wiceprezydenta tego miasta, a prywatnie mojego i Donara przyjaciela. W trakcie pracy nad piosenką tekst jej wciąż jest modyfikowany i poprawiany. Właśnie teraz, gdy piszę te słowa, a muzycy MISTER zUBa w piwnicznej izbie czynią ostatnie próby...

mister-z-ub-proba

... pod wodzą Przemka "Śledziuchy" Śledzia i stroją instrumenty w poznańskim studio, ja wciąż wykłócam się z Andrzejem Donarskim o zwroty, wersy, słowa i słówka. Mnie się coś układa, jemu nie. Mnie brzmi, a jemu nie leży. Ja mu przeszkadzam w dykcji, on mi w logice. I tak będzie pewnie, aż się nie nagra. Jeszcze gdyby ktoś dobry chciał nam powiedzieć, czy te sprzeczki dadzą lepszy efekt? Czy to "lepsze" nie pogoni "dobrego" i czy to "dobre", to rzeczywiście jest "dobre"? Się wkrótce okaże.
Drugi tekst, który mnie ostatnio zajmuje, to słowa do piosenki, jaka powstaje we współpracy ze Zbyszkiem Szukalskim. Zbyszek wraz ze swoją siostrą Anią stworzył kiedyś sympatyczny duet, który wielokrotnie nagradzany, całkiem dobrze zaznaczył swoją obecność na wielu studenckich imprezach w latach siedemdziesiątych.

ania-i-zbyszek-szukalscy

Teraz Zbyszkowi znowu zaczęło w duszy grać i namówił mnie, by napisać wspólnie coś nowego. Gdy mi przyniósł muzykę, tekst napisał się prawie sam i ułożył w piosenkę do i dla Marka Ferdka, zwanego Solowym. Marek zmarł w styczniu tego roku. Był członkiem zespołu BABA i B-Complex, z którymi to zespołami wiąże mnie wiele dobrych wspomnień. Co się stało - Jeszcze niedawno z kropli potoki / Jeszcze niedawno z chwili godziny / Jeszcze niedawno radość ze słoty / A dzisiaj jesień z wiosną mylimy / Jeszcze niedawno w porywach uczuć / Błogosławiona naiwność słów / A dziś bezsenne noce bez butów / Wychodzą z życia na wieczność snu / Ref. Co się stało Co się stało / Przecież tak niewiele lat / Przeminęło przeleciało / Popatrz a to czasu szmat / Powolutku Przechodzimy / Tyle nas co z brzegu ślad / Długo tu nie zmarudzimy / Ledwie tyle by czuć smak  /Jeszcze niedawno z niczego wszystko / Jeszcze niedawno z oddechu pieśń / A dziś dalekie jest bardzo blisko  /Tyle co zdążyć powiedzieć - cześć Ref. Co się stało?
Gdy gotowy tekst oddałem Zbyszkowi, on zaproponował byśmy razem zaśpiewali tę piosenkę tam, gdzie kiedyś często spotykaliśmy się z Markiem i gdzie on jeszcze w ubiegłym roku koncertował, w Szklarskiej Porębie na Giełdzie Piosenki. Tak się perspektywą tej premiery przejąłem, że zacząłem tekst poprawiać i przerabiać. Niestety, moje "lepsze" zaczęło się kłócić z dawnym "dobrym" i po namyśle powróciłem do pierwotnej wersji. Jak dobrze pójdzie i nie pokłóci się z lepszym, to zapytamy latem w Bazie pod Ponura Małpą - Co się stało?
          Tymczasem w Sopocie zmiany. Piosenka prawie gotowa, lato za pasem, a tu sytuacja przedwyborcza w miejskim ratuszu mocno się skomplikowała. Jacek Karnowski, dotychczasowy prezydent, prawdopodobnie zmieni swoją decyzję o niebraniu udziału w najbliższych wyborach samorządowych i mimo wciąż niejasnej sytuacji w prokuraturze, jednak wystartuje ponownie. Tak więc do słów starego przeboju "...Rano skwer, plaża lub molo, gdy zapada zmierzch..." dojdzie jeszcze słowo - polityka.

molo-gdy-zapada-zmierzch

Wielokrotnie pisałem o tym, że Karnowski jest dobrym prezydentem, że Sopot pod jego rządami wypiękniał i wygląda jak nigdy dotąd, i że miasto ma w nowych czasach szczęście do dobrych włodarzy. Miałem okazję kiedyś poznać tatę Pana Jacka, więc wcale się nie dziwię, że kadencje Karnowskiego - juniora były takie owocne, bo niedaleko pada jabłko od jabłoni. Zawsze też uważałem, że tandem Karnowski - Fułek, to rzecz dla Sopotu znakomita. Gdy Jacek Karnowski postanowił się wycofać i nie zabiegać więcej o funkcję prezydenta, naturalną rzeczą było, że Wojtek Fułek, mając ogromne doświadczenie w pracy dla miasta i współudział w sukcesie, wystartuje w tych wyborach. Nie mam wątpliwości, że Wojtek jest w obecnych warunkach lepszym kandydatem, ale czy dobre musi być wrogiem lepszego? Może dobre tym razem ustąpi przed lepszym? Czy miasto na tym straci, czy zyska? Moim zdaniem zyska.
05 maja, 2010

Wykolejona Kolej

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 20:28
          Od rana wszyscy mówią i piszą o Kolei, która nie jeździ, bo nie zapłaciła za tory innej Kolei, która z kolei nie ma zamiaru tej wykolejonej Kolei utrzymywać. Przeszedłbym obok tego problemu zupełnie obojętnie, gdyż od lat nie korzystam z usług tych, co na torach, gdyby nie pewna historia, która zdarzyła się w mojej rodzinie kilka dni temu. - Panie naczelniku - zaczęła moja Mama - pracowałam prawie czterdzieści lat, jako nauczycielka, z czego sporo ponad dwadzieścia lat w przedszkolu PKP, którego byłam dyrektorem. Odchodziłam na kolejową emeryturę ze Złotym Krzyżem Zasługi i Kawalerskim Krzyżem Orderu Odrodzenia Polski. Przyszłam dzisiaj Pana zapytać, czy Kolej ma jakiś fundusz socjalny dla swoich emerytów, bo od dwudziestu pięciu lat, odkąd jestem na emeryturze, nikt z PKP o mnie nie pamięta i... Fakt, to smutne - przerwał Mamie naczelnik w Dyrekcji Kolei w Gdańsku - ale musi Pani wiedzieć, że tamta Kolej już nie istnieje. Kolej, którą Pani pamięta podzieliła się i jest teraz wiele różnych Kolei. Wszyscy opiekują się emerytami, ale my jesteśmy od nieruchomości, a Pani była w dziale socjalnym. Socjalny został zlikwidowany i nikt go nie odziedziczył. Stąd o Pani nikt... - tu naczelnik zawiesił głos nie bardzo wiedząc jak skończyć zdanie i wszystkim nam siedzącym przy biurku naczelnika od razu zrobiło się zwyczajnie i po ludzku przykro. Najbardziej przykro było mojej Mamie. Różne jej koleżanki, a szczególnie te z przyzakładowych przedszkoli i żłobków, za grosze, a czasem nawet za darmo, z "Solidarnością" i innymi organizacjami branżowymi jeżdżą po całej Europie, bony na Święta dostają, na kawki są zapraszane, a Mama może sobie, najwyżej szufladę otworzyć i rzucić okiem na te dwa świecące kawałki blachy ze wstążką, z których kiedyś była taka dumna.
Naczelnik próbował się uśmiechać i nawet kazał dzwonić, bo może coś się zmieni, ale chyba sam w to nie wierzył, bo pożegnał się z nieukrywaną ulgą, co nas, wychodzących na kiedyś zadbany korytarz pięknego kiedyś budynku, jeszcze bardziej zasmuciło

gdansk-blednik1916-i-budynek-dyrekcji-kolei

         W drodze powrotnej do domu pocieszałem, jak umiałem moją osiemdziesięciodwuletnią Mamę, przypominając, że z tym zapominaniem nie jest tak źle, bo zapominając o człowieku zapomnieli też o zniżce na przejazdy koleją, której ciągle Mamie nikt nie zabrał, tak jak zabrali kiedyś wszystkie inne dodatki. - A gdzie ja jeżdżę? - zapytała zachmurzona Mama. I to był ten właściwy moment, w którym każdy rozsądny syn uruchomiłby tzw. "Rodzinny Funduszu Socjalny". Tak i ja, mając się za rozsądnego przedstawiłem Mamie pewien pomysł. Humor mojej Rodzicielki poprawiał się z minuty na minutę i gdy dojeżdżaliśmy do Sopotu, gdzie zamierzaliśmy pójść na kawę do Centrum Haffnera i...

mama-w-sopocie

... na dworzec kolejowy, po marsowej minie nie było śladu. W ramach Funduszu, w dworcowej kasie kupiliśmy bilet do Zakopanego w wagonie sypialnym. A co? Niech sobie Mama wiosnę w maju umili widokiem gór i szmerem górskiego potoku, zamiast zastanawiać się nad marnością systemu zarządzania pamięcią w okazałym, lecz zaniedbanym budynku DOKP przy ulicy Dyrekcyjnej w Gdańsku. Bilet i moje solenne zapewnienie, że pod Giewontem wszystko będzie załatwione i będzie czekało na Mamy przyjazd, sprawiło, że przykrość sprzed godziny przepadła już zupełnie bezpowrotnie. Wiosenna pogoda, która po Monciaku słońcem sprowadziła nas prawie nad samo morze, też miała swój wkład w nasz humor. Gdy wróciliśmy do domu, okazało się, że z wiosny cieszy się również Haczyk, który witał nas rozkoszując się nowym legowiskiem na świeżej trawie.

haczyk-1

Spójrzcie tylko na to psie spojrzenie i na te psie miny, a zrozumiecie dlaczego tak bardzo wszyscy jesteśmy zakochani w naszym nowym przyjacielu.

haki

Gdy wiosna wschodzi w ogrodzie, to tak, jak rok temu i jak dwa lata temu, i jak trzy lata temu...

stokrotki

...stokrotki rozkwitają też na moim blogu. Z wiosną człowiek wpada w taki nastrój, że kłopoty siedmiomiesięcznej zimy łatwo puszcza w niepamięć. A niech tam... Najważniejsze jednak jest to, że nie tyle wiosna i lato nas radują, i nie tyle jesień z zimą straszy, co cieszy fakt, że "Rodzinny Fundusz Socjalny" działa. I oby działał, bo w życiu z Koleją, można się tylko... przejechać i wykoleić.
          Wieczorem w gazecie czytałem o "potrzebie wychowania młodzieży w duchu patriotycznym" i zacząłem się zastanawiać, czy większym patriotą jest ten, co z flagą w ręku czci narodowe klęski ganiając po mieście, a radosne Święto 3 Maja co roku zaczyna i kończy z wieńcem przy Grobie Nieznanego Żołnierza, czy może ten, który sprawi, że pociągi zaczną normalnie i punktualnie jeździć po torach, a nie po pragnieniach przed sklepem monopolowym. Odjazd.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY