24 paĽdziernika, 2010

Antynikotynowa piosenka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 09:48
Niedawno przekonałem się, że moje pisanie nie zupełnie idzie na marne. W kwietniu 2008 roku opisałem jak przed pięciu laty rzuciłem palenie. Miałem nadzieję, że moja historia przyda się komuś do rozważań, a może nawet pomoże w podjęciu decyzji. Przez ponad dwa lata nie doczekałem się jednak żadnego znaku, że kogoś swoim wpisem zachęciłem do rzucenia palenia.

papierosy_sa_do_dupy

plakat Andrzeja Pągowskiego
Tymczasem okazało się kilka dni temu, że moje wspomnie o walce z dymkiem posłużyło znajomej z Facebooka do napisania piosenki. Na tekst piosenki składają się fragmenty wspomnianego, blogowego wpisu. Muzykę stworzyła wykonawczyni, która na dodatek zaśpiewała piosenkę przed kamerą swojego komputera, bym i ja mógł posłuchać. Lidia Rolek, bo tak nazywa się kompozytorka i wykonawczyni antynikotynowej piosenki zgodziła się bym nagranie video tejże piosenki umieścił na swojej stronie. Wybaczcie słabość techniczną nagrania i tremę artystki, bo nie to jest najważniejsze w tym utworze. Wartością jest fakt, że blogowe pisanie w przesympatyczny sposób można przerobić na piosenkę i zaśpiewać ją, potwierdzając przy tej okazji, że papierosy są do dupy. Żeby nie wiem co myśleć, mówić, robić i czuć, to zawsze lepiej jest nie palić. Lepiej pisać piosenki i śpiewać je. Dzięki Lidio. Miło mi przedstawić Lidię i jej domową twórczość, której Lidia nadała tytuł - Rozmowa z Waldemarem Chylińskim. No, to pogadajmy i posłuchajmy.
16 paĽdziernika, 2010

Jesienna niespodzianka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:15
          Prawie rok temu, bo w styczniu pisałem, że nie lubię zimy. Wychłodzony zimą i stosunkami ludzkimi pisałem m.in. o problemach jakie onegdaj miałem z realizacją pewnego pomysłu na program telewizyjny. Napisałem: W latach osiemdziesiątych...zdarzało mi się pisać scenariusze różnych programów, w tym telewizyjnych. Któregoś dnia we Wrzeszczu spotkał mnie pracownik gdańskiej telewizji, redaktor Sz. - Ja widzę - rzekł - że dla Warszawy się pracuje, a o Gdańsku zapomina. Ponieważ była to oczywista propozycja, wkrótce zaniosłem na ulicę Sobótki scenariusz programu, który mógłby być zrealizowany w Gdańsku. Jednym z utworów tego pomysłu miała być sympatyczna, choć trochę gorzka, piosenka ?Każdego dnia?. Niestety, po kilku dniach redaktor Sz. oddał mi mój scenopis, wzruszył ramionami, a rozkładając ręce w geście bezradności, rzekł - To się nie nadaje. Zaraz potem ten sam scenariusz został zrealizowany w Warszawie, dla I Programu TVP.
          Zapomniałem w tamtym wpisie dodać, że po przyjściu do domu, na drugiej stronie scenariusza znalazłem ocenę mojej pracy w postaci odręcznej notatki, którą sporządził ówczesny dyrektor TVP Gdańsk. Była krótka i dosadna: "Do dupy". Redaktor Sz. powiedział mi jakiś czas później, że to "do dupy", to była ocena, jaką mi wystawił nie dyrektor ośrodka telewizji, ale jego żona, która uważała się z najlepszą tekściarkę na Wybrzeżu. Niestety, nazwiska tej pani już nie pamiętam, choć sytuację dość dobrze. Scenariusz, o którym mowa przedstawiał sześć piosenek wykonywanych w większości przez Beatę Bartelik.

beata-bartelik

          W nagraniach Beacie towarzyszył student ostatniego roku, a może już nawet wtedy prawnik, uzdolniony muzyk i wokalista - Mariusz Ejsmont. Jedna z piosenek tego programu nie poszła w zapomnienie i do dziś można ją w eterze, jak to się kiedyś mówiło, usłyszeć. Ja też o niej wielokrotnie wspominałem. Chodzi o piosenkę, którą napisałem do muzyki Kazimierza Lewandowskiego - "Sen na pogodne dni"
          Nie wspominałbym po raz kolejny, gdyby nie przypadek. Majka, znajoma z Facebooka podesłała mi link do czegoś, o czym myślałem, że nie istnieje. Moją kasetę VHS z tym czymś, dwadzieścia dwa lata temu zniszczył tanim, słodkim i lepkim winem, w szale uwielbienia dla Beaty, kolega Olaf Meler, skądinąd znakomity, acz kompletnie niespełniony kabareciarz.
Teraz, dzięki linkowi od Majki kliknąłem sobie lekko palcem na lewy klawisz myszy i zobaczyłem na YouTube oryginalny fragment tamtego programu, teledysk piosenki - "Sen na pogodne dni"
          Gdy tylko ujrzałem pierwsze obrazki swojego scenariusza, w którego realizacji brałem udział, od razu ruszyła lawina wspomnień. Jak teraz, była jesień. Była Warszawa, kolejka WKD i strasznie zaniedbany, ale z niezłym klimatem dworek w zapuszczonym parku, gdzieś zaraz za Ursynowem. Był, nieżyjący już, Krzysiek Bukowski, który reżyserował i był znakomity Andrzej Witkowski, który redagował. To Andrzej sprawił, że wszystko to mogło się stać. Pamiętam, że po skończeniu pracy nad programem byłem nadzwyczaj szczęśliwy. Piosenki były udane, obrazki śliczne, a ludzie piękni i dobrzy.
          Teraz, jak wtedy szczęście w mojej duszy rozlewało się szerokim strumieniem, aż do chwili, gdy przeczytałem, kto ten teledysk miał i umieścił na YouTubie. Umieściła go tam 15 czerwca Beata Bartelik. - A to zołza - pomyślałem - Mieszka dwie ulice dalej, widzę się z nią czasami częściej niż dalszą rodziną, a ona trzyma w ukryciu coś, o czym ja sądzę, że nie istnieje. I w tym momencie usłyszałem frazę, w której saksofon Tomka Szukalskiego zamienił się miejscem w solówce z gitarą Krzysia Jarkowskiego. - A nich tam - rzekłem cicho i puściłem sobie jeszcze raz.


10 paĽdziernika, 2010

Chwile nie do zapomnienia

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:16
Są w życiu każdego człowieka chwile, których się nie zapomina. Jakiś czas temu, pod jednym z moich wpisów w "Codziennościach" swój komentarz zamieściła Adrianna Godlewska. Jak się później okazało, komentarz ten nie był tak zupełnie przypadkowy. Prócz zbliżonych poglądów na życie, mamy z Adą także wspólnych przyjaciół, do których zalicza się m.in. znakomity lekarz, artysta i dziennikarz - Marek Prusakowski. Zdarzyło mi się kiedyś, na początku lat osiemdziesiątych, być gościem w domu Adrianny Godlewskiej, do którego zaprosił mnie mistrz Wojciech Młynarski, prywatnie mąż aktorki. Życie lubi robić niespodzianki i zawarta przez internet, na nowo znajomość z Adrianną Godlewską wczoraj miała swój piękny ciąg dalszy. W ramach promocji książki "Życie, kochanie i gotowanie" Ada zawitała do Trójmiasta. Jej pierwsza książka "Jestem, po prostu jestem" narobiła, jak do mnie dotarło, sporo towarzyskiego zamieszania, ale nie miałem okazji jej czytać. Do wczoraj. ksiazki-a-godlewskiej Wczoraj w maleńkiej księgarnio-kawiarence Fikcja we Wrzeszczu odbył się wieczór autorski Adrianny Godlewskiej. wieczor-autorski-ady-godlewskiej-001 Przez to, że w Sopocie tworzą się od dawna cholerne korki, a wczoraj były jeszcze bardziej cholerne, to dotarłem do Fikcji mocno spóźniony. Mimo to udało mi się dostać obie książki i w towarzystwie licznych gości, wśród których byli też Gosia i Marek Prusakowscy, posłuchać czytanych przez Adę fragmentów najnowszego dzieła. Autorka przypomniała też wczoraj o tym, że jest również znakomitą aktorką i piosenkarką. Pięknie zaśpiewała kilka wspaniałych piosenek. Oczywiście, były to literackie "perełki", które wyszły spod pióra Wojciecha Młynarskiego. Takich wieczorów, jak wczorajszy się nie zapomina. Choć książki już miałem, to bałem się, że ulecą mi piosenki. Okazało się, że nie ulecą. Przy książce "Jestem, po prostu jestem" znalazłem płytę. Słuchałem jej przez całą powrotną drogę do domu. Dzięki tym piosenkom nastrój wczorajszego spotkania pewnie wróci do mnie jeszcze nie raz wieczor-autorski-ady-godlewskiej-002 Na koniec wieczoru Ada zaprosiła mnie do Żaka na koncert swojego syna Jasia, który także bawił wczoraj w Gdańsku. Niestety, nie mogłem skorzystać z zaproszenia. Szkoda, bo pomysł "Młynarski plays Młynarski", o którym od wiosny jest głośno, wydaje się wielce interesujący. Tym bardziej ciekawy, że wraz z Janem Młynarskim, który gra na perkusji i śpiewa piosenki swojego taty, występuje też niezwykle utalentowana piosenkarka Gaba Kulka. Liczę na to, że taka okazja się jeszcze powtórzy, choć wiem, że żadne chwile nie będą nigdy powtarzane. Wszystko na świecie trwa tylko raz. Napisałem to kiedyś w piosence "O chwilach", którą skomponowała i śpiewa do dzisiaj Ela Adamiak. Ja tę piosenkę też nagrałem, bo są chwile nie do zapomnienia. Z pewnością nie do zapomnienia będzie dla mnie także wczorajsze spotkanie z Adrianną Godlewską.
03 paĽdziernika, 2010

Zyga, Rysiek, Krzysiek, Szczepan i ja

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:47
Prawie trzydzieści lat temu, u sąsiadów na imieninach poznałem budowlańca z duszą gitarzysty basowego. Mieszkałem wtedy w wieżowcu na gdańskim Przymorzu. Zyga był szwagrem solenizanta Krzysia, który mieszkał dwa piętra wyżej. Od słowa do słowa, od kieliszka do kieliszka i dowiedziałem, że poza pracą na budowie Zygę kręci muzyka - Nie ciebie jednego - pomyślałem i wyznanie zlekceważyłem. Okazało się jednak, że ta pasja, choć nienasycona, nie chodzi głodna. Zyga, gdy kończył kierownikować budowie, zaczynał grać na basówce. Grywał w różnych kapelach na Wybrzeżu. Nawet czas jakiś grał w zespole Trzy Korony, który to zespół w 1970 roku założył Krzysztof Klenczon po rozstaniu się z Czerwonymi Gitarami. krzysztof-klenczon1 Krzysztof Klenczon Zdarzają się takie piękne spotkania, na które przychodzimy rutynowo zasnuci mgłą codzienności, a wychodzimy oczarowani spotkanymi, niezwykłymi ludźmi. I świat nagle cały jest w kolorach. I świat nagle ma święto. Wychodzimy z poczuciem niedosytu i chcemy, by dopiero co zawarta znajomość trwała nadal. Tak rodzą się przyjaźnie. Solenizant też nie ukrywał, że prócz wykonywania zawodu inżyniera i urzędnika w magistracie, nosi w sobie duszę badacza dziejów - ze szczególnym uwzględnieniem historii Kociewia i Kaszub. Pisałem o nim niedawno, to Krzysztof Kowalkowski. Wracając do Zygi. Zadzwonił do mnie kilka dni temu i powiedział, że z Australii przyjeżdża Grzegorz Andrian, kumpel z Trzech Koron. Mają kręcić film o Klenczonie, więc będzie też gitarzysta Grzegorz Łapa Nogowski. - Przy tej okazji - powiedział - chcemy razem coś sobie muzycznie przypomnieć i pokombinować. od-lewej-grzegorz-nogowski-i-zygmunt-staruszkiewicz na zdjęciu od lewej:Grzegorz Łapa Nogowski i Zygmunt Staruszkiewicz Szukał starych nagrań i pytał, czy mógłbym pomóc. Przekazałem jego prośbę Piotrkowi Janosikowi Jagielskiemu, który pracuje w radio, z nadzieją, że może on coś znajdzie. W tym czasie zespół, do którego dołączył syn Zygi, Kuba Staruszkiewicz - jeden z najlepszych dzisiaj w Polsce perkusistów - z nostalgią i pietyzmem odkurzał w pamięci i na próbach stare kawałki. trzy-korony-po-latach-na-perkusji-kuba-syn-zygmunta-staruszkiewicza1 na zdjęciu od lewej: Kuba Staruszkiewicz, Grzegorz Andrian i Zygmunt Staruszkiewicz Wielkie było moje zdziwienie, gdy Janosik po kilku dniach poszukiwań znalazł coś, czego nie szukał, a mianowicie zapomnianą przez wszystkich piosenkę, do której napisałem tekst, muzykę zaś wymyślił Waldek Wiśniewski, klawiszowiec z Naszej Basi Kochanej. Tę piosenkę zaśpiewał i nagrał Zyga. Wczoraj po południu, sto metrów od wieżowca, w którym kiedyś mieszkałem, w dawnym osiedlowym Samie, zamienionym na piękną kręgielnię i restaurację Soprano, odbyła się uroczystość 60. urodzin Krzysztofa Kowalkowskiego i 35. rocznica, jego z Elą, szczęśliwego pożycia małżeńskiego. solenizanci-ela-i-krzysztof-kowalkowscy-1 W restauracji Soprano prócz budowlańca Zygi, który gra na basie i wielu gości z rodziny solenizantów - Eli i Krzysia, był wczoraj także Rysiek Krawczyk. Rysiek jest dzisiaj współwłaścicielem dużej, gdańskiej kancelarii prawnej. Nie widziałem go lata całe, a on przecież też mieszkał i balował kiedyś z nami we wspomnianym wieżowcu na Przymorzu. Nie zapomniałem o tym, bo Rysiek, tak jak i reszta, po pracy ma swoją "jazdę". Wieczorem, zamiast szlafroka wyciąga z szafy pięknego Gibsona i daje sobie coś pod palce z Nalepy, czy Hendrixa. I był wczoraj z nami też mistrz i przyjaciel nas wszystkich- Szczepan Szotyński. Urzekł mnie opowieścią o estetyce wnętrz. Szczepan, gdy odrywa się od architektury, zaczyna pisać wiersze i krótkie traktaty literackie. Czyni to, często nie przerywając malowania, które również jest pożywieniem dla jego duszy. Żal było wychodzić, tym bardziej, że rzadko spotykamy się wraz z żonami. A co z piosenką? Piosenka powstała w 1989 roku, w czasie, gdy Polacy zaczęli uparcie i od podstaw budować kapitalizm. Wśród łóżek polowych, udających sklepy i otwartych bagażników, udających hurtownie, kręcili się panowie zwani cinkciarzami. W nowej sytuacji oni pierwsi potrafili się odnaleźć. Najpierw zakładali kantory wymiany walut, a potem prawdziwe hurtownie, fabryki i stacje telewizyjne. Nasza zapomniana piosenka opowiada o tamtych, pionierskich czasach i oczywiście nosi tytuł - "Kantor Wymiany" Kiedyś różne rzeczy się robiło. Takie, związane ze swoim czasem piosenki też, choć, czy dzisiaj już nie ma cwaniaków...?
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY