27 marca, 2011

Trzy razy dobrze i Trzy Korony

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:16
          Dobrze jest w słoneczną, marcową niedzielę wychynąć z domu i w nadmorskim szkwale głowę przewietrzyć. Dobrze jest nawdychać się rześkości i napatrzeć na widok, a potem skonstatować, że wiosna jest już tuż, tuż...

wiosna-w-orlowie

          Dobrze jest niekiedy przekonać się, że ta moja pisanina w "Codziennościach" jest komuś potrzebna i do czegoś się przydaje. Choć statystyki potwierdzają, że kilkaset osób dziennie tu zagląda, miewam nierzadkie chwile zwątpienia w to swoje internetowe "dzieło". "...pisz, pisz, pisz, bo dobrze się czyta..." napisał do mnie przyjaciel, dziennikarz i pisarz z Olsztyna - Tadeusz Prusiński, po tym, jak przeczytał nową części "Widłąga".

tadziu-prusinski

          To jak tu nie pisać, gdy opinii takich zbieram więcej? Dobrze jest też, gdy okazuje się, że dzięki mojej tu pisaninie ktoś kogoś odnajduje i dowiaduje się rzeczy, o których wcześniej nie miał pojęcia. Pisałem wiele o przyjaciołach z Warszawy i ich zespole BOOM, który w latach siedemdziesiątych w moim środowisku był niezwykle popularny. Nawet specjalnie dla tego zespołu założyłem w "Codziennościach" podstronę BOOM, gdzie wszystko, co wiem i mam w archiwach jest wyłożone. Jakież było moje zaskoczenie, gdy kilka dni temu napisała do mnie, nieznana mi wcześniej osoba i zadała kilka pytań o Anię Łencką. Ania była solistką w Boomie. Jej niebiańska uroda i anielski głos, a także piosenki, które śpiewała z zespołem, to wszystko sprawiało, że nikt wobec zjawiska o nazwie BOOM nie pozostawał obojętny.

Ania Łencka i Darek Dziadkiewicz

          Osoba, o której wspomniałem chciała znać szczegóły z życia Ani, których ja nie znałem, więc skontaktowałem ją z członkami dawnego Boomu. Darek Dziadkiewicz, który przejął korespondencję przesłał i mnie zdjęcia, których nie miałem i króciutką piosenkę "Chmiel", która zupełnie uszła z mojej pamięci. Skoro w ciągu jednego tygodnia za sprawą ludzi, internetu i aury może być trzy razy dobrze, to czego jeszcze chcieć? Jest po trzykroć dobrze i... Trzy Korony Zygmunt Staruszkiewicz, przyjaciel, co to z nim nie jedną noc... przegadałem, członek zespołu Trzy Korony podesłał mi przed chwilą coś, co bez wątpienia będzie ciekawym wydarzeniem.

zyga-staruszkiewicz-w-trzech-koronach

          Gitarzysta z Trzech Koron - Grzegorz Adrian przywiózł z Australii ścieżkę dźwiękową piosenki Krzysztofa Klenczona i zespołu Trzy Korony. Piosenka ta nigdy nie ujrzała światła dziennego i nigdy nie miała premiery. Tu, w Trójmieście do głosu Krzysztofa zespół niedawno dograł nowe brzmienie. Od dzisiaj można posłuchać zrobionej na nowo, starej, a nigdy nie wydanej piosenki Trzech Koron. Utwór do słów Andrzeja Jastrzębca-Kozłowskiego, który skomponował Klenczon nosi tytuł " Popatrz prawdzie w oczy". Jest dobrze. Po trzykroć dobrze!


19 marca, 2011

Wpadki nie tylko red. Katki

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:00
         Od początku niech będzie jasne: "Gazeta Wyborcza" jest dziennikiem, który czytam codziennie, od pierwszego dnia, od pierwszego numeru, od 1989r. Nie jest jedyną gazetą, którą czytam, ale jedyną, którą codziennie kupuję. Lubię "Gazetę Wyborczą". Niestety, w mojej gazecie codziennie znajduję dodatek "Gazeta Wyborcza -Trójmiasto". Niezbyt to dobry dodatek, niewiele ciekawego w nim o Trójmieście i najczęściej moja lektura tych kilku stron kończy się na przejrzeniu tytułów. I... kosz.
         Może nie miałbym nawet pretensji, gdyby nie fakt, że od pewnego czasu redaktorzy trójmiejskiego dodatku uparli się, by mnie wnerwiać. Zaczęło się od szczęścia, jak mi się wydawało, a właściwie od zdjęcia, które zrobiłem Andrzejowi Donarskiemu ( MISTER z U.B.) w Gdańsku podczas kręcenia teledysku. Telewizja "pomorska TV", która realizowała klip z Andrzejem, za moją zgodą wykorzystała je w Gazecie. Powiedziano mi, że to będzie ich materiał reklamowy. Był to jednak normalny materiał prasowy, nigdzie nie oznaczony jako reklama. Choć zgodziłem się, że "pomorska TV" nie musi mi nic płacić, to jednak nie było mowy o tym, by można było to zdjęcie (obok) wykorzystać, bez podania nazwiska autora. Pal już licho honoraria. Skoro trójmiejska Gazeta na takie "drobnostki", jak prawa autorskie nie zwraca uwagi, ta niech im będzie. Sądziłem, że to przypadek, błąd w sztuce, ot i wszystko, ale nie... Gdy zacząłem dodatek przeglądać pod kątem spraw, na których się trochę znam, i o których trochę wiem, zobaczyłem, że niechlujstwo i stronniczość, to cechy stałe dodatku. Gdyby nie materiały red. Aleksandry Kozłowskiej, nie warto by do "Gazety Wyborczej -Trójmiasto" chyba w ogóle zaglądać. Dotąd najjaskrawszym dla mnie przykładem tego, co napisałem był artykuł red. Wąsa, który ukazał się w trakcie kampanii wyborczej do samorządu w Sopocie. Nie minęło pół roku, a kolejny kwiatek z trójmiejskiej łączki "Gazety Wyborczej" odrzucił mnie swym zapachem. Redaktor Wąs i jego opinie, to mały pikuś przy tym, czego dokonał jego redakcyjny kolega, red. Katka. Kilka dni temu na pierwszej stronie trójmiejskiej Wyborczej przeczytałem materiał red. Katki, z którego wynikało, że Wojciech Fułek oszukiwał i robotę miał będzie prokurator.

ile-zaplacil-fulek

Ani jedno zdanie z tezy, że Komitet Fułka oszukiwał nie jest prawdziwe. Redaktor Katka rzucił na Fułka podejrzenie o nieuczciwość tylko dlatego, że nie umie czytać sprawozdań. Ponoć pomyliły mu się cyfry i rubryki. Ja w to nie wierzę, bo w takim razie Katka, jako dziennikarz w Gazecie powinien być już skończony, a nie jest. Przez dobę Wojciech Fułek - przewodniczący Rady Miasta Sopot, chodził w infamii i dla wielu, za sprawą red. Katki i "Gazety Wyborczej - Trójmiasto", pewnie nadal okryty jest hańbą. Wszak tytuł grzmiał, błyskał i trąbił na całe Trójmiasto. Kto zauważył, że na drugi dzień ukazało się "wyjaśnienie" z wątpliwymi przeprosinami?
Znajdźcie je...

strona-druga-i-trzecia-gw

Trzy razy przeglądałem Gazetę nim je zobaczyłem na samym dole drugiej strony, maleńkie, w rogu, ledwo widoczne, po prawej
stronie...

wyjasnienie

Wstyd "Gazeto Wyborcza - Trójmiasto". Wstyd!

12 marca, 2011

Na prośbę Szczepana, Krzysia i kilku przyjaciół jeszcze

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:59
          Napominany przez Szczepana Szotyńskiego, poganiany przez Krzysztofa Kowalkowskiego i kilku przyjaciół jeszcze obiecałem , że moja opowieść "Widłąg" będzie miała ciąg dalszy. Właśnie dzisiaj dopisałem do niej kilka stroniczek. Oto fragment:
"W przeciwieństwie do Włodka, Andrzej nie miał najmniejszych kłopotów w nauce. Włodek za to, jak mówiła moja mama, miał diabła za skórą. Jeżeli nawet, to był to dość atrakcyjny diabeł, bo z Włodkiem zabawy i wypady do miasta rzadko były nudne. Silny blondyn o niebieskich oczach naturę miał mocno wiercącą się i niespokojną. Łobuzował dość chętnie i często. Nie raz i nie dwa wracał skądś pobity. W przeciwieństwie do Andrzeja nie starał się być sprawiedliwym. Wszystko, co było dobre dla niego musiało być dobre dla wszystkich. Nie miał wyrzutów sumienia. Nawet, gdy zbroił na tyle, że dostawał lanie, przyjmował to bez żalu. Zdawało się, że kara była częścią ceny za ciekawe życie, które chciał wieść, i którą to cenę znał od początku.

grunwaldzka-44

          Był z tych, którzy z upodobaniem rozwijali w sobie złe skłonności. Chciał rządzić i choć nie miał mądrości i rozsądku swojego siostrzeńca, to jednak na podwórku stawiał na swoim. Nie zawsze zyskiwał wśród nas posłuch, jednak często na Włodka zawołanie zbiegaliśmy na dwór, by wspierać go w zamiarach. Miał też dryg do handlu. Wciąż coś wymieniał i zamieniał. Potem kupował i sprzedawał. Do dziś wspominam, jak oddałem mu najlepszą, bambusową wędkę ojca za piętnaście minut pojeżdżenia na wrotkach, które on, jak się potem okazało, wypożyczył na dwa dni od kogoś z ulicy Sobótki za zdjęcie gołej baby..."
          Skoro ciąg dalszy nastąpił, to czytajcie Widłąg dalej, od "Kominka", bo od tego rozdziału opowieść snuje swój ciąg dalszy.

05 marca, 2011

Kochana Pani Lucha

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:50
          Wczoraj po południu usłyszałem: "Dzisiaj rano, w wieku 85 lat zmarła w Gdańsku Lucyna Legut - aktorka, pisarka, malarka."

lucyna-legut-2010r-w-domu

          Tyle suchy komunikat. - Niemożliwe, jak to - zapytałem, nie wierząc i spojrzałem na zdjęcie, które nie tak dawno przysłała mi mailem. Choć znaliśmy się wiele lat niezwykłość tej znajomości była dla mnie zawsze oczywista. Kochana Pani Lucha była najpiękniejszym przykładem na to, że na sukces nigdy nie jest za późno. Z aktorstwem rozstała się jakiś czas temu, ale pisała, wydawała i malowała niemal do ostatnich dni życia. Rozjaśniała świat cudownym poczuciem humoru, którym zawsze chciałem się zarazić i nigdy mi się to nie udawało. Imponowała pracowitością i talentem. Bóg w talenty obdarzył ją hojnie, a ona umiała z nich korzystać. Uwielbiała ze swej pracy czynić radość i się nią dzielić. Mamy w domu jej książki i obrazy. Teraz one będą nam o niej przypominać. Wielokrotnie przechodziliśmy na "ty", ale jakoś niezręcznie było mi się do niej zwracać tak bezceremonialnie, więc zwracałem się - Kochana Pani Lucho.

lucyna-legut-i-waldek-chylinski

          O znajomości z Lucyną Legut pisałem tutaj wiele razy i aż mi się wierzyć nie chce, że teraz będę mógł pisać o niej już tylko wspomnienia. Wielka szkoda, bo jej życiowej werwy i poczucia humoru nikt i nic nie zastąpi. Gdy podarowała nam "Aniołka na nocniku" śmiałem się kilka dni i do dzisiaj się uśmiecham za każdym razem, gdy przechodzę obok niego w drodze do łazienki.

aniolek-lucyny-legut

Podarowała mi też inny obraz swego pędzla - "Damę z pawiem"...

dama-z-pawiem-lucyny-legut

...który wisi u mnie w pokoju. Zakwitające drzewo i rajski ptak, a na różowych obłokach dama... Zawsze wiedziałem, że w tej rajskiej nadziei, pod drzewem życia, to ona jest damą, Kochana Pani Lucha. Na koniec, Kochana Lucho wiedz, że te wszystkie chwile z Tobą są i będą nie do zapomnienia. Do zobaczenia.

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY