20 maja, 2011

Miło

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:36
Niewątpliwie miło jest autorowi zauważyć, że piosenka, którą powołał do życia ponad dwadzieścia lat temu, wciąż żyje. Prócz zwykłej, ludzkiej radości ma się też poczucie niezwykłej satysfakcji, że kolejne pokolenia... Taką właśnie niecodzienną satysfakcję odczułem, gdy firma Universal Music przysłała mi niedawno do domu płytę:

byc-kobieta-1

Wydawnictwo na dwóch płytach zamieściło 38 piosenek śpiewanych przez polskie piosenkarki w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. "Być Kobietą..." ma też podtytuł - "...co nam w duszy grało..." sugerujący, że wybrane piosenki są wyjątkowo wybrane. Na pierwszej płycie wśród sławnych i znakomitych utworów znalazła się piosenka Kazia Lewandowskiego i moja "Sen na pogodne dni", którą śpiewa Beata Bartelik.



Na poniższym zdjęciu Beata wczoraj po południu:

kalepusz-beaty-bartelik1

Na drugim CD znalazłem perełkę, o której niemal zapomniałem, a która kiedyś bardzo długo buszowała w mojej głowie. To prześliczna i lirycznie mądra piosenka Jasia Wołka i Adama Żółkosia -"Rękawiczki", którą pysznie śpiewa Joanna Zagdańska, prywatnie żona Adama.



Poznałem ich gdzieś, kiedyś, przy jakiejś okazji. Oboje byli ludźmi nie do przebicia. Przepiękni. Zapewne dzisiaj też tacy są. Z Joanną pośrednio łączy mnie jeszcze jeden epizod. Joanna wygrała w 1979 roku festiwal w Zielonej Górze. Towarzyszyły jej na scenie dwie dziewczyny - siostry bliźniaczki - Ala i Ula. Ala rok później wyszła za mąż za Jacka i zmieniła nazwisko na Zwoźniak. Z Jackiem Zwoźniakiem ("...Ragazzo da Napoli zajechał Mirafiori...) łączyła mnie niezwykła, piękna i wielka przyjaźń. Śmiało można by o nas dwóch także zaśpiewać refren piosenki Asi Zagdańskiej: "...Orzeł z reszką, plecy o plecy, Nierozłączni jak światem świat, Ja - on, on - ja, Nie podzielisz na dwa, no bo jak?

byc_kobieta_

Myślę, że już tylko dla tych dwóch kawałków ;), choć reszta też znakomita, warto płyty "Być Kobietą" posiadać i słuchać sobie, tak jak ja to robię, w samochodzie, na okrągło. Zachęcam do kupienia i polecam do słuchania.
13 maja, 2011

Życie składa się z iluzji

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:04
Przemknęła mi niedawno w telewizji taka oto scena filmowa: Na skraju pola biedny rolnik mówi do małoletniego syna - Spójrz synu - tu rolnik zakreśla ręką duże koło i wskazuje horyzont - to wszystko, co widzisz będzie kiedyś twoje. Syn wytęża wzrok, gapi się na pole, a pole od krańca do krańca zasnute jest gęstą mgłą. - Tato, ale nic nie widać. - Widzisz synu, życie składa się z iluzji.
Przystanąłem przy tej kwestii i zadumałem się nad oczywistością, która nie za bardzo życie umila. Ile razy to, co widziałem, okazywało się zupełnie czymś innym? Ile razy złudzenia budowały mi rzeczywistość, która nie istniała? Ile razy marzenia, niczym kurtyna w teatrze, odsłaniały rzeczy i ludzi w rolach, których Wielki Dramaturg nigdy nie stworzył? Nawet nie warto liczyć... Drzewa pośrodku bezkresnego morza? Proszę bardzo.

baltyk

Mgła i perspektywa są znakomitymi rekwizytami do okazywania omylności zmysłów i rozumu, do unierzeczywistniania rzeczywistości. Z mgły i perspektywy można wysnuć tysiące aluzji, porównań i metafor. Czasem wystarczy coś odwrócić "do góry nogami", jak ten dom w Szymbarku, by to coś przestało być tym, czym jest w istocie.

szymbark-1

W związku z powyższym sam już nie wiem, czy to, co piszę, jest tym, co myślę i czy to, co mi się wydaje, jest tym, co istnieje? Wbrew pozorom mamy poważny problem, bo jeżeli życie składa się z iluzji, to pewnie na iluzję składa się życie. Na ile się składa? Na tyle, na ile nią nie jest. Odpowiedź na pytanie, w jakim procencie iluzja jest życiem, to rzecz indywidualna. Pamiętać jednak trzeba, że ona także może okazać się złudzeniem. I co wtedy? Wtedy wszystko, co zobaczymy będzie kiedyś nasze.
10 maja, 2011

mgr Aura Piękna

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:07
Wreszcie się doczekałem. Dzisiaj mgr Aura Piękna, po wielu miesiącach oczekiwania i kilku dniach zwłoki, otworzyła moją ulubioną czytelnię. Wśród pachnących zbiorów zielonej...

kwiaty-w-mojej-czytelni-1

...biblioteki. Wśród arcydzieł Mistrza harmonii, barwy i wyrazu...

kwiaty-w-mojej-czytelni-3

...bez ociągania się i z wielką przyjemnością...

kwiaty-w-mojej-czytelni-4

...wczesnym popołudniem pogrążałem się w lekturze powieści "Panna Ferbelin" - Stefana Chwina i "Spiski" - Wojciecha Kuczoka.

moja-ulubiona-czytelnia1

Obie te książki w mojej pachnącej czytelni smakowały dzisiaj wyjątkowo. Mam nadzieję, że pani mgr Aura Piękna nie przeziębi się wieczorem i jutro też przyjdzie do pracy.
08 maja, 2011

Ciśnienie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:36
Miałem ciśnienie na podróż. Skorzystałem więc z ładnej pogody i odwiedziłem Śrem. Tym razem w Śremie urzekła mnie wieża...
ciśnień:

wieza-w-sremie

Fajnie jest mieć taką wieżę, nawet jeżeli nie wytwarza ona już ciśnienia.

wieza-cisnien-w-sremie

W Śremie to wiedzą i dlatego pięknie wieżę odrestaurowali. Jest co podziwiać. Gospodarna Wielkopolska. Tylko pozazdrościć.
01 maja, 2011

Zbieranie miejsc

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 12:44
Coś się dzieje z człowiekiem, gdy obudzi się w nim sentyment do miejsc. Coś dziwnego, ale miłego. Pisząc swoją opowieść "Widłąg" zahaczyłem w pamięci o miejscowość - teraz to już dzielnicę Gdańska - Sobieszewo. Jeszcze przed wojną to miejsce na wyspie, między ujściami Wisły do morza, zwało się Bohnsack i tak miejscowość tę nazywał mój ojciec, który w Gdańsku bywał jeszcze w czasie wojny. Bohnsack był "portem" docelowym żeglarskich eskapad naszej rodziny. Odkąd pamiętam pływaliśmy tam naszą żaglówką z Gdańska w każdą pogodną niedzielę, od maja do października. W latach sześćdziesiątych przy brzegu Martwej Wisły stały jeszcze resztki pomostu, do którego przez setki lat przybijały statki z Gdańska.

sobieszewo-przystan-1961r

Kilka dni temu odwiedziłem to miejsce i wygląda ono teraz tak:

martwa-wisla-w-sobieszewie-i-tym-miejscu-stal-pomost

A odwiedziłem je dlatego, że w na stronie www.wolneforumgdansk.pl złowiłem dwa zdjęcia związane z miejscem, które na zawsze kojarzyć mi się będzie z czerwoną oranżadą w kapslowanej po staremu butelce. Kupował mi ją ojciec w sobieszowskiej restauracji stojącej nieopodal pomostu na Wiśle i miejsca, do którego przybijał prom utrzymujący kontakt wyspy ze stałym lądem. Kiedyś restauracja ta była gościńcem, reklamującym się w gdańskich gazetach w następujący sposób:

sobieszewo-gasthaus1

W swoich archiwach znalazłem zdjęcie mego ojca ( pierwszy z prawej), gdy wychodzi wraz ze swoimi kuzynami ( w środku Rysiek Wikland) w 1958 roku właśnie z tego gościńca, a właściwie z tej restauracji, bo po hotelu już wtedy śladu nie było.

sobieszewo-resturacja-ok1958r

Jak wspomniałem, kilka dni temu, goniony sentymentem, zrobiłem sobie wycieczkę do Sobieszewa. Gasthaus, który po wojnie gasił moje pragnienie słodką oranżadą teraz wygląda tak:

sobieszewo-kwiecien-2011

- Trochę żal starych czasów- pomyślałem wracając do domu. - Żal i co zrobisz - zapytało życie. - Nic, ale dobrze, że chociaż miejsca i wspomnienia mogę zbierać - odpowiedziałem, powoli starzejąc się dalej.
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY