21 paĽdziernika, 2011

Leszek i nowa piosenka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:20

          Jadę do Olsztyna. Zawsze z ochotą odwiedzam miasto kilku moich kolorowych, studenckich lat. Jutro w akademickiej dzielnicy - Kortowie, gdzie jest najpiękniejszy w Polsce, a i pewnie w Europie kampus, w Centrum Konferencyjno-Kongresowym Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, mieszczącym się przy ul. Benedykta Dybowskiego 11, wraz z Jurkiem Filarem (Samba Sikoreczka), o godz 17.30 zaśpiewam swoje mniej i bardziej znane piosenki. Mam nadzieję spotkać, jak to w Olsztynie, wielu starych przyjaciół i życzliwą, jak to w Olsztynie, publiczność :). Pogodę zapowiadają słoneczną, choć jesień już chłodna. Dobrze się składa, bo przygotowałem na jutro kilka ciepłych, jesiennych ballad. Jak się ułoży, to wszystko ładnie będzie do siebie pasować. Zapraszam, kto ma chęć posłuchać i będzie w pobliżu.
          W Olsztynie nie zaśpiewam najnowszej piosenki, którą ledwie kilka dni temu nagrał zespół Wolny Przedział, a którą to piosenkę napisałem kiedyś z Leszkiem Szczechulą.

leszek

          Leszek nie jest zawodowym kompozytorem. Ot, lubi sobie czasem pograć na gitarze i coś zanucić od siebie. Z tego nucenia często wychodzą mu bardzo sympatyczne melodyjki, które czasami mnie kuszą. Na mojej płycie "Słowa..." znalazły się dwie piosenki, do których muzykę skomponował Leszek. Teraz piosenka z muzyką Leszka będzie pierwszą piosenką na debiutanckiej płycie Wolnego Przedziału.
          Znamy się z Leszkiem niemal od dziecka. Razem uczyliśmy się w Conradinum, razem zdawaliśmy maturę, razem żeglowaliśmy. Potem nasze drogi się rozeszły. Po latach, gdy wybudowałem swój dom na "głowie" Gdyni, czyli na morenowym wzgórzu nad Orłowem, Leszek był jednym z pierwszych moich gości. Przyszedł, wypił i powiedział, że chodzą mu po głowie pewne nuty. Na moją prośbę wziął gitarę i zagrał. Zrobiło się późno. Asieńka dorobiła nam jeszcze kanapek i poszła spać, a mnie w miarę ubywania w butelce trunku, przybywało słów do Leszkowych nut i tak w końcu powstała piosenka - "Gdynia nocą".

gdynia-we-mgle

          Czasami, gdyśmy potem z Leszkiem wypuszczali się w jakiś przyjemny rejs, po kolacji przypominaliśmy sobie o tej piosence i czas robił się nam sympatycznym towarzyszem żeglarskiego wieczoru.
          Wiosną tego roku ze Zbyszkiem Szukalskim zastanawiałem się nad repertuarem, który miał być nagrywany na pierwszą płytę Wolnego Przedziału. Odkryłem oczywisty fakt, z którego wcześniej jakoś nie zdawałem sobie sprawy, że wszyscy obecnie jesteśmy z Gdyni. Nie z Sopotu, który uwielbiam, nie z Gdańska, który kocham, ale właśnie z Gdyni, która jest teraz moim miejscem na ziemi, a to przypomniało mi o istnieniu gdyńskiej piosenki. Zbyszek zaakceptował pomysł , ale ja za nic nie mogłem sobie przypomnieć, jak to leciało... Na szczęście Leszek pamiętał.

wolny-przedzial

          Wczoraj wieczorem dostałem piosenkę już po masteringu i za zgodą producenta spieszę się podzielić nią z przyjaciółmi. Mam nadzieję, że "Gdynia nocą", którą w piosence swoim głosem opisują Ania Judycka i Arleta Rusiecka, też się Wam spodoba. Miłego słuchania.

16 paĽdziernika, 2011

Iza

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:50

Swoją pierwszą łódź, trochę większą od kajaka, mój ojciec ochrzcił imieniem Iza. W letnie niedziele pływaliśmy (strzałka na zdjęciu pokazuje moją trzyletnią głowę) Izą po Wiśle, a w czasie wakacji ruszaliśmy kanałami i rzekami na jezioro Ruda Woda i Jeziorak.

ja-na-dziobie-naszej-pierwszej-lodzi-iza

Często to wspominam, a nawet opisuję w swojej, trochę prawdziwej, a trochę nie, wciąż nieskończonej opowieści "Widłąg". Październik, niedziela dzisiaj. Kurz powyborczych emocji już opadł. Zrobiło się nawet trochę nudno, choć za horyzontem grzmi i dudni burza kryzysu. Strajki, demonstracje, zadymy uliczne, awantury... Czyżby znowu nadszedł czas rewolucji? Czyżby historia, która kołem się toczy znowu zakończyła jakiś swój cykl? Naszło mnie przy tej okazji wspomnienie. Co roku, w październiku, wraz ojcem wyciągaliśmy z wody naszą Izę i chowaliśmy ją na brzegu pod dach szopy. Zostawialiśmy ją na Przeróbce - dzielnicy Gdańska, a sami na zimę wracaliśmy do Wrzeszcza, by przez kilka kolejnych miesięcy móc marzyć o następnym lecie. Dla nas w październiku, wraz z końcem żeglarskiego sezonu zamykał się cykl rocznego przeżycia życia. Nie Święta Wielkanocne, Bożego Narodzenia, nie urodziny, imieniny, czy Nowy Rok, ale ostatnie po sezonie zrzucenie z masztu Izy żagli było przełomem, końcem cyklu i rocznego etapu naszej historii. Rosłem, a wraz ze mną rosły rodzinne wymagania i marzenia. Historia co roku się powtarzała. Iza szybko okazała się łódką zbyt małą, jak na nasze potrzeby, więc po Izie był As, a po Asie Poli. Z roku na rok było coraz wygodniej. Pierwsze pałatki zastąpiły namioty, a kocherki, butle z gazem. O gotowaniu na ognisku, rozpalanym między cegłami, zapomnieliśmy dość  szybko.

gotowanie-na-jezioraku

Ognisko z czasem zapalało się już tylko dla wakacyjnej atrakcji, ogrzania wieczornego chłodu i snucia opowieści. Mama opowiadała o swoim biednym, choć szczęśliwym dzieciństwie na wsi, ojciec najczęściej wspominał wojnę. Miał czternaście lat, gdy Niemcy wysłali go do obozu pracy. Rozumiał już, że wojna to zabijanie, niszczenie i sterta nieszczęścia, z którą nie wiadomo, co potem zrobić.

oboz-pracy

Dzisiaj nie ma Izy, ani żadnego z tamtych jachtów. Mało kto dobija do bindugi po to, by rozbić namiot i rozpalić ognisko między cegłami. Nie ma tamtych czasów, ale wciąż jest Wisła, Ruda Woda i jest Jeziorak...

jeziorak

I jest październik - nazwany czas, którego historia kołem się toczy. Jest niedziela, a ja się zastanawiam, czy każde pokolenie musi mieć swoją wojnę, swoją martyrologię, swoich zabitych bohaterów i stertę nieszczęść? Czy historia nie mogłaby się po prostu toczyć tak, by wiosną żagle na maszt Izy stawiać, a jesienią zrzucać? Czy nie ma takiego mądrego, który by wymyślił, by tak było? Głupio pytam. Nie ma.

11 paĽdziernika, 2011

Składzik wad

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:03

          Zupełnie jesiennie zrobiło się na dworze. Co chwilę pada, zimno, żal nos na deszcz wystawiać, żal głowę na nieprzyjemnym wietrze suszyć. Jakiś czas temu w taką pogodę napisałem tekst o jesiennej nadtroskliwości, która może zakłócić szczęście w rodzinie. Rzecz powstała, gdy pisałem cykl tekstów dla Ady Biedrzyńskiej, ale jakoś się potem rzecz ta zawieruszyła, by teraz, po latach się odnaleźć. Niedawno Zbyszek Szukalski zrobił do tego tekstu muzykę i jest piosenka na dzisiejszą pogodę, jak znalazł. Nim zaczniesz Drogi Czytelniku brnąć przez mój wpis dalej, posłuchaj, oczywiście z przymrużeniem oka, jesiennej piosenki, którą śpiewa Ania Judycka z zespołu Wolny Przedział, radząc każdemu -  "Sweter włóż". W niedzielę niebo się nad Polską rozchmurzyło i...

rozchmurzylo-sie

...moje życzenia się spełniły. Wilk się nasycił i owca jest cała. Platforma wygrała, a Ruch Palikota jest w Sejmie.
Prócz babci, cała rodzina głosowała za takim właśnie rozwiązaniem. Wbrew temu, przed czym ostrzegali mnie przyjaciele, Platforma niewiele traciła na Palikocie. Traciło przede wszystkim nijakie od dawna SLD i ja to przewidywałem, kłócąc się z Markiem Prusakowskim, Darkiem Dziadkiewiczem, a nawet ze Szczepanem Szotyńskim. Choć ci wszyscy znakomici ludzie zasiali w mym poczuciu rzeczywistości nieco zwątpienia, teraz wiem, że się nie myliłem. Cieszę się więc, że nasz parlament powiększył się o tych, którzy nie boją się innych ludzi, nie boją się wyzwań na przyszłość, nie boją się nowoczesności i chcą żyć w społeczeństwie otwartym na nowe. Miło, że w Sejmie zasiądą także ci, co nie drżą przed polskim kołtuństwem, kibolstwem, bandytyzmem i demonami, którymi straszy Polaków coraz bardziej żałosna hierarchia Kościoła w Polsce. Jednocześnie nie martwi mnie to, że rząd zostanie w rękach Platformy, która, jak dotąd dość spokojnie i bezpiecznie przeprowadza Polskę przez kryzysy, powodzie, trąby powietrzne i inne nieszczęścia, a jednocześnie udanie pomaga poszkodowanym, choć zawsze znajdzie się jakiś Paprykarz z tupetem, któremu nie dogodzi nikt. Uważam, że teraz, gdy za zakrętem czai się ponoć jeszcze większa gospodarcza burza, niż ta z jaką mieliśmy do czynienia do tej pory, głos magistra filozofii i biznesmena w jednym, czyli głos Palikota przyda się Tuskowi tak, jak jeszcze nigdy dotąd nic mu się nie przydało.

janusz-palikot-w-tv

          Przy tej jesiennej pogodzie prawdziwie wiosennie cieszy mnie też kolejna przegrana PiSu. Jad Macierewicza, Hoffmana, Ziobry i Kempy jest może kolorowy i fajerwerkowy, ale niefajny i wkurza. Znam takich, którzy słuchając w telewizji pisowskich wywodów zwyczajnie się boją.

eskulapy-w-godowym-tancu

          Ciekawe, co PiS jeszcze musi przegrać, by sobie i swoim wiernym powiedzieć w końcu - błądzimy.

rozbior

          Myślę, że groteska i śmieszność, w jaką PiS coraz bardziej się zanurza, spowodują kiedyś, że wierny pisowski lud się ocknie i krzyknie: - O rany!!! Nasz składzik wad już całkiem jest do dupy!? I to będzie koniec PiSu.

PS. Jest 12 października 2011 roku, godz 12,22 - pochmurnie, ale czasem słonecznie, a przed moim domem, jak i na całej ulicy, pali się latarnia.

latarnia

Oczywiście skutek tego poczuję niedługo, gdy przyślą kolejny rachunek i komunikat o podwyżce. Ojcem i matką tych latarni jest Koncern Energetyczny Energa S.A. - Oddzial Zaklad Energetyczny Gdansk - Zakład Gdynia. Prosimy nie składać gratulacji!!! 

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY