29 listopada, 2011

Wspomnienie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:54

          Słonecznie, ale zimno. Na termometrze ledwie pięć stopni powyżej zera i cieszyć się z tego wypada, bo prawdziwa zima jeszcze przed nami. Przyjdzie nam jeszcze z zimna drżeć, tupać przy odśnieżaniu i złorzecząc czekać wiosny. Nigdy nie lubiłem zimy. Wkurzała mnie zawsze. Ten mróz..., ten śnieg..., ta ślizgawica, chlapa i znów ślizgawica - brrr! Zima piękna bywa na pocztówkach z gór i w opowieściach narciarzy. Czasem da mi się zima ładnie złapać w kadr aparatu, ale to tyle.

zima w Orłowie fot. W. Chyliński

          Ponieważ na nartach nie jeżdżę, a do gór daleko, więc zima mi nie przyjaciel. Wolę wszystkie inne pory roku. Nic więc dziwnego, że z przyjemnością wracam do tych letnich chwil, które jakoś tam utkwiły mi w pamięci. O tym, że lubię odwiedzać Wielkopolskę, rodową mej małżonki krainę, pisałem już nie raz. Na złość nadchodzącej zimie przypomniał mi się dzisiaj letni spacer po parku w Kórniku...

kórnik-park

...w towarzystwie seniorki rodu - Krystyny Gulczewskiej, zasłużonej śremskiej nauczycielki i harcerki.

asia-z-ciocia-krysia

W Kórniku, z niezwykłym zamkiem w tle...

kórnik

...spędziliśmy cudne popołudnie dyskutując o porządkach w Polsce. Z ciocią Krysią różnimy się ładnie w wielu sprawach, ale co do jednego jesteśmy zgodni - w Wielkopolsce żyje się mądrzej. Wśród różnic, które dyskurs nasz poruszają, zgadzamy się też, co do tego, że prócz Chłapowskiego, Cegielskiego i paru innych, pięknych i wielkich, miała jeszcze kraina Mieszka i Chrobrego księdza Wawrzyniaka, który uczył "...jak gospodarować mamy...".

tablica-na-kosciele-w-sremie

          Na niedalekim od Kórnika śremskim kościele wisi tablica, która tylko w słowach "Król czynu" każe się domyślać, że mowa o kimś więcej niż zwykłym księdzu. A Piotr Wawrzyniak to przez dziesiątki lat pomysłodawca, przewodniczący i patron Banku Ludowego, na którego fundamentach, ku irytacji i niemocy zaborcy, w pełni legalnie powstawały polskie przedsiębiorstwa, świetnie konkurujące z niemiecką gospodarką. Nie sądzę by ks.Wawrzyniak miał coś wspólnego z dzisiejszymi biznesmenami w sutannach. Prowadząc kasę pożyczkową, zakładając biblioteki, wydając fachowe poradniki i pisma gospodarskie, a także angażując się w politykę, nie mieszał sacrum z profanum.
Moim zdaniem Polska miała z działalności ks.Wawrzyniaka o wiele większy pożytek niż Kościół, ale nie słyszałem, by z tego powodu (przełom XIX i XX w.) powstał jakiś konflikt, który podzieliłby społeczeństwo. Istnieje więc możliwość takiego istnienia Kościoła w państwie, by z żadnej strony nikt złego słowa nie mógł powiedzieć.
Tymczasem toruński biznesmen w sutannie - Tadeusz Rydzyk (i jeszcze paru innych) uczy "...jak się wkurzać mamy...", i nic dobrego z tego nie wynika. Księża, którzy nad głoszenie prawd wiary przedkładają prawdy życia doczesnego, nie garną się do jakichkolwiek deklaracji podatkowych tak, by i państwo z tej ich "uduchowionej" przedsiębiorczości też coś miało. Zamiast pięknie wznosić do nieba "Te Deum", wolą w skrytości wsłuchiwać się w szelest banknotów, a fiskusa traktować jako wymysł szatana. Niestety, finansowa fortuna Kościoła sprawia, że idei, jaką realizował ks. Wawrzyniak, nikt pamiętać nie chce. A o Bogu też jakoś mało myślą, bo gdy się im trafi ktoś taki, jak ks. Boniecki, co na świat patrzy życzliwie, przyjaźnie i z dobrotliwą miłością, to mu się każą zamknąć. Po co ma gadać o wartościach i w interesach szkodzić? Gdyby potrafił swą mądrość zamieniać w mamonę, to co innego... Wtedy niech gada, co chce... Najważniejsze, by wiedzieć, gdzie stoją konfitury. Wszak idzie zima. A może jej nie będzie w tym roku?

20 listopada, 2011

Na schodach

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:11

Dopóki człowiek nie wejdzie na samą górę, zawsze będzie miał przed sobą coś do wspinania. Bywa, że od samego zadzierania głowy boli szyja, a struchlałe myśli umykają do nóg, jednak COŚ człowieka pcha na szczyt i nic na to nie poradzisz. Czasem, gdy to COŚ połączysz z życiem, może się okazać, że właśnie zdobyłeś swój Mount Everest. Każdy, kto kiedyś wpadł na pomysł, zaplanował, założył, przewidział, przygotował się na wszystko i podjął wysiłek, ten wie, że jeżeli w swej kalkulacji nie popełnił błędu, sukces będzie jego udziałem. Mój ostatni tydzień stał pod znakiem zadzierania głowy i wypatrywania celu. Wraz z Asią mamy w życiu jeszcze kilka spraw do załatwienia i takie dni, jak ostatnio, przypominają nam o tym, że wciąż mamy pod górkę. Pamiętam, że był taki wiosenny dzień, w 1979, gdy wspinałem się po schodach w krakowskiej Rotundzie...

schody-w-rotundzie-kraków

...i gdy już byłem na górze, skręciłem w prawo, a tam na długiej, drewnianej i krętej, jak poręcz ławie siedziała Asia. Przysiadłem się. COŚ mi się kazało przysiąść, choć do tak ładnej dziewczyny każdy by się przysiadł. Tak się poznaliśmy. Od tamtego czasu zaczęło się nasze wspólne życie. Wydawało się, że los za chwilę, by uczcić cud naszego spotkania zafunduje nam windę i wspinać się będziemy już tylko po to, by rozprostować kości. Niestety, minęło trochę czasu, nim zrozumieliśmy, że nasz los nie ma pojęcia o windach, dźwigach i katapultach. Od tamtego dnia wciąż wchodzimy, wspinamy się, wdrapujemy i drżymy, by przez nierozważny krok nie stracić nic z naszego wysiłku. Niby się wszystko da wyliczyć, niby da się zaplanować, a jednak na schodach, lub tuż przy nich, zawsze może się COŚ takiego zdarzyć, że mędrzec nie przewidzi, inżynier nie policzy. Kiedyś bawiliśmy się z Asią w przewidywanie przyszłości. By znaleźć jakiś współczynnik trafności przewidywań, porównywaliśmy nasze uprzednie zamiary z tym, co z nich wynikło. Wyszło nam, że we wszystkim najważniejsze na schodach jest to COŚ , co powoduje, że jesteśmy tylko asystentami swojego losu. Gdy Asia już spała napisałem o tym tekst i dzięki zespołowi Wolny Przedział można go sobie teraz w ramach jesiennych refleksji posłuchać - zwyczajnie

13 listopada, 2011

Dylematy

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:20

          Od rana jakoś tak depresyjnie... Przede mną trudny tydzień, chciałoby się naciągnąć niedzielę, jak gumę do żucia i wyciskać w niej do znudzenia profile zębów, byle nie myśleć o tym, co jutro, pojutrze, popojutrze... A może by tak gdzieś uciec? Udać, że nikogo nie ma w mieście? Może w góry, jak wtedy, gdy dzisiejsze kłopoty jeszcze nie istniały...
 

tatry fot.w.chylinski
 

A może, choćby na jeden dzień wyskoczyć jeszcze do Iławy, nad Jeziorak...
 

zbyszek-i-ja-sniadanie

          Kłopoty często tworzą się same. Ręki do niczego nie przyłożyłeś, niczego nie ruszałeś, nie prowokowałeś, a rozwiązać musisz. Ba, przestrzegałeś, bardziej czując, niż wiedząc, że jeżeli tak, to tak, a jeżeli to, to tamto. Nic więcej zrobić wtedy nie mogłeś, a kłopot dzisiaj jest. Jest i to jest twój kłopot. Bywa tak ze zdrowiem, ale bywa też tak z ludźmi, którzy z wielką niefrasobliwością tworzą rzeczywistość uwierającą wszystkich dookoła. Pół biedy, gdy wiesz jak wybrnąć z kłopotów i wszystko jest w twoich rękach. Gorzej, gdy ta rzeczywistość nie w pełni zależy od tego, co i jak zrobisz. Źle, gdy na twoje działanie nakłada się przeciwstawne działanie kogoś, komu twój kłopot rozwiązuje problem, jego problem.
          Ot, i takie dylematy od niedzielnego ranka mam. Ponoć na takie stany dobra jest ucieczka we wspomnienia, to sobie znowu w stare zdjęcia zajrzałem i wyłowiłem jedno, zrobione chyba w 1970 roku, a może 1972 nad jeziorem Wdzydze. To jedno z moich pierwszych zdjęć z gitarą. Ciekawe, co ja wtedy śpiewałem?
 

tak-to-sie-zaczelo-waldek-chylinski-2

          Tak to się zaczęło. Zaraz potem wszystko było już na poważnie i choć ojciec przestrzegał, że jeżeli tak, to tak, a jeżeli to, to tamto..., to jednak nie skończyło się to tak okropnie, jak na zdjęciu, które znalazłem na jakimś znajomym, facebookowym profilu:

reklama1

          Nie wiadomo tylko, czy śmiać się, czy łkać, cieszyć, czy smucić? Póki co, kończy się praca nad pierwszą płytą Wolnego Przedziału, która lada dzień będzie w całości gotowa, a ja już zastanawiam się nad kolejną. Napisałem dwa teksty. Do jednego z nich, dzięki Wojtkowi Staroniewiczowi, jest już muzyka i powoli, "... powoli/jak żółw/ociężale/Ruszyła/ maszyna/po szynach/ospale...". Powolutku też niedziela przewraca się już na drugą stronę i z doliny robi się góra. Jeszcze tylko parę godzin i trzeba się będzie zabrać za kłopoty. Do zobaczenia za tydzień.

05 listopada, 2011

I jeszcze

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:35

Znalazłem coś jeszcze, co uzupełni poprzedni wpis. Otóż na plakatach zespołu BABA skrót nazwy zespołu rozszyfrowano jako: Beatowy Ansambl Bzdur Artystycznych. Oto dowód:

plakat-zespolu-baba

Dla dokumentacji i pamięci dodaję więc jeszcze jedno tłumaczenie, wcale nie tajemniczej nazwy, a jak ktoś zna jeszcze jakieś, to proszę do mnie napisać. Ciekawe też, że nazwisko Kuby Wencla napisano z niemiecka, jako Wenzel i sam już nie wiem, jak jest prawidłowo. Może i tu ktoś mi pomoże? A poza tym bez zmian. Piękna jesień i piękne snują się wspomnienia z dopiero co przeżytych chwil. Wspominam swoją ostatnią podróż do Olsztyna, gdy po drodze, jak zwykle zatrzymałem się w magicznym miejscu, tuż obok Małdyt, tam gdzie Kanał Elbląski wpada do jeziora Ruda Woda...

kanal-elblaski-kolo-maldyt

...gdzie domek dróżnika wodnego, wyglądający jak domek z bajki, przez całe dzieciństwo był dla mnie punktem geograficznym, od którego zaczynał się liczyć najpiękniejszy czas wakacji.

domek-droznika-wodnego

W Olsztynie odwiedziłem bliskiego przyjaciela, który w latach naszej cudownie beztroskiej młodości bywał częstym gościem w akademiku, w pokoju 806 u mnie, Zwoźniaka i reszty towarzystwa, bawiąc nieraz długo i szczęśliwie - Tadeusza Prusińskiego...

tadeusz-prusinski1

...dziennikarza, pisarza i dokumentalistę, a ostatnio także asystenta Prezydenta Olsztyna. U Tadeusza moją uwagę, prócz uroczej Misi, zwrócił też obraz, który przypominał mi formę, z jakiej kiedyś wycinało się modele szybowców. Takie modele do składania można było kupić za mojej młodości w Składnicy Harcerskiej.

tadziu-prusinski-z-misia

Widząc moje zainteresowanie, Tadeusz na chwilę zmienił się w kustosza: - Obraz ten jest autorstwa bardzo ciepłego i mądrego człowieka, sławnego teoretyka sztuki, ale nie tylko, bo jak widać też wybitnego praktyka - prof. Jana Berdyszaka, byłego rektora PWSSP w Poznaniu. Raz i drugi podejmowaliśmy go obiadem przy tym stole - tu Tadeusz wymownie skierował wzrok na stół pod oknem i dokończył - Teraz rektorem tej uczelni, od kwietnia 2010 roku Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, jest jego syn. Chwilę później siedziałem na miejscu profesora i rozsmakowywałem się w ciepłej i cichej atmosferze domu Tadeusza, jak i w kanapkach, którymi częstował. Zapowiadają, że piękna i ciepła jesień potrwa co najmniej do 20 listopada. Oby.

01 listopada, 2011

Melancholia nagrobna

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:27

Jesień, cmentarz, chłodno - to się nie może dobrze kojarzyć. Nic dziwnego, że w takich dniach, gdy wspomnienia są o wiele bardziej wyraźne niż plany na przyszłość, człowiek wpada w depresję i tylko jedno życzenie ma w głowie - żeby się jeszcze jakoś pobujać i żeby od tego bujania nie zrobiło się niedobrze. "Codzienności" zacząłem prowadzić przed pięciu laty. Gdzieś przeczytałem, że chęć do pisania bloga i aktywnego prowadzenia strony w internecie przechodzi wielu autorom na ogół po paru miesiącach, a najpóźniej po trzech latach. Jak widać mnie wciąż nie przeszło. Pierwszy wpis, który na wskutek zawirowań na serwerach gdzieś się ulotnił, dotyczył mojej wizyty na cmentarzu w Gdańsku w przeddzień Wszystkich Świętych. Dzisiaj, tak jak przed pięciu laty, odwiedziłem grób mojego Taty.

klemens-chylinski

Jak co roku zapaliłem znicz i na chwilę zapadłem się w sobie. Porwane sceny, jakieś obrazy i całe historie, które przeżyłem razem z ojcem, przewijały się jak stare filmy w kinie pamięci. Z tej podróży w czasie wytrąciła mnie wizyta kuzyna, który wraz ze swoją rodziną przyszedł wujkowi zapalić świeczkę. Postaliśmy jakiś czas w milczeniu, powspominaliśmy i po utwierdzeniu się, że wciąż żyjemy, rozeszliśmy się w swoje strony, prawie jak obcy. Może spotkamy się znowu za rok. W drodze powrotnej do domu myślami wciąż byłem w przeszłości. Jadąc w kierunku Gdyni wspominałem bliskich przyjaciół, którzy od dawna nie żyją i tych, z którymi dopiero co rozmawiałem, którzy ledwo co odeszli. W 2010 roku zmarł Marek Solowy Ferdek, który odchodząc zakończył żywą historię zespołu BABA z Wrocławia. Zespół BABA, którego nazwę tłumaczyło się jako Bezmiar Atrakcji Bez Ambicji, bądź Byli Alkoholicy Byłym Abstynentom, to trio założone przez Jacka Zwoźniaka. BABA w swoim czasie odniosła ogromny sukces, a w środowisku studenckim była prawdziwym objawieniem. Marek w pochodzie na zdjęciu idzie w środku. Z prawej Marka strony widać Jacka Zwoźniaka, a z lewej Kubę Wencla. Proszę zwrócić uwagę na gustowne garniturki chłopaków. Owe wdzianka, rodem z MHD, to mistyczny znak jedności z zespołem The Beatles, który był dla nich największym autorytetem i wzorcem, a John Lennon idolem.

jacek-zwozniak-marek-solowy-ferdek-kuba-wencel-zespol-baba-na-manifestacji

W marcu tego roku zmarła bardzo bliska mi ostatnimi laty Lucyna Legut - aktorka, pisarka i malarka, którą nie raz w Codziennościach opisywałem. Kochana Lucha zmarła tak, jakby chciała zrobić przyjaciołom kolejny kawał. Jej pogrzeb był najpogodniejszym pogrzebem, jaki w życiu widziałem, również dzięki testamentowi, który odczytał Igor Michalski. W moim domu Lucyna Legut wciąż żyje i żyć będzie dopóki na ścianach wisieć będą jej obrazy, a na pólkach będą stały jej książki.

malarz-i-jego-dzielo-lucyna-legut

Na początku sierpnia tego roku, wraz z tłumem znajomych pożegnałem na zawsze Zbyszka Rojka - muzyka, kompozytora i przyjaciela, z którym podobnie jak z Jackiem Zwoźniakiem, czy Andrzejem Swacyną byłem związany niezwykle mocnym węzłem wspólnej młodości. Ta nasza młodość i to wszystko, co się potem zdarzyło, było jedną, wielką przygodą z muzyką i piosenką. Zbyszka śmierć była dla wszystkich tym boleśniejsza, że przyszła niespodziewanie szybko i bezwzględnie. Pomyśleć, że miesiąc wcześniej zrobiłem Zbyszkowi jedno z ostatnich jego zdjęć.

zyszek-rojek-czerwiec-2011

Wróciłem do domu i usiadłem przy komputerze. Otworzyłem kilka stron - wszędzie jesień. Melancholia nagrobna usiadła obok i się zasępiła, smutno. Kilka dni temu Teresa Drozda poprosiła mnie o napisanie i nagranie kilku słów o Jacku Zwoźniaku. Te kilka słów można już teraz przeczytać na stronie Strefa Piosenki, a nagranie być może będzie można usłyszeć, wraz z piosenką "Córka poety", dzisiaj w programie III Polskiego Radia o godz. 23.05 w audycji Janusza Deblessema "Gitarą i Piórem". Serdecznie zapraszam.

PS ( dopisane 4 listopada 2011r) W audycji "Gitarą i Piórem" wraz z piosenką Jacka "Córka poety" można było usłyszeć także moje utwory: "Piosenkę wariata" w wykonaniu zespołu Kaczki z Nowej Paczki i "Co się stało" w wykonaniu zespołu Wolny Przedział. Moje wspomnienie o Jacku, które w tej audycji zaistniało, teraz można odsłuchać klikając tutaj Dzięki Teresko.

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY