29 lutego, 2012

Dusza człowiek

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:17

          Zawsze był niedaleko. Wystarczyło zadzwonić, by się spotkać. Pomocny, życzliwy, bardzo przyjacielski. Dusza człowiek. Bez niego nie udawało się żadne większe przyjęcie, czy spotkanie. Był niezgłębioną skarbnicą anegdot, powiedzonek i kawałów. Zazdrościłem mu pamięci do tych wszystkich historyjek i wiców. Podziwiałem jego nieskończone poczucie humoru. Był bezkonkurencyjną duszą towarzystwa - Zbyszek Gach.
          Poznałem Zbyszka w 1974 roku. Wraz z nim, Adzikiem Zawistowskim, Anią Jęsiak, Kasią Korczak, Markiem Ryczkowskim, Dorotą Abramowicz, Moniką Malesą, Ewą Jurkowską i innymi, współtworzyłem wtedy Dziennik Akademicki, dodatek do Dziennika Bałtyckiego. Na zdjęciu poniżej widać wszystkich wymienionych. Zbyszek stoi pierwszy z prawej, ja pierwszy z lewej. Piękne i twórcze było to towarzystwo. Redakcja mieściła się na parterze Żaka, w pokojach po lewej od wejścia. Teraz urzęduje tam Rada Miasta i Prezydent.

dziennik-akademicki-1975-003

          Większość ludzi z tego towarzystwa, tak jak Zbyszek, została dziennikarzami. Później na kilka lat straciłem z Gaszkiem kontakt, ale gdy znowu osiadłem w Trójmieście i zacząłem chodzić starymi ścieżkami, okazało się, że Zbyszek jest wszędzie. I dzięki Bogu, bo bez niego Trójmiasto nie miałoby dla mnie tego smaku, który ma.
Zbyszek był nie tylko dziennikarzem, ale też pisarzem. W 1980 roku włączył się mocno w działalność na rzecz Solidarności. W 1981 został internowany. Głośno było o jego książce wydanej w podziemiu w roku 1984, którą napisał jako Marcin Moskit wraz z Mariuszem Wilkiem i Maciejem Łopińskim. Praca nosiła tytuł: "Konspira. Rzecz o podziemnej "Solidarności". Wydał także zabawny zbiór humoresek "Kwaśna bomboniera", książkę o Lechu Wałęsie "Antybohater" i wiele innych. Wraz z Donaldem Tuskiem, Grzegorzem Fortuną i Wojciechem Dudą opracowywał albumy z serii "Był sobie Gdańsk". Kiedyś na spotkanie u Krysi Reichel w Smołdzińskim Lesie Zbyszek przywiózł swoją, dopiero co wydaną książkę traktującą o piwie. Poniżej: Zbyszek podpisuje swoją książkę mojej Asi.

smoldzinski-las-zbyszek-gach

          Kiedy kilka lat temu Asię odnalazła siostra, której Asia nigdy nie znała, Zbyszek tak się zafascynował tą historią, że poświęcił jej kilka szpalt w jednej z gdańskich gazet. Co myśmy się potem naodbierali telefonów.
Znajomi pamiętają też Zbyszka, jako piękny głos w chórze Akademii Medycznej. Ja mile wspominam Zbyszkowe przyśpiewki i piosenki śpiewane u Karolów. Były cudne.

zbyszek-gach-4xi2007r

          Cudnie było też, gdy dwa lata temu spotkaliśmy się znowu u Krysi Reichel. Krysia zaprosiła nas na koncert Grażyny Auguścik, która zjechała do jej domu. W oczekiwaniu na występ siedzieliśmy przed pensjonatem Krysi popijając piwko. Zrobiłem Zbyszkowi zdjęcie.

zbyszek-gach

          Spotykaliśmy się potem jeszcze wiele razy. Ostatni raz, niestety, spotkaliśmy się trzy miesiące temu u Maciejewskich, na imieninach Basi i urodzinach Karola. Zbyszek, jak mi się zdawało, był w doskonałej formie. Bawił towarzystwo przez cały wieczór. Kto by wtedy pomyślał... Mówią, że dusza nie umiera, więc ktoś, o kim się zawsze mówiło - dusza człowiek, i kto zawsze był duszą towarzystwa, nie mógł tak po prostu sobie umrzeć. Odszedł, ale na pewno się jeszcze spotkamy. Dziękuję Ci Zbyszku za to, że tak pięknie tutaj byłeś. Do zobaczenia tam. PS. Pogrzeb Zbyszka odbędzie się jutro, tj. 1.03.2012r. na cmentarzu w Sopocie przy ulicy Malczewskiego o godzinie 13.00.

25 lutego, 2012

Oprawić pastel

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:08

          Tekst zamieszczony przez poetkę Bożenę Ptak na Facebooku przypomniał mi, że na półce w mojej szafie leży pewna kartka kartonu z pastelowym pejzażem. Za każdym razem, gdy widzę ten pejzaż, przysięgam sobie, że wreszcie go oprawię i powieszę nad biurkiem. Niestety, karton wciąż leży na półce. Ale przysięgam, oprawię go, bo nie jest to jakiś zwykły karton. Bożena napisała: "Powstał scenariusz do filmu o malarzu i poecie Mieczysławie Czychowskim, ale urzędnicy nie kwapią się do finansowego wsparcia realizacji tego projektu. Oddział Gdański Stowarzyszenia Pisarzy Polskich przygotował apel do lokalnych władz, pod którym zbierane będą podpisy." Cały jestem za, bo Czychowski, to nie tylko wybitny i poza Gdańskiem niedoceniony poeta, ale także znakomity malarz po solidnych studiach na wydziale malarstwa sztalugowego w pracowni prof. Juliusza Studnickiego Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych - dzisiaj Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku.
          Urodził się w 1931 roku w Dzbeninie. Barbara Wojciulewicz, która pochodzi, jak on, z Kurpi, tak pisze o Czychowskim: ...Ten wiejski chłopak zdołał, wbrew przeciwnościom losu, urzeczywistnić swoje marzenia. Mimo że jako kilkunastolatek stracił prawą dłoń, został malarzem. Żył i tworzył jakby miał dwie sprawne ręce. Na przekór wszelkim przeciwnościom losu. Raz tylko, w wierszu "Palenie w piecu", zdobył się na wyrażenie bólu związanego z doświadczaną niepełnosprawnością:
Liczyć palce rzecz okrutna. Łatwa. I ogromnie smutna
..."
          Mietka spotykałem zawsze w siedzibie Związku Literatów Polskich, w kawiarence na parterze. W kamieniczce przy ulicy Mariackiej na jego obecność liczyć można było prawie zawsze. Siadywał przy oknie, ale malował odwrócony doń tyłem. Witał się zawsze serdecznie i przyjaźnie. Biła od niego jakaś taka, niby zwykła, a niezwykła ludzka dobroć, która podpowiadała, że ma się do czynienia z bardzo pięknym człowiekiem. Malując lubił słuchać i mówić. W mojej pamięci zachowały się rozmowy Czychowskiego ze znakomitym rzeźbiarzem i niezwykłym człowiekiem Bunim Tuskiem (stryjem obecnego premiera), który też często wpadał do Literatów na kilka słów i parę piw. Och, co to były za czasy, co to byli za ludzie... Na zdjęciu poniżej Mietek (pierwszy z prawej w szarej kurtce), a obok niego Buni Tusk (pijący piwo) na tarasie jednej z gdańskich kamieniczek przy ulicy Piwnej.

mieczyslaw-czychowski-pierwszy-z-prawej

          To właśnie po takiej, malowanej i trochę podchmielonej rozmowie Mietek podarował mi jeszcze ciepły pejzaż, który zamierzam oprawić. Jeżeli mój blog czyta literat Adzik Zawistowski, który wielokrotnie, w takich samych okolicznościach spotykał się z Mietkiem, a teraz jest dyrektorem od kultury i sztuki w Urzędzie Marszałkowskim, to gorąco go proszę: - Oprawmy w film pamięć o Mietku Czychowskim. A mój pastel...

pastel-mieczyslawa-czychowskiego

... też zostanie oprawiony.

18 lutego, 2012

Talerzyk

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 16:27

          Każdy z nas ma sentyment do miejsc, w których spędził ważne i niezapomniane chwile. Ten sentyment tkwi w nas i budzi się zawsze, gdy naszą pamięć coś poruszy. Najczęściej pamięć poruszają odnalezione i prawie zapomniane przedmioty. Wzruszyliśmy się ostatnio w domu wyciągając z szafy talerzyki do ciasta.
Gdy byłem mały, moja babcia na mój upór "niejadka" kaszek na mleku sposób miała taki, że kaszkę wlewała do talerza, który na dnie miał obrazkową historię. Zawsze byłem ciekawy, jaki obrazek wyłoni się, gdy kaszkę z talerza zjem. Talerzy babcia miała sześć i różnych obrazków było sześć. Ponieważ u babci nocowałem rzadko, to te sześć obrazków starczało na rok. Choć minęło sporo czasu, nadal nie lubię kaszek na mleku. Dałbym się jednak skusić na ten mleczny "przysmak", gdyby mi ktoś podał go w jednym z tamtych talerzy, talerzy z mojego dzieciństwa. Asia ma podobne wspomnienia. W jej dzieciństwie talerze i talerzyki także odegrały rolę. Kilka talerzyków i ról się zachowało.

talerzyk1

         Parę lat temu Asia odziedziczyła po babci ze Śremu zdekompletowany, deserowy serwis stołowy. Choć trochę poobijany, wciąż wygląda pięknie. Wzrusza duży talerz - liść i kilka małych liści - talerzy, jak je na wiosnę postawić na stole. Za każdym razem, gdy z dużego liścia na małe listki nakładamy ciasto z truskawkami stajemy się mieszkańcami ciepłej, leśnej polany. Przy takich okazjach Asia znowu ma kokardy na głowie i rumieńce na policzkach. Znowu czuje troskliwą obecność babci Marii i dziadka Brunona. Widzi jak ciocia Felicja nalewa herbatę i polewa śmietaną truskawki na cieście. Słyszy, jak zegar uderza pięć razy, a to znak, że przyszedł czas na podwieczorek.
I w ten oto sposób mała część Asi pamięci ma piękny kształt liścia i kolor zielony. Podróż w czasie jest możliwa za każdym spojrzeniem na talerzyk. Szczególnie piękna jest ta podróż na przednówku. Za miesiąc wiosna.

02 lutego, 2012

Byłem dzisiaj...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:33

          Byłem dzisiaj na spacerze. Rządził mróz. Od czasu do czasu słońce wybierało sobie skrawki ziemi do oświecenia i chwilami robiło się świetliście. Zmarzły mi ręce, nogi mi zmarzły, ale oczy widokiem napasłem.

orlowo-2-luty-2012r

          Łaziłem po zaśnieżonych i zamarzniętych ścieżkach wspominając wydarzenia sprzed kilku lat. Cóż, dzisiaj nie mogło być inaczej, wiadomości z dzienników sprawiły, że byłem dzisiaj w nastroju do wspomnień. Ktoś nam powiedział, że lubi i zbiera słonie z podniesioną trąbą. Kto, nie pamiętam. Mieszkała obok nas. Spotykaliśmy się przy posiłkach. Na obiady i kolacje starała się przychodzić pierwsza i pierwsza z jadalni do swojego pokoju na pierwszym piętrze wychodziła.
Asia zawsze była admiratorką jej twórczości. Nadarzyła się okazja, by mogła zrewanżować się poetce za te wszystkie chwile wzruszeń przy lekturze jej wierszy. Kiedyś już chyba o tym pisałem. U jubilera kupiliśmy małego, złotego słonika i Asia, utalentowana florystka, wplotła go w maleńki, kunsztowny, acz prosty bukiecik. Przed wyjściem w góry postawiliśmy go na jej stoliku w jadalni. Działo się to w 2007 roku, w Zakopanem, w Halamie, w Domu Pracy Twórczej ZAiKS.

halama

          Na obiad się spóźniliśmy, lecz kelnerka musiała zauważyć Asi przedpołudniowe manewry i sprawa się wydała. W ramach rewanżu na drugi dzień poetka obdarowała nas przepięknym uśmiechem i... swoim deserem. Tak poznaliśmy Wisławę Szymborską. Potem już codziennie, aż do naszego wyjazdu byliśmy przez Panią Wisławę obdarowywani deserowymi ciastkami i tym pięknym uśmiechem, z którym nas zostawiała. I dostaliśmy coś jeszcze...

dedykacja-wislawy-szymborskiej

          Ponownie spotkaliśmy się dwa lata później, w tym samym miejscu, mieszkając w tych samych, sąsiednich pokojach i siedząc przy tych samych, sąsiednich stolikach. Przy powitaniu, zapytana o zdrowie Pani Wisława odpowiedziała, że starość coraz bardziej daje się jej we znaki i prosi, by trochę głośniej mówić, bo słabiej słyszy. Zapamiętałem, że mówiąc to uczyniła charakterystyczny gest ręką, który mógł być wyrazem rezygnacji, ale też objawem przeświadczenia, że nie ma się co drobiazgami przejmować.

usmiech-wislawy-szymborskiej-fot-z-sieci

          Wczoraj Pani Wisława umarła. Zostały nam jej wiersze, wspomnienia i książka z dedykacją. Cóż można zrobić...? Cóż można napisać...? Cóż powiedzieć...?

biala-roza fot. w.chyliński

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY