18 sierpnia, 2013

Mój sierpień 1980

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 14:30
          Dokładnie 33 lata temu, 18 sierpnia 1980 roku, wieczorem, przyszedł do nas Zbyszek Joachimiak – poeta, kolega z Koła Młodych Związku Literatów Polskich w Gdańsku. Gdańsk od kilku dni żył pod napięciem tego, co się działo w stoczni. W stoczni strajk, a w mieście strach, że wszystko skończy się, jak w grudniu 1970 roku. Asia, ja i nasz pięciomiesięczny syn trwaliśmy w maleńkim mieszkaniu na gdańskiej Zaspie w nieznośnym oczekiwaniu na rozwój wypadków. I wtedy, wieczorem 18 sierpnia, Zbyszek pojawił się z propozycją byśmy – my, młodzi literaci – spotkali się w swoim gronie w siedzibie ZLP przy ulicy Mariackiej.
          Podróż następnego dnia przez niepewne swego losu miasto była jak przedzieranie się przez szary tłum pytających i zatrwożonych ludzkich spojrzeń, z których każde wyrażało nadzieję na spełnienie choćby części życzeń wyrażanych w stoczni. Pogoda była piękna. Ciepło i słonecznie. Gdańska starówka, jakby nie zważając na czas, nadal gościnnie przyjmowała turystów. W kamieniczce ZLP spotkała się większość z nas. Zaczęła się dyskusja.
          Dzisiaj, wiedząc to, co się stało w następnych dniach, tygodniach czy miesiącach łatwo wyśmiać każde wypowiedziane wówczas zdanie. Wtedy nikt nie ważył się na słowa nieprzemyślane i nie szafował opiniami, sądami czy wnioskami. Doskonale wiedzieliśmy, że nie jesteśmy zwartym tłumem w stoczni, że nas łatwo policzyć i rozliczyć z każdego działania czy zaniechania. Wiedzieliśmy chyba wszyscy też to, że się boimy. A jednak... 
          W swoich szpargałach znalazłem stare wydawnictwo z tamtych czasów. Jest to 12. numer almanachu gdańskich środowisk twórczych „Punkt”. Spisywany z zadyszką, redagowany w pośpiechu i wydany przez Wydawnictwo Morskie w nakładzie 30 tys. egzemplarzy z nadzieją, że w razie czego gdzieś się zachowa i kiedyś zaświadczy.
Pamięć mi podpowiada, że cały ten nakład nie trafił jednak do kiosków i że były z nim jakieś kłopoty. Chyba Adzik Zawistowski – poeta, dramaturg i pisarz, a obecnie dyrektor Departamentu Kultury w Pomorskim Urzędzie Marszałkowskim – powiedział mi wtedy, że ten numer„Punktu” w stanie wojennym poszedł na zmielenie. Pewny tej wiadomości jednak nie jestem, ale pewny jestem tego, że mój egzemplarz ocalał.
Trzystustronicowy numer almanachu jest w większości dokładnie spisaną kroniką wydarzeń i zbiorem dokumentów. Zawiera też pierwsze literackie próby zapisania uczuć, jakie zrodziły się wtedy między gdańszczanami. Jest małym albumem fotograficznym i tomikiem wierszy, które wtedy, na gorąco, powstawały.
          Nasza dyskusja w średniowiecznych piwnicach knajpki „U Literatów” nie była burzliwa. Zastanawialiśmy się nie „czy”, tylko „jak” wystąpić z poparciem dla stoczniowców. Doskonale wiedzieliśmy, że Grudzień '70 łatwo było władzy spacyfikować, bo w odwecie za Marzec '68 inteligencja wypięła się na robotników. Zdaniem większości z nas tym razem nie mogło się to powtórzyć. Uważając na słowa podjęliśmy rezolucję.
 


          Było to pierwsze, pisemne, oficjalne poparcie, jakie zostało udzielone stoczniowcom w sierpniu 1980 roku. Pamiętam, że gdy wróciłem do domu, nie byłem pewien czy prześpię noc do rana. Tym bardziej pewien nie byłem, że jeszcze wieczorem o naszej rezolucji informowało świat  Radio Wolna Europa. Na szczęście rzeka wydarzeń toczyła się tym razem po innych niż zazwyczaj kamieniach.
          Teraz, gdy piszę te słowa i jednocześnie przeglądam stary numer „Punktu”, natknąłem się na wiersz Bożeny Ptak, który unaocznił mi, że dobrze zapamiętałem i powyżej opisałem tamten czas.



          Znalazłem też w tym „Punkcie” piękny wiersz Antka Pawlaka, poety, dziennikarza, a obecnie rzecznika Prezydenta Gdańska, który nie uczestnicząc w tamtym zebraniu zauważył w swym przeżyciu Sierpnia śp. Mariana Terleckiego, współsygnatariusza naszej rezolucji.



          Było, minęło, a jednak wciąż nacieszyć się nie mogę, że choć w tak niewielki, wręcz mikroskopijny i może mało ważny sposób przyłożyłem rękę do przebiegu dziejów.
          Dwa dni po naszej rezolucji, 20 sierpnia 1980 roku w stoczni pojawił się Apel, nadesłany z Warszawy, a podpisany przez elitę polskich intelektualistów. Ale to, choć ta sama, to już jednak inna historia... 
02 sierpnia, 2013

Odpowiedzialność Pana Dziejaszka

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 09:21
          Nie wszyscy moi znajomi we wszystkim się ze mną zgadzają. I dobrze, choć mam z tym czasem kłopot. Cóż by to jednak było, gdyby wszyscy mieli o wszystkim takie samo zdanie, taki sam, dobrze wyrobiony pogląd, podobne przypuszczenia i identyczne oceny. Nuda, Panie Dziejaszku, nuda by była.
          Dzień przed kolejną rocznicą Powstania Warszawskiego wśród moich znajomych na Facebooku rozgorzała dyskusja, która toczy się w Polsce od 69 lat. Zasadniczym problemem okazała się ocena tego, co się w tamtym czasie w Warszawie stało i jak nazwać konsekwencje owego "stania się". 
          Swoje zdanie na temat Powstania w Warszawie w sierpniu 1944 roku wyłożyłem cztery lata temu, pisząc rzecz pt. Moralne zwycięstwo. Powołałem się w swoim wpisie na rozmowy, sądy i opinie żyjącego do dzisiaj powstańca...

Tadeusz Kozak

 mego wuja – Tadeusza Kozaka, który w dość wyważonych słowach nazwał Powstanie czynem daremnym i bezsensownym.

          Od jakiegoś czasu zauważam zjawisko, że im młodszy interlokutor w dyskusji historycznej bierze udział, tym sądy ma bardziej radykalne i w jego mniemaniu jedynie słuszne. Gdy słyszę od dwudziestoparoletniego magistra historii, że PRL była państwem zbrodniczym, to się zastanawiam, czy przypadkiem ja swoich pierwszych trzydziestu pięciu lat nie przeżyłem na Księżycu. Nie było wtedy – jak dzisiaj na to patrzę – zbyt pięknie, choć dzieciństwo i młodość wspominam jako czas może nie bogaty, ale barwny i ciepły w uczucia. Nie mogłem i nie miałem za co smakować wolności w pojęciu obecnie rozumianym, ale nikt mi nie zabraniał publicznie śpiewać o tym, że jest Nad głową noc, a noc jak koń/ I niepokoju tyle we mnie/ Gdzieś leci świat, gdzieś pędzi dom/ Ktoś bliski znika mi bezwiednie... .
          Piosenkę tę nawet puścili w komuszej TVP, co prawda o zacytowany fragment okrojoną, ale jednak pokazali. Nikt mnie nie pałował, gdy poszedłem na koncert Jacka Kaczmarskiego i wielokrotnie świetnie bawiłem się, koncertując razem z zespołem BABA, gdy Jacek Zwoźniak kpił ze zbrojnego ramienia partii śpiewając, iż  milicjanci są w narodzie ... jako te chabry pośród łanów zboża...”.

chabry pośród łanów zboża

          Nie do końca więc wszystko było tak, jak to dzisiaj niektórzy głoszą, choć bywało często okropnie i nie do zniesienia. Wolność jednak nosi się w sobie i jeśli się ją w sobie ma, to reszta jest wartością odjętą bądź dodaną. A jak bardzo odjęta, czy jak bardzo dodana jest ta wartość, zależy już tylko od samego człowieka.
          Tymczasem młodzieńcy, którzy dopiero co nauczyli się czytać, już chcą mi obrzydzić moje pierwsze wzruszenia, pierwszego guza i pierwszą miłość.
          Podobnie jest z oceną Powstania Warszawskiego. Ci, którzy walczyli i ci, którzy byli tak zwaną ludnością cywilną wspominają tamten czas jako czas pięknie wzburzony, czas szlachetnego zrywu, ale też jako czas późniejszego koszmaru. Prawie wszyscy nazywają Powstanie najczarniejszą tragedią, która nastąpiła po kilku dniach narodowego uniesienia i wielkiej radości. Ci, którzy przeżyli, często mówili o hekatombie 200 tys.ofiar złożonych bezmyślnie historii. Ci, którzy z racji wykształcenia, zawodu i pozycji do oceny byli i są zobligowani, mówią i piszą tak (cytaty i zestawienie przytaczam za portalem Na temat):

PAWEŁ JASIENICA – pisarz, m.in. autor dzieł historycznych: Polska Piastów, Polska Jagiellonów i Polska Obojga Narodów:  
Powstanie Warszawskie było skierowane militarnie przeciwko Niemcom, politycznie przeciwko Rosjanom, a faktycznie przeciwko samym Polakom.”

Gen. WŁADYSŁAW ANDERSnaczelny dowódca sił zbrojnych na Zachodzie:
Stolica pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy się, kto ponosi za to odpowiedzialność.”

Prof. WIESŁAW CHRZANOWSKI polityk, profesor nauk prawnych, powstaniec warszawski:
Wywołanie Powstania jest karygodną zbrodnią, za którą ponoszą odpowiedzialność pewne polskie ośrodki. Tak te wypadki ocenia polskie społeczeństwo, tak wyglądają one w rzeczywistości. Winni muszą ponieść odpowiedzialność.

WŁADYSŁAW POBÓG-MALINOWSKI oficer, historyk, po II wojnie światowej na emigracji:
Za decyzję porwania się do walki, która w warunkach chwili była bezsensem politycznym, a militarnie - szaleństwem wręcz zbrodniczym, zapłacono niewiarygodnie wysoką cenę.”

Mjr STANISŁAW ŻOCHOWSKI pseud. Brodzic, oficer Narodowych Sił Zbrojnych, członek Sztabu Naczelnego Wodza, pisarz:
Płk Demel polecił mi przygotować uzasadnienie dla odznaczenia gen. Bora krzyżem Virtuti Militari II klasy. Odszukałem statut Orderu. II klasa może być przyznana generałowi za samodzielne działanie, które było zwycięską bitwą lub walnie przyczyniło się do zwycięstwa. Złożyłem wniosek na oddanie gen. Bora pod sąd za zniszczenie stolicy, spowodowanie ogromnych strat i nieosiągniecie żadnego celu.”

JAN ENGELGARD historyk, publicysta, samorządowiec:
Za fatalny błąd Komendy Głównej AK, za polityczne kalkulacje nie mające szans na powodzenie – zapłacili niewinni ludzie. Gdyby powstańcom powiedziano przed walką – nie mamy porozumienia z nikim, Zachód nam nie pomoże, a Sowieci się nie ruszą, Niemcy zaś wykorzystają sytuację, by nas wyrżnąć, a miasto legnie w gruzach – wtedy też ochoczo zgodziliby się na ofiarę, by „przeciwstawić się zbrodniczym totalitaryzmom”?


DARIUSZ BALISZEWSKI dziennikarz i publicysta:
Nikt nie wie, dlaczego powstanie wybuchło. Wbrew wszelkim racjom politycznym, wszelkim przestrogom i wszelkim ostrzeżeniom, w tym kolejnych kurierów z Londynu, by uprzedzić warszawskich dowódców, że nie mogą liczyć na żadną pomoc wojskową Zachodu”.


Prof. JAN CIECHANOWSKI historyk emigracyjny, powstaniec warszawski:
Powstanie zakończyło się straszliwą klęską, katastrofą i ruiną, która nie dotknęła żadnej innej stolicy w Europie od czasu najazdu Hunów na Rzym. 200 tysięcy ludzi zginęło, 500 tys. wygnano i skazano na poniewierkę. Miasto zrównano z ziemią. To największy błąd popełniony przez dowództwo AK.”

          Pewnie wielu znajdzie wiele przeciwnych opinii i wyjdzie im, że klęska była jednak jakimś substytutem zwycięstwa, bo tak to już z nami jest, że czarne czasem jest u nas białe. I dobrze, że tak jest, bo Pan Dziejaszek by umarł z nudów. Nad sensem słowa odpowiedzialność też – wobec różnych ocen Powstania – można by się pochylić, zagadać i pokłócić. Nie powinniśmy tylko w tej dyskusji i kłótni zapędzać się na pozycje, z których nie ma odwrotu, ani żadnego, patriotycznego wyjścia. Nie powinniśmy używać słów i argumentów (do siebie też to odnoszę i siebie też pouczam), które nas jako znajomych wykończą i w realu, i na FB. Bądźmy więc odpowiedzialni za przyszłość, gdy dyskutujemy o przeszłości. Lubmy się, Panie Dziejaszku, w każdej rozmowie.

     
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY