06 września, 2013

Rym do wyrazu życie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 20:08
          Jak daleko sięgam pamięcią w związki mego pióra z piosenką, to Adam Drąg zawsze był legendą. Dzisiaj Adaś – solidny, poważny i doświadczony pan, nic a nic nie tracąc ze swego młodzieńczego uroku – jeszcze bardziej jest legendą, a jego twórczość jeszcze bardziej jest legendarna. 

Adam Drąg

          Adama Drąga poznałem na początku lat siedemdziesiątych. Już wtedy ten, kto mi o nim opowiadał, był pewien, że Adam to żywy pomnik piosenki turystycznej, choć ta piosenka ledwie wtedy raczkowała. Ale faktycznie, jeszcze nie za bardzo rozgościłem się w kręgach, jeszcze nie za bardzo poznałem środowisko, a już znałem większość napisanych i śpiewanych przez Adama piosenek. Nie zdarzyło mi się nigdy uczestniczyć w koncercie, w którym publiczność nie śpiewałaby razem z Adamem takich utworów, jak: „Rzeki to idące drogi”, „Ech muzyka, muzyka, muzyka”, „A ja sobie śpiewam”, czy tę, która wciąż na mnie robi piorunujące wrażenie – „Śni się lasom las”. na gitarze gra Adam Drąg
          W tamtych czasach spotykaliśmy się często. Jako że obaj mieszkaliśmy w Gdańsku, to takie kluby, jak: Żak, Kwadratowa, Mechanik czy Medyk chętnie gościły nas na swoich scenach. Z racji mieszkania w tym samym mieście także eskapady na festiwale i przeglądy odbywaliśmy razem. Giełdy, Bazuny, czy inne konkursy – to wszystko łączyło nas w jedno, bardzo sympatyczne towarzystwo. Siłą rzeczy, w końcu, postanowiliśmy razem coś napisać. 
          Zawsze podziwiałem u Adasia wielki talent – rzadki dar – układania pięknych melodii, które w prosty i niebanalny sposób sprawiają,  że serce i dusza same rwą się do śpiewania.Giełda W Szklarskiej Porębie 1975r.
       Pamiętam, jak któregoś, jesiennego dnia, wieczorową porą poszedłem do Adama z wizytą. Mieszkał w budynku gomułkowskiego sznytu. Dom ten stał przy ulicy Batorego we Wrzeszczu, wśród urokliwych, starych willi, pięknie położonych pod lasem morenowego wzgórza.  Mieszkanie zdaje się należało do rodziców, bądź teściów Adama. Adam wraz z żoną, choć pewnie nieco skrępowany, przyjął mnie bardzo serdecznie i zaprowadził do pokoju, w którym pomiędzy dziecięcym łóżeczkiem i pieluchami stał niewielki stół. Popijając herbatę położyłem na tym stole swój nowy, jeszcze ciepły wiersz. Adam przeczytał go pobieżnie, złożył kartkę na pół i odłożył gdzieś na stertę innych papierzysk. Ani się nie skrzywił, ani uśmiechnął, nic specjalnego nie powiedział i żadnym gestem nie dał mi nic do zrozumienia. Pokiwał głową i tyle. Zagadnął mnie o wspólnych znajomych i tak potoczyła się rozmowa. Przy herbacie oplotkowaliśmy kogo się dało, wspominając ludzi i koncerty.Adam Drąg Chciałem poprosić Adama, by coś mi zaśpiewał, ale nim to uczyniłem spojrzałem na dziecko, wanienkę i zegarek. Zrozumiawszy, że czas na mnie, wstałem, pożegnałem się miło i wyszedłem. Nie zapytałem Adama, czy coś do mojego tekstu skomponuje, i czy w ogóle tekst mu się podoba. Jakoś tak nie wypadało o to pytać, choć ciekawość mnie zżerała. Swoje też zrobiła duma młodego tekściarza. Być może miała też w tym udział pierwsza, spieniona woda sodowa, która niejedno młodym psuje i niejedno burzy. Może uważałem się za „wziętego” tekściarza, bo kilka moich wierszy kilku artystów po kilku przeglądach obwiozło z sukcesem i nie wypadało mi pytać się o wartość tego, co uważałem za świetne. No, cóż... Każdy czas w człowieku ma swojego poetę i swojego idiotę, a bywa, że ten czas jest jak Head&Shoulders – dwa w jednym
           Prawdę mówiąc wkrótce zapomniałem, że dałem Adamowi jakiś tekst. Lepiej zapamiętałem aurę tamtej wizyty i jesienny spacer. Pisałem wtedy sporo i z czasem zapominałem o kolejnych wykwitach mojego pióra. Bardzo więc byłem zaskoczony, gdy po kilku miesiącach na jakiejś imprezie Adam zapowiedział i zaśpiewał nową piosenkę. Była tak piękna, że z trudem rozpoznawałem w niej swój tekst.
Z pisaniem u mnie jest tak, że gdy już coś piszę, to często tekst sam mi podpowiada melodię. Potem, gdy kompozytor tekst ubierze w swoją muzykę, bywa, że tekst traci na wartości, ale częściej jest tak, że dzięki muzyce słowa w piosence szybują w rejony takiej finezji, w jakiej nigdy przedtem nie były. Tak właśnie stało się z kilkoma piosenkami, które ze mną napisał Grzegorz Marchowski i tak było, gdy muzykę układała Ela Adamiak. Później to samo uczucie nachodziło mnie, gdy piosenki pisałem wraz  z Kaziem Lewandowskim czy Andrzejem „Mr.Zoob” Donarskim. Niestety, wymyślanych przez siebie melodii zbytnio nie cenię...
Myślę o tym wszystkim i wspominam, bo kilka dni temu otrzymałem od Adama niezwykły prezent - jego pierwszą, autorską płytę pt. „Adam Drąg”.okładka płyty Adam Drąg
          Na płycie Adama Drąga, wśród wszystkich, pięknych i sławnych, jego piosenek znalazły się też te mniej znane, bądź całkiem nieznane. Są na niej także trzy piosenki skomponowane przez Adama do moich tekstów. Z tych trzech znałem tylko jedną z nich – „Piosenkę bez tytułu”. I tak, jak już pisałem, w chwili, gdy pierwszy raz ją usłyszałem, oniemiałem z zachwytu. Teraz znowu dotarła do mnie prawda, że Adaś w słowach „Jeszcze się tyle stanie / Jeszcze się tyle zmieni / Rosną nam nowe twarze / Do słońca..." znalazł muzykę, o istnieniu której nie miałem zielonego pojęcia.  Teraz na nowo zachwycam się piosenką, choć mam ją w swoim repertuarze. W wykonaniu Adama piosenka zyskuje nadzwyczajnie – i w tym właśnie tkwi siła talentu Adama, że on muzycznie słyszy, czuje i rozumie coś, czego inni na co dzień nie dostrzegają. Adam swoją muzyką potrafi pokazać to, co dla wszystkich jest wartością.
          Z czasem nasza piosenka stała się w kręgach tzw. piosenki turystycznej prawdziwym hitem, z czego od lat jestem dumny.



          Zdaje mi się, że Adam zawsze najlepiej czuł się w środowisku artystów piosenki turystycznej. Wielu innych, których spotkałem na różnych imprezach i festiwalach wędrującej muzy, przeniosło się z czasem w szersze rejony piosenki literackiej, poezji śpiewanej, czy nawet kabaretu. Ela Adamiak, grupa Boom, Jacek Zwoźniak czy Krzysztof Piasecki są najlepszym tego przykładem. Adam, choć zaliczył piękny epizod zakładając swego czasu z Rudim SchubertemWały Jagiellońskie „Wały Jagiellońskie", pozostaje wciąż przede wszystkim we wdzięcznej pamięci turystycznej braci jedną z najważniejszych postaci. Jego piosenki są dla tego nurtu twórczości w Polsce tym, czym są piosenki Czerwonych Gitar dla popu, czy Perfectu dla rocka. Piosenki Adama w świecie piosenki turystycznej są największymi evergreenami. Kto nie wierzy, niech zapyta pierwszego lepszego człowieka idącego przez kraj w traperkach, z plecakiem, a do tego taszczącego ze sobą gitarę. Dla mnie Adam jest także jedynym człowiekiem w moim życiu, któremu udało się  namówić mnie raz na studencki rajd pieszy. Wrażenia z tamtego rajdu mam w pamięci do dzisiaj, choć chyba nie wszystkie kilometry pamiętam.
          Ucieszyłem się z wydania płyty Adama. Ucieszyłem się z tego, że już na pewno nie zaginą oryginalne wykonania piosenek, bez których nie rozpali się żadne rasowe ognisko. Słucham tej płyty w samochodzie od kilku dni i z radością spostrzegam, że „stare" piosenki mnie rozczulają, a „nowe" - przynajmniej mnie - z każdym dniem podobają się coraz bardziej. To fantastyczna płyta, choć i ja, i  wielu tzw. fachowców pewnie mogłoby wytknąć jej niejedno i spytać dlaczego coś jest tak, a nie inaczej. Nie warto jednak na drobiazgi zwracać uwagi, bo siła Adamowych piosenek tkwi nie w perfekcji wykonania czy aranżu, lecz w samej istocie ich istnienia. I to jest właśnie piękne, że „Śni się lasom las" zostanie na zawsze, gdy większość dzisiejszych przebojów pójdzie w zapomnienie.
          Tak jak kiedyś Adam zaskoczył mnie muzyką do „Piosenki bez tytułu" , tak teraz zaskoczył mnie piosenką „Na uwadze mając biedę". Znowu nie pamiętałem tekstu tej piosenki, ani tego, kiedy i w jakich okolicznościach trafił on do Adama. Z jej treści wynika, że musiałem napisać ją pod koniec lat osiemdziesiątych, gdy ruszyła druga fala emigracji, a w Polsce uwolniono gospodarkę ze sztywnych ram socjalizmu. Słuchając Adama w tej piosence mam dzisiaj nieodparte wrażenie, że coś jednak z tamtej historii teraz się w Polsce powtarza. Posłuchajcie...



          Podobnie jest też z trzecią naszą wspólną piosenką. Także nie pamiętam, kiedy Adamowi dałem ten tekst. Sądząc po jej słowach musiałem napisać je w stanie wojennym. Teraz cieszę się, że Adam tekst ocalił i umieścił na płycie, bo choć życie diametralnie się zmieniło, to jednak  wciąż trochę prawdy w tej piosence tkwi i także dziś piosenka ta trochę odzwierciedla życie.



           Adamie, jeżeli czytasz te słowa, to wiedz, że wydałeś świetną i bardzo potrzebną płytę, a talentu zazdroszczę Ci tak, jak zazdroszczę sobie, że Cię znam.

           PS. Przy okazji tego wpisu chciałem też podziękować cudnej Marysi z Poznania, która na moją prośbę, by piosenek Adama słuchało się jeszcze milej, w bardzo szybkim czasie oprawiła je w obrazki. Dziękuję Ci, marychaj! :)
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY