26 stycznia, 2014

Gender Iga i ja

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 11:36
         Pod ostatnim wpisem, który uczyniłem jeszcze w tamtym roku, odkryłem dzisiaj taki oto komentarz podpisany przez pana Piotra:
"To już nie Codzienności, ani nawet nie Tygodniości, czy Miesięczności. Może Kwartalności albo Roczności? Panie zmiłuj się i napisz coś. Ile można czekać?"
          Nie powiem, z jednej strony komentarz ten ucieszył mnie bardzo, ale z drugiej wpędził w konsternację. Rzeczą oczywistą jest - wzrokowo namacalną i materialnie sprawdzalną, że zaniedbania w prowadzeniu bloga mam i jako autor winny temu jestem niezaprzeczalnie. Chyba nie znam p.Piotra, ale już go lubię, bo choć statystyki mojej strony wciąż notują sporą ilość wejść dziennie, to jednak dopiero taka uwaga czytelnika budzi autora, któremu się często wydaje, że wspomniane wejścia są bardziej przypadkowe niż docelowe. Ma p.Piotr rację sugerując, że tytuł "Codzienności" może wskazywać na zamiar opisywania aktualności. I pewnie taki zamiar na początku tworzenia bloga rzeczywiście miałem. Nazwę "Codzienności" można jednak odczytać także, jako zakres tematów, którymi chcę się zajmować, czyli zwykłymi radościami i frasobliwościami spraw codziennych, choć zauważanymi od "święta". "Świętości", to chyba jednak nie byłaby dobra nazwa dla tego tu notatnika.
Tak, czy inaczej niech "Codzienności" w odświętnym cyklu, jako nazwa zostaną, a p.Piotra i innych zniecierpliwionych proszę o wybaczenie.
          Anim się spojrzał, a tu już po Świętach. Nowy Rok, jak fajerwerk zgasł i styczeń swego końca dochodzi. Czas pomyka z życzeniami, które sobie i światu dopiero co składaliśmy, lecz co to za życzenia, o co w nich chodziło... trudno spamiętać.
          Ledwie podzieliliśmy się opłatkiem, ledwie wybrzmiały ostatnie dźwięki kolęd, a już jak dzwon rozbrzmiewa wszędzie słowo - gender. Większość, jak mniemam, nie ma zielonego pojęcia o co chodzi, ale zawierzając tym, co to od wieków głoszą swą nieomylność podpierając się li tylko i wyłącznie wiarą, stają słowu "gender" przeciw.


fot. Aleksandra Marciniak
          A, że samemu słowu, czy dziedzinie naukowych dociekań trudno się sprzeciwić, wymyślono, że nie tyle brzydka jest nauka, co idea za nią stojąca.
I choć ideę tę najlepiej i najprościej określiła prof. Środa...


... to wychodzi na to, że nawet naukowe zachęcenie chłopa do sprzątania, to zwyczajna utopia, której kościół, ustami swych najwyższych dostojników w całej rozciągłości nie popiera 
          Ja się w tym wszystkim jakoś odnaleźć nie potrafię. Z jednaj strony zawsze sprzątałem, zmywałem i starałem się we wszystkich pracach domowych być użyteczny, a z drugiej strony trzęsie mnie do dzisiaj, gdy sobie przypomnę, jak w przedszkolu z braku koleżanek pani wychowawczyni kazała mi tańczyć z kolegą. Mówiła przy tym, że to nic strasznego, bo co to za różnica?



           Patrzę na tych przeciwników gender w sukienkach, którzy nigdy nie zaznali życia małżeńskiego, nigdy - przynajmniej teoretycznie - nie przyłożyli ojcowskiej ręki do wychowania potomstwa, jak z właściwą doświadczeniu i wiedzy mocą głoszą jakieś prawa, prawdy i recepty na chorobę zwaną życiem i szlag mnie trafia. Gdy zdarza mi się, czy zdarza się, któremuś z moich znajomych wygłosić jakiś pogląd na życie, pożycie i współżycie, to ja wiem, jaka wartość za tym stoi. Wiem kim ów znajomy jest i jakie ma życiowe doświadczenie. Nie zgaduję, czy jest on wierzącym katolikiem, mężem, kawalerem, panną z odzysku, praktykujący luteraninem, agnostykiem, buddystą, ateistą, czy rozwodnikiem i nałogowym pijakiem. Nie muszę. Wiem z jakich powodów go słucham, wiem jaką wagę mają jego słowa i wiem, czy to co mówi ma sens i jaką ma wagę. A co ja mam myśleć o facecie w koloratce, którego tytułują profesorem, a który z niepokojąco płomiennym wzrokiem tłumaczy, że seks to ruch tłoka w cylindrze, a seks ludzi niezorientowanych hetero,  to ruch tłoka w rurze wydechowej? Nie wiem. I nie próbując nawet zgadywać, jacy inni szatani w wykładach ks.Oko są czynni, powracam do normalności, takiej jaką wyznaję i rozumiem.
          Dzisiaj u nas padał śnieg, co dla mojej starszej wnuczki Igi było powodem do zabrania się do prac, które zwyczajowo wykonują chłopy. Jak na genderową pannę przystało ubrała ciepłe spodnie i...



...  w mig wszystko wokół domu zostało odśnieżone. Szatan nie baba!
          Mam nadzieję, że mi p. Piotr i wierni przyjaciele w lekturze Codzienności wybaczą, ale choć spóźnione, to jednak szczere, składam wszystkim noworoczne życzenia - Oby się w Nowym Roku dobrze działo!
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY