02 kwietnia, 2014

Co było - będzie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 12:03
           Za sprawą pewnego bardzo sympatycznego hanysa – Marka Łukaszczyka, który namówił mnie i Adama Drąga do wspólnych koncertów, po raz kolejny przekonałem się, że przyjaźnie z dawnych lat wciąż są żywe. Zagraliśmy ostatnio z Adamem w Szczecinie i Chorzowie bardzo udane koncerty... I wspólne przebywanie na scenie spodobało nam się na tyle, że wcale nie zamierzamy na tym poprzestać. Przyklepujemy teraz w naszym kalendarzu kolejne terminy i już się cieszymy na wspólne śpiewanie.

od lewej Adam Drąg i Waldemar Chyliński

          Przy okazji naszych podróży zdarza się, że z Adamem zaczynamy wspominać stare lata, starych znajomych i dawne imprezy. Pewnie to wynik tego, że śpiewamy na koncertach swoje stare piosenki, które wszyscy na widowni znają i śpiewają z nami. Słuchacze mają z tymi piosenkami wiele, często bardzo osobistych wspomnień, o czym po koncercie czasem opowiadają.
          Z nami nie jest inaczej. Mnie np. wiele piosenek przypomina zdarzenia, anegdoty i historie związane z Jackiem Zwoźniakiem, o którym w Codziennościach pisałem kilka razy. Ponieważ Adam także ceni twórczość Jacka, postanowiliśmy, że włączymy do naszego repertuaru kilka jego piosenek, mając nadzieję, że w ten sposób inni o nim też nie zapomną. Jacek 17 marca obchodziłby swoje 62. urodziny. 
          A skoro o Jacku mowa, to przypomnę poniżej zaktualizowane nieco wspomnienie, które kiedyś napisałem dla Strefy Piosenki.

Jacek Zwoźniak i Waldek Chyliński

          Tak jak dziś, był piękny i słoneczny dzień. Rok 1977. Mieszkaliśmy w akademiku przy ul. Żołnierskiej w Olsztynie. W pokoju 806. Wróciliśmy właśnie z koncertów, które graliśmy w Katowicach. Jacek chciał odespać podróż, ja poszedłem do łazienki się odświeżyć. W łazience na półce stał szampon „Sylwia”, którym wymyłem włosy. Nie wiem dlaczego, ale nagle przyszło mi na myśl, że gdyby tak kiedyś urodziła mi się córka, to dałbym jej na imię Sylwia. Po powrocie do pokoju odkryciem imienia swojej ewentualnej córki podzieliłem się z drzemiącym Jackiem. Mruknął coś w rodzaju: – No, no, to byś dopiero dziecko uszczęśliwił… – i zasnął.
          Myślałem wtedy, że chodzi mu o nazwę szamponu, ale jak się później boleśnie okazało, chodziło mu o mnie.
          Znaliśmy się jak łyse konie. Jacka poznałem na pierwszej Yapie w Łodzi w 1974 roku, występował tam z założoną przez siebie grupą BABA, którą tworzył wraz z Kubą Wenclem i Markiem Ferdkiem.

grupa BABA Jacek Zwoźniak, Marek Ferdek i Kuba Wencel

          Nazwę BABA Jacek tłumaczył jako skrót: Bezmiar Atrakcji Bez Ambicji, bądź: Byli Alkoholicy Byłym Abstynentom. Coś wtedy musiało być w powietrzu, bo tak, jak ludziom zdarzają się miłości od pierwszego wejrzenia, tak nam, młodym wtedy artystom, od pierwszego wejrzenia zdarzyła się przyjaźń. Ja w Jacku podziwiałem talent satyryczno-muzyczny, on chyba cenił moją niezborną, poetycką naturę.
          Dzięki Zwoźniakowi odbyłem, wraz z jego BABĄ, swoją pierwszą, normalną, artystyczną trasę koncertową po Zielonogórskiem. Dzięki Jackowi nabrałem do siebie trochę dystansu i odnalazłem, dotąd mi nieznane, inne punkty widzenia świata. Moje melancholijne do tej pory teksty dzięki niemu z czasem zaczęły się uśmiechać, bywały pogodniejsze. Gdyby nie Jacek pewnie wiele rzeczy nigdy by się w moim życiu nie zdarzyło, pewnie o wielu rzeczach nie miałbym pojęcia, pewnie na świat dzisiaj patrzyłbym zupełnie inaczej i w związku z tym pewnie byłbym zupełnie innym człowiekiem.
           Jak wspomniałem, Jacek był niezwykle utalentowanym facetem, który z muzycznym łączył talent literacki. Był niezastąpionym kompanem podczas wszelkich biesiad i przyjacielskich spotkań. Ileż to pięknych dni i nocy spędziłem z Jackiem w jego rodzinnym Wrocławiu, po którym oprowadzał mnie z żarliwością prawdziwego miłośnika miasta. Na niezliczonych, wspólnych koncertach z wielkim smakiem trawiliśmy najlepsze lata naszego życia, aż pewnego dnia Jacek odkrył dla siebie piosenkę „Dzień na kacu”, którą napisałem kiedyś wraz Elą Adamiak, podczas podróży na FAMĘ. Tak się z tą piosenką utożsamił, że dopisał trzecią zwrotkę, która idzie tak:

                    Ptaszek idiota ci znów
                    W drewnianej głowie się telepie.
                    Nie masz nadziei, bo któż
                    Przekona cię, że będzie lepiej.

          Potem już zawsze razem (widać to na pierwszym zdjęciu powyżej) śpiewaliśmy tę piosenkę na koncertach i była ona przyjmowana z ogromnym aplauzem – i z dużym zrozumieniem... treści.
          Gdy w marcu 1980 roku moja żona pojechała do szpitala rodzić dziecko, modliłem się w duszy, by nie była to dziewczynka, bo jak z taką, Jackową przepowiednią o córce poety miałaby żyć:

                    Nie przychodź ty mała na świat.
                    I nie daj się zrobić przypadkiem.
                    Poecie łatwiej, to fakt,
                    Zbałamucić twą przyszłą matkę...


          Jackowi często zdarzało się opisywać przyjaciół w swoich piosenkach. Gdy słyszę w „Ragazzo da Napoli” fragment:

                    Twój ragazzo forda capri ci nie kupi,
                    „Buona notte" pewnie też nie powie ci.
                    Jeszcze wierzysz, że dla ciebie śpiewa Drupi.
                    Ciao bambino, spadaj mała, tam są drzwi...


… to wiem, że chodzi o pięknego, czerwonego Forda Capri, którego właścicielem był ojciec Andrzeja Swacyny, a którym to Fordem Andrzej czasem w Kętrzynie zadawał szyku.
          Gdy natomiast słyszę w piosence „Plaga zaimków” fragment:

                    Raz poeta, chyba z Pruszcza,
                    zaczął problem mi wyłuszczać,
                    że choć człowiek niby wolny,
                    jeszcze młody, bardzo zdolny,
                    to mu stoi w oku solą,
                    że mu śpiewać nie pozwolą...


… to doskonale zdaję sobie sprawę, że Jacek przytoczył pewien fragment naszej rozmowy. A ja poetą chyba z Pruszcza... Gdańskiego, a nie z Gdańska, zostałem w tej piosence tylko dlatego, by Jacek miał rym do słowa: „wyłuszczać”
           Wspominam Jacka, ale myślę też o wszystkich przyjaciołach, z którymi w tamtym czasie tworzyliśmy – razem z Jackiem – niezwykle kolorową „paczkę”. Wraz z Jackiem w samochodzie, w wypadku pod Wrocławiem, w 1989 roku zginął Kuba Wencel, z którym Jacek związany był od dzieciństwa. Obaj mieli po 37 lat. Wracali z koncertu w Danielce.
          Andrzej Swacyna, nasz serdeczny przyjaciel, który przez te wszystkie szalone lata grał ze mną na gitarze, także był admiratorem talentu Jacentego – jak lubił Zwoźniaka nazywać. Za kilka dni, 10 kwietnia, minie 14 lat, jak Swacynki z nami nie ma.

Andrzej Swacyna

          Nie ma też Marka Ferdka, zwanego Solowym, który był znakomitym muzykiem – tym trzecim w trio BABA. W styczniu skończyłby 60 lat. Po odejściu Marka, które definitywnie zamknęło żywą historię zespołu Jacka, napisałem piosenkę pt. „Co się stało”:

                    Jeszcze niedawno z kropli potoki,
                    Jeszcze niedawno z chwili godziny,
                    Jeszcze niedawno radość ze słoty,
                    A dzisiaj jesień z wiosną mylimy.
 
                    Jeszcze niedawno w porywach uczuć
                    Błogosławiona naiwność słów,
                    A dziś bezsenne noce bez butów
                    Wychodzą z życia w martwotę snu.
..

          Dziś piosenkę tę śpiewa zespół Wolny Przedział i można ją znaleźć na jego płycie. Pisząc w 2010 roku piosenkę „Co się stało” nie wiedziałem, że pytanie w niej zawarte powtórzę już rok później w Olsztynie.
         W sierpniu 2011 roku pożegnałem w Olsztynie Zbyszka Rojka, który na początku grał ze mną na basie, a potem zakładał z Andrzejem Janeczką „Trzeci Oddech Kaczuchy”. Później tworzyliśmy razem zespół i pierwszy program zespołu „Kaczki z Nowej Paczki”. Na początku bieżącego roku Zbychu też świętowałby jubileusz sześćdziesięciolecia.

Asia i Zbyszek Rojkowie

          Z całej tej muzycznej paczki zostałem właściwie już  tylko ja i dzięki Bogu wciąż jeszcze mogę ich wszystkich wspominać.
          A co do „Córki poety”... Gdy tę piosenkę pierwszy raz usłyszałem, to szlag mnie trafił równo i własnym uszom uwierzyć nie mogłem. Pokłóciłem się wtedy z Jackiem okropnie, ale nie na długo, bo jak z takim śmiesznym okularnikiem, który przez całe życie żałował, że nie urodził się Johnem Lennonem, można było się kłócić. Zrewanżowałem mu się zresztą później, gdy napisałem „Piosenkę wariata”, pisząc o nim m.in.

                    ... Mówią psychiczny o mnie,
                    Mówią wariat prawie,
                    Gdy się w tramwaju pytam
                    – Po co jest ten tłok?
          ref.    
                    Nie mogę wyjść
                    Ani przyjść,
                    Ani się położyć.
                    Nie mogę wstać
                    Ani spać,
                    Ani siku zrobić...


          Tyle wspomnień na dzisiaj.
          Mam nadzieję, że dzięki koncertom z Adamem, które przed nami, co było – wciąż jeszcze będzie, więc serdecznie zapraszamy na wspólne śpiewanie i dalsze przyjaźnienie się.

          PS.
          Przy okazji wspominania przyjaciół pamiętam też, że 27 marca minęła 88. rocznica urodzin Lucyny Legut, która trzy lata temu, ku smutkowi widzów, fanów i przyjaciół podpisała kontrakt na wieczność ze sceną Niebieskiego Teatru. Kochana Lucha, znakomita pisarka, malarka i bardzo popularna na Wybrzeżu aktorka, o której też wiele razy w Codziennościach pisałem i z którą bardzo przyjaźniłem się w ostatnich latach jej życia, wciąż ciepło tkwi mi w pamięci, a gdy o niej wspomnę, to wspomnienie cudownie poprawia mi humor.

Lucyna Legut i Waldek Chyliński

          


                                                         
 
   
NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY