02 maja, 2014

Pejzaże, pejzaże...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 12:09
          Późną jesienią ubiegłego roku, goszcząc w Matytach u Doroty Paśko-Sawczyńskiej i jej męża Jacka Sawczyńskiego na ich spóźnionych imieninach, poznałem - jak to u nich - nietuzinkowego człowieka. Gadało nam się dobrze, a kolejne toasty szybko zbliżały nas do siebie. Także nasze poglądy na życie i przeżycie okazały się zbieżne. Tadeusz jest żeglarzem, szkutnikiem, podróżnikiem, amatorem harleyów - davidsonów i przedsiębiorcą w jednym. Na dodatek gra i śpiewa. W  zamian za płytę otrzymałem od Tadeusza Śwista wizytówkę i zaproszenie do mariny "Skarbek" w Iławie, której jest właścicielem.

przystań Skarbek w Iławie

Ledwie się wiosna zaczęła przeglądać w pierwszej ładnej pogodzie, a mnie już coś ciągnęło do tych wód niebieskich, do brzegów zielonych, do pól i łąk okrytych słońcem rozmaitym. Prognoza długoterminowa zapowiadała, że po świętach wielkanocnych temperatura przekroczy 20 stopni Celsjusza i będzie niewielkie zachmurzenie. Nie czekając na bardziej dokładne prognozy zadzwoniłem do Tadeusza, który zapewnił mnie, że choć do sezonu zostało jeszcze kilka dni, mogę śmiało przyjechać - łódka będzie czekać.
          Asia nie bardzo wierzyła w prognozę, zadzwoniłem więc do swego starego druha od żaglowania - Leszka Szczechuli, który bez zastanawiania się, od razu zaakceptował mój pomysł przywitania wiosny pod żaglami. Umówionego dnia stawiliśmy się w "Skarbku", gdzie czekał na nas s/y "Neverin" . Późnym popołudniem, po zaopatrzeniu i sklarowaniu łódki ruszyliśmy w kierunku Widłąga.

Jeziorak

Nie będę się zbytnio rozpisywał o tym jak żeglowaliśmy, bo te kilka zdjęć powyżej i poniżej opowie więcej. Dodam tylko, że nasza kilkudniowa wyprawa udała się bardzo - był wiatr, było słońce, było gorąco i było pięknie. Zadowolony jestem pewnie też dlatego, że przez te kilka dni na Jezioraku spotkaliśmy tylko kilka jachtów...

Samotny biały żagiel na Jezioraku

... a bywało że na całym jeziorze byliśmy tylko my. 
Jak zawsze, gdy zobaczyłem wejście na Widłąg wzruszyłem się do łez.. Ech,Widłąg, ech... życie moje...

Wejście na Widłąg

Nasz pierwszy wieczór na Widłągu był pastelowy. Uroczy i ciepły, nieco przydymiony. Kolacja i rozmowy przy ognisku, i wspomnienia...
Na Widłągu pierwszy raz byłem jako sześcioletnie dziecię. Potem wracałem tam z rodzicami każdego roku, aż do... założenia własnej rodziny. Wróciłem po piętnastu latach i od tamtej pory, co jakiś czas staram się tam wciąż wracać.

wieczór na Widłągu

Następnego dnia rano Widłąg przywitał nas swoją pełną krasą...

Widłąg

... a Jeziorak przyjemną, żeglarską pogodą.

Leszek

W drodze do Siemian wiało już całkiem nieźle. Po południu zaś flauta znowu rozkosznie rozścieliła się od brzegu do brzegu.

jeziorak

W kolejne dni raz wiało, raz nie, ale nam to w niczym nie przeszkadzało...

Waldek Chyliński na Jezioraku

... i jak postanowiliśmy odwiedzić Matyty, tak odwiedziliśmy, choć to kawałek drogi.
Dorotę i Jacka zastaliśmy przy pracy. Jacek szykował gospodarstwo na przyjęcie gości i letników, a Dorota w tym czasie szkoliła córkę Asię w układaniu konia.

Dorota i Asia w Matytach 

Piątego dnia przyszedł czas na pożegnanie. Na Lecha czekał w Pile remont łódki klasy Pirat, a ja chciałem zdążyć na wernisaż Misi Kondratowicz. Wróciliśmy więc do Iławy. Najpiękniej jak umieliśmy podziękowaliśmy Tadeuszowi za "Neverina"...

Neverin

... i ruszyliśmy w nasze drogi powrotne do domów wierząc, że do przyjaznej mariny "Skarbek" i jej niezwykłego szefa wrócimy szybko.
Żegnając pejzaże Jezioraka wiedziałem, że niebawem nasycę oczy pejzażami Marii Kondratowicz.
          Maria "Miśka" Kondratowicz ukończyła architekturę na Politechnice Gdańskiej i malarstwo na ASP w Poznaniu. Znam Misię od dawien, dawna, od 1971 roku. Poznałem ją jako śpiewającą członkinię studenckiej grupy "Kaszuby" na pierwszej Bazunie. Razem pomagaliśmy Eli Adamiak nagrywać w studio P.G. jej pierwsze piosenki, wśród których były i te mojego autorstwa. Razem śpiewaliśmy w chórku sławnej piosenki Eli "Jesienna zaduma". Z sympatią słuchałem Misi na licznych koncertach, gdy towarzyszyła Stasiowi Wawrykiewiczowi. Byłem też w domu Misi, we Wrzeszczu przy Grunwaldzkiej, tamtego wieczoru, kiedy powstał zespół Jurka Filara i Jacka Cygana - "Nasza Basia Kochana", w którym Miśka miała swój ważny udział.  I wiem jak i skąd wzięła się ta nazwa.
          Jakiś czas temu Jacek Cygan wpadł na pomysł, by zorganizować wystawę obrazów, które Misia namalowała inspirując się piosenkami. Jak wymyślił, tak i zrobił. Kilka dni temu, 29 kwietnia w klubie Winda w Gdańsku odbył się wernisaż i koncert.

okładka katalogu

We wtorek wieczorem cudownej urody pejzaże pędzla Miśki otoczyły piosenki, które były przyczyną powstania obrazów. Sławny w Gdańsku klub Winda wypełniony był tego dnia po brzegi. Tylko dzięki uprzejmości Kasi Burakowskiej - szefowej klubu, znalazło się dla mnie miejsce w sali koncertowej. Bardzo chciałem być na tym śpiewającym wernisażu, gdyż jeden z obrazów namalowany został po wysłuchaniu piosenki, której tekst wyszedł spod mojego pióra - "Biegnę w pole"


          
Niestety, z powodu choroby Ela Adamiak nie dotarła do Gdańska. Szkoda, bo lata całe nie słyszałem tej piosenki. Dotarł za to Jurek Filar, który wraz z Misią i Jackiem Cyganem zaśpiewali piosenki "Naszej Basi Kochanej"

Nasza Basia Kochana

Dotarł Jan "Mufka" Błyszczak i zaśpiewał piosenkę "Zegar", a także "Jezioro"



Dotarła też Wolna Grupa Bukowina, przy której występie publika rozczuliła się do reszty i wydawać się mogło, że czas, tak jak pejzaż wg. Modiglianiego - po prostu nie istnieje.

Wolna Grupa Bukowina

Cudowny, pełen dobrych uczuć wieczór zakończył się sprzedażą obrazów.



Gdy wychodziłem z klubu usłyszałem, że z kilkudziesięciu obrazów wystawionych na wernisażu niesprzedane zostały tylko trzy. A więc sukces!
          Za pejzaże Jezioraka i pejzaże Marii Kondratowicz, za pejzaże w piosenkach Wojtka Belona i Mufki, za klimaty w tekstach Jacka Cygana i za uśmiech Jurka Filara wdzięczny dzisiaj jestem losowi, który pozwolił mi tej wiosny przeżyć taki piękny czas. Dzięki.

PS
Już po opublikowaniu powyższych wrażeń,od znanego podróżnika Michała Kochańczyka dostałem kilka jego zdjęć z wernisażu.

Barbara Covellin i Waldemar Chyliński

Między innymi to, na którym jestem z dawno niewidzianą  Barbarą Covellin. Basia, która mieszka w Szwecji jest od czasów studenckich bardzo serdeczną przyjaciółką Misi i wielu, wielu naszych wspólnych znajomych. Zadurzyłem się kiedyś w Basi, ale to było tak dawno, że chyba tylko ja to jeszcze pamiętam i piosenka "Na poduszkach moich dłoni". 

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY