18 sierpnia, 2014

Każdego dnia

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 13:28
          Każdego dnia dzieje się coś. Każdego dnia pesymista przygotowuje się na najgorsze, a optymista wierzy w sukces. Każdego dnia cieszę się z lata, które dla mnie w tym roku zaczęło się 20 kwietnia i trwa, trwa i trwa... A jako pesymista z rosnącą melancholią czekam już na jesień i zimę. Cykl ma swoje prawa i nikt tego nie zmieni. Na szczęście są takie przestrzenie w rzeczywistości człowieka, które siłom wyższym nie podlegają. No, chyba, że zaczniemy się zastanawiać nad teorią wszechmogącego przypadku, zbiegu okoliczności, czy fiksum - dyrdum.
          Dzisiaj w Radio Tok FM usłyszałem fachowca od badań sondażowych, który mówił coś takiego: "... i wiadomo, że w rankingach miast zawsze wygrywa Gdynia, tylko jak zapytać gdynian, co tak właściwie sprawia, że są dumni ze swojego miasta, to się niczego konkretnego nie dowiemy..." Podejrzewałem, to od dawna, odkąd zamieszkałem w Gdyni. Naprawdę starałem się tym miastem zauroczyć, pokochać je, choćby polubić i... lata mijały, a me serce ani drgnęło. Nie ma w tym mieście niczego takiego, czego nie można znaleźć w innych miastach. Cały urok Gdyni skupia się przy Skwerze Kościuszki i przechowuje w przedwojennym micie - miasta z morza i marzeń. Fakt, można się rozmarzyć, gdy się patrzy na brzeg morza w Gdyni

fot. W. Chyliński

Można nawet dostać zawrotu głowy, gdy się w innym miejscu miasta zerknie w górę:

fot. W.Chyliński

Ale gdy się na Gdynię spojrzy z pewnej dali, to ten "zawrót głowy" niczym fallus sterczy i wystaje z całkiem przeciętnego organizmu miejskiego.

fot. W.Chyliński

Moja ulica w Gdyni z pewnej odległości też ma swój urok...

W.Chyliński

... ale gdy się jej z bliska przyjrzeć, to...

fot. W.Chyliński

... wielkomiejskość Gdyni wprost rzuca się w oczy. I nie jest to uliczka gdzieś na obrzeżach miasta, a droga tuż przy jednej z głównych, gdyńskich arterii. By się nie użalać dodam, że w sąsiedztwie, na innych ulicach jest jeszcze gorzej. Chodzimy po dziurach, przeskakując kałuże, ale za to możemy odlecieć, bo mamy nikomu nie potrzebne lotnisko. Mamy nową i dumną Trasę Kwiatkowskiego, mamy jakieś "słoiki"...



... ale tuż obok Trasy mamy niezmieniony, przedwojenny jeszcze Pekin i takie budowle w dawnym Orłowie...



          Może się czepiam, ale w przeciwieństwie do większości gdynian nie daję się omamić reklamie - spoty w TV, darmowe koncerty, czy pokazy latających samolotów. Nie kręci mnie propaganda Urzędu Miejskiego, na którą idą miliony złotych z miejskiej kasy.
          W Gdyni podoba mi się tylko to, że mieszka tu paru fajnych ludzi, a wśród nich ci, którzy stworzyli zespół "Wolny Przedział".
Piosenkę "Każdego dnia" napisałem wiele lat temu dla Beaty Bartelik, która również mieszka w Gdyni. Teraz nawet mieszka niedaleko mnie, przy czym jej ulicę jakiś czas temu, jakimś cudem wyremontowano. W przeciwieństwie do piosenki "Sen na pogodne dni" piosenka "Każdego dnia" poważnie zaistniała tylko raz - w całkiem niezłym programie telewizyjnym, który był właściwie recitalem Beaty. Teraz z zakamarków pamięci na światło dzienne piosenkę tę wydobył Zbyszek Szukalski, a przepięknie, z dużą dbałością o detal odświeżyła Arleta Rusiecka. Całość udanie nagrał Wolny Przedział, któremu niniejszym serdecznie dziękuję. W przeciwieństwie do Gdyni, która "...każdego dnia chciałby Gdańska rolę grać..." nasza piosenka nie udaje niczego. Po prostu jest. Znowu jest.




NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY