26 listopada, 2014

Liść opadł

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 09:50
                Trawestując nieco dzieło Perfectu... Gdy ostatni liść opadnie, jak po wielkiej bitwie kurz..., to sezon letnich radości się skończy i zostanie mi już tylko czekać na nową wiosnę i kolejne lato. Pisałem wcześniej, że takiego lata, jak to w tym roku, nie pamiętam. Zaczęło się ono dla mnie rejsem po Jezioraku, zaraz po świętach wielkanocnych, a zakończyło, gdy niedawno, już w listopadzie, w T-shircie paradowałem po ogrodzie i poczułem chłód, mimo południowego słońca.
Nim ten ziąb mnie ogarnął, pod koniec września ruszyłem do Iławy, by zamknąć sezon tam, gdzie go otworzyłem. Okazało się wkrótce, że uczyniłem to nader pochopnie, przynajmniej o miesiąc za wcześnie. Rejs, niby jesienny, udał się tak samo, jak ten w środku lata. Asia, która nie specjalnie przepada za żaglami, po raz wtóry w tym roku zachwycona była ciepłą i słoneczną pogodą, przyprawioną smacznie dobrym wiatrem. Bujając się po starych kątach Widłąga i Jezioraka z przyjemnością skonstatowałem, że tegoroczny sezon dla mojego uczucia do Jezioraka był wyjątkowo udany. Dzięki przyjaźni z Tadziem Świstem, właścicielem mariny "Skarbek" i pogodzie odwiedziłem Iławę w tym roku cztery razy, za co niebu i Tadziowi, który okazał się dobrym duchem moich wypraw, jestem niezmiernie wdzięczny. Chciałem kończyć sezon we wrześniu, ale piękne lato nie miało jeszcze na to ochoty, na czym, oprócz nas, skorzystały też iławskie kaczki.



  Dawno mnie tu, na moim blogu nie było. Nie, nie zapomniałem, po prostu inne zajęcia nie pozwalały przysiąść na dłużej. Przez trzy miesiące zdarzyło się wiele i niewiele, bo w sam raz... Ot, pogonił mnie z uwagą czas koncertowy, czas rejsowy, rodzinny i remontowy. W końcu przyszedł listopad, i choć remont wciąż trwa, to na czas refleksji czasami reflektuję. Zamyślam się więc listopadowo, jesiennie, sentymentalnie, melancholijnie, lirycznie i nostalgicznie.
          Nie tylko pora roku i pogoda sprzyja zadumie. Dostałem niedawno od Piotra Kłeczka listopadową piosenkę napisaną i wykonaną przez niego do wiersza niemieckiej poetki Maschy Kaleko pt. Memento zasłuchałem się w niej nie na żarty. Oto ona:



          Co się odwlecze, to nie uciecze i jesień w końcu, nie tylko ta życiowa w piosence, musiała nadejść. Chcąc nie chcąc, i duchem, i ciałem musiałem ogłosić definitywny koniec sezonu 2014. Uczyniłem to sam przed sobą i w sobie, chyba w najlepszych dla siebie okolicznościach - podczas listopadowego koncertu w Gdańsku, Myślę, że ten właśnie moment uchwyciła na swojej fotografii Kinga Jarzyna. 

W. Chyliński listopad 2014

      Jak było na początku, tak będzie teraz i zawsze, i... melancholia zagląda mi przez okno każąc wspominać wydarzenia nie tylko te z ostatniego roku. Jest w listopadzie taki nastrój, że człowiek ma nadzieję będąc jednocześnie zupełnie przekonany o jej braku.
Nim więc zima sentymenty zamrozi w zamrażalniku uczuć przypominam swoją listopadową piosenkę - Koniec imprezy.




NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY