15 stycznia, 2008

Nie zgadzać się na szarość

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:53
          Dzień zaczął się jak jeden z tych zwykłych, pospolitych i nudnych dni, jakich życie dostarcza w nadmiarze. Rano kawa, jakieś niespieszne myśli wstecz, nietrwożne w przód i próby sklejenia jednych z drugimi, by wyszła z tego jakaś życiowa ciągłość. Gdy ta ciągłość wyszła, też musiałem wyjść... do pracy.
          Powtarzalność codziennych czynności sprawiła, że zacząłem myśleć o złamaniu rytuału chodzenia w kółko. Zarzuciłem więc obowiązek, by powrócić do lektury książki  pt."Koncert dla nosorożca", która to książka jest dziennikiem krakowskiego poety Józefa Barana. Już na początku czytania uderzyła mnie ilość podobieństw i styczności, które łączą moje życie z życiem poety z Krakowa.
Nie znam twórczości ucznia Harasymowicza. Te kilka wierszy, które przeczytałem, to zbyt mało bym mógł coś sensownego o dziele poety powiedzieć i nie o tym chcę tutaj się zająknąć, To ta styczność i podobieństwo...
         Zacznijmy od tego, co jest oczywiste. Józef Baran pisze wiersze. Ja też. On pisze dużo, ja mało, ale zawsze to wiersze, no i... piszemy. On pisze bardzo dobrze, a ja..., ale zawsze to jednak proces twórczy. On ceni sobie swoją żonę i ja czynię to samo ceniąc swoją. On lubi czasem wychylić, ja nie inaczej. To podobieństwa, a teraz styczności...
         Pierwszy raz z twórczością Józefa Barana zetknąłem się słuchając Eli Adamiak.  Ela śpiewała piosenki do moich wierszy i do wierszy Pana Józefa.  Piękne teksty śpiewała, że wymienię - "Najlepsze lata - Atlantyda", "Szara piosenka" czy "Prośba o nadzieję". Moje teksty, które Ela zaszczyciła, nosiły tytuły: "Milcząca nadzieja", "Szary blues", czy "Czas twojego życia". Czyż nie podobne te tytuły?
A teraz czytam, że Józef Baran ukończył technikum i po nim wybrał się na polonistykę. Ja też. Czytam, że należał do Koła Młodych przy ZLP i współtworzył grupę poetycką "Tu i Teraz". Ja też należałem do Koła Młodych, tyle że moja grupa nosiła nazwę "Wspólność". Poeta Baran jeździł na koncerty z zespołem "Stare Dobre Małżeństwo" i recytował wiersze. Ja także recytowałem namiętnie, tylko że prócz tego ( tu różnica) byłem również "podmiotem wykonawczym" wykonującym piosenki.
Józef Baran lubił spędzać urlop w zakopiańskim Zaiksie, czyli w Halamie. Ja też.  Spotkał tam Wisławę Szymborską. Ja też.  Poczynił, jak wynika z dziennika, niemal identyczne do moich, spostrzeżenia dotyczące Noblistki i odnosi się do niej, z równą mojej, wielką atencją.  A dzisiaj się doczytałem, że gdy był studentem, to po jakiejś libacji wylądował w Izbie Wytrzeźwień. Wstyd się przyznać, ale ja też miałem taką przygodę, gdy byłem studentem. Po tej przygodzie esbecja szantażem i na chama chciała zrobić z niego kapusia. Jakbym swój życiorys czytał. 
          Jest w dzienniku poety Józefa Barana jeszcze wiele zdarzeń, myśli i odczuć, które jakby z mojego kawałka krojone były i sam się zastanawiam - skąd to? Nie wiem, co wyczytam jutro, ale wiem, że to przyjemne czuć się życiowo podobnym do sławnego poety. I przeczytałem jeszcze, że "Nie zgadzać się na własną szarość - to podświadome pragnienie artysty". No, jak tu się nie zgodzić z poetą mając tyle z nim wspólnego.
Ponieważ jestem zwolennikiem teorii, że każdy ma talent, to jasne jest, że każdy może być artystą. Głoszę więc za Józefem Baranem - Nie zgadzajcie się na własną szarość.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)