08 marca, 2008

Olo

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:29
          Kobietom przewracał w głowach. Przystojny, zawadiacki i lekko szalony. Z ciemną czupryną i śpiewnym, wschodnim akcentem. W wyglądzie ma coś z aktora Radziwiłowicza i reżysera Polańskiego jednocześnie, a gdy mówi zdaje się być filozofem. Jest dla siebie w życiu reżyserem i aktorem. Jest mędrcem i poetą. Jest twórcą i tworzywem, jakby powiedział jeden z bohaterów "Rejsu" Marka Piwowskiego. Szczery i uczciwy w opiniach i sądach. Przyjazny i filuternie inteligentny. Takim go poznałem ...dziesiąt lat temu i taki jest do dzisiaj.

jurewicz-aleksander-70308r.bmp

          "Literacka" przy ZLP na ul. Mariackiej w Gdańsku i pięćdziesiątki wódki przy setkach wrażeń, żakowska kawiarenka przy Wałach Jagiellońskich i jego pamiętna awantura z Arturem Sandaurem. Jego wieczór autorski w bibliotece PAXu, gdzie na naiwne pytanie - A dlaczego Pan pisze wiersze? - zawianym głosem odpowiada, że dlatego, bo coś musi robić, a nic innego nie umie. 
A potem koncert Żanny Biczewskiej w "Wielkim Młynie" i on niosący jej w darze swoją czarną pelerynę - nagrodę, którą otrzymał w konkursie za swoją cudowną poezję. Jakaś nasza eskapada na plażę w Łebie i jego czuła zalotność do dwóch plażowiczek. Jakieś piwo w jego domu we Wrzeszczu i pyszne pyzy z mięsem w barze przy Pomorskiej na Żabiance. A potem mąż i ojciec. On, jakby poeta zagubiony gdzieś po drodze, jakby wycofany z własnej woli, jakby trochę zapomniany.
I oto nagle pojawia się znowu z powieścią "Lida", książką za którą otrzymuje nagrodę Czesława Miłosza. Potem pisze "Pan Bóg nie słyszy głuchych", "Życie i Liryka", "Prawdziwa ballada o miłości" , "Popiół i wiatr". W moim życiu pojawiał się i znikał. Zawsze dyskretnie i jakby przypadkowo. Zawsze budził  radość ze spotkania i zostawiał mnie zafascynowanego powierzchownością bycia. Tak to pamiętam. Wczoraj  znowu się cieszyłem. Aleksander Jurewicz, dla przyjaciół Olo, wydał kolejną powieść pt. "Dzień przed końcem świata"

. jurewicz-063.bmp

          Wczoraj, w sali głównej Ratusza Staromiejskiego w Gdańsku, miałem szczęście uczestniczyć w promocji nowej książki Ola. Krytycy ponoć już są pełni entuzjazmu dla najnowszego dzieła, które w sposób wstrząsający, a jednocześnie szalenie poetycki ( jak to u Ola) opisuje trzy dni z życia bohatera, pomiędzy wiadomością o śmierci ojca i jego pogrzebem.
Olo przez całe swe prozatorskie życie stacza wojnę z własną pamięcią o utraconym na wschodzie dzieciństwie. Pisząc, rozlicza się z sensu swojego człowieczeństwa, które przymierza do prostych sytuacji bycia synem, wnukiem, Polakiem i...człowiekiem właśnie. Moja Asia, gdy czytała "Lidę" płakała, i to dla mnie też jest miara wartości tego co tworzy Olo.
          Wczoraj, wśród wielu przyjaciół Ola, był także mój serdeczny przyjaciel, Marek Prusakowski, który, tak jak i ja, od młodych lat pilnie sekunduje twórczości Jurewicza.

prusakowski-i-jurewicz.bmp

          Nie zginie Olo mając takich przyjaciół ( Marek jest lekarzem) i my nie zginiemy mając za przyjaciela Ola Jurewicza. Koniecznie przeczytajcie tę książkę Dla niej przerwałem lekturę powieści Jarosława Haska "Medytacje nad kuflem piwa" i nie żałuję.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)