01 kwietnia, 2008

Oklaski, ach oklaski...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:15
          Tak, jak obiecałem, sprawozdaję z drugiej części wieczoru jaki wraz z Asią przeżyliśmy w starym Gdańsku 28 marca tego roku. Po wyjściu z restauracji "Turbot", w której odbywała się promocja najnowszej książki Krzysztofa Kowalkowskiego, udaliśmy sie do pobliskiego "Teatru Wybrzeże", gdzie Prezydent Paweł Adamowicz -

pawel-adamowicz.bmp

honorował laureatów nagrody Splendor Gedanensis.  Za rok 2007  Splendor trafił do prof. Marka Podhajskiego, teoretyka muzyki, który opracował dzieło opisujące prawie wszystkich polskich kompozytorów. Prawie, bo jak powiedział dziękując za wyróżnienie, zebranie ponad tysiąca nazwisk, to jeszcze nie koniec. W historii Polski kompozytorów jest znacznie więcej, niż czterech, znanych światu. Tu profesor powołując się na badania wymienił Chopina, Pendereckiego, Szymanowskiego i... Paderewskiego. Powiedział, że to my sami jesteśmy winni temu, że poza tymi czterema nazwiskami tak mało słyszy się w świecie o Kilarze, czy Góreckim. Muszę przyznać, że pięknie wywiedziona mowa Profesora trafiła mi do serca i do przekonania, ale nie boję się, bo wiem, że mając takich, jak Profesor, badaczy, stan wiedzy świata o naszej muzyce poważnej już wkrótce się zmieni.
         Nagrodzony Splendorem, za powieść "Ostatnia Wieczerza" został także Paweł Huelle, którego mam za kolegę i wstyd się przyznać, że tej książki dotąd nie czytałem. Wierzę jednak, że taki fachman jak Paweł poniżej pewnego,  poziomu nie schodzi i ta nagroda tylko to potwierdza.

maria-janion.bmp

          Trzecią i najważniejszą laureatką w czasie gdańskiej gali rozdania Splendorów została prof. Maria Janion, historyk literatury i idei za cykl esejów pt. "Niesamowita Słowiańszczyzna".  Profesor profesorów, Maria Janion jest osobą nie do przecenienia w środowisku naukowym Uniwersytetu Gdańskiego. Przy tym nazwisku ręce zawsze same składają się do oklasków. Tak było i tym razem, klaskaliśmy głośno, choć Pani Profesor nie było, bo przybyć nie mogła. Podziękowania złożyła na telebimie. Nagrodę w Jej imieniu odebrała inna sława gdańskiej nauki - prof. Józef Bachórz.
Kultura, szczególnie ta wysoka, bez wsparcia i poparcia z pewnością mocno by okulała, wiec dbanie o sponsorów, głaskanie ich , chuchanie, dmuchanie i nagradzanie jest absolutnie na miejscu. Nic też dziwnego, że miasto tytuł Mecenasa Kultury Gdańska przyznało i w tym roku. Mecenasem okazał się biznesmen Andrzej Stelmasiewicz. A potem tych co klaskali, czyli nas, poinformowano, że zamiast tradycyjnego bankietu, w tym roku posłuchamy sobie muzyki. I nastąpiła dobrze znana od niepamiętnych czasów, a kultywowana szczególnie za PRLu tzw. "Część Artystyczna". W "Części" jako pierwsze wystąpiły Trebunie Tutki i zagrali fantastycznie.

trebunie-tutki.bmp

          Nie było już tak fajnie jak do Trebuniów dołączył Voo voo  i zaczęli grać razem program, czy jak to się dzisiaj mówi - projekt pt. Tischner.

voo-voo-i-trebunie-tutki.bmp

Szczerze mówiąc nudziłem się. Tekst, który na widownię nie docierał, muzyka, w której nabałaganiono ile wlezie, marne solówki i jakaś taka atmosfera, w której podtatusiali muzycy robią za dziecięcą "Arkę Noego", to mnie zupełnie do tego projektu nie przekonało. Dopiero trzeba było bisu, by zespół Voo voo pokazał swoje prawdziwe zęby i klasę.
          Gdy po koncercie zastanawiałem się, o co właściwie chodzi w tym projekcie "Tischner", Asieńka szybko skróciła mój tok myślowy - Jak to o co? O pieniądze. Zmarł Tischner, no to wykombinowali: ksiądz, Tatry, chrześcijaństwo, misja, nauka kościoła. Parę cytatów, trochę muzyki, sprawdzeni górale i bilet do Chicago. Ot projekt. Nawet niegłupi, choć nie nowy. Przypomnij sobie niedawny rok Mickiewicza...
          Po wyjściu z Teatru wpadliśmy wprost na piękny, nocny Gdańsk i Antka Pawlaka, poetę zacnego, a publicystę znakomitego, który teraz wspomaga gdański Urząd Miejski, będąc jego rzecznikiem. Garść wspomnień i kilka zdań o czasach właśnie przeżywanych, miło nastroiło nas, już i tak dobrze nastawionych, na powrót zatłoczonym traktem do domu. Och, dobrze jest klaskać... 
W nocy obudziłem się klaszcząc, ale co mi się śniło? Nie powiem.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)