04 kwietnia, 2008

Andro-Pauza w Naszej Klasie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:32
           Andropauza (gr. andros = mężczyzna, człowiek; gr. pausis, łac. pausa = przerwa) - w ujęciu biopsychospołecznym definiowana jako okres w życiu mężczyzny (najczęściej po 50 r.ż.), zapowiadający zbliżające się wejście w okres starości - cytuję za Wikipedią. Prócz dolegliwości bólowych, okres ten charakteryzuje się również zwiększoną drażliwością, oraz obniżeniem nastroju i zadowolenia z życia. No, bo jak tu być zadowolonym, gdy odnajdujesz swoje gładkie, choć trochę pogięte zdjęcie sprzed dwudziestu czterech lat, a później, przy goleniu w lustrze widzisz jakiegoś, mocno wygniecionego gościa.

moja-studniowka-w-conradinum-1973r

          Po odkryciu w "Naszej Klasie" naszej Klasy, utknąłem w poszukiwaniach kolegów, w wymianie listów, maili, uprzejmości i pozdrowień. Z rosnącym zaskoczeniem i zadowoleniem patrzyłem jak przybywa mi znajomych, nawet takich, którzy są Festiwalem Filmów Dokumentalnych. Odwiedziłem też forum naszej szkoły, gdzie koledzy z różnych roczników wspominali stare lata  i nauczycieli, czasem skrzykiwali się na akcję pomagania szkole, a czasem dawali upust swoim frustracjom, obwiniając szkołę za swoje nieudane życie.
          Nieopatrznie przystąpiłem do dyskusji o Ginterze Grassie, który naszą szkołę wielokrotnie opisywał. Dyskusja szybko przerodziła się w pyskówkę o tym, czy Grass to geniusz, czy zbrodniarz wojenny!? Tak, tak niektórzy z dyskutantów nazywali noblistę, który uczył się w tych samych murach co my, dorzucając jeszcze pod jego adresem złowieszcze wyzwisko - faszysta. Autor o nieprzeciętnym dorobku i życiorysie, człowiek, który pisząc i dyskutując więcej zrobił dla dzisiejszej, spokojnej i zjednoczonej Europy, niż stu polityków, doczekał się, że właśnie takim mianem określają go ludzie, którzy uczyli się w tym samym co on, sławnym "Conradinum", do którego sławy, jak mało kto, Grass się przyczynił.

conradinum-pocztowka.bmp

          Przedwczoraj Grass ostatecznie wygrał proces ze swoim biografem Michaelem Jurgsem, który oskarżył pisarza o dobrowolne zapisanie się do SS. Argument, że jako kompletnie zindoktrynowany przez nazistów czternastolatek, dziecko przecież jeszcze, które, jak całe pokolenie mu podobnych młodzików, nie kierowało się rozumem i doświadczeniem, i nie miało żadnego wpływu na to, do jakich wojsk przydzielą, moim kolegom-oskarżycielom nie przemawiał do głowy. Grass przez lata ukrywał fakt krótkotrwałej służby w formacjach SS, bo i z czego tu być dumnym, ale za to z wielkim hukiem w końcu rozliczył się z tego, przecież niezawinionego, grzechu. Grzechu? 
          Koledzy z forum, jako najlepsi w Europie chrześcijanie, rozgrzeszenia nie dali. Jeszcze inni, przyznając Grassowi wielkość pisarską, odmawiają mu bycia autorytetem moralnym. To, że moralność ma różne imiona, to już mniejsza o to. Chodzi im bowiem o fakt, że pouczał innych, a sam był, wiedział i nie powiedział. Namawiał nazistów w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych do rozliczenia się  z przeszłością, a sam się nie rozliczył. Pytanie tylko, kogo namawiał? Czy on namawiał  smarkaczy z Hitlerjugend, czy ważne fisze, które po wojnie w Niemczech robiły kariery, a w czasie wojny wspierały nazistów, bądź nazistami były. "Jak mocny trzeba mieć moralny kręgosłup, jak twardo trzeba stąpać po ziemi, jak bezwarunkowo dążyć do prawdy, żeby publicznie, dla naszego pożytku, rozważyć ten rozdział swojej biografii? To oznacza, że to nie tylko wielki pisarz, ale też wielki człowiek. Właśnie w ten sposób buduje się autorytet moralny" - napisał na forum Maciej Sobieszczański.
          Przekonywali i inni, lecz do tych kilku zapiekłych "anty" nic nie trafiało. Faszysta i już! Ktoś nawet porównał Grassa do Leni Riefenstahl, nie widząc absurdu tego porównania. Czym innym jest bowiem świadome oddanie swojego talentu na usługi Hitlerowi  i apoteozowanie reżimu, a czym innym w tym reżimie, nie do końca świadomie, jako nieopierzony młodzian uczestniczyć i przetrwać, by potem pisać (i to z jakim skutkiem) przeciw temu, co było.

ginter-grass.bmp

          Ech, biedny Grass... Czy "przy obieraniu cebuli" pomyślał choć przez moment, że jego osobą będą leczyć swoją andropauzę różni sfrustrowani, młodsi koledzy z jego szkoły? Ostatnia książka Grassa dla samego Grassa z pewnością była lekiem, ale czy Grass będzie lekiem dla zapiekłych? Jutro rano wsiadam w samochód i jadę na Mazury. Może choć trochę się wygładzę.
Ech, życie, ty moja poezjo śpiewana.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 4

Marek

2008-04-08 08:33:31
Tak, drogi przyjacielu, żyjemy w takiej społeczności, której najbardziej przyziemni, powszedni, z przeproszeniem, członkowie, czelność mają osądzać tych, którzy Himalaje wyżej intelektualnej percepcji maluczkich szybują.

waldek

2008-04-08 09:54:58
Nic dodać.

Kopylowicz Jan

2008-05-06 18:47:56
Wspaniale Waldku, ale na Ziemi jest też kategoria ludzi nazywanych "kundlami" - a czym charakteryzuje sie "kundel"- to takie stworzenie, które głośno ujada, ale nie bardzo wie na co......

waldek

2008-05-06 22:58:58
do Jana Kopyłowicza
Dobrze Jasiu, że uzyłeś cudzysłowu, bo po co obrażać madre kundle.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)