16 kwietnia, 2008

Jak rzucić palenie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:30
          Pewna znajoma Ewa, gdy dowiedziała się, że skutecznie poradziłem sobie z nałogiem palenia, zadała mi sakramentalne pytanie  - Jak to się robi?
Oto, co jej odpisałem: Rzucenie palenia okazało się bardzo prostą i łatwą sprawą. Po trzydziestu latach zaciągania się dymem, przez dwa lata postanawialiśmy z Asią, że razem  rzucimy palenie. Aśka odstawiła papierosy pierwsza. Wróciła jednak do palenia po trzech miesiącach z teorią, że nie da się rzucić palenia, gdy obok wciąż ktoś pali.  Obwiniłem siebie o całe nikotynowe zło świata i począłem mordować się z myślą, jak skutecznie złu temu zaradzić. Myślałem o tym dobre pół roku, coraz bardziej przyzwyczajając się do myśli, że jednak muszę to zrobić, muszę w cholerę rzucić to palenie. Nawet schowałem sobie "na zaś" dodatek do Gazety Wyborczej pt. "Jak rzucić palenie" i... paliłem dalej w najlepsze.

chylinski

          Któregoś dnia pikałem sobie po kanałach TV. Gdy na jednym z nich ktoś mówił o szkodliwości palenia, szybko zmieniłem program, Zaraz jednak zrobiło mi się wstyd, że uciekam od tematu i problemu. Kilka kanałów dalej trafiłem na reportaż z Londynu, który pokazywał nałogowego palacza, sympatycznego Anglika wiezionego na salę operacyjną. Narrator tłumaczył, że gość ma coś z płucami i zaraz go obejrzy sławny profesor. Jadący na operację, żartujący z pielęgniarkami, czterdziestolatek wydawał się być pełen ufności i spokoju.  Gdy usnął pod narkozą, rozkroili mu plecy i wtedy wszedł na salę sławny profesor. Bezceremonialnie wyjął krwawo-czarny ochłap, płuco, pokazał je do kamery i beznamiętnie poinformował widzów, że w tym przypadku rak wygrał, a pacjent nie pożyje dłużej niż dwa miesiące.
          Zgasiłem papierosa, który przestał mi smakować i powiedziałem sobie - to był ostatni.  Następnego dnia rano o wszystkim zapomniałem i jak zawsze przy kawie zapaliłem. Przy trzecim zaciągnięciu się dymem zobaczyłem uśmiechniętą twarz tamtego londyńczyka, transportowanego na operację i zgasiłem peta. I to był mój ostatni papieros.
          W trzy dni później, gdy poczułem, że zaraz zacznę chodzić po ścianach, przypomniałem sobie o broszurce z Gazety. Radzili by wybrać jeden z przedstawionych sposobów rzucania palenia i zalecali wytrwałość. Wybrałem ten z kalendarzem. Tak jak radzili powiesiłem kalendarz na ścianie i od razu skreśliłem trzy dni, choć ten trzeci wcale jeszcze nie upłynął. Przez chwilę było lepiej, lecz zaraz potem znowu poczułem ścianę na plecach. Dojrzałem wtedy w broszurze reklamę gumy (to, co piszę nie jest reklamą) "Nicorette". Rzuciłem się pędem do Apteki, nabyłem paczkę nadziei i... udało się. Ból jestestwa potęgowany brakiem nikotyny słabł. Wystarczyło, że żułem pięć, sześć gum dziennie i zapominałem o paleniu. Wspomnienie dymka wracało, ale już nie było tak dotkliwe i bezwarunkowe.
         Po dziesięciu miesiącach spokojnego żucia gumy zorientowałem się, że mam nowy nałóg - żucie. Prosta kalkulacja przekonała mnie szybko, że ten nałóg jest lepszy - zdrowszy i tańszy.
Później, w drodze na koncert do Berlina, zorientowałem się, że nie mam przy sobie "Nicorette". By opanować popłoch i uspokoić ewentualne nerwy, w przydrożnym kiosku kupiłem zwykłą gumę do żucia. Moja radość nie miała końca, bo okazało się, że żucie zwykłej gumy daje mi ten sam efekt, co żucie "Nicorette". Zrobiło się jeszcze taniej i jeszcze zdrowiej. Od tamtej pory żułem już tylko zwykłą gumę, aż któregoś dnia rozbolał mnie ząb i... nałóg żucia rozwiał się jak dym.
          Ponoć suma nałogów musi być stała ( "...pero, pero, bilans musi wyjść na zero..."), to od jakiegoś czasu szukam w sobie innych nałogów i nic poza lenistwem znaleźć nie mogę, bo przecież ta wesoła wódeczka, pita raz na jakiś czas, to co to za nałóg?
          I to tyle. Zachęcam do porzucenia nałogu. To łatwe i proste, choć długie. Najważniejsze jednak, Droga Ewo, to mieć w sobie Moc.
Waldek.
PS. Aśka pali do dziś. Jak ją proszę by palenie rzuciła, to pali głupa, choć przyznać musi, że teoria o tym, że jak ktoś obok pali to się rzucić nie da, wzięła w łeb.


NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 4

Marek

2008-04-16 19:48:06
Waldku, mojej - po kolejnym papierosie (jej, ja nie palę™) powiedziałem, że wolę wylizać‡ popielniczkę™, niż ją pocałować‡! Efekt był natychmiastowy! Rzucił‚a. Ale uwaga, mój kolega zastosował‚ się do mojej sugestii i dziewczyna rzucił‚a, ale jego*. Wię™c... na wł‚asne ryzyko. Pozdrowienia. P
*Bo to zł‚a kobieta był‚a!

waldek

2008-04-16 20:34:44
do Marka
Masz rację™. Choć‡ to ryzykowne zacznę™ uś›miechać‡ się do popielniczki.

Kasia Baczek

2008-04-18 23:17:34
Dzien dobry Panie Waldku,
Czytam,oczywiscie czytam Pana blog.Pieknie Pan pisze i czekam na kolejne slowne rysunki.
Panie Waldku,zauwazylam ze ostatnio bardzo dlugo wczytuje sie Pana strona.Czekam kilka minut zeby zobaczyc co slychac.Denerwuje mnie to dlatego zwracam uwage.
Pozdrawiam Pana i Pania Asie.
Kasia Baczek (z Wespy)

waldek

2008-04-19 13:13:55
do Kasi
Witam również Pani Kasiu. Jak tam na Wyspach? Doprawdy nie mam poję™cia dlaczego dł‚ugo otwiera się™ u Pani strona. Na moim komputerze wszystko chodzi sprawnie i szybko. Może by zapytać‡ jakiegoś› fachowca? To chyba nie jest wina mojej strony. Serdeczne dzięki za poświę™canie czasu moim "Codziennościom" Pozdrawiam :)

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)