19 kwietnia, 2008

Wiatr od staroci i pytania bez odpowiedzi

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:15
          Od dawna obiecywałem sobie zrobienie porządku w kartonach, w których jak na śmietniku, leżą, bez ładu i składu, rodzinne fotografie. Obiecywałem i... zawsze coś innego było ważniejsze, albo górę nad rodzinną historią brało rodzinne lenistwo. Tak było aż do wczoraj. Wczoraj, między czasem przeznaczonym na pisanie nowych tekstów dla  zespołu "Mr. Zoob", a tłumaczeniem się gdyńskiej Straży Miejskiej, którą dość regularnie przysyła mi "mentalnie sprawny inaczej" sąsiad, bym wyjaśniał skąd się biorą jego obsesje, postanowiłem zabrać się także za wspomniane kartony ze zdjęciami.
Pisząc te słowa ledwie poradziłem sobie z jedną paczką zdjęć, a już pytań zrodziło się więcej, niż pewnie znajdę na nie odpowiedzi. Niestety, czas na niektóre pytania minął. Jakże nie mogę odżałować chwil,  gdy mój ojciec chciał pogadać o zamierzchłych dziejach rodziny, ja prawie nigdy nie miałem czasu. Zostały mi jakieś strzępy historyjek, jakieś anegdoty, jakieś mgliste zdania o tej, czy tamtej ciotce, jakaś niejasna fabuła o babci Weronice i to wszystko. Jak szkoda. Wśród zdjęć znalazłem kilka związanych z Gdańskiem okresu wojny.
Wiem, że mój dziadek Leon, po napaści hitlerowskiej, ostrzeżony przez niemieckiego sąsiada, uciekł przed aresztowaniem, a może i śmiercią z Nakła nad Notecią do Gdańska. Tu pracował w Zakładach Naprawy Taboru Kolejowego na Przeróbce, która po niemiecku nazywała się Troyl, a gdańszczanie na nią mówili Trojan. Na zdjęciu mój dziadek, już wtedy łysy, w białej koszuli zajada zupę. Czy mieszkał w barkach, które widać z tyłu, czy tylko je budował? Czy był to obóz? Jaki? Mój dziadek był ślusarzem. Skąd więc ta biała koszula? Czy to niedzielny posiłek?

dziadek-w-gdansku-w-czasie-wojny. archiwum Waldemara Chylińskiegobmp

          Na Trojanie mojego dziadka odwiedzał, jako młode chłopie, mój ojciec. Ze zdjęć, które zamieszczam niżej wynika, że mieliśmy w Gdańsku rodzinę, a dziadek wielu kolegów. Skąd ta rodzina? Skąd ci koledzy?

kuzyni-i-koledzy-dziadka-gdansk-1942r. archiwum Waldemara Chylińskiego

          Wiadomość o rodzinie odczytałem na dedykacji, która jest zapisana na odwrocie zdjęcia. Wynika z niej, że kuzyn, który kiepsko radził sobie z pisaniem po polsku, podarował fotografię w dniu, w którym poznał obdarowanego. Czy zatem fotografia była własnością dziadka, czy może mojego ojca, który 12 września 1942 roku odwiedził swojego starego?

dedykacja-kuzyna

          Co ciekawe, z pieczątki wynika, że zdjęcie zrobiono, a może tylko wywołano, w Bromberg, a więc w Bydgoszczy. Czy kuzyn był gdańszczaninem, czy tak jak dziadek, przyjezdnym? A ciekawe kim był dla naszej rodziny konduktor na promie pływającym przez Motławę. Czy może to ten sam Anton Niegorski, Niezgorski, Niegórski, Niezgórski, czy jak mu tam? A może to inny kuzyn, który dziadkowi pomógł znaleźć pracę?

prom-przez-motlawe-rok-1942 A kim jest facet z akordeonem na burcie jakiegoś statku, który stoi w gdańskiej Stoczni, na murach której widać faszystowską swastykę. gdanski-przyjaciel-rodziny-1942

          Z dedykacji wynika, że to Polak, przyjaciel. Tyle, że nie wiem kogo? Dziadka, co pewniejsze, czy może mojego ojca, który od dzieciaka marzył o morzu?

dedykacja-gdanskiego-przyjaciela-naszej-rodziny

          Jeżeli ta dedykacja jest dla dziadka, po którym nic się nie zachowało, to skąd zdjęcie w albumie ojca? Zbieżność dat obu dedykacji, czy to przypadek? Itd...itp...itd...
          Jeszcze niedawno przesłałbym te zdjęcia do mojego ulubionego czasopisma "30 Dni", które gdańskimi sprawami zajmuje się z dużym znawstwem, ale po pierwszych nieudanych próbach nawiązania z tym periodykiem kontaktu (Ci co czytali moje "Codzienności" dawniej, wiedzą o czym piszę), zrezygnowałem. Może ktoś z moich czytelników i przyjaciół ma możliwości i wiedzę, by choć na kilka z tych pytań odpowiedzieć. Dodam, że mój ojciec, dziadek i pradziadek dobrze znali się z gdańskim kolejarzem i działaczem polonijnym Panem Kledzikiem. Ja, będąc chłopcem, też go poznałem. Wziął mnie na ręce, podniósł do góry, wycałował i powiedział - Jakże się cieszę, że czwarte pokolenie Chylińskich poznałem. Był ten Pan Kledzik ponoć uczniem kolejarskim mojego pradziadka. Może tu jest trop do odpowiedzi na zagadki? Zapyta ktoś - A co, samemu nie łaska popytać, pogrzebać, pochodzić? Odpowiadam - łaska, tylko gdzie schować odziedziczone lenistwo ?NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 6

donarski

2008-04-19 23:06:29
Waldek,pięknie piszesz.Wpadam tu do Ciebie od czasu do czasu i robi mi sie lepiej na serduchu za kazdym razem.
To pewnie przez ten spokój i stonowanie.
Pozdrawiam.
andrzej

waldek

2008-04-20 03:24:41
do Donarskiego
Andrzejku, a Ty pięknie śpiewasz. Wiesz, że jestem fanem tego co robisz od dawna. To, co robisz na scenie, robisz perfekcyjnie. Tobie się udało, bo nie każdy umie robić coś tak, że... dech zapiera. Ja bym chciał i za dobre słowo, dobrym słowem odpłacam i dziękuję

Kasia Baczek

2008-04-20 15:49:35
Dziekuje za pozdrowienia.Napewno tutejsza pogoda ma wplyw na internet.Ale jestem cierpliwa i czekam na kolejne Pana zapiski.
U mnie dobrze,zyje bez stresow,nie pracuje wiec tez rozkoszuje sie wrodzonym lenistwem.Dotychczas nie mialam okazji.
Pozdrowienia
Kasia

waldek

2008-04-20 19:38:12
do Kasi
Powinniśmy założyć "Klub Leniuchów". Tylko kto to zrobi?

Marek

2008-04-21 14:58:45
Będę Prezesem Klubu dobra????

waldek

2008-04-21 20:01:07
do Marka
Dobra!!! Pracoholik na Prezesa "Klubu Leniuchów" - to świetny pomysł.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)