10 września, 2008

Miejsce

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:30
          Zazwyczaj bardzo osobiście odbieram i rejestruję miejsca, w których bywam, a gdy je przyswoję - a raczej oswoję - stają się cząstką mojego życia i mojej historii, którą traktuję szalenie zaborczo. Jest jednak takie jedno miejsce, które darzę ogromnym sentymentem, z którym jestem związany od trzydziestu lat, a nie jest to mój, lecz mojej żony najważniejszy punkt na mapie świata. W tym miejscu spędziła swoje dzieciństwo, tu się wychowała, tu pierwszy raz poparzyła sobie palce gorącym żelazkiem i tu świat przekonywał ją, że nie jest taki zły. Jest to jej miejsce, a ja w nim jestem tylko przypadkiem. Tak miejsce to wyglądało przed stu laty.

plazowa-w-gdyni-poczatek-xxw.jpg

          Pewnie każdemu ta pocztówka podpowie, że jest to najbardziej uroczy zakątek Orłowa - Promenada Królowej Marysieńki, a za nią molo i sławny orłowski klif. To tu czekałem na Asię, gdy umawialiśmy się na randki i to tu ją odprowadzałem, by żegnając umówić się znowu. To tu zajechałem pewnego wrześniowego dnia w czarnym garniturze, by zabrać Asię do kościoła i złożyć jej przysięgę małżeńską. Tak wyglądało to miejsce dzisiaj rano...

promenada-krolowej-marysienki.jpg

          Nic też dziwnego, że byłem mocno poruszony, gdy przeczytałem w gazecie artykuł o odbudowie "Białego Dworu" - domu, a właściwie pensjonatu, który powstał przed wojną, naprzeciw Promenady Królowej Marysieńki, i który za Polski Ludowej popadł w kompletną ruinę. "Biały Dwór" stał niemal po sąsiedzku domu Asi i dla nas jest o tyle ważny, że mieszkał w nim, aż do swojej śmierci w 1985r., sławny malarz-marynista Antoni Suchanek. Otóż marynista ten przyjaźnił się z rodziną mojej żony i bywał częstym gościem. Pamiątką po znajomości z mistrzem jest portret Asi, pędzla pana Antoniego.

portret-asi-pedzla-antoniego-suchanka.jpg

Portret ten wisi teraz w naszym domu i przypomina o malarzu, który kochał morze. Gdy więc czytając o odbudowie pensjonatu...

bialy-dwor-w-budowie.jpg

...nie natknąłem się na wspomnienie o najważniejszym jego mieszkańcu, przyszła mi chęć zwrócenia autorowi uwagi na ten feler. Chęć była tym większa, że autorem był nasz dawny, dobry znajomy, a obecnie sławny i ceniony gdynianin - Sławek Kitowski, który zażarcie walcząc o pamięć Gdyni jest też wiceprzewodniczącym Towarzystwa Przyjaciół Orłowa. O Sławku żródła mówią tak: "Urodzony w 1953 roku w Gdyni, grafik, plakacista, fotograf, wydawca siedmiu albumów o historii Gdyni - portowego miasta zbudowanego w latach 20. XX wieku. Twórca oprawy graficznej międzynarodowego turnieju tenisowego Idea Prokom Open w Sopocie. Jako plakacista wystawiał w Polsce, Czechosłowacji, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Portugalii, Rosji i Wielkiej Brytanii. Autor portretu "Człowiek Roku 1989 - Lech Wałęsa" dla "El Periodico" w Barcelonie w 1989, nagrodzony ex equo I nagrodą. Projekt opublikowano jako plakat wystawy międzynarodowej w 10. rocznicę "Solidarności" w Gdańsku w 1990 i okładkę kalendarza 1991 - w pierwszym roku prezydentury Lecha Wałęsy. Mieszka i tworzy we własnym wydawnictwie Alter Ego w Gdyni." A ja go poznałem tak: Był rok 1986. W Teatrze Muzycznym w Gdyni odbyła się premiera musicalu "My Fair Lady", na którą zaprosiła nas, tj. Asię i mnie, Nina Terentiew. W rewanżu, następnego dnia, zaprosiliśmy Ninę i Tomka Raczka, którego poznaliśmy jakiś czas wcześniej, do Orłowa na śniadanie. Była słoneczna, ciepła, październikowa pogoda, więc sporo czasu spędziliśmy tego dnia na tarasie.

od-lewej-wchylinski-n-terentiew-i-t-raczek

          W pewnej chwili do furtki zadzwonił miły człowiek, który przedstawił się jako współpracownik Jerzego Gruzy i zapytał czy może zrobić kilka zdjęć. Pytającym był właśnie Sławek Kitowski. Później spotykaliśmy się ze Sławkiem w Bałtyckiej Agencji Artystycznej "BART", przy okazji pracy nad różnymi imprezami. Gdy teraz napisałem o zapomnianym Suchanku, to okazało się, że Sławek, tak jak i my, zachował w pamięci naszą znajomość. Po kilku mailach doszliśmy do wniosku, że mistrza najlepiej byłoby uhonorować poprzez nadanie imienia miejscu, które najczęściej odwiedzał. Tym miejscem jest rondo, które wieńczy ulicę Przebendowskich.
          Pragnąc omówić sprawę i odnowić znajomość, postanowiliśmy się spotkać. Ostatnia sobota była dla nas najlepszym czasem.

wieczor-ze-iza-i-slawkiem-kitowskimi.jpg

Przy kieliszeczku "czegoś dobrego" wspominaliśmy dobre, młode lata, choć patrząc na Sławka i Izę, zdało mi się, że ich lata wciąż są dobre i młode. My na ten wieczór przygotowaliśmy niespodziankę. Niedawno Asia odnalazła kieliszek. Kieliszek, który jakimś cudem zachował się od czasu premiery "My Fair Lady".

pamiatkowy-kieliszek.jpg

Okazało się, że pomysł, by sukces musicalu uczcić toastem ze specjalnie na tę okazję nadrukowanych kieliszków, jak i cały projekt gadżetowo-plastyczny tamtej imprezy, był autorstwa Sławka. Bardzo się Sławek kieliszkiem wzruszył. Rzecz znalazła swoje miejsce i swego autora.
          Wszyscy jesteśmy gdzieś umiejscowieni i bez swoich, rozpoznawalnych miejsc tracimy orientację. I mistrz i "szara mysz" musi mieć swój plac do życia i swoją przestrzeń. Rzecz w tym, że dopiero zagospodarowanie tego miejsca i tej przestrzeni mówi, czyś mistrzem jest, czy myszą.

PS. Trochę mnie tutaj nie będzie. Do zobaczenia.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 3

Marek

2008-09-11 15:52:00
A DOKĄD SIĘ ASAN WYBIERASZ,A ?

waldek

2008-09-11 21:37:50
Już się wybrałem. Korzystam z uprzejmości rodziny i piszę z drogi. Jadę w Tatry. Helo, helo Helenko, jako ci się pasie... Pozdrawiam

Krzysztof

2008-09-21 19:41:04
Cosik mi się widzi, że nie najlepszą pogodę sobie wybraliście. Mam jednak nadzieję, że herbatka z prądem wynagrodzi Wam te niedogodności. Aby nie za dużo tej herbatki.
Pozdrawiam
Krzyszsztof

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)