04 paĽdziernika, 2008

Hajdun

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:44
          Nie pamiętam już kiedy i przy jakiej okazji się poznaliśmy. Było to chyba w latach siedemdziesiątych w starym Żaku. Potem w naszej znajomości nastąpiła długa przerwa, aż w latach dziewięćdziesiątych spotkaliśmy się przy okazji radiowej audycji emitowanej na żywo. Ja coś tam gadałem, a Janusz mi przepięknie akompaniował. Grał tak ślicznie, że pamiętam jego muzykę, a zupełnie nie pamiętam tematu audycji. Później, na gdańskiej Żabiance, widywaliśmy się już częściej. Obu nas interesował problem skutecznej ochrony praw autorskich. Nic dziwnego, Janusz był w końcu autorem muzyki do prawie stu filmów. Wiosną ubiegłego roku, po którymś ze spotkań napisałem w Codziennościach: Wpadł do nas ciepło ubrany( po południu było już chłodno), wiosennie nastrojony - Janusz Hajdun. Janusz to chodząca legenda nie tylko gdańskiej kultury. Muzyk, który do Gdańska przywędrował w 1945 r. ze Lwowa. Facet, którego za młodu pochłaniały dwie pasje: szybownictwo i muzyka. Życie, na szczęście, oddał tej drugiej. Najpierw, jako chłopię, zamieszkał z rodzicami w Gdyni i tam chodził do szkoły muzycznej. Średnią i Wyższą Szkołę Muzyczną kończył już w Gdańsku, gdzie wraz ze Zbigniewem Cybulskim, Bogumiłem Kobielą i Jackiem Fedorowiczem, jako muzyk tworzył sławny teatrzyk studencki Bim-Bom. Po Bim-Bomie był Teatrzyk Rąk - Co to, a potem Cyrk Afanasjewa - Trala-Bomba. To właśnie w Cyrku powstała niezwykła piosenka, wielki szlagier "Niech no tylko zakwitną jabłonie". Ponieważ "...świat nie jest taki zły... "  kariera Janusza kwitła. Po doświadczeniach w teatrzykach studenckich naturalnym było to, że Jego zainteresowania pójdą w kierunku muzyki teatralnej i filmowej. Napisał muzykę do kilkudziesięciu przedstawień i do tyluż filmów. Komponował do takich dzieł jak: "Na wylot", "Tańczący Jastrząb", "Franz Kafka", "Ptaszor", czy ostatniego "Zbrodnia i kara". Napisał muzykę do "Tanga" - najbardziej sławnego, pierwszego polskiego filmu nagrodzonego Oskarem
          Janusz już nie wpadnie. W dniu, w którym ja w Warszawie załatwiałem m.in. Zaiksowe sprawy i spieszyłem się z wyjazdem w góry, Janusz zmarł w Gdańsku. Był pogodny, dwunasty dzień wrześniaNOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)