30 paĽdziernika, 2008

Ten trzeci w tym trzecim...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 20:34
         O tym, że istnieją w Gdańsku trzy miasta dowiedziałem się przypadkowo, jako dziecko, podczas rodzinnej wycieczki do Gdyni. Nie kojarzę, który to był rok, ale pamiętam, że sensacją tamtych dni było zawinięcie do portu w Gdyni statku-?olbrzyma?. ?Olbrzym? miał nośność 25 tys. ton, co przy dzisiaj budowanych tonażach wydaje się błahostką. Wtedy jednak okazał się gigantem, a Gdynia? Gdynia okazała się nie jeszcze jedną dzielnicą mojego Gdańska - jak dotąd myślałem, ale absolutnie samodzielnym miastem, tyle że niedalekim. W drodze powrotnej do domu, mimo że nie byłem w stanie dostrzec granic między miastami, w mojej wyobrażni, za sprawą wyjaśnień ojca, uwolnił się od podległości jeszcze Sopot, do którego jeździliśmy kolejką na niedzielne spacery po molo i na pyszne lody u Włocha. Pamiętam, że potem, po powrocie do Wrzeszcza, mój lokalny patriotyzm zaczął się zachowywać jak błędnik oszalałego pilota. Wszystko wróciło do normy, gdy mój los, los dorosłego już człowieka, na przemian przemeldowywał mnie z jednego miasta do drugiego. Przeprowadzając się z Gdańska do Gdyni, i z powrotem, za każdym razem, siłą rzeczy przejeżdżałem przez Sopot. Nie raz wtedy myślałem, że mieszkać w tym trzecim mieście, pośrodku trójmiejskich ambicji, byłoby najlepszym dla mnie rozwiązaniem. Tym bardziej, że to wśród tych hałaśliwych ?olbrzymów? oaza ciszy, spokoju, uroku i porządku. Co tu gadać - zazdroszczę sopocianom Sopotu.
          W moim życiu tak się układa, jak w opowiadaniu, które snujesz dawno niewidzianemu przyjacielowi. Niby ciągniesz jeden wątek, ale co rusz trafiasz w tym wątku na jakąś historię, która ściąga cię na bok i sam, nie wiedzieć kiedy, opowiadasz już fascynującą rzecz, tyle że inną, dość luęno powiązaną z historią, którą chciałeś zadać na początku.
Gdy latem pisałem o obchodach 90-lecia ZAiKSu w Sopocie, wspomniałem, że spotkałem tam dawno niewidzianego przyjaciela, Wojtka Fułka, który - tak się złożyło - jest w tym kurorcie wiceprezydentem. Być może tamto spotkanie i tamta sprawa sprawiła, że spotkałem się z Wojtkiem ponownie, bo życie snuje mi taką swoją opowieść. Gdy pisałem o piosence "Sen na pogodne dni", pisałem o Beacie, o Kaziu kompozytorze i o sobie, jako autorze, ale nie napisałem o tym trzecim. Ten trzeci nie był autorem tekstu piosenki, choć był poetą. Nie był też jej kompozytorem, a zrobił dla tej piosenki więcej niż ktokolwiek inny. To Wojtek Fułek wierząc w talent Beaty i nasze nagrania, jako szef promocji w Sopockiej Agencji Artystycznej Bart jeździł do Warszawy i nachodził stacje i rozgłośnie, aż piosenka "poszła". Później z Wojtkiem współpracowałem jeszcze wiele razy i zawsze była to dla mnie czysta przyjemność. Podziwiałem jego talent poetycki i literacki, podziwiałem zdolności organizacyjne i pomysły, ale tak naprawdę najbardziej podziwiałem jego pracowitość i skuteczność. Wojtek wie nie tylko gdzie i co, ale wie to najważniejsze - jak. Propozycja spotkania wyszła ode mnie, więc bardzo byłem zaskoczony, gdy na koniec zostałem przez Wojtka obdarowany jego najnowszą książką, którą napisał wspólnie z Romanem Stinzing-Wojnarowskim. Dzieło jest obszerne i jak to u Wojtka - solidne, a nosi tytuł: "Kurort w cieniu PRL-u. Sopot 1945-1989"

 ksiazka-wojtka-fulka.jpg

          Nie napiszę recenzji z tej książki, bo dopiero ją czytam. Jest świetna. Skoro nie mogę mieszkać w Sopocie, to chociaż go sobie literalnie przeżyję. Idąc śladem opowieści Wojtka byłem już w Sopocie zaraz po wyzwoleniu, a teraz leżę na plaży z Bierutem i jego (oraz Małgorzaty Fornalskiej) córką Oleńką. Jest piękna pogoda i żal będzie przewrócić kartkę. Ten trzeci w tym trzecim mieście być może, czego nie wyklucza, będzie w najbliższych wyborach startował na stanowisko prezydenta. Sopot wiele by stracił, gdyby Wojtek nim nie został. Wiem to na pewno, ale czy Sopot wie? To się okaże.

PS. Wracając do poprzedniego wpisu i niepewności zawartej w nim na końcu. A jednak w Dzienniku Akademickim, dodatku do Dziennika Bałtyckiego-Polska, młodzi dziennikarze coś skrobnęli, na co dowód przedstawiam poniżej:

dziennik-akademicki-2008r.jpg

Historia piosenki zatoczyła koło. Cieszyć się, czy smucić? Nie wiemNOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 2

Ela Adamiak

2008-10-30 22:08:02
Waldku...przypomniało mi się "nadmorskie" zdarzenie z mojego zycia. Otóź w 1979 roku postanowiliśmy z męźem mym kupic malutkie mieszkanko na ulicy Jesionowej, niedaleko Pawluka...Uzbieralismy gotówkę i pojechalismy do Gdańska. W trakcie naszej sześciogodzinnej podróżyy pociągowej dolar tak poszedł w górę, że następnego dnia pani "sprzedająca" chciała od nas o 2000.- zł więcej. To byĹł suma nie do zdobycia. Nie kupilismy tego mieszkanka. "Obsypaliśmy" się i Pawluków deszczem przywiezionych z Łodzi dolarów i do rana zbieraliśmy je z podłogi. Jak potoczyłoby się nasze życie, gdybyśmy zamieszkali nad morzem...Inaczej czy podobnie? Na szczęście nikt mi na to pytanie odpowiedziec nie może...I dobrze..!!! Pozdrawiam - Ela Adamiak

waldek

2008-10-30 22:21:24
do Eli Adamiak
Żebyś wiedziała Elu, że "I dobrze". A cóż by to było za życie gdybyśmy utracili przywilej życia przypadkiem, z przypadku i mimo przypadku. Serdeczności. W.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)