15 listopada, 2008

deja vu

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:08
W moich olsztyńskich, pięknych czasach, w trakcie studiów, jedno z zajęć z psychologii odbyć się miało na oddziale psychiatrycznym miejskiego szpitala. Gdy o umówionej godzinie nasza studencka grupa zameldowała się pod drzwiami oddziału i została przez pielęgniarkę wpuszczona do środka, okazało się, że magister, który dotąd z nami prowadził ćwiczenia, nie przybędzie, ale - jak nam wyjaśniła pielęgniarka - zajęcia się odbędą, tyle, że poprowadzi je pan ordynator, na którego musimy w korytarzu chwilę poczekać. Po niedługim czasie podszedł do nas siwy jegomość w granatowej marynarce, przedstawił się z nazwiska i mówiąc, że się nami zajmie, zaczął oprowadzać nas po oddziale. Gdy zwiedziliśmy już wszystkie sale i korytarze, trafiliśmy na koniec do świetlicy. Przez cały czas pan w marynarce “Siwa głowa” opowiadał nam o służbie zdrowia, o ciężkiej pracy pielęgniarek i lekarzy, i o tym ilu chorych aktualnie przebywa na oddziale, ilu pacjentów oddział jest w stanie przyjąć rocznie i jak organizowane jest życie w szpitalu. Mówił, że są lekarze, którzy obiecują sobie po psychiatrii cuda, ale psychiatria jak wiadomo to nauka, a cuda w nauce się nie zdarzają i tylko głupki w nie wierzą. Słuchaliśmy uważnie, a co pilniejsi zaczęli notować. Gdy zajęliśmy miejsca, nasz wykładowca zadał jednej z koleżanek podchwytliwe pytanie - To o czym na tych zajęciach będziemy rozmawiać -, ta przytomnie zerknęła do notatek i podała temat. “Siwa głowa” pochylił się w zamyśleniu, jakby skupiając wiedzę przed rozpoczęciem kolejnego etapu naszej edukacji. Gdy “Siwa głowa” się podniósł i rozpoczął wykład - Psychiatria jest w medycynie nauką stosunkowo młodą…, do świetlicy wszedł pan w brązowym swetrze i poklepując przyjażnie “Siwą głowę” rzekł - No, starczy Mareczku. Idź już na salę, bo siostra czeka tam na ciebie z tabletkami. Rząd Tuska obchodzi dzisiaj pierwsze urodziny. Chociaż czasem krzywym okiem patrzę na poczynania tuskowych ludzików, to szczerze dzisiaj Donaldowi dopinguję, bo ślepy nie jestem. Z okazji tych pierwszych, rządowych urodzin miałem dzisiaj okazję oglądać w telewizji relację z uroczystej konferencji Platformy, a po niej, z jadowitego posiedzenia PiSu. O ile Donald dość krótko i treściwie podsumował swoje, jako takie, dokonania, o tyle Jarosław nabrzęczał się jak mucha na szybie, hałaśliwie, upierdliwie, wiecowo i podpublicznie. kaczynski-pis.jpg Po dziesięciu minutach płynącej nieprzerwanym strumieniem demagogii w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego, okraszanej starymi chwytami typu: “…a Bartoszewski powiedział kiedyś…”, półprawdami, nieprawdami i zwykłymi bzdurami, doznałem uczucia deja vu. Gdy w pewnym momencie na ekranie, za plecami pana w czarnej marynarce i serduszkiem na klapie, pojawił się łysy gość, byłem pewien, że zaraz powie - No, starczy Jareczku. Idź już na salę i łyknij tabletki. Łysy gość nic nie powiedział, ale wodę do popicia przyniósł. Niech chociaż za to łysy będzie pochwalony.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)