28 listopada, 2008

StarOniewicz

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:14
Ktoś kiedyś powiedział o nim, że jest najbardziej melodyjnym polskim saksofonistą i miał rację. Przekonałem się o tym na własne uszy, gdy zaszedłem do niego z prośbą o pomoc przy pisaniu materiału na płytę “Słowa”. Nie miałem pojęcia jak mnie przyjmie, bo ja tu do niego z balladkami i piosenkami, a on, to przecież znakomity i utytułowany jazzman. Przyjął mnie jednak, jak trzeba, po starej przyjaźni. wojtek-staroniewicz.jpg Zdarza się czasem, jak wszystkim, że ni stąd ni zowąd, bez żadnego powodu, bez żadnej przyczyny i bez żadnej okazji pojawia się nagle w mojej głowie jakaś znajoma twarz, która zawraca myśli ku wspomnieniom i każe przeżyć jeszcze raz, to co się już zdarzyło. Tak właśnie “odwiedził” mnie dzisiaj Wojtek Staroniewicz i zaczął się w mojej głowie wyświetlać film, w którym Wojtek grał, wraz ze mną, główną rolę. Poznałem Wojtka w latach siedemdziesiątych w Żaku, gdy jako członek duetu towarzyszył swojej śpiewającej siostrze Duśce na koncertach. To w tamtym czasie miał Wojtek wraz z siostrą cykliczny program - “Salon Duśki i Wojtka”, przez który przewinęło się całkiem spore grono początkujących artystów Wybrzeża, w tym i ja. Potem Wojtek mi gdzieś zniknął, by objawić się po jakimś czasie jako muzyk, którego renoma przekraczała już nie tylko granice jazzowego Trójmiasta i Polski, ale też Europy. Nie sądziłem więc, że będzie chciał się pochylać nad moimi prostymi piosenkami, a jednak. Gdy usiadłem naprzeciw niego, w jego domu w Sopocie zapytał: - A co właściwie chciałbyś nagrywać? Wziąłem gitarę i trochę nieporadnie, jak to ja, zagrałem mu piosenkę o mnie i o Asi, którą zatytułowałem - “Piosenka o starej miłości” Po ostatnim akordzie Wojtek uśmiechnął się i powiedział mi, że się wzruszył. To wzruszenie oznaczało, że mogę liczyć na jego pomoc przy pracy nad płytą. Nie tylko zaaranżował wszystkie utwory, które miałem już gotowe, nie tylko skomponował muzykę do tekstów, które na nią czekały, nie tylko wygładził i wygłaskał, zaplanował i zajął się produkcją nagrań, ale też zapewnił mi w studio luksus pracy z najlepszymi muzykami, jacy byli wtedy w Trójmieście i sam przepięknie zagrał na saksofonie. Gdyby nie Wojtek moja płyta “Słowa” pewnie byłaby zupełnie inna i jakoś dziwnie jestem pewien, że gorsza. Gdy mi więc “przyszedł” dzisiaj niespodziewanie Wojtek do głowy, odszukałem w swoich zbiorach jego zdjęcie i znalazłem to u góry, które bardzo lubię, a którego nie jestem autorem. Sfotografował Wojtka nasz wspólny przyjaciel Janusz Kasprowicz. Gdy na zdjęcie zerknąłem, to w dali dostrzegłem Krysię Reichel. Krysia jest właścicielką galerii Sen i jednocześnie małego pensjonatu niedaleko Słupska, w Smołdzińskim Lesie, obok wsi Kluki. Dom Krysi ma duszę i można w nim znakomicie wypocząć, ale można też się nieźle zabawić.O imprezie u Krysi, jaka odbyła się zeszłego roku, pisałem w grudniu 2007 roku, więc jeśli ktoś ma ochotę - może sobie poczytać. Zdjęcie Wojtka wykonane zostało właśnie w galerii Sen wiosną tego roku z okazji innej, świetnej imprezy wymyślonej przez Krysię - ” Święto powitania traw”. Niestety, nie byłem, bo w tym samym terminie odbywało się spotkanie moich kolegów z klasy, których nie widziałem 35 lat. I tak to nagłe wspomnienie Wojtka wywołało całą lawinę innych wspomnień, łącznie z tym ostatnim, jeszcze świeżym, z ostatniej wizyty Krysi u nas coś ze trzy niedziele temu. krysia-reichel.jpg Siedzieliśmy z malarką i architektem Krysią długo w noc, smakowaliśmy, wspominaliśmy i snuliśmy cudne plany… Ech, zaraz mi się przypomną Maciejewscy, Chwinowie, Chojeccy, Zbyszek Gach, ulica Karłowicza i te de, i te pe, i te de. O, a teraz, przez to “i te de” przypomniał mi się Andrzej Janeczko z zespołem Trzeci Oddech Kaczuchy, gdy śpiewał “Okularników” Osieckiej w Opolu. Kiedyś mieszkaliśmy obok siebie w akademiku, a teraz widujemy się i pozdrawiamy od czasu do czasu w Naszej Klasie. Przedwczoraj Andrzej miał urodziny… Jakie życie, taki film. Tak to jest, gdy nagle i niespodziewanie w mojej głowie… Starczy na dziś. Trzeba przerwać tę fabułę i wyjść z tego głowy kina. Jutro będzie się przecież kręcić całkiem nowy film. PS. Jutro (30 listopada) w klubie Ucho w Gdyni o godz. 20 zagra Sławek Jaskułke, który, jak piszą, a ja się z tym zgadzam, jest “objawieniem polskiej pianistyki jazzowej ostatnich lat”. Sławek, dzięki zabiegom Staroniewicza, również tworzył moją płytę, nagrywając wszystkie klawisze. Jutro Sławek da koncert charytatywny, wraz z Tomkiem Sowińskim, który nagrał w “Słowach” wszystkie instrumenty perkusyjne, na rzecz Osób z Autyzmem I Innymi Zaburzeniami Rozwoju - ADAPA. Warto się wybrać, bo Sławka słuchać, to jedno, ale oglądać przy tym, to dopiero jest coś. No i ten cel… Polecam.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)