06 grudnia, 2008

Zmęczenie Mikołaja

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 18:54
         Dzisiaj, Mikołaj przyniósł mi w prezencie wspomnienie, które przywiodło mnie do pewnej refleksji. Swoje lata mam i nie da się tego, niestety, ukryć. To, że mogę o tym napisać na własnej stronie internetowej, miast jak kiedyś, na papierze wkręconym w maszynę do pisania, jest dla mnie cudem. Cudem takim samym jak prezenty od Mikołaja, który znajdowałem w butach 6 grudnia, dziecięciem będąc. Choć chciałbym być kimś, kto przygląda się życiu nim je skonsumuje, to i tak od groma szczegółów, które sprawiłyby mi przyjemność, umyka bezpowrotnie. Dopiero po czasie zaczynam sobie zdawać sprawę, że gdybym wtedy? Bo człowiek jest mądry po czasie. Zawsze "po " wiemy jakby mogło być i żałujemy, że tak nie było. Zdarzało mi się jednak wyprzedzić siebie w swoim czasie, i to o dobre kilkadziesiąt lat. A było tak?
          Napisałem tekst dla Grzesia Marchowskiego, który zamierzał wystąpić na festiwalu w Krakowie. Miałem wtedy dwadzieścia lat i wydawało mi się, że choć niewiele o życiu wiem, to o pewnego rodzaju tzw. "osobistą refleksję na temat ogólnej sytuacji" pokusić się mogę. Grześ napisał do tekstu muzykę, a ja dzięki tej piosence odkryłem, że w Polsce nie ma wolności słowa.
          Piosenka spokojna, refleksyjna zdała się nie wadzić nikomu, a jednak? Bodaj Cisiu, czyli Krzysiu Jakobson, który robił wtedy za prezesa Żaka, powiedział mi, że są jakieś kłopoty z cenzurą i piosenka do Krakowa może nie pojechać. Wkurzyłem się i poszedłem do Domu Prasy, gdzie na III piętrze siedział srogi cenzor. Przedstawiłem i spytałem o co chodzi, a wtedy z ironicznie uśmiechniętych ust cenzora padło tylko jedno pytanie:
- A ten "Bóg by karać", to przypadkiem nie Pierwszy Sekretarz?
- Nie, a skądże - zapewniłem.
Cenzor przystawił na tekście pieczątkę "zwalniającą do publikacji", jednak nie do końca dał wiarę, bo wyszedł za mną na schody i rzekł:
- A ja wiem, że o ustrój chodzi, ale co mi tam. Niech będzie, że o Boga.
- O życie chodzi - odrzekłem i mógł Grześ piosenkę nieść przez wieś, aż do Krakowa.

krakow-grzegorz-marchowski.jpg

          Niewiele w tym Krakowie Grześ zwojował, a piosenka, choć refleksyjna, poszła w zapomnienie. Widać czas dla refleksji jest taki sam jak dla człowieka - "ciszą ucieka".
          I oto teraz, przypadkiem odtworzyłem sobie starą balladę. Można rzec, zrobiłem sobie prezent na Mikołaja, a że, jak na początku napisałem, swoje lata mam, to słuchając piosenki zacząłem się zastanawiać skąd wiedziałem? Skąd wiedziałem mając dwadzieścia lat, że "czas rozprzestrzenia zgubione słowa co nie umarły"? Jakie zmęczenie dwudziestolatka napisało tekst pięćdziesięciopięciolatkowi  Dzisiaj, gdy coraz częściej "zmęczeniem oczy przecieram" już wiem, że nic nie zostało "jak iść przed siebie w białą nadzieję".
          Eee?, to na pewno chodzi o śnieg na zimę. Nadzieje są przecież zielone. Cudów nie ma, chociaż - Idę zerknąć do butów.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)