12 marca, 2009

Życie z PZU-Życie, ale nie wiadomo po co

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 23:40
          Maja kochana Mama zleciła mi dzisiaj wpłacić w PZU-Życie swoją składkę na życie, którą wpłaca od 50 lat. Do tej pory składki wpłacała w Gdańsku, ale w tym roku, ponieważ od kilku lat mieszka z nami, postanowiła, że przeniesie je do Gdyni. By sprawie nadać bieg wypełniła formularz, jaki otrzymała rok wcześniej w PZU-Życie w Gdańsku, wręczyła mi swój dowód i pieniądze, po czym wyprawiła mnie do miasta. Mając na uwadze fakt, że oto zaraz spełnię dobry uczynek, w znakomitym humorze zajechałem pod oddział PZU-Życie przy Placu Kaszubskim 8 w Gdyni.

gdynia09.jpg

          Nie wiedziałem, że zamiast radośnie zmierzać ku ubezpieczycielowi, powinienem raczej włożyć na siebie worek pokutny i biczując się okrutnie czołgać do jego drzwi, prosząc, by było mi - załatwione. Niewpłacenie kolejnej raty oznacza bowiem zerwanie umowy i Mamina sumienność w płaceniu ubezpieczenia zdałaby się psu na budę.
          Przywitała mnie chuda dzierlatka, z nie wiadomo po co rozpiętą bluzką, która, gdy usłyszała o co chodzi, zaczęła przede mną roztaczać nie najlepszą wizję mojej przyszłości. Najpierw się dowiedziałem, że Mama powinna pofatygować się do niej osobiście i podpisać prośbę o przeniesienie, a potem, albo czekać, aż Gdańsk prześle papiery i wtedy jeszcze raz się pofatygować, albo te papiery dostarczyć do Gdyni samemu. Na moje stwierdzenie, że Mama jest osobą starszą i niekoniecznie lubi fatygować się osobiście, chuda, z nie wiadomo po co rozpiętą bluzką, ustąpiła informując, że Mama może wszystko podpisać w domu, ale musi być to poświadczone przez pana, wójta, lub... plebana.
Myślałem, że się przesłyszałem, ale nie, chodziło o księdza. W ten sposób dowiedziałem się, że w Polsce ksiądz jest urzędnikiem państwowym władnym poświadczać, co jest prawdą, a co nie. Lekko skonfundowany doszedłem do wniosku, że prościej, niż szukać księdza, co Maminkę mogłoby wystraszyć, pojadę do domu, powiem, że nie czas na wygodne życie w fotelu i zawiozę do chudej z nie wiadomo po co rozpiętą bluzką.
          Jak pomyślałem, tak uczyniłem. Maminka zadowolona nie była, ale ubrała się najszybciej jak mogła i gdy już jechaliśmy do źródła ubezpieczeń, ni to do mnie, ni do siebie, rzekła - Co robić? Widać biurokracja, jak ja, wciąż żyje.
Gdy razem przekraczaliśmy próg gdyńskiego oddziału PZU - Życie przy Placu Kaszubskim, zauważyłem na twarzy chudej - z nie wiadomo po co rozpiętą bluzką - kwaśny uśmiech z domyślnym westchnieniem w tle - O Boże, ten znowu tu. Przybycie Mamy, wylegitymowanie się i osobiste podpisanie formularza nic nie pomogło. Chuda - z nie wiadomo po co rozpiętą bluzką - powiedziała, że jej przykro, ale ona, urzędniczka oddziału Życie w Gdyni, nie może połączyć się z oddziałem Życie w Gdańsku, by ściągnąć odpowiednie dane, bo nie może. Ich komputery właśnie tak mają, a właściwie, to tak nie mają.
          W ten sposób dowiedzieliśmy się, że PZU-Życie jest martwe. Gdy wróciliśmy do domu zadzwoniłem pod numer PZU-Życie 801-102-102.
Nie wiem czy pani, która odebrała mój telefon była chuda i czy miała, nie wiadomo po co rozpiętą bluzkę, czy może siedziała zapięta po szyję, ale powiedziała dokładnie to samo, co rozpięta z Placu Kaszubskiego - podpis może poświadczyć ksiądz. Powiedziałem - Amen i... 

mama.jpg

...zabrałem Mamę, dla ukojenia nerwów i przywrócenia życiowej równowagi, na spacer. Pojechaliśmy nad nasze ulubione jeziorko odnaleźć wiarę w życie i nadzieję na lepsze. Pojechaliśmy poszukać oznak wiosny w przyrodzie. Niestety, jeziorko nasze spało
jeszcze skute lodem.

szukam-wiosny-071.jpg

Na ścieżkach resztki śniegu trzymały las w zimowych ryzach.

szukam-wiosny-028.jpg

A, że będzie tu wkrótce zielono zaświadczał tylko mech ustrojony zeszłorocznymi szyszkami.

szukam-wiosny-051.jpg

          Gdyby się dobrze wsłuchać w tę leśną ciszę mógłby człowiek usłyszeć puls życia w niby martwej przyrodzie, która najwyraźniej jest już przy nadziei. I tylko patrzeć, i tylko patrzeć jak...
         Gdyby jednak z tego lasu wrócić na Plac Kaszubski do ...Życie, to ile by się człowiek nie wsłuchiwał, prócz rady, by wezwać księdza, nic nie usłyszy. Po jaką cholerę się ubezpieczać, lepiej się modlić.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)