12 kwietnia, 2009

Podróż sentymentalna

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 19:41
          W pierwszą, ciepłą, wiosenną sobotę tego roku jechałem krajową siódemką w kierunku Warmii i Mazur. Na przednówku zawsze staram się pamiętać o Andrzeju Swacynie, moim przyjacielu i gitarzyście, który zmarł 5 kwietnia, dziewięć lat temu.

andrzej-swacyna

          A zdawałoby się, że wszystko było tak niedawno. Jakbyśmy wczoraj koncertowali w Krakowie. Jakbyśmy dopiero co, wraz z licznym gronem przyjaciół, wśród których była też, widoczna na zdjęciu poniżej, Grażyna Łobaszewska, razem, hucznie obchodzili moją "czterdziestkę". Jakbyśmy...

andrzej-swacyna-pierwszy-z-lewej-w-chylinski-i-grazyna-lobaszewska-1993r

          Byłem więc ze wspomnieniami w drodze. W radio cicho grała muzyka, a ja zastanawiałem się nad tym, czy przeszłość może rządzić przyszłością. Bezsprzecznym faktem jest, że to, co było, ma wpływ na to, co będzie, ale czy przyszłość tworzy się tylko przez doświadczenie i pamięć? Czy nie trzeba przypadkiem, prócz wiedzy, wplatać w tę twórczość choćby odrobinę fantazji i wyobraźni? Zatrważające jest jak łatwo dajemy się manipulować różnej maści i proweniencji "historykom". Przerażające jest jak łatwo ci znachorzy od przeszłości i siedmiu boleści przestawiają nam meble i urządzają mieszkanie.
          Zazwyczaj w Małdytach, jak tysiące innych kierowców, zdejmowałem tylko nogę z gazu, bo często stoją tam z radarem, i gnałem dalej. Jednak tym razem wspomnienia kazały mi skręcić przy restauracji i pojechać nad jezioro Sambród, które podchodzi swymi wodami pod małdycką stację kolejową.

jezioro-sambrod

          Co roku latem, dzieciakiem będąc, przepływałem tędy wraz z rodzicami naszą żaglówką do Iławy, na jezioro Jeziorak. Gdy usiadłem teraz na brzegu i zagapiłem się w dal, gdzie za szuwarami jest wejście do kanału, który prowadzi na jezioro Ruda Woda, zwane czasem Duckim, pamięć wyciągała na wierzch wspomnienia. Powinienem jechać dalej, bo czekano na mnie, ale nie mogłem się oprzeć chęci pozostania w okolicy jeszcze choć przez chwilę. Po kilku zakrętach zajechałem nad Rudą Wodę. To tu zawsze, pierwszy raz od wypłynięcia z Gdańska, stawialiśmy maszt i podnosiliśmy żagle. To tu paliliśmy pierwsze ogniska. To tu pierwszy raz Tata pozwolił mi żeglować samemu. Miałem wtedy sześć, może siedem lat. Ech...

wyjscie-z-kanalu-elblaskiego-na-jezioro-ruda-woda

          Ale czas gonił. Pół godziny później dojeżdżałem do Olsztyna, a strzępy wakacyjnych wspomnień, lekko przetarte z kurzu, znowu zaległy w pamięci. W Olsztynie czekał na mnie, tak jak rok temu, Romek Trębski, z którym w godzinę dojechałem do cmentarza w Karolewie. Chwila zadumy i modlitwy nad grobem Andrzeja. Świeczka zapalona na znak żywej pamięci o nim i czas... Gdyśmy z cmentarza wychodzili, żona Andrzeja - Ewa Swacyna, zadzwoniła do nas z informacją, że czeka na nas za Giżyckiem, w siedlisku, które jest własnością naszego wspólnego przyjaciela. Wymarzona pogoda pognała nas w tamtą stronę. Choć u Sławka byłem już razy parę, to za każdym razem brama wjazdowa robiła i robi na mnie wrażenie.

slawkowa-brama

          No i to siedlisko. Uroczysko prawdziwe. Zagubione wśród jezior i grzęzawisk, zaplątane w sieci polnych i leśnych dróg. Siedlisko, do którego za każdym razem dojeżdżam skołowany, z niewiedzą swego miejsca na mapie. To miejsce, odkryte kiedyś przez Andrzeja, który pierwszy - mimo ruin - zachwycił się nim od pierwszego wejrzenia, jest nadzwyczaj przyjazne.

mazurskie-siedlisko

          Andrzeja tu wciąż pełno. To on Sławkowi siedlisko to polecił i z ruin podniósł. To on wraz z tym i innym jeszcze, oddalonym o kilkanaście kilometrów dalej, równie uroczym siedliskiem budował swoje nadzieje na przyszłość. Tyle, że ta przyszłość jest już przeszłością, a Andrzeja tam pełno, bo wciąż go pełno w naszych wspomnieniach. 
         Gdyśmy już na dobre wysiedli z samochodu, czekała nas niespodzianka. Prócz Romka i mnie zjawiło się tego dnia na Mazurach jeszcze kilku przyjaciół Andrzeja. Była wśród nich też Asia Kuroń, której pamięć teraz do żywego bólu wypełniona jest Maćkiem. O nim także często gadaliśmy. Jego też często wspominaliśmy. Ale myliłby się ten, kto pomyślałby, że nie damy rady tej nostalgii. Wręcz przeciwnie, stało się tak, jak chcieliby tego i Andrzej i Maciek. Wina łyk, gitary dźwięk i radość ze spotkania, radość z życia, okraszona opowieściami z przeszłości i planami na przyszłość, dała nam dobry początek wiosennej biesiady na Mazurach. Kilka ballad i wszyscy znów byliśmy razem, jak za starych, dobrych czasów. Cud pamięci.

mazurska-biesiada

          W drodze powrotnej do domu usłyszałem jak prezydent przemawia do odznaczonych historyków z Instytutu Pamięci Narodowej. Mówił coś w tym rodzaju: - Odznaczenia te są nagrodą za waszą odwagę.
          Boże litościwy, odwaga to dobra rzecz u każdego człowieka, jednak zawodową odwagą niech się szczycą żołnierze, strażacy, policjanci i wszyscy ratownicy... ale historycy?! Niech historyk będzie rzetelny, skrupulatny, obiektywny, pracowity, wytrwały, rzeczowy i sumienny - ale odważny? A co do pracy historyka ma odwaga? Chyba, że to nie historyk, ale saper, któremu się krowi placek myli z miną przeciwczołgową. Ooo tak, historycy tacy, jak panowie Żaryn, Kurtyka i ci inni od wiedzy tajemnej o Wałęsie i wszystkich innych agentach, z pewnością mają odwagę. Odwagę wiejskich pastuszków, bawiących się w wojnę. Smród z tego dookoła wielki, ale oni są zwycięzcami. Ubabrani gnojem po uszy, ale szczęśliwi. Jak dzieci.
          Będą jeszcze poeci o nich zapominać. Będą bardowie o nich nie pamiętać.

gitary

          Pamięć trzeba troskliwie zachować. Pamięć należy systematycznie odkurzać i odświeżać. Pamięć powinno się pielęgnować. Pamięcią można się wzruszać i o pamięci trzeba pamiętać, ale z pamięci nie wolno robić szmaty do wycierania brudnych języków.
          Panie prezydencie Kaczyński. Daj pan spokój, bo wstyd. Sambród, to dobra nazwa dla jeziora, ale nie dla historii i polityki!
I obojętnie przez jakie "u" ten ...brud się napisze.

PS. Dzisiaj jest pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych, a jutro drugi - lany poniedziałek, więc wszystkim moim drogim odwiedzaczom tej strony życzę "ostrego dynga" - jak się mawia na Kaszubach. I dobrego wszystkiego po Świętach.

NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)