05 maja, 2009

Zawsze po Katyniach będzie Jałta...?

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 10:15
          Mierzi mnie, gdy dzisiaj marni historycy chcą, jako prokuratorzy i sędziowie cudzych sumień, bez znajomości materii i warunków, rozstrzygać, kto zdrajcą był, a kto bohaterem. Mało któremu przychodzi do głowy, że po 1945 roku innej, lepszej Polski, jak ta, która była, być nie mogło. Polacy nie mieli żadnego wpływu na to, jak będzie wyglądać świat po drugiej wojnie światowej. Jeżeli ktoś tego nie rozumie, to można tylko nad nim ubolewać. Polska mogła być tylko gorsza. Namiestnik KC KPZR, który nawet pozorami niezależności by nas nie mamił, zarządzałby Krajem Nadwiślańskim jak własnym folwarkiem. Polacy mogliby się tylko zbuntować i wykrwawić do reszty, albo łudzić, że może tak źle nie będzie i próbować się w tym, co alianci zgotowali, zaaklimatyzować. Niech każdy sam sobie odpowie na pytanie, czy lepiej być narodem żywym, czy tylko legendą w historii? Daleki jestem od jednoznacznego potępiania ludzi, którzy zarządzali w tamtych czasach i w tamtych, przecież nie przez Polaków wymyślonych, warunkach.

studenci

          Ludzie są różni. Są patrioci i zdrajcy. Są mądrzy i głupi. Są utalentowani i przeciętni. I są obojętni, tacy, którym wszystko wisi i powiewa. Zazwyczaj czas pokazuje, czy w danym okresie lepiej dla Polski było być Kowalskim, czy Kościuszką. To czas decyduje o tym, czy dzisiejszemu zdrajcy nie przypadnie za pięćdziesiąt lat rola bohatera. Trzeba być ostrożnym z sądami, choć tak często trudno się powstrzymać.
          Kończę właśnie lekturę "Dzienników" Anny Kowalskiej, pisarki zaangażowanej w działalność Związku Literatów Polskich i przyjaciółki Marii Dąbrowskiej. Znalazłem tam taki fragment z 15 września 1966r. "...Obaj, i Pawełek [Hertz], i Zawieyski zgodzili się ze mną, że Polska jest w niebezpieczeństwie. Niemcy i Rosja urządzą przetarg w odpowiedniej chwili. Partia wierzy, że ustępując we wszystkim Rosji i potulnie spełniając jej życzenia, uzyska lepsze szanse dla kraju. Jakżeż oni się mylą. Moskale to świetni gracze, mogą stworzyć sytuacje nieoczekiwane, sprowokować zamieszki, wtargnąć, ukarać, zdmuchnąć cały rząd. Nie istnieje druga strona. Nie będzie, nie ma nikogo, kto by widział swój interes w bronieniu interesów Polski. Zawsze po Katyniach będzie Jałta..." (Anna Kowalska - "Dzienniki 1927-1969") O czym to świadczy?
          Rok 1966 to dziesięciolecie, siermiężnego, ale spokojnego rządu Gomułki, którego do władzy wyniosły okoliczności i sami Polacy, choć w niedemokratycznych warunkach. Jeszcze dwa lata było do antysemickiej hucpy i cztery do wydarzeń grudniowych. Notatka Kowalskiej świadczy o tym, że naród zdawał sobie sprawę w jakiej jest sytuacji. Kowalska należała do elity, ale ja pamiętam co się mówiło po kolacji u mnie w domu. To była wiedza powszechna. Dlatego nie można wydawać opinii, gdy się widzi tylko opakowanie. To, że ktoś był w latach socjalizmu dyrektorem szpitala, szkoły, czy PKP nie znaczy, że był sługusem Moskwy, choć biorąc pod uwagę tamten czas i dzisiejsze, niektórych "badaczy", kryteria oceny przeszłości, mogłoby się tak wydawać. Dlatego i na to, co się komu zdaje, też trzeba uważać. Czytając dzienniki z przeszłości łatwiej zobaczyć, jak było i co się zmieniło. Łatwiej osądzić i docenić. Łatwo też konstatować, że Niemcy i Rosjanie... Ale o miłości Gerharda Schroedera do Władimira Putina już pisałem.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)