18 czerwca, 2009

Melancholijny 18 czerwca

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 22:02
          Bywają takie dni w życiu człowieka, że byłoby lepiej gdyby ich świt nie przynosił światła, a zmierzch ciemności. Najlepiej, gdyby ich w ogóle nie było. Są jednak i nie nagradzają nas za uczucia, ale te uczucia do bólu sprawdzają. Jednym z takich dni w moim życiu dwukrotnie był dzień 18 czerwca. Za dwie godziny północ. Kończy się kolejny 18 czerwca. Od rana borykałem się ze wspomnieniami. Nostalgia, jak wędrująca chmura po dzisiejszym niebie, co rusz zasłaniała mi słońce. Chyba nie do końca się rozumieliśmy, gdy przychodziło nam rozmawiać. Łatwiej było czasem machnąć ręką niż przysiąść, posłuchać i pomyśleć. Tak naprawdę zacząłem Cię słyszeć i pojmować dopiero po Twojej śmierci. Dwadzieścia pięć lat temu, 18 czerwca 1984 roku, zmarł mój Ojciec.

moj-tata-i-ja

          Gdy umierał miał tyle lat, ile ja mam dzisiaj. Jego wnuk ma dzisiaj tyle lat, ile ja w dniu Jego śmierci. Zastanawiam się, czy ja i mój syn zawsze potrafimy się zrozumieć? Nie wiem.
          Dwadzieścia lat temu, 18 czerwca 1989 roku, przyszła wiadomość o śmierci Jacka Zwoźniaka, wielokrotnie tu wspominanego. Wkurzał, gdy obmawiał mnie w piosence "Córka poety" i rozśmieszał do łez, gdy śpiewał "Ragazza da Napoli". Irytował, gdy zbyt szybko i powierzchownie wyrabiał sobie zdanie. Ale nie było takiej sprawy, która zachwiałaby naszą przyjaźnią. Razem z Jackiem tego fatalnego dnia zginął jego i mój przyjaciel - Kuba Wencel. Obaj znali się od dziecka, razem kończyli szkoły muzyczne. Chyba nawet, przez pewien czas razem studiowali. Razem chodzili na dziewczyny i razem, wraz z Markiem Ferdkiem, założyli zespół BABA, którego nazwę Jacek tłumaczył jako "Bezmiar Atrakcji Bez Ambicji". Bodaj trzykrotnie zdobyli pierwszą nagrodę na festiwalu w Krakowie i raz główną w Opolu.

zespol-baba-od-prawej-kuba-wencel-marek-ferdek-i-jacek-zwozniak f
ot. Zygmunt "Sasza" Staszewski. Na zdjęciu: grupa BABA - od prawej: Kuba Wencel, Marek Ferdek i Jacek Zwoźniak

          Wracali z koncertu Maluchem. Kuba prowadził, Jacek siedział obok. Niemka polskiego pochodzenia masywnym Mercedesem wyprzedzała na "trzeciego". Przejechała po nich nawet się nie kalecząc. Za drobnym poręczeniem gotówkowym pozwolono jej wyjechać. I tyle ją widziano. Potem ludzie gadali, że ustrzelenie dzika czy jelenia w polskich lasach jest dla Niemca dużo droższe. I tyle.
18 czerwca to taki dzień, że melancholia rano mnie budzi i z melancholią zasypiam. I nic na to nie poradzę.


NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 4

Małgorzata

2009-06-20 18:59:35
Jak zawsze jajko jest mądrzejsze od kury. Piszesz, że dopiero po śmierci Ojca pojąłeś, to co chciał Ci przekazać. Dopiero później zrozumiałeś, że trzeba było przysiąść, posłuchać i pomyśleć. Młody człowiek dwudziesto paroletni niewiele wie o życiu i zupełnie nie myśli o przyszłości. Żyje dniem dzisiejszym i nie przyjmuje tego co mówią rodzice. Ale nauka nie idzie w las. Jestem przekonana, że słowa Twojego Taty jednak utkwiły głęboko w Twojej pamięci choć ich nie chciałeś słuchać. Często myślimy sobie - inaczej ułożyłoby mi się w życiu, gdybym zrobił tak jak mi radzili rodzice. Nigdy nic nie wiadomo, bo nasi rodzice żyli w zupełnie innych czasach, a my żyjemy w innych. Natomiast pewne jest, że powinniśmy zachować najlepsze wartości jakie wynieśliśmy z rodzinnego domu. Ty je wyniosłeś. Przykładem jest Twoja wrażliwość, ciepłe słowa jakimi obdarzasz swoich Bliskich, Przyjaciół i Twoja poezja. Kiedy nas zabraknie, nasi synowie postawią sobie podobne pytanie. Widać tak już w życiu jest. Pozdrawiam

waldek

2009-06-21 10:48:28
Sama racja przez Ciebie, Małgosiu, przemawia. Oczywiście rodzice zawsze chcą jak najlepiej, ale kierują się wiedzą i doświadczeniem, które ich kształtowało. To doświadczenie niekoniecznie musi być dobre dla ich dzieci. Wiem co mówię, bo gdybym w swoim życiu szedł zawsze za radą Rodziców moje życie wyglądałoby dzisiaj zupełnie inaczej - niestety, dużo gorzej. Oczywiście, Oni nie chcieli dla mnie złego życia, ale moja osoba do ich wiedzy i doświadczenia kompletnie nie pasowała. Na szczęście nie przeszkadzali mi iść własną drogą i choć wiele błędów mi się przytrafiło, to jednak jestem z tej drogi zadowolony. Szkoda mi tylko, że tak mało uwagi mojemu Ojcu, gdy żył, poświęcałem. Nie tyle dla Jego racji, co dla Niego samego. I to jest strata nie do odrobienia.

Małgorzata

2009-06-21 17:15:11
Zgadza się. Takie same mam odczucie. Też jak Ty żałuję, że mało poświęcałam czasu swoim Rodzicom. Błędy jakie popełniamy w życiu czegoś nas uczą. Ale jak zawsze po burzy jest słońce. Czy naprawdę tak do końca jesteśmy mądrzejsi i bardziej doświadczeni? Tylko nam się to wydaje. Często powielamy ten sam błąd i przyrzekamy sobie, że to już ostatni raz dajemy wpuścić się w maliny. I tak metodą prób i błędów idziemy wszak przez życie. Pozdrawiam

TTZ

2009-06-24 05:13:40
A ja pamietam,ze dlugo nie potrafilam pogodzic sie z mysla,ze juz nigdy,kiedy przyjde do klubu nie zastane na werandzie klubowej,naprawiajacego zagle Klimka.Jak sie okazuje i ja stracilam 18-go czerwca dwie bliskie mi osoby.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)