04 lipca, 2009

Jak dojrzewają czereśnie

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 20:28
           Wiosną tego roku czereśnię w moim ogrodzie wyjątkowo pięknie obsypało kwieciem. Drzewko wyglądało w tej kwiecistej bieli niczym panna młoda, wzbudzając mój zachwyt. Dałem temu wyraz tutaj, w Codziennościach, i w Naszej Klasie, gdzie zamieściłem zdjęcie owego ukwiecenia. Wychodzę bowiem z założenia, że ładnym i dobrym też trzeba się dzielić, bo złe i brzydkie dzieli się samo. Mimo że czas wiosny był zimny i mokry, moja ulubiona czereśnia wydała na świat owoce, które cieszą oko i obiecują smak, a
dzisiaj wyglądają tak:

czeresnie

          Nie wszystko jednak, co zabłyśnie kwieciem w naszym ziemskim ogrodzie, wydaje dobre owoce. Tak bywa z ideami, które sobie - my, ludzkość - dla naprawy świata wymyślamy, a realizacja których często przynosi zabójcze skutki. Po lekturze dzienników Anny Kowalskiej, która opisywała rzeczywistość powojennej Polski, dla swego rodzaju konfrontacji, czytam teraz "Dzienniki" Marii Dąbrowskiej. Już je kiedyś czytałem, ale dopiero teraz przeglądam te pamiętniki z prawdziwą uwagą. Warto obie pozycje przestudiować. Najlepiej razem.
          O ile Kowalska na codzienność PRL-u patrzyła z umiarkowanym krytycyzmem i miała jakieś nadzieje, to Dąbrowska nie miała żadnych złudzeń. Rzeczywistość widziała taką, jaką ona była. Nie łudziła się iluzją, że może... Zastanawia mnie, jak to się stało, że ta, jakby nie było, wielka pisarka, przy tak krytycznym postrzeganiu socjalizmu i komunizmu, mogła swym autorytetem i talentem, ideę tę, opisywaną w "Dziennikach" jako nienormalną, wspierać, uczestnicząc w akademiach propagandowych, zebraniach dziwnych organizacji i zjazdach śmiesznych instytucji, walczących (sic!) o pokój. Bez wstrętu wydawała swoje dzieła w zakłamanych wydawnictwach i publikowała w reżimowej prasie, nie bacząc, że na wolność słowa pozwolić może sobie tylko w zeszytach zapisywanych po kryjomu. Przecież w tamtych czasach pisarze, bardziej, niż kiedykolwiek, traktowani byli znakomicie, jak latarnie oświetlające drogę narodowi. Oczywiście mieli lepiej, ale nie za darmo. Czy ta dwulicowość i hipokryzja była podyktowana wygodą materialną, czy może były inne przesłanki? Co usprawiedliwia takie postępowanie?

anna-kowalska-z-corka-tula-i-maria-dabrowska
Anna Kowalska, jej córka Tula i Maria Dąbrowska, 1956 r.

          Historia mówi, że wielu znakomitych literatów wierzyło wówczas, iż kwiaty idei socjalizmu wydadzą dobre i smaczne owoce. Z "Dzienników" Dąbrowskiej wynika, że miała ona pełną świadomość marności tego pomysłu. Czy mogła działać inaczej? Czy było to działanie kunktatorskie, podyktowane przekonaniem, że skoro nic zrobić się nie da, to trzeba przetrwać? A może była to tylko czysta, nieskażona niczym chęć bycia popularnym, istnienia "na wierzchu"? Skoro dla narodu nic zrobić nie można, to róbmy coś dla siebie. Wszak wysokie honoraria, apanaże i przywileje, jakie zapewniało spacerowanie u boku władzy, pozwalały na życie w chwale i dostatku. Czy piękne mieszkanie przy Niepodległości w Warszawie i willa w Komorowie, w czasach, gdy lud mieszkał w tzw. "kołchozach", były ceną za udawanie, że się nie widzi, że się nie wie? Choć lektura jeszcze trwa, sądzę, że moje pytania pozostaną bez odpowiedzi. Znamienna jest jednak postawa Dąbrowskiej, która będąc konserwatystką, przy Putramencie uchodziła niemal za kontrrewolucjonistkę, choć oficjalnie się nie buntowała. Cóż, takie były warunki, takie było życie, a innej Polski nie było, i być nie mogło. Choć Dąbrowska wielką pisarką była, to jednak ciekawe jest, jak dojrzewały wtedy czereśnie?
          Dobrze jest czytając kronikę sprzed dziesięcioleci przenieść się z lekturą w czasie i wylądować we współczesności. Prócz "Dzienników" Dąbrowskiej, z wielką ciekawością czytam również ostatnio wydany "Dziennik dla dorosłych" Stefana Chwina. Chociaż wszystkie dzieła Chwina są osobiste, to po "Kartkach z dziennika", "Dziennik dla dorosłych" jest kolejną porcją najbardziej osobistych z osobistych zapisków na marginesie życia w dorobku zacnego profesora Uniwersytetu Gdańskiego, który, jak mi się wydaje, nic, a nic się nie zmienił od czasu spotkań w Kole Młodych, które w latach siedemdziesiątych odbywały się w kamieniczce ZLP przy kameralnej ulicy Mariackiej w Gdańsku. Choć jak się bliżej przyjrzeć, to zmężniał ten zawsze dystyngowany hipis.

chwin
fot. Gazeta.pl/Trójmiasto

          Płynąc z tezami, myślami i wnioskami tajemniczego Pana S. zdarza mi się czasem na falach Chwinowych zapisków wejść na mieliznę i złowić jakąś naiwność, lecz wcale nie zmienia to mojego sądu, że Chwin jest jednym z mądrzejszych ludzi w Polsce, których należy czytać. I to czytać z uwagą. Cieszę się więc, że w tym naszym, trójmiejskim ogródku drzewo Chwina co rusz zakwita, mimo szkodników jakie próbują podgryźć każdą gałąź, nawet tę, na której same siedzą. Całe szczęście, że jest wolność słowa i nie trzeba dokonywać już takich wyborów, jakie miała przed sobą Maria Dąbrowska. Całe szczęście, że nikt nie może już nikogo skazać na niebyt twórczy administracyjną decyzją. Ale wciąż trzeba pamiętać, że nasz narodowy ogród jeszcze długo nie będzie powszechną krainą szczęścia, bo tak naprawdę wciąż zbyt wolno w Polsce dojrzewają czereśnie. I jedno tylko jest pewne - Chwin wielkim pisarzem jest.


NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 9

Krystyna

2009-07-06 18:08:27
Panie Waldemarze, jest Pan dla mnie więcej niż prof. Stefan Chwin i nawet Paweł Huelle. Pozdrawiam !!!!!

waldek

2009-07-06 19:55:16
Oczywiście bardzo Pani przesadza, ale za to z jaką fantazją. I jak mile. Dziękuję. Serdeczności. W.

alicja july

2009-07-11 07:24:24
pije poranno-sobotnia kawe na obczyznie/jak to brzmi, to slowo/czytam Pana text i mam ochote na czeresnie, na texty pana Profesora i na Pana muzyke,
i lepiej mi z oczu patrzy w ten pochmurny dzionek

waldek

2009-07-11 09:56:45
Zawsze cieszę się bardzo, gdy uda mi się kogoś namówić na coś dobrego. Życzę smacznego dnia przy lekturze i przy czereśniach.

kawka

2013-06-19 20:25:31
Szanowny Panie,
Trafiłam na Pana wpis z roku 2009 o Marii Dąbrowskiej i jej pamiętnikach. Zadumałam się. Pan pisze o postawach pisarzy, ich ewentualnej kolaboracji, chęci wygodnego życia, nie rezygnacji z popularności. Jak Miłosz w "Umyśle zniewolonym".
Zgadzam się, choć nie do końca na powyższe zarzuty, bo może ktoś łaskawie zwróciłby uwagę na czytelnika, zanim odsądzi od czci i wiary tego czy innego pisarza za wazeliniarstwo, które jak widzę obecnie również ma się znakomicie, plus kiepski warsztat pisarski. Co byśmy czytali wtedy, gdyby wszyscy zamilkli w niezgodzie z władzą?
Miłoszowi mam za złe, że mnie czytelniczkę Gałczyńskiego, Borowskiego, Andrzejewskiego i Putramenta spostponował, wycierając bardzo dobrymi twórcami piekło kolaboranckie.
Miłosz popełniał wiersze, dużo wierszy, ale pijakowi Gałczyńskiemu do pięt nie dorasta. Borowskiemu mógł buty czyścić, który dzięki takim jak Miłosz popełnił samobójstwo.
Dlatego to nie takie proste podsumować również panią Marię Dąbrowską, świetną pisarkę nie z powodu Nocy i Dni, ale właśnie dzięki Pamiętnikom.
Moje poszukiwania jednak nie były tak proste, jak ciekawość samej pani Marii. Mnie zainteresował jej związek z panią Kowalską, a następnie pewne przypomnienie, a obecnie nawiązanie, że dzięki temu, że nie milczała mogłam przeczytać, kiedyś dawno temu jej wspaniałą "Safonę".
Pozdrawiam serdecznie i chyba sobie poczytam Pana blog, niesie afirmację, mimo wszystko, która w tym zwariowanym świecie jest taka trudna do wyekstrahowania.
kawka - halina kaczmarczyk


ps. W moim zamorskim, zaniedbanym ogrodzie posiały się poziomki, wyglądają ślicznie. Smaku nie mają żadnego, jak truskawki z wielkiego sklepu, ale zrobię fotkę, może ktoś uwierzy, że są słodkie

Waldek Chyliński

2013-06-20 13:35:25
do Kawki
Serdecznie dziękuję za wyrażenie swego zdania. Przeczytałem z uwagą i przyjemnością. Nie odsądzam od czci i wiary nikogo. Będąc świadom uwarunkowań życia w tamtych czasach, zadaję tylko pytania. Czytając przed paru laty "Dzienniki" Dąbrowskiej nie natknąłem się nigdzie na choćby jedno zdanie, które wytłumaczyłoby mi jasno i prosto, że "... robię to co robię, bo...". Czytałem natomiast o tym, iż Dąbrowska uważała, że system jest idiotyczny, a jednocześnie pisała o tym, że wiele od tego systemu jej się należy. Nie potępiam, tylko się zastanawiam. Ot i wszystko.
Pozdrawiam serdecznie.

kawka

2013-07-09 22:36:26
Pana Blog przez dłuższy czas był dla mnie niedostępny. Ale pamiętam że dyskutowaliśmy na temat Marii Dąbrowskiej i jej powiedzmy nieuczciwości ideologicznej. Ponownie zapytam: co my czytelnicy czytalibyśmy, gdyby na komunę obrazili się wszyscy potencjalni i czynni twórcy? Pan też powinien był nie pisać kapitalnych tekstów ale odłożyć akt tworzenia na czasy wolności, która w końcu przyszła i jest problematyczna.
Jasne, czytając pamiętniki pani Dąbrowskiej ma się odczucie, że uważała siebie za gwiazdę. Dlaczego zachowywała się jak się zachowywała? Czy nie wyjaśniała dlaczego postępuje tak a nie inaczej? Mam wrażenie że z pytaniem słuszności własnego stanowiska boryka się całe swoje życie twórcze, bo przed wojną też nie była wolna od niepewności.

Zdjęcia z Jezioraka cudne.

Waldek Chyliński

2013-07-09 23:26:41
Do Kawki.

Najprościej mówiąc, chodziło mi o to, że Dąbrowska pisząc "Dzienniki" wiedziała, iż opublikowane zostaną po jej śmierci. W związku z tym często w swych sądach, a także opiniach była w "Dziennikach" jednoznaczna i kategoryczna. Wiedząc, że nie musi liczyć się z cenzurą i represjami mogła pozwolić sobie na uczciwość wobec siebie, nie bacząc na rzeczywistość lat czterdziestych i pięćdziesiątych. Tej właśnie opinii o sobie wobec realiów życia w tamtym czasie w "Dziennikach" mi zabrakło. Nie chce być żabą u kowala, ale gdybym prowadził "za komuny" dziennik, to z pewnością wiele rzeczy nazywałbym po imieniu. Z tym, że ja w 1974 roku - czyli za tzw.propagandy sukcesu napisałem i śpiewałem na wielu studenckich imprezach piosenkę "Ptakom na drzewach" (w dziale Nagrania nr. 21) i inne, które w dość oczywisty sposób opisywały mój stosunek do tamtej rzeczywistości. Nie bałem się, ale też i nie miałem nic do stracenia. W "Dziennikach" Dąbrowska też się przecież nie bała, wiec dlaczego nie zrobiła "zdjęcia" samej sobie? Nie ma to nic wspólnego z tym, że wydawała - i dzięki Bogu - w tamtym czasie swoje dzieła, tworząc kulturę narodu. Narodu, który akurat znalazł się, nie ze swej winy, w takiej, a nie w innej sytuacji. Na moje pytanie odpowiedź już, z oczywistych powodów, nie padnie. Tylko się zastanawiałem. I nad postawami twórców w tamtym czasie wciąż jeszcze się zastanawiam.
Serdecznie dziękuję za ocenę moich zdjęć. Trudno źle sfotografować Jeziorak. Pstrykam po amatorsku, więc każda pochwała to wielka dla mnie nagroda. Pozdrawiam serdecznie.
PS. Mam prośbę, by komentarze umieszczać pod właściwymi wpisami, bo inaczej muszę się trochę nagimnastykować, by wszystko znalazło się na swoim miejscu.

kawka

2013-07-10 15:42:00
"W "Dziennikach" Dąbrowska też się przecież nie bała, wiec dlaczego nie zrobiła "zdjęcia" samej sobie?"

Zrobiła. Bardzo profesjonalne, pięknie wymodelowane, z taką przysłoną na obiektywie aby nie było zbyt dobrze widać na jej wizerunku procesów myślowych dla niej zbyt niekorzystnych. W pisarstwie nazywa się to chyba samocenzurą.
Ale czy pisarz musi wywlec ze swojego wnętrza absolutnie wszystko, aby został uznany za pisarza uczciwego, przy założeniu że jest dobry?
Białoszewski bardzo długo, w swoich pamiętnikach, ukrywa uzależnienie od różnego rodzaju "dopalaczy"jak syropki na kaszel (efedryna), tabletki przeciwbólowe, a i później jak go było stać regularne narkotyki jak kokaina. Nerwy mu puszczają dopiero w Nowym Jorku i tam, na kilka lub kilkanaście miesięcy przed śmiercią, wywleka prawdę o sobie. To jakby spowiedź, czego nie ma u Dąbrowskiej. A o czym pisze Kowalska, to np. wódka w życiu jej wielkiej partnerki.
I tak Pamiętniki Dąbrowskiej są chyba najlepszą jej książką, "Nocy i dni" nie trawiłam w szkole i teraz też nie dałam rady, ani jako filmu, ani jako literatury. Pozdrawiam i będę się stosowała, komentarze zamieszczę jak należy.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)