15 lipca, 2009

Pieczątkarnia

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 21:44
          Czasami myślę, że nie dać się zwariować, to podstawowa powinność obywatela takiego kraju, jak Polska. W styczniu ubiegłego roku opisywałem zajście na poczcie w Gdyni-Orłowie, gdzie zażądano zmartwychwstania mojej teściowej, by można było przekierować korespondencję. Kilka dni temu los podarował mi inny kwiatek z tej samej łączki: Zdarzyło się tak, że wraz z Asią, miałem kilka spraw do załatwienia w miejskich urzędach. Przechodząc obok dworca, który stoi naprzeciw budynku sądu, Asia przypomniała sobie, że dawno nie zaglądała do akt sprawy, która od wielu lat w tym sądzie się ciągnie.

temida

          Ponieważ sprawa jest niebanalna i niebłaha, a rozwiązanie dla nas istotne, skręciliśmy ku szerokim schodom świątyni sprawiedliwości. Po wejściu na piętro i odszukaniu odpowiedniego wydziału, Asia, jako strona w procesie, zniknęła za drzwiami sekretariatu. Po chwili wyłoniła się zza nich na powrót i zawołała mnie bym wszedł coś zobaczyć. Wszedłem. W kąciku na małym stoliku leżały akta.
- Czytaj - wskazała pismo leżące na wierzchu, którego dotąd nie znaliśmy. Nie zdążyłem zobaczyć nagłówka, gdy obok mnie wyrosła przystojna kobieta o inteligentnym wyrazie twarzy, wyglądająca na szefa tego biura. Zaatakowała z marszu:
- A pan co tu? Czy pan jest stroną?
- Nie, ale jestem mężem strony - odpowiedziałem.
- Tak, proszę pani, to jest mój mąż - potwierdziła Asia - i ja chcę, by on to przeczytał - tu wskazała pismo leżące na wierzchu teczki z aktami.
- Nie ma takiego prawa. Tylko strony mają wgląd w akta - zawyrokowała przystojna.
- Ale - wpadłem na pomysł - ja mam pełnomocnictwo żony, tj. od strony do reprezentowania jej interesów we wszystkich urzędach. - To niech Pan pokaże - przystojna wyciągnęła rękę. Zacząłem gorączkowo przeszukiwać portfel, w którym za każdym razem, gdy Asieńka wyjeżdżała za granicę, nosiłem notarialne upoważnienie. Niestety... Asia stojąca z boku patrzyła na mnie i na przystojną, jak na parę idiotów, którzy jej osobę w jednej chwili sprowadzili do wartości paru literek postawionych na papierku i kilku kropel tuszu na notarialnej pieczęci. Joachna, jak Asię nazywa ciocia ze Śremu, dawno nigdzie nie wyjeżdżała, więc upoważnienia w portfelu nie było. Zwiesiłem głowę, a przystojna z tryumfem w oczach pokazała mi drzwi. Zdążyłem tylko poprosić żonę:
- Przepisz wszystko dokładnie.
Chyba perspektywa znoszenia obecności Asi przez dłuższy czas, która w sekretariacie mozolnie, literka po literce, zaczęła przepisywać długie pismo, nasunęła przystojnej genialny pomysł, by natychmiast odbić je na ksero. Na korytarzu jest dość ciemno, więc siłą rzeczy Temida jest tam bardziej ślepa niż normalnie i dzięki temu bez problemu mogłem przeczytać absolutnie tajne pismo dotyczące mojej rodziny.
          Zazwyczaj, by otrzymać ksero z akt najpierw trzeba je zamówić (nie ma mowy, by móc je sfotografować), zapłacić złotówkę od strony i poczekać kilka dni. Tym razem, po chwili przeczytałem, to co przeczytać chciałem i powinienem.
          Stosunkowo niedawno, w odpowiedzi na zainstalowanie się w Polsce zachodnich sieci szybkiego i śmieciowego żywienia, wymyślono swojskie Pierogarnie. Idąc tym śladem ktoś w Sopocie przy Grunwaldzkiej otworzył Kanapkarnię.

kanapkarnia-w-sopocie

          W tej sytuacji i wobec tego, ja proponuję, by wszystkie urzędy w naszym kraju nazwać Pieczątkarniami. Ja z tego nic nie będę miał i się tym nie najem, ale armia "przystojnych" tylko to trawi i tylko tym się syci, więc...
Smacznego moi drodzy, przystojni i mądrzy Urzędnicy! NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 2

Zbigniew Szefka

2009-07-16 15:49:08
Waldek, i tak miałeś to szczęście, ze trafiłes do sadu, gdzie możesz wejść do sekretariatu i zajrzeć z marszu do akt, bo sa takie, że akta musisz w okienku zamawiać dzień wcześniej ( po to aby potem złożyć zamówienie na konkretna kserokpię )... To efekt pomysłów reformatora ministra Ziobry ...

waldek

2009-07-16 16:37:52
Może, jak piszesz Zbyszku, i tak mam szczęście..., ale Asia tego szczęścia nie miała, bo jak się okazało, mniej ona dla urzędnika znaczy jako osoba, niż jako papier, na którym spisano jej pełnomocnictwo. Czy możesz sobie wyobrazić sytuację, w której Twój podpis jest bardziej żywy od Ciebie samego? A co do Ziobry, to jako prawnik wiesz najlepiej, bo ja go tylko nie lubię.

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)