07 sierpnia, 2009

Jeszcze i już, ale nie jak ten...

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 15:29
          Wczoraj znowu usłyszałem tę starą mądrość, że "najwięcej mówisz o sobie, gdy mówisz o innych". No, to... Zdaje mi się, że jestem jeszcze w komfortowej sytuacji. Choroby nie bolą mnie jeszcze na tyle, bym nie mógł niespiesznym spacerkiem, z lekka podskakując, iść dalej przez życia dołki i pagórki. Sprawy rodzinne, niczym jezioro latem, cieszą jeszcze urodą i obiecują wypoczynek, choć już czasem męczą. Finansowe latawce też jako tako szybują jeszcze po niebie nadziei, ale bywa, że wysokość lotu już budzi lęk. Zawodowe zaś mechanizmy kręcą się jeszcze, lecz już ostrożniej i znacznie wolniej. Tak między Bogiem a prawdą, to właściwie żadnego przymusu do niczego jeszcze, i już nie mam, bo palenie rzuciłem, a ogródkiem zajmuje się Asia.

ogrod1

          Te "Codzienności", które sobie w internecie uprawiam, są, jakby powiedział ubogi zakonnik z Torunia - dziełem kompletnie bezinteresownym. Z wykwitu talentu, w przeciwieństwie do wielu znajomych bardów, i takiego jednego na O. z Krakowa, nie mam prawie niczego do sprzedania. "Prawie" co prawda robi sporą różnicę, ale generalnie - co mam z fantazji, mogę dać.
Nie tęskno mi za koncertami, jak temu na O. z Krakowa. Nie zabiegam już o poklask, choć komplementy lubię. Za fanów wystarczą starzy znajomi i przyjaciele. Jak jeszcze trafią się przypadkowi, przychylni internauci, jestem szczęśliwy. Zamiast kontraktu na występ wystarczy pewność, że nad nowym tekstem paru ludzi się pochyli i doczyta do końca. Nie chcę, jak ten na O. z Krakowa, podobać się wszystkim. Niech mnie dobrze postrzega żona, a już świat będzie piękny.
Jeżeli ktoś ma ochotę posłuchać moich piosenek, to ma je tu, pod ręką. Jeżeli ktoś ma ochotę wiedzieć, co myślę, może się dowiedzieć na tej stronie, a gdy ciekawość go weźmie, by widzieć jak wyglądam, to proszę - jest galeria.
Ku zgorszeniu żony, nigdy nie zabiegałem, jak ten na O. z Krakowa - i nie zabiegam nadal - o zaproszenia na imprezy, przeglądy i festiwale, choć dziękuję tym, którzy nie bacząc na nic wciąż o mnie pamiętają. Te imprezy, koncerty i programy, które były, ciepło i z sentymentem jeszcze wspominam, najchętniej w ogrodzie, bycząc się nieprawdopodobnie, aż mnie Aśka nie przegoni.

ogrod-w-sierpniu

          Moja sprawa ze sceną jest już oczywista - nie wpychamy się na siebie, choć czasem jeszcze na się zerkamy. Nie tęskno mi do oślepiających reflektorów i ogłupiających tras koncertowych. Nie ma we mnie już nic z gościa, który musi. Już nie muszę.
A że sobie jeszcze coś zechcę, nie powinno nikomu przeszkadzać. Ja wciąż lubię chcieć jeszcze - i już, i to niech o mnie najlepiej świadczy.
I tak oto wymyśliłem nową życiową maksymę: "Najmniej mówisz o sobie, gdy mówisz tylko o sobie" A nie o tym banalnym na O. z Krakowa.

PS. Jeden z moich starych przyjaciół, Marek Prusakowski, udzielił wywiadu. Polecam, bo warto przeczytać, choćby dla zdrowia : http://www.wiadomosci24.pl/artykul/lekarz_pasjonat_czlowiek_epoki_renesansu_105661-1--1-a.html

PS2. Dla ciekawskich - ten O. z Krakowa, tylko czasem jest z Krakowa i tylko czasem jest na O.NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 0

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)