01 sierpnia, 2009

Moralne zwycięstwo

Codzienności - Waldemar Chyliński @ 17:49
          Od wczoraj pełno wszędzie Powstania Warszawskiego. Burmistrz Stalowej Woli się zwiesił i pokazał "wała" wojewodzie podkarpackiemu, który nakazał dzisiaj o siedemnastej wyć syrenami. Powiedział, że wyć nie będzie i zapytał - Który normalny naród buduje tożsamość na klęskach? Od razu zacząłem się zastanawiać, czy Francuzi obchodzą klęskę pod Waterloo? Nie wiem, i jakoś nigdy nic o tym nie słyszałem.
         Znany historyk, który mieszka obecnie w Anglii, powstaniec warszawski, prof. Ciechanowski mówi w wywiadzie prasowym, że do tego powstania nigdy nie powinno dojść, i że sprowokował je mało zdolny watażka Okulicki z niejasnym życiorysem, w którym można się dopatrzeć elementów zdrady.
          Powstanie wybuchło. Tragedia miasta się odbyła. Żadnego celu nie osiągnięto. Za tę awanturę życiem zapłaciło około dwustu tysięcy Polaków i około dwóch tysięcy Niemców. Wczoraj jakiś starszy pan podczas uroczystej akademii w Warszawie mówił, że w 1944 roku odnieśliśmy moralne zwycięstwo. Cholera - pomyślałem - czy my nie moglibyśmy odnosić normalnych zwycięstw?
          Lech Makowiecki z grupy "Babsztyl" i "Zayazd", który jest moim sąsiadem i kumplem od dziesiątków lat, przysłał mi dzisiaj swoją nową, piękną piosenkę o tych młodych ludziach, którzy ginęli w beznadziejnej walce. Gdy jej słuchałem przypomniała mi się rozmowa z moim wujkiem - Tadeuszem Kozakiem.

tadeusz-kozak

         W czasie wojny mieszkał na Żoliborzu. W swoim tapczanie trzymał broń, co napawało strachem całą rodzinę. W 1944 roku miał dziewiętnaście lat. Nie powojował długo, kilka dni po wybuchu Powstania został ranny. Kiedy się wylizał było po wszystkim. Wylądował na robotach w Niemczech. Gdy wrócił do Warszawy nie odnalazł już swojego domu. Wyjechał na Wybrzeże. Skończył Politechnikę Gdańską i był jednym z tych, którzy zbudowali przemysł okrętowy. Któregoś wiosennego dnia poszliśmy na spacer po plaży...

tadeusz-kozak-nad-morzem

... i zgadaliśmy się na temat wujkowej młodości. Zapytałem go o Powstanie, powiedział coś takiego: 
- Powstanie było jedną wielką tragedią i... głupotą. My, młodzi niewiele z całej tamtej sytuacji rozumieliśmy. Chcieliśmy się bić. Jednak ci, którzy Powstanie wywołali powinni wiedzieć co robią i czym ryzykują. Skoro tak nieprzemyślane wydali rozkazy, to nie powinni teraz uchodzić za bohaterów narodowych, bo oni naród narazili na wielkie straty. Czy ktoś kiedyś powiedział matkom tych dzieci, które z gołymi rękami rzuciły się na uzbrojoną po zęby armię, po co one zginęły? To była okropna klęska. W każdym wymiarze.
          Pokiwałem głową, bo cóż można powiedzieć. No, mógłbym coś palnąć o moralnym zwycięstwie. Nie palnąłem i na wszelki wypadek o stocznie już nie pytałem.


NOWSZE WPISYSTARSZE WPISY
KOMENTARZE: 3

Małgorzata

2009-08-01 21:13:53
Waldku, los mojej rodziny w czasie Powstania był podobny do losu Twojego Wujka. Wuj Twój miał szczęście przeżyć to piekło. Synowie mojej ciotki Leszek (21lat) i Jurek (20lat) walczyli w A.K.w Batalionie „Zośka”. Matka straciła z dnia na dzień swoich synów. Leszek zginął w akcji 22 sierpnia na Czerniakowie. Jurek zginął w akcji na Starówce w kościele św, Jacka. 23 sierpnia. Jak sięgam pamięcią, do końca życia nie pogodziła się ze stratą swoich synów. Moi rodzice po Powstaniu przeszli obóz przejściowy w Pruszkowie i po jego opuszczeniu zawędrowali do Gdańska. Pamiętam jak mówili, że Powstanie było jedną wielką tragedią i niepotrzebnym zrywem bez najmniejszych szans na powodzenie. Od samego początku skazane było na upadek. Zginął kwiat najlepszej młodzieży całego pokolenia.

TTZ

2009-08-03 03:47:39
Australia swoje najwieksze swieto narodowe ANZAC DAY,obchodzi wlasnie w dniu upamietniajacym najwieksza kleske poniesiona w czasie I WW w bitwie pod Gallipoli.Tez mnie to poczatkowo dziwilo,ale zrozumialam,ze chodzi tu glownie o hold skladany poleglym,a nie 'budowanie tozsamosci na kleskach".Inna sprawa,ze Australii daleko do normalnosci.

S

2009-08-06 10:21:08
O powstaniu różnie mówią...
Ja tam wiem, że nie długość życia, a jego godność jest istotą naszego wędrowania
Ostatnie zdanie "...Nie palnąłem i na wszelki wypadek o stocznie już nie pytałem." czytane jako kropka po całym tekście to majstersztyk. Smaczne.
Choć i smutne.
S

Dodaj odpowiedĽ:

Podpis (wymagane)
E-mail (nie zostanie upubliczniony)
Strona internetowa
Zmień obrazek
Kod z obrazka (wymagane)